Przejdź do treści
Źródło artykułu

Gdy stres przejmuje stery. Dlaczego dobry pilot nie zawsze potrafi wykorzystać swoje umiejętności?

Zapraszamy do lektury tłumaczenia artykułu „When Skill Is Not Enough„ Michaela Wurstera opublikowanego na stronie www.generalaviationnews.com


Wciąż pamiętam słowa, które usłyszałem w słuchawkach podczas szkolenia lotniczego w Whangarei w Nowej Zelandii: „Spokojniej, Mike”. Ćwiczyliśmy zakręty z dużym przechyleniem. Nie zdawałem sobie wtedy sprawy, że im bardziej starałem się wykonywać je idealnie, tym mniej naturalnie wszystko mi wychodziło.

Bardzo zależało mi wówczas na tym, by zostać lepszym pilotem. Dokładnie się przygotowywałem, uważnie słuchałem i chciałem, żeby każdy lot przebiegał dobrze. Podobnie jak wielu pilotów uważałem, że jeśli coś nie wychodzi, odpowiedź jest prosta: rób więcej, staraj się mocniej. Mój instruktor dostrzegł coś, czego ja nie widziałem.

Im więcej wysiłku wkładałem w pilotaż, tym więcej napięcia wnosiłem do kokpitu. Mocniej zaciskałem dłonie na sterach. Moje ruchy stawały się mniej płynne. Zamiast pomagać, część tego dodatkowego wysiłku pogarszała moje działanie. „Spokojniej, Mike” było prostym poleceniem, ale kryła się w nim ważna lekcja: coś, co wykonujemy dobrze przy odpowiednim poziomie zaangażowania, często możemy zepsuć, starając się zbyt mocno.

Większość pilotów doświadczyła jakiejś odmiany tego zjawiska. Może ono wystąpić podczas egzaminu praktycznego, kontroli umiejętności wykonywania lotów według wskazań przyrządów, sprawdzianu w symulatorze albo nieoczekiwanej sytuacji w locie.

Nagle pilot, który dobrze radził sobie podczas szkolenia, ma trudności z zadaniami, które wcześniej wielokrotnie wykonywał z powodzeniem. Zwykle zakłada się wtedy, że potrzeba więcej ćwiczeń.

Czasami rzeczywiście tak jest, jednak z mojego doświadczenia w pracy z pilotami wynika, że problemem rzadko bywa brak umiejętności. Częściej piloci przejściowo tracą możliwość korzystania ze zdolności, wiedzy i umiejętności oceny sytuacji, które już posiadają. Fascynuje mnie nie tylko sam fakt występowania tego zjawiska, lecz także to, dlaczego i w jaki sposób do niego dochodzi.

Dlaczego pilot, który podczas szkolenia potrafi wielokrotnie wykonywać dane zadanie, nagle zaczyna mieć z nim trudności, kiedy czuje, że stawka jest wyższa?

U jednego czynnikiem wyzwalającym może być obecność egzaminatora. U innego obawa przed popełnieniem błędu podczas egzaminu. Ktoś jeszcze może tak mocno skupić się na jednym zadaniu, że zawęża zakres obserwacji, przez co pomija istotne informacje i traci świadomość całej sytuacji.

W sytuacjach stresowych piloci mogą przejściowo tracić możliwość korzystania z posiadanych zdolności, wiedzy i umiejętności oceny sytuacji. Dwóch pilotów może wykazywać bardzo podobne trudności w działaniu, mimo że ich przyczyny są zupełnie inne. Trzeba zrozumieć, że czynniki, którym często przypisujemy nagłe pogorszenie działania, tj. egzaminator, egzamin czy sytuacja awaryjna, nie wyjaśniają wszystkiego.

Zazwyczaj trudność tkwi w tym, co dzieje się w nas w odpowiedzi na te sytuacje. Pilot, który myśli: „To moja szansa, żeby pokazać, co potrafię”, zwykle będzie przeżywał egzamin zupełnie inaczej niż ktoś przekonany, że „egzaminator tylko szuka powodu, żeby mnie oblać”.

Samolot się nie zmienił. Egzaminator się nie zmienił. A jednak sposób, w jaki pilot doświadcza danej sytuacji, może być całkowicie odmienny, co może zasadniczo wpłynąć na wynik. Nasz umysł potrafi na niezliczone sposoby utrudniać nam działanie, dlatego ogólne rady w rodzaju „po prostu się rozluźnij” zazwyczaj wynikają z dobrych intencji, ale rzadko wystarczają. 

Pilot przygotowujący się do egzaminu praktycznego nie potrzebuje takiego samego stanu psychicznego jak osoba odpoczywająca na plaży.

Latanie wymaga pobudzenia, skupienia, zaangażowania i energii. Celem nie jest osiągnięcie możliwie największego rozluźnienia. Chodzi o znalezienie takiego poziomu pobudzenia, który pozwoli działać najlepiej. Zbyt duże napięcie może pogarszać wykonanie zadania, ale podobny skutek może mieć zbyt małe pobudzenie. Wyzwaniem jest znalezienie poziomu optymalnego dla danego zadania, stanu, który psychologowie sportu często nazywają idealnym stanem wykonania. Jesteśmy wówczas czujni, zaangażowani i potrafimy korzystać z umiejętności, które już posiadamy.

W lotnictwie wkładamy ogromny wysiłek w rozwijanie kompetencji. Uczymy się procedur, ćwiczymy manewry, poznajemy systemy i zdobywamy doświadczenie. Same kompetencje jednak nie wystarczają. Musimy również umieć z nich korzystać wtedy, gdy ma to największe znaczenie.

Jeden z uczniów pilotów, z którym pracowałem, przez całe szkolenie utrzymywał dobry poziom. Jego instruktor uważał, że jest gotowy do egzaminu praktycznego. Tymczasem podczas lotu egzaminacyjnego doświadczył czegoś, co później opisał jako całkowitą pustkę w głowie. Wiedza i umiejętności, którymi wielokrotnie się wykazywał, zdawały się znikać dokładnie w chwili, gdy najbardziej ich potrzebował.

Doświadczeni piloci również nie są na to odporni. Podobne mechanizmy pojawiają się podczas okresowych sprawdzianów w symulatorze i innych ocen, z którymi wiążą się istotne konsekwencje. Zmieniają się warunki, rośnie odczuwana waga ewentualnych skutków, a poziom wykonania nagle może odbiegać od tego, co pilot potrafi pokazać podczas zwykłego dnia latania.

Ta sama zasada dotyczy rzeczywistych sytuacji awaryjnych. Potrzebne umiejętności mogły zostać opanowane i wielokrotnie zademonstrowane podczas szkolenia, ale pozostaje kluczowe pytanie: czy nadal potrafimy z nich korzystać, kiedy zaskoczenie, niepewność i obciążenie zadaniami narastają nagle i jednocześnie?

Realistyczne szkolenie jest ważne, ponieważ pozwala ćwiczyć nie tylko samą umiejętność, lecz także korzystanie z niej pod presją.

Jednym z powodów, dla których tak wysoko cenię szkolenie z manewrów awaryjnych, Emergency Maneuver Training (EMT), jest to, że uwidacznia ono różnicę między posiadaniem określonych możliwości a zdolnością do ich wykorzystania. Umiejętności techniczne mają ogromne znaczenie. EMT pokazuje jednak również, że posiadanie umiejętności i możliwość skorzystania z niej pod presją nie zawsze idą ze sobą w parze.

EMT pozwala pilotom doświadczyć nie tylko tego, do czego są zdolni, ale również tego, na ile niezawodnie potrafią korzystać ze swoich możliwości, kiedy warunki stają się wymagające. Dla mnie jest to jedna z najcenniejszych lekcji, jakie oferuje takie szkolenie.

Dobra wiadomość jest taka, że zdolność do osiągania swojego najlepszego poziomu działania również można trenować, podobnie jak każdą inną umiejętność lotniczą. Jednym z najprostszych dostępnych narzędzi jest trening wyobrażeniowy. Siedzenie na krześle i wykonywanie w myślach procedury lotniczej może wydawać się zaskakująco prostym ćwiczeniem, jednak wielu pilotom pomaga oswoić się z zadaniem, zbudować pewność siebie i osiągnąć gotowość psychiczną jeszcze przed wejściem do samolotu. 

Może też ograniczyć potrzebę zbędnego powtarzania ćwiczeń w powietrzu, oszczędzając czas i pieniądze, a jednocześnie zwiększając pewność siebie i poziom przygotowania.

Ćwiczenie lotu „na krześle” może wydawać się zaskakująco proste, ale wielu pilotom pomaga oswoić się z zadaniami, nabrać pewności siebie i przygotować psychicznie jeszcze przed wejściem do samolotu. Innym pomocnym podejściem jest przygotowywanie reakcji zamiast koncentrowania się na rezultatach.

Piloci często zużywają cenną energię na rozmyślanie o tym, co może się stać, jeśli coś pójdzie źle. Bardziej użyteczne pytanie brzmi: „Jeżeli dojdzie do takiej sytuacji, jak zareaguję?”. Najlepiej przy tym zastanowić się nad odpowiedzią przed lotem, a nie w jego trakcie.

Równie ważna jest samoświadomość. U każdego pilota występują charakterystyczne sygnały wskazujące, że oddala się od swojego optymalnego stanu działania. Jedni się napinają. Inni zaczynają się spieszyć. Niektórzy reagują nadmiernie emocjonalnie. Inni stają się wobec siebie zbyt krytyczni. Wczesne rozpoznanie tych schematów daje możliwość wprowadzenia zmian, zanim zaczną one pogarszać działanie.

Świadomość tego, co dzieje się w nas samych, jest pierwszym krokiem od automatycznej reakcji do świadomego wyboru. A świadomy wybór otwiera możliwość poprawy. Wreszcie, błędy są cennym źródłem informacji. Konstruktywne omówienie lotu nie polega na krytykowaniu siebie. Chodzi o zrozumienie tego, co się wydarzyło, i wykorzystanie tych informacji, aby w przyszłości działać lepiej.

Często zachęcam pilotów, by przyjęli podejście Sherlocka Holmesa. Zamiast pytać: „Co jest ze mną nie tak?”, zapytaj: „Co wydarzyło się bezpośrednio przed popełnieniem tego błędu? Na czym się skupiałem? Co sobie wtedy mówiłem? Co się zmieniło?”. Odpowiedzi często dostarczają cennych wskazówek dotyczących tego, co doprowadziło do błędu i jak zapobiec mu w przyszłości.

Najbezpieczniejszymi pilotami niekoniecznie są ci, którzy wiedzą najwięcej. Często są nimi osoby, które potrafią niezawodnie korzystać ze swoich umiejętności i wiedzy oraz trafnie oceniać sytuację, niezależnie od tego, czy lecą samotnie w spokojne popołudnie, reagują na sytuację awaryjną, czy wykonują zadania pod okiem kogoś ważnego.

„Spokojniej, Mike”. Po latach nadal słyszę te słowa. Przypominają mi, że dobre latanie często nie polega na tym, by jeszcze mocniej się starać. Często chodzi o zaufanie do własnego przygotowania, skupienie na bieżącej chwili i zachowanie możliwości korzystania z kompetencji, które już mamy. Ta lekcja zaczęła się w małym Piperze Tomahawku nad Whangarei w Nowej Zelandii. Od tamtej pory nie przestaje mi się przydawać.


Michael Wurster jest pilotem, trenerem działającym na arenie międzynarodowej, autorem oraz założycielem Coaching-Pilot.com. Współpracuje z pilotami z całego świata, przeprowadza egzaminy i kontrole umiejętności, awanse na stanowisko kapitana, oceny sesji symulatorowych, a także zajmuje się odbudową pewności siebie po niepowodzeniach oraz działaniem pod presją. 

Szczególnie interesuje go pomaganie pilotom w zrozumieniu, co poszło nie tak, kiedy ich poziom wykonania nagle się zmienia, i jak skorygować działanie stojącego za tym „mentalnego autopilota”. Korzystając z doświadczeń z zakresu lotnictwa, sprawności działania człowieka i treningu mentalnego, pomaga pilotom zachować zdolność do wykorzystywania umiejętności i trafnej oceny sytuacji wtedy, gdy ma to największe znaczenie. 

FacebookTwitterWykop
Źródło artykułu

Nasze strony