Przejdź do treści
Źródło artykułu

„W szybowcu nie widać, czy pilot siedzi na wózku”. Karol Włodarczyk opowiada o lataniu mimo ograniczeń i zwraca się z apelem

Przygoda nie zaczyna się od lotu. Zaczyna się od decyzji, żeby wyjść z domu.

O tym, jak osoby z niepełnosprawnością zostają paralotniarzami i pilotami szybowcowymi, dlaczego największą barierą często nie jest ciało, lecz głowa i co w tej historii wciąż wymaga zmiany systemowej, opowiada Karol Włodarczyk, Wiceprezes Fundacji im. Doktora Piotra Janaszka PODAJ DALEJ i koordynator projektu „Rozwiń skrzydła”.

W środowisku przyjęła się również nazwa „Kulawe ptaki”, jako jeden z projekektów Fudacji Podaj Dalej. Tak kiedyś określił uczestników jeden z podopiecznych fundacji, uczestnik zajęć paralotniowych i to określenie z czasem przenikło na stałe. Zostało nawet utrwalone w piosence nagranej przez jednego z uczestników szkolenia paralotniowego.

Sedno tej historii nie tkwi jednak w nazwie, ale w tym, że latanie dla osób z niepełnosprawnością nie jest tu jednorazową atrakcją ani symbolicznym pokazem. To realne szkolenie, realna droga i realne uprawnienia.

Najpierw trzeba przestać się bać. Trzeba przede wszystkim przestać bać się własnych ograniczeń.


Paweł Korzec: Jak przekonać człowieka po wypadku albo kogoś, kto od lat żyje z niepełnosprawnością, że warto spróbować?

Karol Włodarczyk: To właśnie ten pierwszy krok jest najtrudniejszy. Nie lot, nie egzamin, nie sprzęt. Najpierw trzeba się zgłosić, odezwać, dopuścić do siebie myśl, że można zrobić coś więcej niż tylko siedzieć w domu. Bardzo wiele dzieje się w głowie. Ograniczenia ma każdy, ale kluczowe jest to, czy człowiek patrzy na nie jak na ścianę, czy jak na punkt wyjścia.

Do projektu trafiają najczęściej osoby świadome siebie, swojej sytuacji i tego, czego szukają. Często są już aktywne: jeżdżą na nartach, nurkują, uprawiają sport, szukają adrenaliny. Ale zdarzają się też tacy, którzy przychodzą z prostą myślą: „a może by spróbować?”. Jest jeszcze jedna ważna rzecz: nie można używać albo uciekać do motywacyjnych sloganów. To nie jest właściwa droga. Nie ma tu taryfy ulgowej.

Nie ma taryfy ulgowej dla osób z niepłenosprawnością

PK: Pilot z niepełnosprawnością nie dostaje licencji „na specjalnych zasadach”. Jak wygląda proces od "zera do bohatera"?

KW: W przypadku szybowców procedury są takie same jak dla osób pełnosprawnych. Kandydat musi przejść przez orzecznictwo lotniczo-lekarskie, uzyskać odpowiednie dopuszczenie i spełnić wymagania formalne. 

Czasem orzeczenie wydawane jest bez ograniczeń, a czasem z zastrzeżeniem, że szybowiec musi być odpowiednio dostosowany. Chodzi przede wszystkim o przeniesienie części sterowania do rąk. W paralotniach formalnie jest prościej, choć fundacja i tak wymaga dodatkowego zaświadczenia lekarskiego dla bezpieczeństwa.

Problem polega na tym, że system nie zawsze działa równo. Wiele zależy od konkretnego lekarza orzecznika. Jedni rozumieją, że osoba z urazem rdzenia i sprawnymi rękami może po dostosowaniu sprzętu bezpiecznie latać. Inni żądają kolejnych dokumentów i opinii, także takich, które nie zawsze mają realne uzasadnienie.

Właśnie tu fundacja widzi potrzebę zmiany: mniej uznaniowości, więcej obiektywnych kryteriów i lepszego rozumienia tego, czym naprawdę jest niepełnosprawność ruchowa.

Zasadniczym problemem nie są ludzie, tylko sprzęt i procedury.

PK: Co dziś najbardziej ogranicza rozwój?

KW: Ogromną barierą są szybowce dostosowane do potrzeb osób z niepełnosprawnością. W Polsce, blisko 40 milionowym kraju jest ich wciąż dramatycznie mało (3 egzemplarze!!!). To szczególnie uderzające w kraju z tak silnymi tradycjami lotniczymi.

Samo techniczne przystosowanie szybowca nie musi być kosztowne. Problemem nie jest prosta modyfikacja, lecz cała otoczka: dokumentacja, certyfikacja, badania, dopuszczenia. I właśnie dlatego rozwiązanie, które w praktyce mogłoby kosztować kilka tysięcy złotych, ostatecznie potrafi pochłonąć wielokrotnie więcej.

To ogranicza skalę działania. Im więcej dostosowanych szybowców, tym więcej osób może się szkolić. Dziś to wciąż wąskie gardło systemu.

102 osoby, 27 licencji i projekt, jakiego prawie nigdzie nie ma.

PK: Proszę opowiedzieć o statystykach fundacji

KW: Przez projekt „Rozwiń skrzydła” przeszły już 102 osoby z niepełnosprawnością. 9 zdobyło licencję szybowcową, a 18 uzyskało świadectwo kwalifikacji paralotniowej. Obecnie szkoli się około 30–35 osób.

To liczby, które pokazują skalę i trwałość tego działania. Zwłaszcza że, jest to projekt unikatowy nie tylko w Polsce, ale prawdopodobnie także w skali Europy. Kiedy polscy paralotniarze z niepełnosprawnością wyjeżdżają za granicę, często spotykają się ze zdziwieniem: naprawdę da się to tak zorganizować?

Da się. Ale wymaga to ludzi, cierpliwości i pieniędzy.

Tu nikt nikogo nie prowadzi za rękę, ale nikt też nie zostaje sam.

Fundacja nie pracuje masowo. Zajęcia odbywają się w małych grupach, zwykle po pięć, sześć osób. Dzięki temu można połączyć intensywny trening z realnym wsparciem. Ogromną rolę odgrywają instruktorzy i asystenci, często sami związani z lotnictwem. Od niedawna mamy tez pilota, instruktora z niepełnosprawnością, co pokazuje, że można. Nie ma w zespole psychologa, ale jest doświadczona kadra, która potrafi wyczuć moment zawahania, przepracować lęk i krok po kroku przeprowadzić uczestnika przez proces.

Bo strach się zdarza. Zwłaszcza wtedy, gdy wózek po raz pierwszy odrywa się od ziemi.

I właśnie wtedy okazuje się, że atmosfera bywa równie ważna jak technika. Nie brakuje również u nas sytuacji zabawnych. Przez lata wypracowaliśmy specyficzny język, nie zapominając, że najważniejsze jest wzajemne wsparcie. Nie ma jednego „motywatora”, który wszystkich napędza. Działamy zespołowo.

Latanie, rywalizacja i dużo śmiechu.

Choć projekt dotyczy rzeczy poważnych, nie brakuje w nim też lekkości. Są zawody na celność lądowania. Są zagraniczne wyjazdy. Są śmieszne historie, które w każdej innej sytuacji brzmiałyby jak gotowy scenariusz komedii.

Jedna z nich dotyczy paralotniarza, który wylądował na drzewie. Zanim ekipa zabrała się za ściąganie go na ziemię, najpierw pojawiła się „loża szyderców”: śmiech, zdjęcia, filmik. Skąd ty chłopie znalazłeś się na wózku inwalidzkim na drzewie???? , a dopiero potem sprawna akcja ratunkowa. Bez paniki, bez uszkodzonego sprzętu, z właściwym dla tej grupy dystansem, ale i szacunkiem.

To chyba dobrze pokazuje ducha całego projektu. Jest odpowiedzialność, ale nie ma nadęcia. Jest bezpieczeństwo, ale nie ma pompowania patosu.

Piloci z niepełnosprawnością są takimi samymi pilotami jak wszyscy inni.

PK: Czyli to nie jest „latanie mimo wszystko”, tylko po prostu normalne latanie, bo ostatecznie nie chodzi o sprawność fizyczną?

KW: Piloci z niepełnosprawnościami, nie potrzebują litości ani osobnej kategorii podziwu. Potrzebują dostępu, sprzętu, uczciwych procedur i szansy. W szybowcu naprawdę nie widać, czy w środku siedzi osoba pełnosprawna, czy ktoś, kto na ziemi porusza się na wózku. Wózek zostaje na ziemi.

A jeśli w otoczeniu czytelnika jest ktoś z niepełnosprawnością, kto utknął w miejscu i nie wie, co dalej zrobić ze swoim życiem powiedźcie do tej osoby, że takie miejsca i takie projekty istnieją.

Bo czasem wszystko zaczyna się od jednej informacji. A potem przychodzi kolej na skrzydła.

PK: Dziękuję za rozmowę.

KW: Dziękuję.


Redakcyjny komentarz

Ta rozmowa to dopiero wstęp do znacznie większej historii. Za projektem „Rozwiń skrzydła” stoją nie tylko liczby, procedury i organizacja, ale przede wszystkim ludzie: instruktorzy, którzy uczą latać od podstaw, oraz piloci z niepełnosprawnościami, których drogi do powietrza są często bardziej niezwykłe niż sam lot.

Przed nami jeszcze wiele pytań. O technikę, o szkolenie, o sprzęt, o emocje. I przede wszystkim o konkretne historie bo każda z nich jest inna, a wiele z nich naprawdę potrafi zatrzymać na dłużej.Być może właśnie te opowieści okażą się najważniejsze. I być może dla kogoś, kto dziś siedzi w domu i nie wie, co zrobić dalej, będą tym jednym impulsem, który coś zmieni.

Bo czasem wystarczy zobaczyć, że inni nawet jeśli w życiu trafili na trudniejsze rozdanie potrafili wzbić się w powietrze. I wtedy pojawia się myśl: skoro oni mogli, to może ja też spróbuję.

FacebookTwitterWykop
Źródło artykułu

Nasze strony