Trzy argumenty za i przeciw wyeliminowaniu FO z kokpitów samolotów pasażerskich

Piloci w kokpicie w załodze jednoosobowej

Wiele lat temu w kokpitach samolotów pasażerskich wśród załogi znajdował się również technik pokładowy, którego zadaniem było monitorowanie systemów i diagnozowanie problemów. Na początku lat 80 ubiegłego wieku, wraz z pojawieniem się układów scalonych i postępami w dziedzinie mocy obliczeniowej komputerów, jego obecność została ostatecznie wyeliminowana. Dziś w kokpicie znajduje się jedynie dwóch pilotów, ale poważnie się myśli o zmniejszeniu ich liczby do jednego. Koncerny Airbus SE i Thales SA oświadczyły, że może to stać się rzeczywistością już w 2023 r.

Trwa ożywiona debata na ten temat. Linie lotnicze chcą zrównoważyć bezpieczeństwo z zyskami. FAA ma za zadanie zapewnić bezpieczeństwo użytkownikom przestrzeni powietrznej poprzez wprowadzenie odpowiednich regulacji, nadzoru i inspekcji. Piloci z kolei chcą być zapewnieni o odpowiednim poziomie bezpieczeństwa i rozsądnych warunkach pracy. Ale oczywiście ostateczną decyzję zapewne podejmą pasażerowie przy pomocy swoich portfeli. Istnieje wiele różnych punktów widzenia, ale są trzy najczęstsze argumenty, które wciąż są podnoszone w tej kwestii (za i przeciw):

Trzy argumenty na korzyść

1)    Zmniejszy się niedobór pilotów na rynku

Nie jest tajemnicą, że przemysł lotniczy stoi w obliczu światowego niedoboru wykwalifikowanych pilotów. Liczba licencjonowanych lotników spadła w ciągu ostatnich trzech dekad o ok. 30%. Liczne szacunki wskazują na potrzebę zatrudnienia tysięcy nowych pilotów. Niektórzy przewoźnicy ograniczają lub kasują loty z powodu braków personelu. Eliminując drugiego pilota z kokpitu, mogą zmniejszyć ten problem.

2)    Linie lotnicze zaoszczędzą dużo pieniędzy

Jedną oczywistą korzyścią z ograniczenia puli pilotów jest to, że zmniejszą się kwoty przeznaczane na pensje. Linie lotnicze twierdzą, że zaoszczędzą dużo pieniędzy, jako, że piloci zwykle są najlepiej zarabiającą grupą pracowników. Pomoże również liniom lotniczym obniżyć koszty funkcjonowania, ponieważ nie będzie niedoboru pilotów i w związku z tym, nie będą musiały zwiększać płac i przyznawać premii tym wciąż zatrudnianym. Dodatkowo, może to pomóc obniżyć ceny biletów, na czym skorzystają pasażerowie.

3)    Producenci samolotów będą mieli więcej możliwości

Jeśli producent będzie musiał umieścić w kokpicie miejsce dla tylko jednego pilota, to projekty statków powietrznych będą mogły stać się bardziej kreatywne. Co więcej, mogą zacząć zezwalać automatyzacji na więcej, tak jak to miało miejsce, gdy wiele lat temu zostali w kokpitów wycofani technicy pokładowi. Programiści ogólnie twierdzą, że automatyzacja jest lepsza niż tradycyjni piloci, a loty są płynniejsze i bardziej oszczędne, ponieważ automatyka jest w stanie podejmować milion decyzji na sekundę, a człowiek jest po prostu człowiekiem. W rzeczywistości linie lotnicze pozwalają swoim pilotom latać ręcznie jedynie w niektórych fazach lotu. Badanie pilotów wykonujących loty samolotami wyprodukowanymi przez Airbusa i Boeinga wykazało, że podczas standardowego lotu pilotują oni ręcznie tylko ok przez 3-6 minut, a reszta odbywa się w trybie autopilota. Prawdopodobnie liczba lotów z autopilotem zwiększyłaby się wraz z eliminacją drugiego pilota.

 Trzy argumenty przeciw

1) Automatyzacja nie jest doskonała

Jak wiadomo po katastrofach B737 Max w Indonezji i Etiopii, wypadki mogą być spowodowane w wyniku niewłaściwej interakcji człowieka z automatyzacją w kokpicie. Zdarzyło się szereg zdarzeń, które przynajmniej częściowo są spowodowane awariami w zespole automatyki. Niektóre, jak katastrofa A330 Air France w 2009 r. spowodowały śmierć wszystkich osób na pokładzie. Nawet wysoce niezawodna automatyzacja może stwarzać problemy, zmniejszając umiejętności pilotażu oraz powodując brak świadomości sytuacyjnej. Gdy automatyzacja zawiedzie, pilot często nie jest w stanie ustalić, co poszło nie tak.

2) Pilot będzie bardziej obciążony pracą

Od momentu wejścia do kokpitu kapitan i pierwszy oficer pracują jako zespół. Koordynują przygotowywanie samolotu, wspólnie przeglądają listy kontrolne i decydują, kiedy będą gotowi do lotu. Ta procedura ma ogromne zalety. Po pierwsze, zachęca do odpowiedzialności. Posiadanie kogoś kto może zweryfikować, czy dobrze wykonałeś swoją pracę, zwiększa bezpieczeństwo. Dodatkowo, posiadanie w kokpicie drugiej pary oczu pomaga w wykrywaniu problemów w miarę pojawiania się ich. Jeden pilot sam nie zobaczy dwóch rzeczy naraz; nie może jednocześnie spoglądać przez okno i patrzeć na wyświetlacze monitorów. Po trzecie, oferuje ogromne korzyści w sytuacjach kryzysowych i procesach decyzyjnych. Drugi pilot pomaga zachować spokój i profesjonalizm, a także może odczytać listę kontrolną, gdy kapitan pilotuje. Należy się zastanowić, jak trudno byłoby kapitanowi Sullenbergerowi wodować A320 na rzece Hudson bez Jeffa Skilesa.

3)    Jest prawdopodobne, że w czasie lotu jedyny pilot może mieć problemy zdrowotne

Wyeliminowanie drugiego pilota oznacza, że jeśli z jakiegoś powodu kapitan straci przytomność, to samolot pozostanie bez kontroli. Podobnie jak wszyscy inni na pokładzie, piloci często zasypiają w samolotach, nawet gdy są w kokpicie. Badania wykazały, że ponad połowa z nich drzemie podczas lotu. Problem zmęczenia stał się tak poważny, że niektóre linie lotnicze pozwalają pilotom zrobić to legalnie. Po drugie, jeśli pilot będzie miał zawał serca lub inne potencjalnie niebezpieczne problemy zdrowotne, nie będzie nikogo, kto by to zauważył, szczególnie podczas lotu długodystansowego. Po trzecie, niedotlenienie wpływa na ludzi w różny sposób. Jeden pilot może zacząć odczuwać objawy wcześniej, a drugi pilot zauważy to i uratuje sytuację. Kapitan może po prostu zemdleć, pozostawiając samolot niekontrolowany, a personel pokładowy i pasażerowie będą tego całkowicie nieświadomi.

Wnioski

Oczywiście jest to cały czas złożona kwestia i obie strony bardzo poważnie podchodzą do swoich argumentów. Przed wdrożeniem przepisów, które mogłyby negatywnie wpłynąć na bezpieczeństwo lotnicze, należy przeprowadzić szczegółowe konsultacje i dyskusję.

Źródło: forbes.com
comments powered by Disqus