Pszczyna: śledczy zbadają, ile paliwa miał helikopter przed katastrofą

Miejsce katastrofy śmigłowca Bell 429 w Studzienicach - widok z góry (fot. kadr z filmu pszczyna.tv na youtube.com)

Prokuratura prowadząca śledztwo ws. ubiegłotygodniowej katastrofy helikoptera w pszczyńskich lasach sprawdzi, ile paliwa miał śmigłowiec tuż przed wypadkiem i czy ta ilość pozwalała na dalszy lot na inne lądowisko.

Poinformował o tym we wtorek PAP prokurator rejonowy w Pszczynie Leonard Synowiec.

Tydzień temu wykonujący lot krajowy helikopter z czterema osobami na pokładzie rozbił się w lesie, w gęstej mgle, prawdopodobnie podczas próby lądowania. Zginął 80-letni przedsiębiorca i milioner Karol Kania oraz 50-letni pilot. Znajdujący się również na pokładzie kobieta i mężczyzna zostali ranni, doznając złamań i licznych stłuczeń.

Przyczyny i okoliczności wypadku bada Prokuratura Rejonowa w Pszczynie i Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych. Bezpośrednio po katastrofie zabezpieczono ślady oraz czarną skrzynkę, dokonano szczegółowych oględzin wraku oraz terenu. Następnie szczątki śmigłowca przewieziono na policyjny parking.

"Maszyna została tam zabezpieczona tak, aby w razie potrzeby można było przeprowadzić dodatkowe badania. Właśnie zapadła decyzja o zbadaniu ilości pozostałego w baku paliwa, aby zweryfikować, czy pilot miał go na tyle, aby odlecieć na inne lądowisko, czy też był zmuszony zakończyć lot" – powiedział we wtorek PAP prok. Leonard Synowiec.

"To badanie jest możliwe, bo bak nie został uszkodzony i nie doszło do wycieku paliwa. Zniszczona została przede wszystkim przednia część maszyny, gdzie znajdowali się dwaj mężczyźni – ofiary wypadku" – dodał. Wstępne wyniki sekcji zwłok wskazały, że przyczyną ich śmierci były obrażenia wielonarządowe, obejmujące zwłaszcza rejon klatki piersiowej. Prokuratura nie dysponuje jeszcze pełną opinią z sekcji. Przesłuchano już natomiast oboje rannych.

Zlecono także zabezpieczenie nagrań z monitoringu w rejonie, w którym doszło do wypadku, aby uzupełnić informacje na temat panujących w tym czasie warunków atmosferycznych. Śpieszący ofiarom wypadku z pomocą strażacy i policjanci już w dniu tragedii zwracali jednak uwagę, że dotarcie do wraku utrudniał nie tylko podmokły i gęsto zalesiony teren, ale także gęsta mgła. Prokuratura weryfikuje też umiejętności i doświadczenie pilota helikoptera. "Możemy jednak już na tym etapie powiedzieć, że był to doświadczony pilot" – powiedział prok. Synowiec.

50-latek był wieloletnim pracownikiem założonej przez Karola Kanię spółki Karol Kania i Synowie, zajmującej się produkcją podłoża pod uprawę pieczarek.


Przeczytaj również:
Wypadek śmigłowca Bell 429 (SP-KKS) k/Pszczyny

Źródło: PAP
comments powered by Disqus