Przejdź do treści
Źródło artykułu

Książka "Fortece nad kanałem. Część VII Kassel – punkt zwrotny"

30 września br. ukazała się na rynku wydawniczym książka pt. "Fortece nad kanałem. Część VII Kassel – punkt zwrotny" autorstwa Krzysztofa Janowicza, wydana nakładem Wydawnictwa Napoleon V.

To kontynuacja książek: "Fortece nad kanałem. Pierwsze misje 8. USAAF nad zachodnią Europą", "Fortece nad kanałem część II. Misje 8. AF do początku wiosny 1943", "Fortece nad kanałem cz. III Od Kilonii po Bordeaux", "Fortece nad kanałem część IV. Bracia, pamiętajcie o Kilonii!", "Fortece nad kanałem cz. V. Dzień Niepodległości" oraz "Fortece nad kanałem. Część VI Blitz Week".

"Boczny strzelec Lt. George P. Kusnir leżał na pokładzie w kałuży krwi, a drugi boczny strzelec Sgt. W.G. Schmitt w przerwach między walkami z myśliwcami aplikował mu zastrzyki z morfiny i opatrywał rany. Co gorsza linki sterujące zostały przerwane i Lt. Kooima musiał nimi sterować ręcznie, podczas gdy bombowiec pilotował drugi pilot Lt. Frank H. Crawford. Mimo wysiłków obydwu Forteca powoli zaczęła wysuwać się z bezpiecznej formacji. Strzelcy musieli coraz oszczędniej odpowiadać ogniem, bo nikt nie wiedział, jak długo i z jakimi siłami przyjdzie im walczyć, a amunicji było coraz mniej. Tym bardziej że sześciu pilotów Luftwaffe, widząc wysuwający się z szyku bombowiec, zaczęło gromadzić się w pobliżu i zapewne umawiać się, jak, z której strony i w jakiej kolejności przystąpią do ataku. Kiedy ruszyli w dół, siekąc seriami, strzelcy jeszcze odpowiedzieli oszczędnym ogniem. Zaraz potem w interkomie dało się słyszeć głosy o resztkach lub braku amunicji.

W tym momencie z tyłu od strony Niemiec pojawiła się kolejna grupa myśliwców. Wszyscy zamilkli i wpatrywali się w nadlatujące z dużą prędkością małe punkciki. Leciały od wschodu, a stamtąd mogły nadciągać tylko myśliwce Luftwaffe. Było ich kilkadziesiąt, pędziły na złamanie karku wprost od ogona. Jeszcze chwila i otworzą ogień do bezbronnej, samotnej Fortecy. W zasadzie byłby to akt łaski, bo wszyscy już padali ze zmęczenia, wszak walczyli od ponad dwóch godzin. Ale w tych maszynach było coś dziwnego – miały białe, a nie żółte nosy. Po chwili z łoskotem i dudnieniem silników przeleciały nad grzbietem bombowca, strzelając długimi seriami do Focke-Wulfów. Thunderbolty!"

Zapraszamy miłośników historii lotnictwa do lektury.

FacebookTwitterWykop
Źródło artykułu

Nasze strony