Estonia: Polski An-26 przymusowo lądował na zamarzniętym jeziorze

Estonia: An-26 przymusowo lądował na zamarzniętym jeziorze

Samolot An-26 polskiego operatora Exin, wykonujący lot dla firmy kurierskiej DHL lądował w czwartek przymusowo na zamarzniętym jeziorze Ulemiste, gdy nie udała się próba lądowania na lotnisku w stolicy Estonii Tallinie. Sześcioosobowej załodze nic się nie stało.

Maszyna przyleciała z Finlandii i przygotowywała się do lądowania w Tallinie, gdy załoga zauważyła, że podwozie samolotu wysunęło się tylko częściowo. W tej sytuacji załoga zatoczyła koło nad lotniskiem i wylądowała na lodzie na pobliskim jeziorze Ulemiste.

Według estońskiego Ministerstwa Gospodarki i Komunikacji podczas lądowania na jeziorze pojawiły się także kłopoty z silnikiem. Na pokładzie maszyny znajdowało się sześciu członków załogi. Nikomu nic się nie stało. Według agencji BNS samolot wylądował blisko brzegu, w odległości 300 metrów od drogi Tallin-Tartu. Z jeziora Ulemiste pochodzi woda, w którą zaopatrywani są mieszkańcy stolicy Estonii.

Źródło: http://www.avherald.com/h?article=428d13ae&opt=6400

Zobacz zdjęcia z miejsca wypadku: http://www.pildilabor.ee/events/lennuk/

METAR

EETN 180920Z 19005KT 9999 BKN009 OVC090 M02/M04 Q1016 R08/910246 NOSIG
EETN 180850Z 18003KT 9000 BKN006 M03/M04 Q1016 R08/910246 NOSIG
EETN 180820Z 20004KT 7000 OVC004 M04/M04 Q1016 R08/910246 NOSIG
EETN 180750Z 22003KT 6000 OVC004 M04/M05 Q1016 R08/910246 NOSIG
EETN 180720Z 22002KT 3400 BR OVC003 M05/M05 Q1016 R08/910246 NOSIG
EETN 180650Z 22004KT 1600 0800W R26/1600 BR PRFG OVC002 M05/M05 Q1016 R08/910246 NOSIG
EETN 180620Z 26004KT 0300 R26/0800 FZFG VV001 M05/M05 Q1015 R08/910246 TEMPO 0800
EETN 180550Z 25004KT 2200 BR OVC002 M05/M06 Q1015 R08/910246 TEMPO 1000
EETN 180520Z 24004KT 2100 BR BCFG OVC002 M05/M05 Q1015 R08/910246 TEMPO 0800 FZFG

Źródło: PAP
comments powered by Disqus

Komentarze

A moim zdaniem, choć czeka poczekać na raport z badania wypadku, przebieg zdarzenia świadczy raczej o niekompetencji i niskim poziomie wyszkolenia załogi. Obojętnie czy problemem było podwozie czy silnik, czy jedno i drugie, najlepszym miejscem do lądowania był długi betonowy pas z zabezpieczeniem lotniskową służbą p.poż. Uważam że po prostu nie byli w stanie trafić w pas, i jeżeli usterki były faktycznie ograniczone do wyżej wymienionych, jestem dalej zszokowany, ale już nie zdziwiony (po Colgan Air) coraz niższym poziomem profesjonalizmu w zawodowym lataniu.

Poczekaj na przyczynę wypadku lotniczego do czasu zakończenia badania przez Państwową Komisję Badania Wypadków Lotniczych, wówczas można będzie sobie pozwolić na dywagacje, natomiast na tym etapie proponuję zamilknąć i poczekać. Takie rozważania nie świadczą dobrze o poziomie niektórych wypowiadających się na tym forum pseudo pilotów.

Masz rację - podobnie jak nie świadczą o tym dobrze, zupełnie nieuzasadnione na tym etapie, zachwyty nad rzekomym profesjonalizmem załogi.

Chybione zachwyty przynajmniej tak bardzo negatywnie nie odciskają się na tych, których dotyczą, jak chybione oszczerstwa.

Z pewnością, ale fałszują rzeczywistość w równym stopniu. A skutki dla społeczeństwa (czytaj: korzystających z usług lotniczych) mogą być nawet gorsze w przypadku nieuzasadnionych peanów. Zwłaszcza, że są w naszych mediach w ostatnich latach bardzo modne - rodzaj propagandy sukcesu i krzewienia narodowego mitu - a potem prawie zawsze okazuje się że powodów do chwały nie było. A wręcz przeciwnie. W tym przypadku przedwczesna krytyka została użyta do zneutralizowania wcześniej występujących równie przedwczesnych zachwytów i jako zimny na prysznic na głowy wyznawców mitu - nie dostrzegających problemu. Lód to nie woda, a kiedy się ma do dyspozycji połowę silników w samolocie kategorii transportowej, to nie to samo, co gdy się straciło je wszystkie. Szczęśliwy przypadek, a skuteczne profesjonalne działanie to też dwie różne rzeczy. Miło gdy ten pierwszy towarzyszy drugiemu, ale nie można polegać tylko na pierwszym.

Taaa, tak jak Airbus, który siadł na rzece Houston, bo jego pilot też najwyraźniej nie był w stanie trafić w pas...

Twój sarkazm fatalnie świadczy o twoim pojęciu.

Chodzi mi o więcej umiaru i nie rzucanie kategorycznych stwierdzeń, gdy brakuje jakichkolwiek ku temu przesłanek. Co do Hudson, sprawa jest jasna i niemal od początku była - całkowita utrata napędu i brak wysokości potrzebnej do dociągnięcia do lotniska. Tak jak w przypadku Gimli Glider czy Airbusa który w nocy wylądował bez napędu na Azorach (choć w tym przypadku dupy dali piloci do spółki z producentem i jeszcze paroma innymi, dzięki czemu na wskutek stosunkowo niewielkiego wycieku paliwa, zdołali się całkowicie pozbyć paliwa, skutecznie pomagając wyciekowi). Tutaj sprawa nie jest taka oczywista. Proponuję nie obwoływać pilota z AN-26 tak szybko bohaterem, bo będzie głupio, gdy za ka kilka tygodni, czy za parę miesięcy będzie trzeba to wszystko odszczekać - a potem się zacznie jego gnojenie. Więcej umiaru.

Na razie nic nie wiadomo, poza tym że ponoć był jakiś problem z podwoziem, lub z silnikiem, albo jednym i drugim, i nie wiadomo w wyniku czego. Na samolocie tej kategorii, w obu przypadkach lądowanie na lotnisku jest zdecydowanie lepszym rozwiązaniem, niż gdziekolwiek indziej, chyba że na lotnisku się nie da. Proponuję się wstrzymać z komentarzami, dopóki nie będzie pewności że na lotnisku się nie dało wylądować. W przypadku Hudson się nie dało - rzeka była jedynym rozwiązaniem. W przypadku Estonii tego nie wiemy. Być może konieczność lądowania na jeziorze była efektem popełnionych przez załogę błędów, np. nie potrafili sobie poradzić z usterkami, nie trafili w pas a go-around na wskutek popełnionych błędów załogi, bądź z innych przyczyn, od nich niezależnych nie był niemożliwy. Być morze samolot nie był wstanie po przeleceniu nad lotniskiem się wznosić, a nawet utrzymać lotu poziomego (z winy załogi lub z innej przyczyny) i po prostu mieli szczęście, że znaleźli się akurat nad jeziorem, bo gdyby to było miasto, to może byłby tam teraz duży dymiący krater i sporo trupów.

Żeby nie było jak w przypadku:
- CASA C-295, gdy w pierwszych dnia stanowczo wykluczano błąd załogi (no bo po prostu polscy piloci, zwłaszcza wojskowi są najlepsi na świecie i nie popełniają błędów),
- Mi-8 z Millerem
- Bryza w Babich Dołach
- Hercules w Afganistanie (prawdopodobnie)
- Kania SG na wschodniej granicy (prawdopodobnie)
- Mi-2 LPR pod Wrocławiem
i w wielu innych, gdzie wypadek był skutkiem błędów polskich super orłów, najlepszych na świecie. Czas spojrzeć prawdzie w oczy i zakończyć ślepą wiarę w tę legendę.

Masz rację. Mój sarkazm fatalnie świadczy o moim zdaniu (pojęciu) na temat Ciebie.
Bądź łaskaw nie rzucać kategorycznych stwierdzeń na temat fatalnego stanu wyszkolenia załogi, co rzekomo potwierdza nie trafienie w pas, skoro piszesz, że jeszcze za wcześnie na cokolwiek, bo nic nie wiadomo.
No może poza tym, że jednak jakimś cudem załoga cała i samolot przypomina samolot, co zazwyczaj w takich sytuacjach się nie zdarza.
Faktycznie - najlepiej na dzień dobry zgnoić pilota, z ewentualnym późniejszym zamiarem oczyszczenia go z gówna, jak już nikt nie będzie pamiętał o sprawie.
A miejsce dla prawdziwych bohaterów jest tylko za granicą...

Masz rację - cieszę się że się zgadamy - Twój sarkazm fatalnie świadczy o Twoim pojęciu - na każdy poruszony do tej pory temat.

W takich sytuacjach? To znaczy jakich? Co ty wiesz na temat tej sytuacji, poza paroma medialnymi doniesieniami?

Będę łaskaw - jeśli tylko ty będziesz łaskaw powstrzymać się od kategorycznych stwierdzeń na temat heroiczności i innych rzekomych cnót załogi An-26. Poczekajmy - zobaczymy. Więcej umiaru. Nie potrzeba nam bohaterów - potrzeba nam profesjonalistów. Lepszy pilot to ten pilot, który dzięki swojemu lepszemu doświadczeniu, wyszkoleniu i swojej lepszej ocenie sytuacji nie pakuje się w sytuacje, w których potem musi się wykazać swoimi lepszymi umiejętnościami. Poza tym miejsce dla bohaterów nie ma granic, pod warunkiem że chodzi o Bohaterów, a nie "bohaterów" którzy najpierw musieli coś solidnie spieprzyć, żeby potem móc zaistnieć medialnie jako tzw. bohaterowie, jak np. w tym przypadku: http://www.youtube.com/watch?v=gyw2vgJffqU .

Mała poprawka - będę łaskaw się powstrzymać, jeżeli na dlapilota.pl i w innych mediach nie będę musiał czytać, oglądać i słuchać komentarzy gloryfikujących załogę An-26, gdyż moim zdaniem nie ma ku temu w tej chwili żadnych podstaw.
Był wypadek (ponoć problem z podwoziem bądź sygnalizacją położenia podwozia, po którym podobno pojawił się problem z którymś z silników, i podobno samolot nie był w stanie się wznosić, ściął parę drzewek i w mniej lub bardziej kontroloway sposób spadł na zamarznięte jezioro). Obyło się bez trupów. No i fajnie. Dziękować Bogu i globalnemu "ociepleniu" że jezioro było solidnie zamarznięte. Ale dokładnie dlaczego doszło do upadku samolotu w mniej lub bardziej kontrolowany sposób na jezioro za lotniskiem - to się dopiero okaże, podobnie jak to czy załoga wykonywała swoją robotę profesjonalnie, czy też nie. Na tym etapie jakiekolwiek porównania z Hudson są wysoce nieuprawnione - chyba ktoś tu komuś pozazdrościł słusznej sławy i stąd te próby czegoś co na tym etapie można określić jako nieuprawniona uzurpacja.

Masz rację. Mój sarkazm fatalnie świadczy o moim zdaniu (pojęciu) na temat Ciebie.
Bądź łaskaw nie rzucać kategorycznych stwierdzeń na temat fatalnego stanu wyszkolenia załogi, co rzekomo potwierdza nie trafienie w pas, skoro piszesz, że jeszcze za wcześnie na cokolwiek, bo nic nie wiadomo.
No może poza tym, że jednak jakimś cudem załoga cała i samolot przypomina samolot, co zazwyczaj w takich sytuacjach się nie zdarza.
Faktycznie - najlepiej na dzień dobry zgnoić pilota, z ewentualnym późniejszym zamiarem oczyszczenia go z gówna, jak już nikt nie będzie pamiętał o sprawie.
A miejsce dla prawdziwych bohaterów jest tylko za granicą...

Masz rację - cieszę się że się zgadamy - Twój sarkazm fatalnie świadczy o Twoim pojęciu - na każdy poruszony do tej pory temat.

W takich sytuacjach? To znaczy jakich? Co ty wiesz na temat tej sytuacji, poza paroma medialnymi doniesieniami?

Będę łaskaw - jeżeli na dlapilota.pl i w innych mediach nie będę musiał czytać, oglądać i słuchać komentarzy gloryfikujących załogę An-26, gdyż moim zdaniem nie ma ku temu w tej chwili żadnych podstaw. Poczekajmy - zobaczymy. Więcej umiaru. Nie potrzeba nam bohaterów - potrzeba nam profesjonalistów. Lepszy pilot to ten pilot, który dzięki swojemu lepszemu doświadczeniu, wyszkoleniu i swojej lepszej ocenie sytuacji nie pakuje się w sytuacje, w których potem musi się wykazać swoimi lepszymi umiejętnościami. Poza tym miejsce dla bohaterów nie ma granic, pod warunkiem że chodzi o Bohaterów, a nie "bohaterów" którzy najpierw musieli coś solidnie spieprzyć, żeby potem móc zaistnieć medialnie jako tzw. bohaterowie, jak np. w tym przypadku: http://www.youtube.com/watch?v=gyw2vgJffqU .

Był wypadek (ponoć problem z podwoziem bądź sygnalizacją położenia podwozia, po którym podobno pojawił się problem z którymś z silników, i podobno samolot nie był w stanie się wznosić, ściął parę drzewek i w mniej lub bardziej kontrolowany sposób spadł na zamarznięte jezioro). Obyło się bez trupów. No i fajnie. Dziękować Bogu i globalnemu "ociepleniu" że jezioro było solidnie zamarznięte. Ale dokładnie dlaczego doszło do upadku samolotu w mniej lub bardziej kontrolowany sposób na jezioro za lotniskiem - to się dopiero okaże, podobnie jak to czy załoga wykonywała swoją robotę profesjonalnie, czy też nie. Na tym etapie jakiekolwiek porównania z Hudson są wysoce nieuprawnione - chyba ktoś tu komuś pozazdrościł słusznej sławy i stąd te próby czegoś co na tym etapie można określić jako nieuprawniona uzurpacja.

Kolega ma słuszność. Nie zdziwię się, jeśli się okaże, że koledzy z Exina wyłączyli sobie dobry silnik. Albo - co bardziej prawdopodobne - próbowali zrobić go-around na pełnych klapach, tzn. zapomnieli je przestawić do 1-silnikowego go-around'a. Niestety tak się nie da na tym i wielu innych samolotach kat. transportowej. Historia zna takie przypadki. Jestem na 99% pewien, że lądowanie na jeziorze zamiast na lotnisku nie było zamierzone, lecz wymuszone. Świadczy o tym przebijanie się przez drzewa i krzaki na brzegu. Z takiej czy innej przyczyny (najprawdopodobniej błąd załogi) samolot nie był w stanie się wznosić na 1 silniku. Solidna konstrukcja An-26 wytrzymała twarde uderzenie o lód. http://www.avherald.com/h?article=428d13ae&opt=0

A go around - zapewne wynikł z niezdolności załogi do ustabilizowanego podejścia z jednym silnikiem out lub sprawiającym kłopoty. Czyli kolega ma prawdopodobnie rację - nie trafili w pas, a lądowanie na jeziorze nie było zamierzone czy celowe. Gdyby tak było - byłaby to raczej głupia decyzja - jeśli jeden silnik działał. Nikt nie wybiera w takiej sytuacji jeziora, jeśli może wylądować na pasie.

Co nie zmienia faktu ,że posadzić AN-26 w jednym kawałku to sukces, to nie cessna.Jest pewna różnica w lądowaniu na lodzie a nie wodzie mimo że to jezioro.W tym Panowie jest sedno sprawy

Lód to nie to samo co woda - to się zgadza. Ale samolot to samolot. Oczywiście jeśli ma większe obciążenie powierzchni to zwykle potrzebuje więcej miejsca do lądowania. Lądowanie w jednym kawałku na dużym obszarze lodu to nie jest jakiś większy problem ani w C150 ani w An-26 ani w C130 (patrz lądowanie C130 na Antarktydzie). Jest nawet pewne okresowo czynne lotnisko w USA, którego pas startowy jest wyznaczony na zamarzniętym jeziorze (latem lotnisko jest nieczynne NOTAM-em, z powodu rozpuszczenia się pasa startowego :-)). Problem w tym, że awaria 1 silnika w An-26 nie powinna była wymusić takiego lądowania. Chyba że załoga popełniła błąd np. niewłaściwa konfiguracja, lub dopuściła do utraty szybkości, tak, że go-around z jednym silnikiem okazał się niemożliwy. Mieli bardzo dużo szczęścia na końcu, ale czy wcześniej wykazali się profesjonalizmem, to się dopiero okaże. Na pewno dobrze zrobili, że nie próbowali do końca, na chama, kontynuować go-around, gdy okazało się to niemożliwe. Mieli szczęście, że akurat było przed nimi jezioro, a nie miasto. Nie dopuścili do utraty zdolności sterowania i znaleźli się na ziemi/lodzie zanim samolot się wymknął spod kontroli (robiąc Vmc roll) i walnął na plecach w ziemię/lód, lub zderzył się ziemią lub przeszkodami nie będąc się w stanie wznosić. To na pewno było OK, pozostaje tylko pytanie czy sami do takiej sytuacji doprowadzili, czy też było to spowodowane czym innym. Najlepiej poczekać, aż będzie to z całą pewnością wiadomo. Na razie wiadomo, że mieli duże problemy z ustabilizowaniem podejścia z jednym tylko sprawnym silnikiem i nie trafili w pas. Nie żeby to było łatwe, zwłaszcza przy podstawie 400 stóp, ale kompetentny, dobrze wyszkolony pilot musi sobie z tym poradzić. To samo już może, choć nie musi, być minusem dla załogi i/lub operatora. Na pewno nie dodaje to chwały, ale niekoniecznie musi dobijać.

Niesamowita sprawa! Nie wiem jak to nazwać, ale to takie... optymistyczne, że to lądowanie się tak super udało. To się praktycznie nie zdarza w przypadku tak dużych maszyn.
Wielkie słowa uznania dla pilota, abstrahując od tego, co tam się dalej okaże/nie okaże w toku badania sprawy.

WIELKIE !!!!!! Uznanie dla pilotów za perfekcyjne lądowanie . W sumie nie dziwię się , jeżeli średnia nalotu -w tej firmie - na AN-26 to 3000 h . Jeszcze raz wielki szacunek . PZDR .

Jednak nie wszyscy potrafią czytać ze zrozumieniem... "Samolot An-26 polskiego operatora Exin, wykonujący lot dla firmy kurierskiej DHL ".
Lepiej nic nie pisać, niż pisać głupoty...

Przykro mi ale w miedzy czasie tresc artykulu zostala zmieniona.Tak brzmi o wiele lepiej .Pozdrowienia dla redakcji Ddapilota .

Tak brzmialo pierwotnie :" Samolot AN-26 firmy kurierskiej DHL lądował przymusowo.......Samolot należy do polskiego operatora" .

Treść artykułu PAP uzupełniliśmy po komentarzu Internauty.

Redakcja dlapilota.pl

Nie głupi pomysł. Więcej miejsca niż na pasie, mniejsza szansa kapotażu przy wypadnięciu z pasa.

Samolot nie należy do firmy DHL .Samolot jest wlasnoscią firmy EXIN . DHL jest jedynie zleceniodawca uslugi.Małe sprostowanie