Linie lotnicze zmuszone do cięcia kosztów

Samoloty przechowywane na australijskiej pustyni, fot. NT News

Przewoźnicy zmniejszają zatrudnienie i flotę. Najbardziej w Europie, bo właśnie tu odnotowano największy spadek ruchu lotniczego z powodu pandemii.

Najwięksi przewoźnicy, tacy jak British Airways, Lufthansa czy Air France, jak również ci mniejsi – Austrian Airlines, Swiss, Finnair, Norwegian i nasz LOT – nie mają innego wyjścia, jak tylko zmniejszyć podaż miejsc. Przesuwają dostawy nowych samolotów bądź z nich rezygnują. Według prognozy Eurocontrol, zrzeszającej agencje kontroli ruchu lotniczego, sytuacja z miesiąca na miesiąc co prawda się poprawia, bo ruch w Europie rośnie po kilka punktów procentowych, jednak i tak w czerwcu ma on być nadal o 55 proc. mniejszy w porównaniu z 2019 r.

Boeingi na pustyni

– Kwestia ostatecznego kształtu floty jest w dalszym ciągu otwarta i LOT rozważa kilka scenariuszy zarówno w zakresie boeingów 737MAX-8, jak i 787-9 – przyznaje Krzysztof Moczulski, rzecznik prasowy polskiego przewoźnika.

Nieoficjalnie wiadomo, że umowa z Boeingiem dała LOT-owi możliwość wycofania się z odbioru dziesięć egzemplarzy B737 MAX. I tak też przewoźnik zrobił. Z informacji uzyskanych w firmach leasingowych wynika jednak, że może to oznaczać odłożenie transakcji w czasie, bo umowa z Boeingiem taką opcję przewidywała. Natomiast dwa dreamlinery 787-9 zaparkowane obecnie na pustyni Mojave najprawdopodobniej zostaną odebrane. W obu przypadkach naturalnie nie ma całkowitej pewności. LOT w tej chwili ma w swojej flocie 75 samolotów. W przyszłym roku odlecą z niej bombardiery Q-400, zresztą zgodnie z planem.

Czytaj całość artykułu na stronie www.rp.pl

Źródło: Rzeczpospolita
comments powered by Disqus