Sebastian Kawa: instrukcja do fali

Szybowiec w locie nad chmurami (fot. sebastiankawa.pl)

Jak skutecznie polatać na fali w Beskidach radzi Sebastian Kawa – wielokrotny szybowcowy mistrz świata i Europy.

Najsłynniejsze ośrodki falowe w Polsce to od lat Jelenia Góra i Nowy Targ. Bardzo popularny stał się też czeski Jesenik ale nie gorsze do latania na fali są i Beskidy. Zazwyczaj pogoda nie sięga tak rozlegle by jednocześnie latać tu i tam, albo wieje w Sudetach, albo w Sudetach już pada a odpowiedni wiatr jest na południu Polski. Nie ma więc dylematu gdzie pojechać ale cóż, jeśli szukać regularnej fali do przelotów z wieloma odcinkami to jednak Jeseniki są skuteczniejsze. Rzadko wieje tak równo, by można było jednocześnie cieszyć się falą od Bieszczad po Zgorzelec ale udało się już połączyć w przelocie Beskidy z Sudetami.

Natomiast z Beskidów codziennością są loty w Tatry i kilka przelotów obejmowało już całe góry na południu Polski aż w Bieszczady. Gdy dodać do tego przelot który wykonaliśmy nad Ukrainą do granicy Rumuńskiej, powstaje całkiem pokaźna trasa do pokonania jedynie na fali i jest to wyzawanie organizacyjno – polityczne na przyszłość. W Beskidach lata się jednak inaczej niż w typowych centrach falowych w Nowym Targu, czy Jeleniej Górze.

Hol na fale w Sudetach oznacza konieczność przebijania się pod wiatr przez pas rotorów.
Tam szybowce są holowane pod wiatr do wznoszenia rotorowego.

Często nawet nad chmury, wprost na falę. Problem kontaktu z wznoszeniem spoczywa na barkach pilota samolotu, ale z drugiej strony lot w zespole w warunkach halniakowych jest bardzo trudny. Trzeba się przebić od zawietrznej przez pas rotorów, silne podmuchy rzucają zespołem, jest to niełatwe dla pilotów a zdarza się i urwać linę. Powstaje nagła konieczność radzenia sobie w przypadkowym miejscu, gdzie nie ma pól do lądowania i dominuje silne duszenie. Lot pod wiatr przez rotory też musi trwać. Samolot z szybkim szybowcem może lecieć 150 km/h, ale ciągnąc wolniejsze dwustery, które przy takiej prędkość stanowią duży opór, trzeba zwolnić bo zespół w ogóle by się nie wznosił. Realnie można liczyć na około 120km/h. Tymczasem podmuch w miarę wznoszenia nierzadko osiąga 100 więc prawie stoimy w miejscu. Te klasyczne środki bronią się przed wizytą mało doświadczonych pilotów. Wymaga się opanowania holu w turbulencji i latania chmurowego a także było wymagane badanie w komorze niskich ciśnień by sprawdzić, jak organizm reaguje na niedotlenienie.

Hol na pierwsza falę nad Zakopane to nawet 30km lotu pod wiatr z Nowego Targu.

Im wyższe góry i im silniejsze zafalowanie tym częściej można liczyć na to, że silny mur halniakowy wspólnie z silnym prądem opadającym za barierą gór osuszy chmury i umiejętność latania bez widoczności nie będzie potrzebna. W Tatrach przy halnym ciągnie się pas słońca i słabszego wiatru aż do Tarnowa. Gdy zachmurzenie jest niskie, to zupełnie suszy się na górach.

Po zawietrznej Tatr przy niskiej inwersji i niskim zachmurzeniu pozostaje bezwietrzny pas z bezchmurnym niebem. JS3 na fali nad Jeleśnią.

Przy wyższej a powtarzającej się fali, która powstaje podczas silnego przyrost prędkości wiatru z wysokością, każda kolejna z nich jest bardziej sucha, na skutek turbulencji, tarcia i w efekcie ogrzewania się warstwy powietrza. Bez problemu można wtedy polecieć z wiatrem i tam szukać dziur w zachmurzeniu.

Cały artykuł czytaj na stronie www.sebastiankawa.pl

Źródło: sebastiankawa.pl
comments powered by Disqus