Przejdź do treści
Źródło artykułu

Elektryczne samoloty nie muszą już pozostawać marzeniem

Samochody elektryczne stały się już elementem codzienności. Takie rozwiązanie pociąga za sobą jednak znaczny wzrost masy pojazdu. Międzynarodowy zespół naukowców i inżynierów przeanalizował możliwości optymalizacji silników elektrycznych pod kątem zastosowań w lotnictwie, kolejnictwie i transporcie morskim, gdzie każdy dodatkowy kilogram stanowi poważny problem.

Coraz więcej samochodów osobowych porusza się po drogach dzięki bateriom i silnikom elektrycznym. Znacznie trudniej zastosować podobne rozwiązanie w samolocie pasażerskim czy statku oceanicznym. Potrzebne są tam moce silników liczone w megawatach, a każda dodatkowa masa ogranicza zasięg, ładunek lub liczbę pasażerów. Jednocześnie transport odpowiada za około 23 proc. emisji dwutlenku węgla związanych z wykorzystaniem energii. Bez nowych technologii trudno będzie ograniczyć jego wpływ na klimat.

W lotnictwie podstawowym problemem jest stosunek mocy silnika do jego masy. Obecne silniki elektryczne osiągają od 5 do 10 kW/kg. To za mało dla średnich i dużych samolotów. Masę zwiększają również kable, transformatory, układy zabezpieczające i instalacje odprowadzające ciepło. Samo zbudowanie większej i z konieczności cięższej baterii nie rozwiązuje więc wszystkich problemów elektrycznego napędu w tym obszarze.

Pomóc mogą nadprzewodniki. Po schłodzeniu poniżej temperatury krytycznej przewodzą one prąd praktycznie bez oporu i mogą przesyłać bardzo duże jego natężenia. Pozwala to budować mniejsze, a przez to lżejsze silniki, generatory, kable i transformatory o dużej mocy. Fizycy mówią o nadprzewodnikach wysokotemperaturowych, jednakże nazwa ta jest nieco myląca, gdyż nawet takie materiały wymagają schłodzenia do około −183 st. C, a niekiedy jeszcze niższej temperatury. Niektóre z nich można chłodzić względnie tanim i łatwo dostępnym ciekłym azotem.

Najważniejsze dla elektryfikacji przemysłu lotniczego pytanie brzmi zatem, czy korzyść wynikająca ze zmniejszenia masy urządzeń przewyższy ciężar, koszt i złożoność instalacji chłodzącej.

Odpowiedzi szukało ponad 60 naukowców i inżynierów z przeszło 40 uczelni, instytutów i firm, w tym europejskiego producenta samolotów, firmy Airbus. W 26 eksperckich analizach przygotowali prognozę rozwoju nadprzewodzącego transportu na najbliższe 10–20 lat.– Elektryczne samoloty nie muszą już pozostawać marzeniem – przekonuje Wenjuan Song z Uniwersytetu w Glasgow, kierująca pracami nad prognozą opublikowaną w czasopiśmie „Superconductor Science and Technology” (https://phys.org/news/2026-07-roadmap-paper-superconductors-decarbonize-sector.html). Nie oznacza to jednak, że duży samolot nadprzewodzący jest gotowy do startu. Airbus uruchomił w 2023 roku rdzeń kriogenicznego układu napędowego o mocy 500 kW, ale był to demonstrator naziemny. Rozwijane maszyny nadprzewodzące mają osiągać od 20 do 40 kW/kg, czyli kilkakrotnie więcej niż obecne silniki elektryczne.

Szczególnie interesujące jest połączenie nadprzewodnictwa z ciekłym wodorem. W samolocie lub statku wodór mógłby być paliwem, a jego bardzo niska temperatura (−250 st. C) pomagałaby chłodzić silniki i przewody. Nie usuwa to kosztów produkcji wodoru ani potrzeby budowy nowej infrastruktury, ale pozwala wykorzystać zimno, które w innym przypadku byłoby tylko technicznym obciążeniem.

Do tej pory amerykańska marynarka przetestowała nadprzewodzący silnik okrętowy o mocy 36,5 MW. W Chinach zaś zbudowano transformator trakcyjny o sprawności przekraczającej 99 proc. i masie poniżej czterech ton. Nadprzewodzące kable zainstalowano też na liniach kolejowych w Japonii i Francji.

Warto podkreślić, że nadprzewodniki też mają swoje ograniczenia techniczne: straty pojawiają się przy zastosowaniu prądu przemiennego, materiały są drogie, a chłodzenie musi być niezawodne. Konieczne są też systemy wykrywające lokalne przegrzanie, które może nagle zniszczyć stan nadprzewodzący, oraz zabezpieczenia, procedury obsługi i certyfikacja całych pojazdów. Jeden ze scenariuszy przedstawionych w publikacji wskazuje, że wykorzystanie nadprzewodników w lotnictwie, żegludze i kolei mogłoby ograniczyć emisje o około 23 miliardy ton w ciągu 25 lat przy założeniu dużej skali wdrożeń. Klimatyczny efekt zależałby jednak w dużej mierze od tego, czy energia elektryczna i wodór pochodziłyby ze źródeł niskoemisyjnych.

Opublikowane wyniki badań i prognozy pokazują, że przejście od udanych demonstratorów do samolotów, statków i pociągów używanych codziennie wymaga jeszcze wielu lat pracy. Stawką są jednak napędy lżejsze i wydajniejsze niż obecnie, dzięki którym elektryfikacja nie musiałaby kończyć się na samochodzie osobowym. kmp/ agt/

FacebookTwitterWykop
Źródło artykułu

Komentowanie tego niusa zostało z automatu wyłączone. Jeśli chciałbyś/-abyś je skomentować prosimy o maila na adres wspolpraca@dlapilota.pl

Nasze strony