W Łososinie znów fukało

Aeroklub Podhalański (logo)

Czwartego listopada wszystko wskazywało na to, że południowy ciepły wiatr pozwoli spokojnie szybować nad Sądecczyzną. Jego początkowa niemrawość, a później zmiana kierunku na NW pozwoliła na wykonywanie, już ostatnich chyba w tym roku lotów termicznych. Kilku kolegów kręciło się po ok. 2 godz. w noszeniach termicznych do 1300 m.

Dni 10 i 11 listopada zapowiadały się całkiem nieźle. Niestety w sobotę 10 - go po dość optymistycznym początku, gdzie chłopaki wyjechali w miarę szybko na 1600 m, potem była zwykła harówka na 900-1100 m. Po godz. 14.00 wszystkie szybowce były już na ziemi.

W niedzielę 11 listopada w drodze na lotnisko napotkane widoki napawały optymizmem. Po pierwsze już z Krakowa widać było piękne soczewki, po drugie ze wzniesień w okolicach Wiśnicza był widoczny wyraźny mur halniakowy nad Tatrami, po trzecie wjeżdżając na lotnisko od strony Michalczowej o 9.00 zobaczyłem stojące szybowce na starcie.

Południowy dolny wiatr z odchyłką zachodnią na większej wysokości pozwolił początkowo opierać się kabinkami o FL95. Potem było trochę słabiej, i tylko widok dosłownie stojących w miejscu szybowców na Łososiną na wysokości od 1500 do 2500 przypominał niedowiarkom, że sezon szybowcowego falowania właśnie nadszedł.

Listopadowe święto zakończyliśmy nalotem szybowcowym ponad 19 godz. Biorąc pod uwagę, że latała aeroklubowa Cessna, potem 3Xrtim, prywatne samoloty członków naszego klubu, odwiedzili nas znajomi z Aeroklubu Krakowskiego, a dodatkowo cały czas kręcili akrobację koledzy na Z-50L i EXtrze - dzień świąteczny należy uznać za udany.

RM

Źródło: Aeroklub Podhalański
comments powered by Disqus