Ekspert: Nowy rosyjski dron Gierań-5 nie jest game changerem
Nowy rosyjski dron, określany jako Gierań-5, nie jest game changerem, przez który zawali się ukraińska obrona, można go zestrzelić – przekonuje PAP ekspert Defence24 Maksymilian Dura.
Kilka dni temu ukraiński wywiad wojskowy (HUR) doniósł o zestrzeleniu przez obronę przeciwlotniczą na początku tego roku nowego rosyjskiego drona szturmowego Gierań-5. Z przekazanych przez HUR informacji wynika, że Gierań-5 ma 6 metrów długości i rozpiętość skrzydeł 5,5 metra. Zasięg to tysiąc kilometrów, a maksymalna prędkość – 500 km/h.
Dron ma być zdolny do przenoszenia głowicy o masie 90 kg, a także umożliwiać montaż na nim systemu Wierba (odmiany przenośnego zestawu rakietowego Igła). Ma to pozwalać na rażenie celów powietrznych, jak np. ukraińskich śmigłowców szturmowych.
Pozostałe zmiany – w stosunku do wcześniej używanych konstrukcji – to odrzutowy napęd, trudny do zaburzenia 12-kanałowy system nawigacji satelitarnej Komieta oraz lokalizator oparty na mikrokomputerze Raspberry Pi i modemach 3G/4G.
Zdaniem ukraińskiego wywiadu wojskowego Rosja dąży do tego, żeby Gieranie-5 były odpalane nie tylko z platform startowych, ale by mogły być przenoszone przez samoloty szturmowe Su-25. Takie rozwiązanie znacznie wydłużyłoby ich zasięg lub umożliwiło np. dostarczenie w pobliże frontu, gdzie mogłyby długo pozostawać w powietrzu, oczekując na określenie celu przez operatora.
Ustalenia HUR zostały podchwycone przez rosyjską propagandę. Na przykład prokremlowski serwis poświęcony wojskowości „Wojennoje dieło” przekazał te doniesienia w artykule zatytułowanym „Gierań-5: zmodernizowany dron Rosji zmienia wojnę na Ukrainie”.
Ekspert Defence24 kmdr por. rez. Maksymilian Dura zwrócił jednak uwagę w rozmowie z PAP, że Gierań-5 znalazł się na Ukrainie w ramach testów. – Wszystko, co Rosjanie wyprodukują lub dostaną, wysyłają na Ukrainę, żeby sprawdzić, jak działa. W tym przypadku udało się to zestrzelić, więc nie jest to game changer, przez który ukraińska obrona przeciwlotnicza się zawali – ocenił ekspert. – Oczywiście każdy Gierań, który leci na Ukrainę, jest problemem – dodał.
Przypomniał, że w dronach Gierań 1, 2, 3 i 4 nieustannie wprowadzano zmiany, próbując umożliwić im ominięcie coraz skuteczniejszej obrony przeciwlotniczej. – Wcześniej była to po prostu rura wypełniona dynamitem. Dodawało się do niej skrzydła, silnik od snopowiązałki, urządzenie GPS i wysyłało na Ukrainę. Obecnie starania Rosji koncentrują się na zapewnieniu operatorowi łączności z dronem tak, aby mógł wybierać cel ataku – wyjaśnił rozmówca PAP.
Ma to umożliwiać uderzenia w cele mobilne. Rosji bowiem chodzi obecnie o to, żeby móc skutecznie razić pociągi, które są wykorzystywane do transportu uzbrojenia dla Ukrainy. – Jeśli Rosjanie znajdą sposób na atakowanie na przykład pociągu z amunicją z Polski w obwodzie lwowskim, da im to wielką przewagę – zaznaczył ekspert.
Przyznał zarazem, że niezależnie od typu drona i zastosowanych w nim rozwiązań dla Rosjan największym problemem jest zasięg radiowy ograniczony przez horyzont. – Próbują stosować taktykę polegającą na tym, że nad falą zmierzających do celu dronów znajduje się jeden, wyposażony w retranslator, który przekazuje informacje pozostałym. Jednak Ukraińcy i z tym nauczyli się sobie radzić – zaznaczył ekspert.
– Nie ma bowiem systemu, dla którego nie można byłoby znaleźć środka przeciwdziałania. Te aparaty bezzałogowe nie mają takiej prędkości, jak rakiety manewrujące. Zatem nadal to zagrożenie będą mogły zwalczać na przykład drony przechwytujące – ocenił Dura.
Pytany, czy najnowsze ukraińskie doświadczenia z rosyjskimi dronami powinny sprawić, że Polska skoryguje plan organizacji systemu obrony przeciwlotniczej, ekspert odparł, że Rosjanie nie zrezygnują z produkcji Gierani 1 i 2, bo są tanie. Można je więc produkować masowo i wysłać na przykład po 500 sztuk na raz.
Natomiast Gierań-5 ma większy zasięg i prędkość. Choć wciąż są one mniejsze niż w przypadku rakiety manewrującej, daje to mniej czasu obronie przeciwlotniczej na reakcję. – Silniki odrzutowe są znacząco droższe niż tłokowe. Z tego, co przekazały ukraińskie służby wynika, że to silniki produkcji chińskiej. To kosztuje, więc sądzę, że nie będą one wykorzystywane tak licznie – ocenił ekspert.
Przyznał zarazem, że wysyłanie przez Rosjan na Ukrainę niezwykle drogich rakiet Oriesznik świadczy o tym, że nie liczą się oni z wydatkami. – Moskwa jest świadoma, że ma bardzo dobry układ dzięki przychylności Donalda Trumpa. Próbuje więc to wykorzystać – powiedział ekspert.
Należy więc być przygotowanym na wszystko, co mogą zastosować Rosjanie. – Jeśli wprowadzają lecącą z kosmosu rakietę balistyczną Oriesznik, musimy się przygotować na odpieranie ataku odpowiednim systemem – zwrócił uwagę Dura. Jego zdaniem nadaje się do tego system Patriot, wymaga jednak przeprogramowania systemu kierowania tak, aby skupiał się na małych i bardzo szybko lecących celach. (PAP)
gru/ pś/ mhr/