Lotnicza historia "Żołnierzy Wyklętych"

Żołnierze "Wyklęci" w stalowych mundurach (fot. muzeumsp.pl)

– Niech ci bezimienni aresztowani będą moimi obrońcami – płk pil. Bernard Adamecki.

Nie walczyli z bronią w ręku po zakończeniu wojny, lecz z różnych pobudek, w tym i patriotycznych, zostali włączeni w struktury organizacyjne ludowego Wojska Polskiego, a następnie w latach 1952-1953 na mocy wyroków Najwyższego Sądu Wojskowego 8 lotników zostało zamordowanych w mokotowskim więzieniu w Warszawie. Tak jak inni „wyklęci” zostali pozbawieni honoru, czci, praw obywatelskich, majątków, pochowani w bezimiennych zbiorowych mogiłach – nie wydawano ciał rodzinom.  Przykładowo pogrzeb odnalezionych szczątków komendanta Szkoły Orląt płk. pil. Szczepana Ścibiora odbył się po ponad 67 latach od egzekucji. Pamięć o nich miała być wymazana po wsze czasy. Rodziny były prześladowane, zwalniane z pracy.

Kulminacja represji w wojsku przypadła na lata 1951-1954 w związku ze sprawą tzw. spisku. Aresztowano wtedy około stu oficerów wszystkich rodzajów sił zbrojnych. Po brutalnym śledztwie prokuratura postawiła przed sądem 86 osób. Na 53 niejawnych, wyreżyserowanych przez Informację Wojskową procesach zapadło 40 wyroków śmierci, z czego 20 wykonano, 8 kar dożywotniego więzienia i 37 kar długoletniego więzienia.

8 maja 1952 r. rozpoczęła się przed Najwyższym Sądem Wojskowym największa i najtragiczniejsza rozprawa przeciwko tzw. kierownictwu konspiracji Wojsk Lotniczych. Oskarżonymi w większości byli oficerowie lotnictwa walczący w czasie II wojny światowej na Zachodzie. Przed składem sądzącym Najwyższego Sądu Wojskowego pod przewodnictwem płk. Piotra Parzenieckiego stanęło ośmiu oskarżonych: płk Bernard Adamecki, płk August Menczak, płk Józef Jungraw, ppłk Stanisław Ziach, ppłk Aleksander Majewski, ppłk Władysław Minakowski, ppłk Szczepan Ścibior i ppłk Stanisław Michowski. Z wyjątkiem płk. Adameckiego i płk. Menczaka wszyscy pozostali pełnili w latach 1939-1945 służbę w lotnictwie Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Płk Adamecki walczył w Armii Krajowej, płk Menczak zaś – w Polskiej Armii Ludowej. Wszyscy oni związani byli ze sprawą opatrzoną w Głównym Zarządzie Informacji kryptonimem „TUN” (pierwsze litery nazwisk aresztowanych w listopadzie 1949 r. trzech byłych oficerów Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie gen. bryg. Stanisława Tatara, płk. Mariana Utnika, płk. Stanisława Nowickiego). Na wszystkich podejrzanych i oskarżonych ciążył zarzut rzekomego spiskowania przeciwko władzy ludowej oraz szpiegostwa. Tak śledztwa, jak i procesy były w pełni reżyserowane przez bezpiekę – były to zbrodnie sądowe.

Płk. Adameckiego aresztowano 21 listopada 1950 r., płk. Jungrawa – 19 marca 1951 r., płk. Menczaka – 26 kwietnia 1951 r., ppłk. Minakowskiego – 5 maja 1951 r., ppłk. Ścibiora – 4 września 1951 r., ppłk. Michowskiego – 28 listopada 1951 r., ppłk. Majewskiego – 8 lutego 1952 r., ppłk. Ziacha – 27 lutego 1952 r.

Przeciwko płk. Adameckiemu, ppłk. Minakowskiemu, ppłk. Majewskie-mu i ppłk. Ziachowi śledztwo prowadzono w Zarządzie Informacji Wojsk Lotniczych, a przeciwko płk. Menczakowi, ppłk. Ścibiorowi, płk. Jungrawowi i ppłk. Michowskiemu w Głównym Zarządzie Informacji WP.

Nadzór nad całością śledztwa sprawował płk Antoni Skulbaszewski. Pomagali mu płk Władysław Kochan i ppłk Naum Lewandowski – z Zarządu Informacji Wojsk Lotniczych. Lewandowski urodził się 2 lutego 1914 r.  w Drabowie na Ukrainie. W Armii Czerwonej od 1934 r. W stopniu kapitana przeniesiony do Wojska Polskiego w marcu 1945 r. na stanowisko szefa Oddziału Informacji 1 Brygady Pancernej. Od marca 1946 r. do lutego 1949 r. pracował w II Oddziale GZI na stanowisku szefa wydziału i zastępcy szefa oddziału. W czerwcu 1949 r. został przeniesiony na stanowisko szefa Okręgowego Zarządu Informacji nr 9. W marcu 1953 r. odwołany do ZSRR w stopniu podpułkownika ze stanowiska zastępcy szefa Okręgowego Zarządu Informacji nr 9. Odegrał on szczególną rolę w śledztwie. Jak opisuje go w swej pracy j. Poksiński był człowiekiem prymitywnym, o wybujałych ambicjach. Miał skłonności sadystyczne. Całkowicie reżyserował tę część śledztwa, którą sam prowadził. To on inspirował prowokacje agenta celnego Bolesława Okońskiego.

Kim był Okoński? Pochodził z bogatej kupieckiej rodziny. Odznaczał się dużymi zdolnościami, inteligencją i sprytem. Za współpracę z okupantem niemieckim skazany został w 1947 r. na karę śmierci. Zamieniono mu ją w drodze łaski na dożywotnie więzienie. Karę odbywał w Goleniowie. Tam 16 października zwerbował go do pracy agenturalnej w Zarządzie Informacji Wojsk Lotniczych ppłk Mitrofan Sołopienko. W nagrodę za dobrą pracę obiecano mu zwolnienie z więzienia. By osiągnąć ten cel, Okoński skłonny był uczynić wszystko, czego od niego żądano. Lotników umieszczonych w areszcie Zarządu Informacji Wojsk Lotniczych rozpracowywał pod bezpośrednim kierownictwem ppłk. Lewandowskiego, który zaznajamiał go z aktami śledczymi, a nawet operacyjnymi. Ppłk. Lewandowskiemu chodziło o to, by agent miał pełną wiedzę o śledztwie i przez odpowiednie sugerowanie zeznań mógł wpływać na jego przebieg. Chciał także, by nakłaniał przebywających z nim w celi oficerów do potwierdzenia zarzutów stawianych im w śledztwie, czyli do przyznania się. Z zadania tego Okoński wywiązał się bardzo dobrze. Wszyscy oficerowie po krótkotrwałym pobycie z nim w celi decydowali się na samo oskarżenie. Okońskiego wyróżniano za to i honorowano.

Zarówno w Głównym Zarządzie Informacji WP, jak i w Zarządzie Informacji Wojsk Lotniczych prowadzono śledztwo bardzo brutalnie. Piotr Woźniak, który przebywał w jednej celi z ppłk. Minakowskim, w wydanych niedawno wspomnieniach tak charakteryzował śledztwo: „Najpierw po 8 godzin dziennie trwało śledztwo przez cały tydzień, później (w drugim tygodniu) po szesnaście godzin i wreszcie w trzecim tygodniu po 22 godziny intensywnego śledztwa, bez przerwy, przy trzech zmianach śledczych (dyżur 8 godzin). Gdy to nie skutkowało, rozpoczynał się drugi okres o ostrzejszym rygorze. Te same godziny śledztwa, w pierwszym, drugim, trzecim tygodniu z tą różnicą, że obowiązywała więźnia nieruchoma postawa siedząca. Siedzenie nieruchomo przez 22 godziny w jednej postawie było ogromną torturą. Narażało więźnia przede wszystkim na zaburzenia układu krążenia i inne dolegliwości, jakie ten stan wywoływał. Zwłaszcza na skutek potrzeb fizjologicznych”.

Potem – jak podaje Woźniak – jeżeli ktoś się nie załamał, zaczynała podczas przesłuchiwań obowiązywać więźnia postawa stojąca oraz „postawa stojąca nieruchoma”. Teoretycznie więzień miał być poddany takim warunkom przez okres od 12 tygodni do 3 miesięcy. Ale to się nie zdarzyło. Wystarczała mu połowa tego czasu. Jeżeli doszedł do postawy stojącej, to już całkowicie załamywał się i był zdolny do składania wszelkich pożądanych zeznań.

Kończąc ten opis Woźniak twierdzi: Kto tego nie przeżył, ten nigdy nie jest w stanie zrozumieć i uwierzyć, jakie tortury stosowano wobec osób, które już nigdy nie przemówią…

Ppłk Majewski przeżył. W liście do KC PZPR wysłanym z więzienia 8 listopada 1955 r. pisał o śledztwie w Zarządzie Informacji Wojsk Lotniczych: „Przez szereg dni i nocy bez przerwy znajdowałem się w pozycji siedzącej na taborecie w pokoju śledczym i bezustannie byłem indagowany przez zmieniających się między sobą kpt. Lindauera i por. Kurka, którzy zadawali ciągle monotonnie jednobrzmiące pytanie: Opowiedzcie nam o swojej przynależności do nielegalnej organizacji wywiadowczej działającej na terenie sztabu Wojsk Lotniczych w latach 1947-1948. Potem były rozmowy z ppłk. Lewandowskim, który wychwalał tych wszystkich, którzy przyznali się, obiecywał niewielki wyrok, amnestię itp. Dawał mi słowo człowieka partyjnego, że dobrze mi radzi […]. Po upływie kilku dni i nocy tego siedzenia bez snu znalazłem się w stanie kompletnego wyczerpania fizycznego i w zupełnej depresji psychicznej[…] Efektem tych metod śledczych i „pracy” w celi agenta Okońskiego było przyznanie się do nie popełnionego przestępstwa. W lipcu 1955 r. przesłuchującemu go prokuratorowi Naczelnej Prokuratury Wojskowej ppłk Majewski powiedział: Treść tych zeznań została zasugerowana przez przesłuchujących, szczególnie przez ppłk. Lewandowskiego.

Przebieg śledztwa prowadzonego wobec pozostałych oficerów lotnictwa był podobny.

Akt oskarżenia napisał ppłk Iwan Amons, prokurator Wojsk Lotniczych. Pomagał mu kpt. Stanisław Banaszek. W Naczelnej Prokuraturze Wojskowej akt oskarżenia zatwierdził ppłk Marian Frenkiel. Dokument ten stwierdzał, że w lipcu 1946 r. ówczesny komendant Technicznej Szkoły Lotniczej, płk Ada- mecki, przystąpił z polecenia płk. Hermana do tworzenia organizacji konspiracyjnej w Wojskach Lotniczych, werbując do niej miesiąc później ówczesnego szefa sztabu Kwatermistrzostwa Wojsk Lotniczych, płk. Menczaka. Następnie wraz z nim nakłonił ppłk. Ścibiora, płk. Jungrawa, ppłk. Michow- skiego, ppłk. Minakowskiego, ppłk. Majewskiego i ppłk. Ziacha, by przystąpili do spisku. Weszli oni jakoby w skład kierownictwa konspiracji. Ludzie ci dążyli – jak stwierdzano – do obalenia siłą władz państwa i prowadzili działalność szpiegowską na rzecz mocarstw imperialistycznych. Za te czyny groziła kara śmierci.

Tajna rozprawa, bez udziału obrony, rozpoczęła się 8 maja 1952 r. w budynku GZI WP. W niewielkiej salce przylegającej do sali rozpraw przez specjalny głośnik przysłuchiwali się jej przebiegowi: dowódca Lotnictwa, gen. broni Jan Turkiel, szef GZP WP, gen. bryg. Marian Naszkowski i jego zastępca – gen. bryg. Mieczysław Melenas. Wyjaśnienia przed sądem składali oskarżeni: płk. Jungraw, ppłk Michowski, płk Menczak, plk Adamecki, ppłk Majewski, ppłk Ścibior, ppłk Minakowski i ppłk Ziach, oraz świadkowie: płk Jurecki i gen Cepa. Oprócz ppłk Minakowskiego wszyscy przyznali się do zrzucanych im czynów.

Znajdowali się w stanie psychicznym zbliżonym do stanu ppłk. Majewskiego, który indagowany w lipcu 1955 r. przez oficera Naczelnej Prokuratury Wojskowej, dlaczego podczas przewodu sądowego nie odwołał fałszywych zeznań, wyjaśniał to tak: Na rozprawie byłem pod presją psychiczną Informacji. W śledztwie oskarżyłem się sam pod przymusem i oskarżali mnie inni współoskarżeni. Sąd by i tak nie uwierzył. Lewandowski obiecał mi, że dostanę niski wymiar kary. Mówił mi, że Herman porządny człowiek – nie odwołał zeznań – wyjdzie na wolność. Mossor nigdy nie wyjdzie.

Ppłk Amons zażądał kary śmierci dla płk. Jungrawa, ppłk. Ścibiora, ppłk. Minakowskiego, ppłk. Michowskiego, płk. Menczaka, a dla pozostałych trzech oskarżonych: płk. Adameckiego, ppłk. Majewskiego, ppłk. Ziacha – długoletniego więzienia. Uzasadniając to, powiedział: Obywatele sędziowie Sądu Najwyższego. Proces dzisiejszy to proces zaciętych wrogów, szpiegów i dywersantów, którzy byli na usługach państw imperialistycznych. Proces ten to jeszcze jedno zdemaskowanie nikczemnej garstki wykolejeńców narodu polskiego, którzy zdradzili swój kraj i wiernie służyli agentom świata imperialistycznego, dążąc do nowej pożogi wojennej. Proces niniejszy jest charakterystyczny tym, że grupa ludzi, siedzących tu przed nami na ławie oskarżonych, zajmowała się w sposób wyjątkowo perfidny i uporczywy szpiegostwem na rzecz państw imperialistycznych, na korzyść podżegaczy wojennych.

Sąd orzekł karę śmierci dla sześciu oficerów (w tym dla płk. Adameckiego). Na karę dożywotniego więzienia skazano ppłk. Majewskiego i ppłk. Ziacha.

Zgromadzenie Sędziów Najwyższego Sądu Wojskowego odrzuciło wnioski skazanych i ich rodzin o rewizję wyroków. Prezydent RP nie skorzystał z prawa łaski. 7 sierpnia 1952 r. skazani na śmierć oficerowie zostali zastrzeleni w specjalnych pomieszczeniach mokotowskiego więzienia. Dwaj oficerowie ppłk pil. Roman Rypson i ppłk obs. zostali rozstrzelani w innych procesach 28.04.1953 i 29.08.1953.

Naczelna Prokuratura Wojskowa już w grudniu 1954 r. miała pełną świadomość, że w sprawie tej brutalnie złamano prawo. W pełni wyjaśniono rolę, jaką Okoński odegrał podczas śledztwa. Poinformowano o tym kierownictwo państwa i partii: Bieruta, Zawadzkiego, Ochaba i marsz. Rokossowskiego. Polecili oni nadal badać sprawę. Prace zakończono we wrześniu 1955 r.

Wnioski, które sformułowała prokuratura na podstawie przeprowadzonych badań, były przerażające. Ponownie przedstawiono je kierownictwu państwa, które zaleciło kontynuować wyjaśnianie pozostałych spraw tzw. spisku w wojsku. Nie podjęto jednak decyzji o rehabilitacji i zwolnieniach niewinnych ludzi. Polityka stała nadal ponad prawem. Dopiero 26 kwietnia 1956 r. Najwyższy Sąd Wojskowy wznowił postępowanie w sprawie płk. Adameckiego i innych, a następnego dnia Naczelna Prokuratura Wojskowa umorzyła je, uznając, że w postępowaniu przygotowawczym nie było jakichkolwiek obiektywnych dowodów na potwierdzenie stawianych w oskarżeniu zarzutów.

Opracowanie: dr Roman Kozłowski

Bibliografia:
J. Poksiński, Spisek w wojsku VICTIS HONORIS, „Bellona”, Warszawa 1994.
J. Poksiński „TUN”, „Bellona”, Warszawa 1992.
P. Wożniak „Wir”, Zapluty karzeł reakcji”, 1973.

Prezentację pt. „Żołnierze "Wyklęci" w stalowych mundurach”, opracowaną przez dr Romana Kozłowskiego i Malwinę Markiewicz można zobaczyć na stronie www.muzeumsp.pl


Ze względu na masowo pojawiające się komentarze, które naruszają regulamin forum dlapilota.pl, możliwość komentowania pod powyższym artykułem została wyłączona. Numery IP z których dalej będą się pojawiały podobne wpisy zostaną zablokowane. Redakcja.

Źródło: Muzeum Sił Powietrznych