Artykuł z nagrodą: Pierwszy lot trasowy w warunkach zimowych – co mogło pójść nie tak?
Artykuł przygotowany we współpracy z ICAO4.me - Centrum Lotniczego Angielskiego (www.icao4.me)
Zimowa aura za oknem wielu zniechęca do latania, a ci co bardziej odważni próbują wykorzystać czas lepszej dostępności samolotów na swoją korzyść. Tak też postanowiła zrobić bohaterka naszej historii, Marta.
Tak jak i we wcześniejszych odcinkach serii, przedstawię Wam dzisiaj wypadek oparty o zdarzenie w innym kraju, które przeniosę na polskie realia, aby łatwiej było nam je zrozumieć i być może dzięki temu spróbować wczuć się w sytuację załogi. Wybór zdarzenia jest nieprzypadkowy, ponieważ zima to czas, w którym podobne sytuacje mogą mieć miejsce, warto zatem być na nie szczególnie wyczulonym.
Bohaterka tej historii zebrała już trochę lotniczych doświadczeń, gdyż przez całe lato i jesień budowała nalot do licencji zawodowej. Zostało jej do dolatania już tylko około 25 godzin, jednak ze względu na kiepską pogodę w minionych tygodniach, dopiero w styczniu mogła pozwolić sobie na wykonanie kolejnego lotu.
Cieszy się, bo za niedługo na studiach rozpocznie się sesja i latanie znów na jakiś czas trzeba będzie odstawić na bok. Marta swój nalot buduje na samolocie kolegi, którego poznała jeszcze na kursie szybowcowym. Ustalają, że Marta pożyczy i tym razem jego wysłużoną, ale ciągle sprawną Cessne 152 w wersji Aerobat, aby wykonać lot z Szymanowa pod Wrocławiem do Pobiednika pod Krakowem, z międzylądowaniem w Rudnikach koło Częstochowy.
Pogoda w dniu lotu zapowiada się nadzwyczaj dobrze. W zachodniej części Polski trzyma jeszcze dość solidna zima, natomiast na południu i w środkowej Polsce pojawiają się pierwsze oznaki odwilży. METAR dla Wrocławia przedstawia się o czasie startu bardzo prosto: METAR EPWR 120900Z VRB02KT CAVOK M11/M13 Q1019= i w zasadzie jest zgodny z prognozą. Wcześniej na niebie były pojedyncze rozproszone chmury, z których spadło nieco raczej suchego drobnego śniegu (-SN).
Marta na lotnisku jest od rana. Wyhangarowała samolot, przygotowała go do lotu i wykonała tankowanie. Następnie odciągnęła samolot od stacji paliw i - nauczona doświadczeniem z poprzednich lotów - udała się do toalety. W drodze do samolotu odebrała telefon od przyjaciółki, która poinformowała ją o rozstaniu ze swoim chłopakiem, więc rozmowa przeciągnęła się na dobre 40 minut.
Marta leciała bez planu lotu, więc nie czuła presji, aby spieszyć się ze startem, podczas gdy przyjaciółka płakała jej do słuchawki. Kątem oka obserwowała, jak pruszy drobny śnieg spadający z pojedynczych poszarpanych chmur, który pięknie skrzył się w promieniach słońca. W zasadzie ta rozmowa telefoniczna Marcie nie przeszkadzała, gdyż nie chciała startować w tym opadzie.
Po zakończeniu rozmowy z przyjaciółką, zaskoczona takim obrotem spraw w jej życiu, udała się do samolotu, na którym zalegała cienka warstwa drobnego suchego śniegu. Marta wiedziała, że zanieczyszczone w ten sposób powierzchnie mogą spowodować znaczne obniżenie siły nośnej i zaczęła zastanawiać się, czym usunąć śnieg ze skrzydeł. Najpierw jednak rękawiczką strąciła śnieg z owiewki i zauważyła, że ten był tak suchy, drobny i lekki, że w zasadzie można było go zdmuchnąć. To ją uspokoiło, uznała bowiem, że tylko otrzepie śnieg ze skrzydeł. Przy jej dość wysokim wzroście było to wykonalne, więc niedbale zgarnęła dłonią cienką warstwę śniegu, zakładając, że resztę zdmuchnie strumień zaśmigłowy i pęd powietrza.
Spokojna i przygotowana do lotu, Marta zajęła miejsce w kabinie, wykonała procedurę uruchomienia i wykołowała do pasa 14. Był to pierwszy lot Marty w warunkach zimowych, więc czuła się tym bardzo podekscytowana. Wiedziała, że widoki są zimą zupełnie inne i nawet mroźny dzień niespecjalnie jej przeszkadzał. Była przygotowana na typowe zimowe zagrożenia, jak ograniczenie widoczności przez wzbity w powietrze śnieżny puch, czy utrudnioną ocenę odległości od ziemi podczas lądowania.
Po zgłoszeniu startu Marta dodała pełny gaz, obroty wkręciły się prawidłowo i samolot zaczął toczyć się po pasie. Silnik wydawał się wyjątkowo mocny jak na znaną jej Cessnę - cieszyła się, że surowe zimowe powietrze dodaje osiągów wysłużonemu samolotowi. Jednak mimo bardzo dynamicznego rozpoczęcia rozpędzania, prędkość nie przyrastała tak szybko, jak można by się tego spodziewać.
Marta wyrwała samolot z ziemi i resztę rozpędzania wykonała w efekcie przyziemnym. Wtedy poszło już nieco łatwiej, bo gdy koła odkleiły się od śniegu, opory zmalały, a miejscowe poślizgi zniknęły. Samolot zaczął rozpędzać się coraz żwawiej, unosząc się niewysoko nad ziemią, jednak na prędkości na której zazwyczaj sam odpychał się w górę, Marta czuła że Cessna wciąż leci niepewnie. Ostatecznie wykonała wznoszenie nieco bardziej łagodnie niż zazwyczaj i po ustabilizowaniu lotu na 3000 ft rozpoczęła nawigację w kierunku Częstochowy. Zachowanie samolotu przy starcie zaskoczyło Martę - spodziewała się raczej rakiety, ze względu na niską temperaturę i suche powietrze. Postanowiła jednak lecieć dalej.
Kiedy w drodze do EPRU Marta mijała Kluczbork pogoda zaczęła się zmieniać. Temperatura podniosła się znacząco, a samolot odzyskał nieco wigoru. Wzmógł się też wiatr, który zawiewał z kierunku południowego, zatem wymagał od Marty lekkiej korekty kursu. Pogoda w Częstochowie od wczoraj znacząco się zmieniała. Przechodziła z mroźnej zimy w zimową pluchę.
Lekko dodatnie temperatury zaczęły powoli topić zalegający śnieg. To spowodowało, że na pasie startowym w Rudnikach zalegał wilgotny śnieg zmieszany z błotem pośniegowym, a sam pas nie był odśnieżony. Marta uznała jednak, że skoro poprzedniego dnia na pasie startowym lotniska odbywały się zawody quadów, to pas nadaje się do lądowania. Przecież jeśli jeździły po nim quady, to i samolotem da radę wylądować.
Marta rozpoczęła standardowe podejście do lądowania na pasie 26, wykonała prawidłową korektę wiatru bocznego, który nadal wiał od południa i chwilę po przyziemieniu zauważyła, że samolot ślizga się bokiem po pasie, co postanowiła ratować odejściem na drugi krąg. W chwili gdy zwiększała obroty silnika samolot wtoczył się w grubszą warstwę mieszaniny śniegu i błota, która przyhamowała go do tego stopnia, że wyraźnie zwolnił, obrócił się i nieomal skapotował, wyłamując jedną goleń podwozia, gnąc śmigło i opierając się na skrzydle. Marta zdążyła na czas zredukować obroty, a następnie wyłączyć silnik i wykonać wszystkie czynności awaryjne. Z samolotu wyszła o własnych siłach.
Jak zawsze, tak i tym razem, zachęcam do podzielenia się Waszymi spostrzeżeniami na temat tej sytuacji, co możecie zrobić udzielając odpowiedzi na poniższy zestaw pytań:
Wśród osób, które udzielą najciekawszych i najbardziej wyczerpujących odpowiedzi wybierzemy jedną, która otrzyma nagrodę - bezpłatny dostęp do kursu frazeologii Aviation English o wartości 300 zł. Na odpowiedzi czekamy do 25 stycznia 2026 r.
Łukasz Wieczorek, egzaminator lotniczego angielskiego (LPE), pomysłodawca i współzałożyciel ICAO4.me, filolog, pilot-instruktor.
Komentarze