Sky Magic: "Chcemy zrobić coś dobrego dla Polski..."

Sky Magic

O początkach grupy pokazowej Sky Magic Sekcji Skoków Spadochronowych Wojskowej Akademii Technicznej, o jej działalności, wykonywanych akrobacjach i pasji do tego sportu, z Piotrem ‘Świerszczem”  Świebodą, jednym z członków grupy, rozmawia Marcin Ziółek.

Marcin Ziółek: Jesteś członkiem Grupy Spadochronowej Sky Magic S3 WAT, która została utworzona w Wojskowej Akademii Technicznej. Pomimo, że jesteście praktycznie widoczni na każdej większej imprezie lotniczej w Polsce to niewiele informacji na Wasz temat można znaleźć w Internecie. Opisz proszę początki i strukturę grupy.

Piotr „Świerszcz” Świeboda:
W sieci można nas znaleźć na Facebooku (LINK). Sky Magic S3 WAT to grupa pokazowa Sekcji Skoków Spadochronowych Wojskowej Akademii Technicznej. Chcemy pokazać, że wojsko może rozwijać się nie tylko w tradycyjny, ale także specjalistyczny i sportowy sposób. Oprócz tego naszym celem jest, aby przyszłe kadry uczyły się od najlepszych, bowiem w sekcji szkoleniowcami są byli operatorzy i szkoleniowcy jednostki 2305 „Grom”. Sekcję prowadzi Arkadiusz „Maja Majewski” który jest rekordzistą w wykonaniu skoku wysokościowego, a także uczestnik projektu najwyższego skoku „na otwartych spadochronach” wykonywanych w celach taktycznych „HAHO” na świecie.

Skaczących na pokazy członków grupy akrobacyjnej jest pięciu. Są to Arkadiusz „Maja” Majewski, Piotr „Pitero” Piotrowski, Janusz „Druciarz” Białowąs, Sebastian „Szczena” Ryżko i Dariusz „Bejce” Bojsza.


Etażerka

Ja w tym roku jestem „na ziemi” ze względów zdrowotnych, ale najczęściej pokazy wykonujemy w 4-5 osób. Przez to że jestem „nielotem”, pełnię funkcję kierownika skoków, koordynatora, dbam o bezpieczeństwo i przestrzeganie procedur, a także komentuję nasze pokazy. Poziomem nie odbiegamy od wyczynowych grup pokazowych, których członkowie zajmują się skakaniem zawodowo. Na co dzień chodzimy do pracy, a skokami zajmujemy się po godzinach. To nasze hobby, chociaż lepiej określa to słowo pasja. Ewolucje wykonujemy na otwartych spadochronach, czyli robimy coś czego nie można przećwiczyć w tunelu aerodynamicznym, a jedynie w powietrzu.

MZ: Waszą misją w ramach WAT jest przyciągnięcie jak największej liczby chętnych do sekcji spadochronowej...

PŚ: 
Bardziej do wstąpienia, rozpromowania i zainteresowania Wojskową Akademią Techniczną. Propagujemy spadochroniarstwo i po cichu liczymy, że w Sekcji Skoków Spadochronowych WAT znajdziemy talenty, które w przyszłości będą chciały z nami skakać. Chodzi o to, żeby powiększyć grupę, bo my kiedyś przejdziemy na sportową emeryturę. Jesteśmy już bardzo doświadczonymi skoczkami i mamy „swoje” lata. Chcemy zrobić coś dobrego dla Polski, rozpropagowania WATu, skoków spadochronowych i szeroko rozumianej obronności.

Pomysłodawcami Sekcji Skoków Spadochronowych Wojskowej Akademii Technicznej są Dariusz Bojsza i Arkadiusz Majewski. Z pomocą w realizacji tego pomysłu przyszedł Piotr Boupre, który stworzył Fundację „Teraz Wojsko Polskie”. Jej celem jest propagowanie i wspieranie obronności kraju poprzez np. szkolenie na najwyższym poziomie przyszłych kadr oficerskich. O innych działaniach fundacji można poczytać na fanpagu fundacji (LINK). Ja czuję się patriotą i chętnie dołączyłem się do tego projektu.


Flagi, fot. Łukasz Jeleń

Nasza grupa włączyła się w projekt Sekcji Skoków Spadochronowych  WAT, bo chcemy wspierać rozwój podchorążych w  dziedzinie skoków spadochronowych zarówno na płaszczyźnie taktycznej jak i sportowej. 

MZ: Jesteście już doświadczonymi skoczkami z odpowiednim zapleczem i umiejętnościami, aby wykonywać widowiskowe i oceniając z ziemi, ryzykowne ewolucje. Ile lat zajęło Ci dojście do takiego poziomu?

PŚ: Żeby wykonywać ewolucje, które my robimy, trzeba być już „oblatanym”. Każdy z nas ma jakieś doświadczenia z tzw. okresu „wody sodowej”, ale także np. sportowe. Mogę się pochwalić się tym że byłem mistrzem Polski juniorów w celności lądowania, a także z czego jestem szczególnie dumny, kapitanem drużyny która zdobyła mistrzostwo polski w celności lądowania. 

Takie doświadczenia dają nam to możliwość wykonywania skoków w sposób bezpieczny, efektowny i niezwykle widowiskowy. Mamy rodziny, stateczne (uśmiech) życie i duże doświadczenie w skokach.


Kanapa

MZ: Teraz porozmawiajmy o samej technice Waszych skoków. Wykonujecie np. skok z dużą flagą, która sporo waży i z pewnością znacznie zmienia aerodynamikę podczas opadania...

PŚ:
Tak, pamiętajmy że flaga jest przypięta  do skoczka. Można powiedzieć, że podczas skoku mamy ze  sobą mini zasobnik i po opuszczeniu samolotu otwieramy spadochron i rozwijamy z zasobnika flagę. Warto podkreślić, iż jesteśmy jedynymi, którzy skaczą z tak dużymi  flagami, a planujemy skakać z jeszcze większymi.

To jest zupełnie inne latanie. Trzeba pamiętać, że to nie tylko lot z dodatkowym obciążeniem. Podwieszenie pod skoczkiem flagi zmienia także środek ciężkości. Trzeba też uważać, żeby przy lądowaniu nią nigdzie nie zaczepić.

MZ: Wasze pokazy zwykle otwierają imprezy lotnicze i składają się z różnorodnych, często skomplikowanych figur. Opisz proszę kilka z nich...

PŚ:
Pokazujemy wiele trudnych akrobacji na otwartych spadochronach, w tym m.in. „Wariata” gdzie mamy pomiędzy sobą flagę dymną. Jest to formacja o angielskiej nazwie „downplane”, która polega na tym, że dwaj skoczkowie spadają pionowo w dół na otwartych spadochronach połączeni są najczęściej  nogami, a w przypadku skoku z flagą dymną, czy też flagą z materiału dodatkową „liną. Jest  niezwykle istotne, żeby był odpowiedni sprzęt i zostały zachowane właściwe procedury.

Wykonujemy formację Triple Down Pane, czyli potrójnego wariata. Jest to  formacja, którą wykonuje może pięć-sześć ekip na świecie. Ale oni wszyscy są zawodowcami i zarabiają na tym, a my jesteśmy amatorami.

A wszystko zaczyna się od kanapy wysokiej, gdzie jeden skoczek siedzi drugiemu na spadochronie. Etażerka- skoczkowie można powiedzieć że stoją sobie na ramionach. „Banan” - dwóch spadochroniarzy, którzy są obok siebie i trzymają się na tej samej wysokości to rzeczywiście wygląda jak banan (uśmiech).  A z tego banana przechodzi się  potem Wariata.

Wykonujemy również skoki w dzień, w nocy, z dużymi przedmiotami w postaci flag i z pirotechniką.
Nasza grupa jako jedyna w Polsce wykonuje nocne skoki pokazowe. Mamy ku temu przeszkolenie, umiejętności i  doświadczenie.


Potrójny banan

MZ: Podczas wspólnego skoku ważna jest koordynacja działań, zarówno pomiędzy samymi skoczkami, jak i z obserwatorem z ziemi. Jak to się dokładnie odbywa?

PŚ:
Skoczkowie mają łączność miedzy sobą, a ja z ziemi mam łączność z samolotem. W  razie zagrożenia ta łączność jest potrzebna. Z ziemi widać niekiedy to co z góry jest niewidoczne i można zareagować aby uniknąć niebezpieczeństwa.

MZ: Wasze skoki wyglądają na bardzo poukładane i przemyślane. Czy sami przygotowujecie układy i procedury, czy też czerpiecie wiedzę z innych źródeł?

PS:
Procedury w lotnictwie powstają najczęściej po wypadkach. My tworząc program pokazu staramy się określić poziom ryzyka, a następnie je zminimalizować. Na pokazy zawsze mamy przynajmniej dwa warianty. Na nisko i na wysoko - zależne od podstawy chmur. Każdy skok trenujemy kilkukrotnie zanim wykonamy go na pokazach, tak aby na pokazach było jak najbezpieczniej. 

Jeżeli byśmy mieli środki takie, jakie mają grupy pokazowe np. w Stanach Zjednoczonych lub Anglii moglibyśmy osiągnąć o wiele więcej niż teraz. Skoki spadochronowe, tak jak całe lotnictwo nie są tanie.


Tripledownplane

Spadochroniarze na pokazach nie mają szansy wykonać nawrotu i wykonać daną figurę jeszcze raz. Wszystko za pierwszym razem musi wypaść dobrze. Jesteśmy jedynymi lotnikami, którzy słyszą brawa publiczności, którzy mają styczność fizyczną od razu po pokazie. Można z nami przybić piątkę.

MZ: Po tylu latach w przestworzach skakanie mogło Ci już spowszechnieć. Czujesz jeszcze dreszczyk emocji podchodząc przed skokiem do krawędzi samolotu?

PŚ:
„Jak przestaniesz się bać to przestań skakać” takie słowa usłyszałem od jednego z trenerów. Ja osobiście za każdym razem, jak podchodzę do krawędzi samolotu czuję ten dreszczyk. Nie chodzi o to czy coś mi się stanie, tylko że np. nie wykonam zadania. Człowiek nie jest stworzony do latania, a szczególnie do opuszczania sprawnego samolotu. (uśmiech)

MZ: Jak Ci się udaje łączyć skoki z życiem osobistym? W sezonie praktycznie większość wolnego czasu spędzasz na lotnisku...

PŚ:
Praktycznie cały sezon skoczny jest wypełniony. W weekendy skaczemy, a w tygodniu normalnie pracujemy i żyjemy.


Wariat

MZ: Sezon pokazów trwa na dobre i w zasadzie co tydzień w jakimś zakątku polski odbywają się imprezy lotnicze. Gdzie w tym roku będzie można Was zobaczyć, zarówno przed większą publicznością, jak i zwykłych treningów?

PŚ:
Na pewno będzie można nas zobaczyć podczas Air Show  w Radomiu, pokazów w Giżycku i w Gdyni. W Giżycku i Gdyni jako jedyni lotnicy będziemy mieli bezpośrednią styczność z publicznością , bo tam samoloty wykonują ewolucje nad wodą, a my wylądujemy na plaży koło publiczności.

Trenujemy w Grądach (LINK), Chrcynnie (LINK), Piotrkowie Trybunalskim (LINK), wszędzie tam gdzie mamy możliwość i dostęp do środków latających.

MZ: I na koniec powiedz proszę jakbyś zachęcił nowe osoby do skakania i  może kiedyś do dołączenia do Sekcji Skoków Spadochronowych WAT?

PŚ:
Osobiście uważam że każda osoba jeżeli nie ma przeciwskazań zdrowotnych, powinna wykonać choć jeden skok i zobaczyć „Dlaczego ptaki śpiewają” – bo tylko spadochroniarze-podczas swobodnego spadania - wykorzystują powietrze jako środowisko pracy i mają z nim bezpośrednią styczność. Dodatkowo, „jeżeli skoczysz to co może cię powstrzymać” przecież pokonałeś swój strach. Bo należy pamiętać że lęk przed spadaniem jest naszym pierwotnym lękiem. Jeżeli się wyskoczy z samolotu, to czy potem w życiu jest coś w stanie Ciebie powstrzymać? 

Znam oczywiście kilka osób które po pierwszym skoku stwierdziły, że to nie fajne i że nie dla nich. W mojej 21 letniej karierze spadochronowej było to może z 10 osób.

Spadochroniarze mogą poczuć to samo co ptaki czyli poczucie wolności. Po otwarciu spadochronu jest względna cisza i szybuje się mając cały czas doświadczenie powietrza. W samolocie jesteśmy osłonięci i jest hałas, w szybowcu jest względnie cicho, ale też jesteśmy osłonięci laminatem.

Spadochroniarstwo jest bezpieczne, bo jeżeli się postępuje zgodnie z procedurami to nie ma prawa się nic stać. W lotnictwie złamanie procedury może i najczęściej prowadzi do wypadku.

Moim zdaniem pierwszy skok pamięta się dokładnie i do końca życia, jednak wtedy jeszcze nie wiemy czego się dokładnie spodziewać. Dopiero następne przynoszą większy strach i jeszcze większą  chęć dalszego skakania. 

MZ: Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia.

PŚ:
Dziękuję.

Źródło: dlapilota
comments powered by Disqus