Bagicz na rozdrożu. „Jeśli lotnisko zniknie, nie będzie możliwości przywrócenia jego funkcji”. Rozmowa z MTD Productions, dzierżawcą lotniska.
Zapraszamy do lektury rozmowy z Krzysztofem Bartyzelem, prezesem MTD Production – spółki organizującej Sunrise Festival i dzierżawiącej teren lotniska w Bagiczu k/Kołobrzegu.
Marcin Ziółek: Spółka MTD Production wygrała przetarg na dzierżawę lotniska w Bagiczu, gdzie od lat organizuje Sunrise Festival. Czy właśnie ten fakt przesądził o zainteresowaniu tym obiektem? Jakie są Państwa plany wobec tego terenu?
Krzysztof Bartyzel: Na początku warto wyjaśnić jedną rzecz. To nie my wygraliśmy przetarg. Zwycięzcą była spółka Aeroprzystań, jednak nie wpłaciła środków wymaganych do zawarcia umowy. W tej sytuacji wójt Ustronia Morskiego zaprosił nas do dalszych negocjacji jako drugiego oferenta. Trzeba też uporządkować kwestię lokalizacji samego lotniska. Wiele osób mówi o „lotnisku w Kołobrzegu”, tymczasem obiekt znajduje się po stronie Sianożęt, na terenie gminy Ustronie Morskie. Kołobrzeg nie ma z nim formalnie nic wspólnego.
Nasza obecność w tym miejscu nie zaczęła się jednak wraz z przetargiem. Od 2019 r. współpracowaliśmy z kolejnymi zarządcami terenu przy organizacji Sunrise Festival. Najpierw była to spółka Baltic Center, później kolejni dzierżawcy. Następnie przyszła pandemia, przez dwa lata niewiele się tam działo, a później rozpoczęliśmy współpracę z Aeroprzystanią, która udostępniała nam przejazd przez swój teren oraz część lotniska wykorzystywaną pod parkingi.
Kiedy wygasła ich umowa, gmina ogłosiła przetarg. Wzięliśmy w nim udział, ale przegraliśmy. Dopiero później okazało się, że zwycięzca nie sfinalizuje umowy.
MZ: Czy znane są powody dlaczego spółka Aeroprzystań zrezygnowała ze sfinalizowania umowy?
KB: Nie znam powodów tej decyzji. Mogę jedynie przypuszczać, że po prostu przelicytowali i później zorientowali się, że potencjał przychodowy tego lotniska jest znacznie mniejszy, niż zakładali. Szczerze mówiąc, sami byliśmy zaskoczeni wysokością zaoferowanej przez nich stawki. Kiedy zostaliśmy zaproszeni do negocjacji, od początku mówiliśmy, że za kwotę wynikającą z ostatniego przebicia nie będziemy zainteresowani dzierżawą.
Negocjacje odbywały się oficjalnie. Po jednej stronie stołu siedzieli przedstawiciele gminy, w tym wójt, skarbnik i radni, po drugiej ja jako prezes spółki. Ostatecznie ustalono stawkę na poziomie 150 tysięcy złotych netto rocznie.
Co istotne, początkowo w ogóle nie chcieliśmy przejmować odpowiedzialności za zarządzanie lotniskiem. Zdawaliśmy sobie sprawę, że jest to zadanie wymagające specjalistycznych kompetencji. Jednocześnie wiedzieliśmy już, że Aeroprzystań nie będzie kontynuowała projektu.
Dlatego niemal natychmiast po podpisaniu umowy dzierżawy złożyliśmy ofertę odkupienia spółki wraz z dokumentacją umożliwiającą zarządzanie lotniskiem. W międzyczasie rozpoczęliśmy rozmowy z Urzędem Lotnictwa Cywilnego i analizowaliśmy różne warianty dalszego funkcjonowania lotniska.
MZ: Czyli pojawiały się scenariusze zakładające utrzymanie lotniczego charakteru tego miejsca. Jednak w przestrzeni publicznej można usłyszeć informacje o potencjalnym zainteresowaniu deweloperów tak atrakcyjnie położonym terenem…
KB: Jeśli chodzi o deweloperów to nie mam żadnych informacji potwierdzających takie zainteresowanie. Pojawiają się jednak pytania dotyczące budowanej drogi. W mojej ocenie nie ma ona związku z jakimikolwiek planami deweloperskimi. To inwestycja, która od dawna była potrzebna i ma przede wszystkim poprawić komunikację pomiędzy lotniskiem, a Sianożętami, bez konieczności korzystania z drogi krajowej nr 11.
Sam wójt wielokrotnie podkreślał, że taka droga powinna powstać już wcześniej. Dlatego nie widzę związku pomiędzy tym przedsięwzięciem, a ewentualną zabudową terenu. Osobiście uważam, że cała dyskusja wokół lotniska dotyczy przede wszystkim potencjalnych wpływów podatkowych i przyszłego sposobu wykorzystania tego obszaru.
MZ: Czy Bagicz ma jeszcze szansę pozostać lotniskiem? Czy spółka podejmuje jeszcze jakiekolwiek działania zmierzające do zachowania możliwości wykonywania operacji lotniczych?
KB: Kiedy dowiedzieliśmy się, że Aeroprzystań jednak nie sprzeda spółki, mimo że początkowo taki wariant był rozważany, rozpoczęliśmy bardzo szczegółowe analizy dotyczące przyszłości lotniska.
Sprawdzaliśmy, kto mógłby przejąć zarządzanie obiektem, jakie byłyby koszty takiej działalności oraz jakie istnieją możliwości dalszego funkcjonowania lotniska. Od początku zakładaliśmy, że nie chcemy samodzielnie zajmować się jego prowadzeniem. Mogliśmy pełnić rolę dzierżawcy, ale zarządzanie chcieliśmy powierzyć osobom i podmiotom posiadającym doświadczenie w tej branży.
MZ: Wspominał Pan, że w sprawę został zaangażowany Urząd Lotnictwa Cywilnego, z którego przedstawicielami były prowadzone konsultacji w tej sprawie…
KB: Tak. Skontaktowaliśmy się z Urzędem Lotnictwa Cywilnego praktycznie od razu po przejęciu dzierżawy. Otrzymaliśmy informację, że ULC nie jest stroną całej sprawy, jednak możemy złożyć odpowiedni wniosek.
Ogromnym wsparciem okazał się dla nas Piotr Niewiarowski, jeden z najbardziej doświadczonych specjalistów w zakresie prawa lotniczego i dokumentacji lotniskowej. Dzięki jego pomocy udało się przygotować praktycznie kompletną dokumentację.
Problem polega jednak na tym, że taki wniosek może podpisać wyłącznie właściciel terenu. Dzierżawca nie ma takich uprawnień.
A my jesteśmy jedynie dzierżawcą. Abyśmy mogli zostać formalnym zarządzającym lotniskiem, konieczne byłoby zaangażowanie właściciela terenu, czyli gminy Ustronie Morskie, i skierowanie odpowiedniego wniosku do Urzędu Lotnictwa Cywilnego. Na ten moment taka decyzja jeszcze nie zapadła.
MZ: Eksperci są zgodni: bez wsparcia samorządu lotnisko się nie utrzyma. Czy rozważali Państwo współpracę z organizacjami lotniczymi lub inwestorami branżowymi?
KB: Oczywiście. Przeanalizowaliśmy praktycznie wszystkie dostępne możliwości. Rozmawialiśmy zarówno z osobami związanymi z lotnictwem w Kołobrzegu, jak i z przedstawicielami środowiska lotniczego z Leszna. Są to ludzie prowadzący mniejsze lotniska i mający doświadczenie w zarządzaniu tego typu obiektami.
Przygotowali dla nas bardzo szczegółowe analizy funkcjonowania lotniska. Podobne opracowanie otrzymaliśmy również od środowiska kołobrzeskiego.
MZ: Czyli powstał swego rodzaju biznesplan? Jakie wnioski można było wyciągnąć po analizie tego dokumentu, tj. np. dotyczących potencjalnych nakładów w utrzymanie istniejącej infrastruktury?
KB: W pewnym momencie doszliśmy do wniosku, że niezależnie od różnych stanowisk i oczekiwań poszczególnych stron, musimy samodzielnie sprawdzić, jakie są realne możliwości funkcjonowania lotniska w obecnych warunkach. Wnioski były jednoznaczne. Wszyscy eksperci, z którymi rozmawialiśmy, zgodnie podkreślali, że bez wsparcia samorządu takie lotnisko nie ma szans na samodzielne utrzymanie. Podobną opinię usłyszeliśmy również od osób związanych z Urzędem Lotnictwa Cywilnego.
Lotnisko tej wielkości nie jest w stanie samodzielnie generować przychodów pozwalających pokryć wszystkie koszty działalności. To niewielki obiekt funkcjonujący przede wszystkim w sezonie letnim. Aktywność koncentruje się głównie na miesiącach od czerwca do sierpnia. Brakuje również podstawowej infrastruktury, którą należałoby stworzyć praktycznie od podstaw.
Do tego dochodzą obowiązkowe prace utrzymaniowe wskazywane przez Urząd Lotnictwa Cywilnego. Nie chodzi o spektakularne remonty, ale o regularne naprawy nawierzchni, odwodnienia oraz inne działania związane z utrzymaniem infrastruktury lotniskowej. Jednym z problemów pozostaje również połączenie pomiędzy drogą kołowania, a pasem startowym. Ten fragment wymaga gruntownej przebudowy.
To wszystko oznacza bardzo duże nakłady finansowe. Gdyby lotnisko mogło nadal funkcjonować, chcielibyśmy realizować te zalecenia i rozwijać obiekt. Chcemy również w przyszłości ponownie ubiegać się o dzierżawę na kolejne lata.
MZ: Podstawowa działalność spółki MTD Production jest jednak głównie nastawiona na rozrywkę i m.in. organizację Sunrise Festival. Czy jest możliwe połączenie tej działalności i zarządzania funkcjami lotniczymi tego terenu?
KB: Największym problemem jest dziś przekonanie części opinii publicznej, że działalność festiwalowa i działalność lotnicza wzajemnie się wykluczają.
To nieprawda. Lotnisko znajduje się na terenie gminy Ustronie Morskie, natomiast wydarzenia organizowane przez nas funkcjonują niezależnie od działalności lotniczej. Jedno nie przeszkadza drugiemu. Co więcej, podczas festiwalu obserwowaliśmy zwiększone zainteresowanie lotami widokowymi. Wiele osób chciało oglądać wydarzenie z powietrza. Operowały samoloty wykonujące loty turystyczne, pojawiały się również śmigłowce.
Dlatego nie widzę żadnych przeszkód, aby działalność lotnicza i wydarzenia organizowane na terenie lotniska funkcjonowały równolegle.
MZ: Zatem jeszcze raz muszę zadać pytanie, czy jest jeszcze szansa na utrzymanie działalności lotniczej w Bagiczu?
KB: Mam poczucie, że zrobiliśmy już wszystko, co było w naszej mocy. Dziś, żeby sytuacja się odwróciła, musiałoby wydarzyć się coś, co można określić mianem przełomu.
Od strony formalnej kluczowe znaczenie miałaby decyzja właściciela terenu o skierowaniu do Urzędu Lotnictwa Cywilnego odpowiedniego wniosku wskazującego podmiot zarządzający lotniskiem. Taki krok otworzyłby drogę do dalszych działań.
Z naszej strony wszystko jest gotowe. Dysponujemy kompletem dokumentów i jesteśmy przygotowani do uruchomienia procedury. Gdyby pojawiła się zgoda właściciela terenu, moglibyśmy bardzo szybko przejąć obowiązki zarządzającego lotniskiem.
MZ: Jednym słowem zataczamy koło i wracamy do pozycji wyjściowej, czyli negatywnej decyzji Wójta Ustronia Morskiego. Z Pana opisu wynika, że jest on zdecydowanym przeciwnikiem utrzymania lotniska…
KB: Nie używałbym tak mocnych słów. Myślę, że wójt i samorząd patrzą na ten teren przez pryzmat różnych możliwości jego wykorzystania oraz interesu gminy. Po prostu inaczej oceniamy potencjał i przyszłość funkcji lotniczej tego miejsca.
Trzeba pamiętać, że decyzje dotyczące takiego terenu są podejmowane w szerszym gronie i uwzględniają różne perspektywy. Część samorządowców może inaczej postrzegać priorytety rozwojowe gminy, biorąc pod uwagę zarówno kwestie gospodarcze, jak i społeczne.
Jednocześnie trzeba mieć świadomość konsekwencji takiej decyzji. Jeśli lotnisko zostanie zlikwidowane, teren zostanie podzielony i utraci funkcję lotniczą. W praktyce oznacza to, że możliwości jej przywrócenia już nie będzie.
I właśnie dlatego ta sprawa jest tak istotna. Mówimy o decyzji, której skutki będą nieodwracalne.
Przede wszystkim warto uporządkować jedną kwestię. Jeśli ktoś chce rozmawiać o przyszłości lotniska, powinien kierować pytania do gminy Ustronie Morskie. W przestrzeni publicznej często pojawia się wrażenie, że w sprawę zaangażowany jest przede wszystkim Kołobrzeg, tymczasem to nie Kołobrzeg podejmuje decyzje dotyczące tego terenu.
Oczywiście trzeba uczciwie powiedzieć, że prezydent Kołobrzegu od początku zabierała głos w tej sprawie. Wiem, że skierowała oficjalne pismo do wójta i wyraziła stanowisko, że nie wyobraża sobie likwidacji lotniska. To ważny sygnał wsparcia.
Jednak możliwości miasta w tej kwestii są ograniczone. Właścicielem terenu jest ktoś inny i to tam zapadają najważniejsze decyzje.
Z mojej perspektywy samorząd stara się patrzeć na ten teren również przez pryzmat jego potencjału rozwojowego i wpływu na budżet gminy. To naturalne podejście. Jednocześnie działalność lotniskowa ma swoją specyfikę, dlatego zależało nam na pokazaniu, jakie są realne możliwości i ograniczenia związane z funkcjonowaniem takiego obiektu.
To nie jest działalność, która generuje szybkie i łatwe zyski.
Od ponad dwudziestu lat organizuję duże wydarzenia i wiem, jak wygląda prowadzenie przedsięwzięć wymagających ogromnych nakładów finansowych. Wiele razy byliśmy pod kreską. Nadal ponosimy znaczące koszty związane z rozwojem i przeniesieniem festiwalu do Podczela.
Dlatego uważam, że przy ocenie przyszłości lotniska warto brać pod uwagę realia ekonomiczne funkcjonowania tego typu obiektów. To przedsięwzięcie wymagające długofalowego podejścia i gotowości do ponoszenia znaczących nakładów.
Nie widzę dziś wielu podmiotów gotowych płacić setki tysięcy złotych rocznie za obiekt, który sam w sobie nie gwarantuje rentowności.
MZ: ULC rozpoczął procedurę wykreślenia lotniska z rejestru, ale droga nie jest jeszcze zamknięta. Czy istnieje data, po przekroczeniu której nie będzie już odwrotu?
KB: Na szczęście jeszcze nie jesteśmy na tym etapie. Nadal istnieje możliwość zmiany sytuacji.
Wiem, że Urząd Lotnictwa Cywilnego rozpoczął już procedurę wykreślenia lotniska z ewidencji, jednak proces nie został zakończony.
Nie jestem ekspertem od procedur administracyjnych, ale mogę powiedzieć jedno: podczas rozmów z przedstawicielami ULC spotykałem się wyłącznie z życzliwym podejściem wobec idei zachowania lotniska.
Mam wrażenie, że wiele osób dostrzega wartość tego miejsca i rozumie jego znaczenie dla regionu. Jednocześnie trzeba jasno powiedzieć: jeśli lotnisko utraci swój status, a teren zostanie przeznaczony na inne cele, przywrócenie funkcji lotniczej stanie się praktycznie niemożliwe.
To nie jest decyzja dotycząca najbliższych miesięcy. To decyzja, która może przesądzić o losach tego miejsca na dziesięciolecia.
MZ: Warto podkreślić, że sieci pojawiła się petycja w obronie lotniska Bagicz. W sprawę zaangażował się Urząd Lotnictwa Cywilnego, Aeroklub Polski i Inspektorat Sił Powietrznych. Temat robi się coraz bardziej medialny i kolejne instytucje stają po stronie obrońców EPKG...
KB: Uważam, że ta petycja ma realne znaczenie. Podczas rozmów w Warszawie spotkałem wiele osób, które szczerze chcą znaleźć rozwiązanie pozwalające zachować lotnisko. To nie jest temat obojętny ani dla środowiska lotniczego, ani dla instytucji związanych z lotnictwem.
Mam poczucie, że są ludzie gotowi walczyć o ten obiekt do samego końca. Wciąż szukane są rozwiązania, które pozwoliłyby utrzymać jego lotniczy charakter.
I bardzo dobrze, bo to miejsce ma swoją historię, potencjał i znaczenie wykraczające daleko poza granice samej gminy.
MZ: I na koniec naszej rozmowy. Czy może Pan zadeklarować, że spółka MTD Production będzie nadal walczyć o zachowanie lotniczego charakteru Bagicza?
KB: Na obecnym etapie trudno zrobić coś więcej niż już zrobiliśmy. Nie oznacza to jednak, że rezygnujemy z tematu. Dziś pozostaje nam czekać na rozwój wydarzeń i decyzje, które zapadną po stronie właściciela terenu.
Jeżeli pojawi się możliwość wykonania kolejnego kroku, jesteśmy gotowi wrócić do działania natychmiast.
Chcę jednak jeszcze raz podkreślić rzecz fundamentalną: jako dzierżawca nie jesteśmy stroną postępowania ani dla Urzędu Lotnictwa Cywilnego, ani dla gminy. Nasze możliwości są ograniczone. Nie możemy zostać zarządzającym lotniskiem, dopóki właściciel terenu nie skieruje odpowiedniego wniosku do ULC.
Jeżeli pojawi się możliwość dalszej współpracy w tym zakresie, będziemy gotowi do działania. Ostateczne decyzje dotyczące przyszłości lotniska należą jednak do właściciela terenu i właściwych instytucji.
MZ: Dziękuję za rozmowę.
KB: Dziękuję.
Czytaj również:
Lotnisko Bagicz na drodze do wyrejestrowania. Aeroprzystań: bez wsparcia samorządów nie uda się utrzymać statusu obiektu
Lotnisko w Bagiczu do likwidacji? Prezydent Kołobrzegu reaguje
Petycja w sprawie zachowania lotniska Bagicz koło Kołobrzegu
Kołobrzeg nie składa broni w sprawie Bagicza. Stanowisko Urzędu Miasta
Zobacz profil lotniska EPKG na portalu lotniska.dlapilota.pl
Komentarze