Lot Condora

B757 należacy do linii Condor, fot. International Flight Newtork

W piątek 24 stycznia 2020 r. eksplodowała wiadomość o biznesowym sukcesie Polski w branży lotniczej. W sercach nie tylko pilotów i ludzi związanych z lotnictwem zagościła euforia, nie ukrywam, że w moim też. LOT, który pięć lat temu miał za bezcen pójść na pożarcie nie tylko wstał z kolan, ale teraz to Niemcy będą klęczeć przed nami, panami. Zapowiedź transakcji nie umknęła praktycznie żadnemu poważnemu tytułowi biznesowemu lub branżowemu, włącznie z tymi największymi: Forbes, Financial Times, Bloomberg, FlightGlobal, itd. Póki co nie znajdziemy tam jednak żadnej szczególnej emocji, ani pozytywnej, ani negatywnej. Skoro tak, to może po wyparowaniu szampana warto spojrzeć nieco spokojniej z czym mamy do czynienia.

Condor to linia z tradycjami, założona w połowie lat pięćdziesiątych przez Lufthansę i niemieckie koleje. Na początku lat dwutysięcznych Lufthansa i pozostali niemieccy udziałowcy zaczęli wychodzić z inwestycji, by ostatecznie Condor stał się własnością potężnej grupy turystycznej Thomas Cook, której właścicielami są z kolei fundusze brytyjskie, amerykańskie i chińskie. Thomas Cook to potęga, z 10-cioma miliardami funtów przychodu i ponad dwudziestoma tysiącami pracowników na całym świecie. Niestety nawet największa potęga może się wywrócić, co jak wszyscy wiemy stało się w 2019 r. Thomas Cook zwrócił się o pomoc do swoich udziałowców, którzy wysłali zarząd na drzewo, podobnie postąpił brytyjski rząd, który w swoim oświadczeniu wyjaśnił, że pomaganie spółce Thomas Cook byłoby zwyczajnie niemoralne i stanowiłoby zły precedens dla innych. Nie było więc innego wyjścia i spółka musiała pójść w upadłość likwidacyjną i zatrudnić syndyka.

Wróćmy do Condora. Upadłość spółki matki nie może być obojętna dla córki, więc Condor też musiał dostać czkawki, zwolnić pracowników, zamknąć część baz. Dzięki pomostowej pożyczce 380 milionów euro, którą gwarantowało państwo niemieckie i lokalny rząd Hesji, udało mu się nie tylko nie upaść, ale wręcz stanąć na nogi, i zacząć w miarę normalnie funkcjonować w cieniu umierającej matki. Biorąc pod uwagę sytuację Condor zanotował nad wyraz dobrą sytuację finansową za ostatni rok obrotowy, który skończył się u nich we wrześniu 2019 r. Według sprawozdania finansowego zwiększył liczbę pasażerów o 7% w stosunku do roku 2018, do 9,5 miliona, zwiększył przychody do 1,7 miliarda euro, czyli o 6%, a stopień wypełnienia samolotów ustalił na 90%. Ale to nie wszystko. Dzięki odchudzeniu firmy i planu naprawczego zarobił na operacjach 57 milionów euro, o jedną trzecią więcej niż rok wcześniej.

Co tu dużo gadać, jak się ma prywatnych właścicieli i syndyka nad głową, to można naprawdę wiele. Dzięki działaniom restrukturyzacyjnym przeprowadzonym w błyskawicznym tempie znalazło się sporo zainteresowanych przejęciem przewoźnika. Kilkanaście podmiotów złożyło wstępne oferty. Niestety, kiedy okazało się, że żeby przejąć Condor-a trzeba w pierwszej kolejności zwrócić Niemcom 380 milionów euro, na polu boju zostało niewielu. Indigo, właściciel Wizzaira, chłopaki z British-a, nasz LOT, i ktoś tam jeszcze. Kiedy z kolei okazało się, że żeby przejąć Condora trzeba nie tylko zwrócić pieniądze potomkom hitlerowców, ale jeszcze coś zapłacić upadającemu Thomasowi Cook-owi i jego akcjonariuszom, to wykruszyli się prawie wszyscy. Pozostał LOT, wspierany w zakresie finansowania przez dwa banki kontrolowane przez państwo, Pekao SA i PKO BP, oraz PZU, również kontrolowane przez państwo. (Powinniśmy mieć świadomość, że jeżeli transakcja zostanie sfinalizowana, to polski podatnik zwróci 380 milionów euro podatnikowi niemieckiemu).


Wartość jakiegoś aktywa czy biznesu można wycenić na wiele sposobów. Ale na koniec dnia prawdziwa wartość to taka, którą ktoś chce za nią zapłacić. I ta wartość może być inna, w zależności od kupującego, a w szczególności od istnienia albo nie istnienia tzw. synergii. To takie magiczne słowo. Żeby je objaśnić - kiedy zepsuła mi się pompa paliwa w moim starym samolocie, i okazało się, że już nikt jej nie produkuje, to każda taka używana pompa, która pojawiała się na rynku, była dla mnie na wagę złota, mógłbym oddać za nią nerkę. I to pomimo tego, że dla każdego innego jej wartość równała się wartości złomu. Na tym właśnie polega synergia.

LOT można kochać, można też nienawidzić. Ale jeżeli ktoś jest choć odrobinę państwowcem, to bez względu na swoją ocenę poszczególnych działań, czy osób, powinien życzyć LOT-owi dobrze. Bo to jedyna polska linia lotnicza, która może wspierać państwo w minimalnym poziomie bezpieczeństwa logistycznego - a jedna taka linia powinna być w każdym dobrym państwie. Żeby to robić wcale nie musi należeć w 100% do skarbu państwa, wręcz nie powinna, ale to już odrębny temat.

Wróćmy do Condora. Po co LOT-owi ten zakup, jeżeli zostanie sfinalizowany? Wydaje się, że LOT dotarł do ściany jeśli chodzi o rozwój siatki krótko i średniodystansowej. Oczywiście, można dwa razy dziennie latać na Madagaskar, ale nawet w państwowej spółce można znaleźć wielu rozsądnych ludzi. Oczywiście długie dystanse to najlepszy interes, i tutaj jeszcze jest wiele do zrobienia. Nie jest łatwo, zwłaszcza jak kłody pod nogi lecę nie tylko ze strony związkowców, ale także ze strony producentów samolotów lub silników. Ciężko jest optymalizować siatkę i zwiększyć punktualność do ponad 30%, jeżeli nie ma się czym latać. To powoduje konieczność uruchamiania rozwiązań tymczasowych, z natury słabszych ekonomicznie i jakościowo. Czy zatem zakup Condora pomoże LOT-owi w rozwoju? Mam nadzieję, że tak. Mam nadzieję, że owe synergie istnieją, i zarządzający je wykorzystają. Bez znajomości szczegółów strategii można jedynie gdybać.

A więc:

  • LOT, w zasadzie bez własnej winy, cierpi na braki we flocie - Condor posiada około 30 samolotów 757 i 767, może nie są najnowsze, czy wręcz już nie produkowane, ale są - czy można je wykorzystać w siatce LOT-u, czy ich „wakacyjna” konfiguracja na to pozwoli?
  • Condor ma świetną siatkę „wakacyjną” i bardzo dobre portfolio klientów (żeby nie było, jedynie 15% turystów wożonych przez Condora to Niemcy) - ale z kolei LOT nie wesprze ich swoimi Dreamkami, bo sam ma ich za mało;
  • Czy siatkę Condora można zmienić tak, żeby polski turysta na tym skorzystał? Nie będzie to łatwe, ale w jakimś stopniu musi to nastąpić, żeby zakup był choć trochę uzasadniony w punktu widzenia polskiego pasażera;
  • Czy niemieckie koszty osobowe i siła związkowców, na których nie będzie można naskarżyć polskiemu premierowi będą do zarządzenia dla polskiego właściciela? Będzie musiał wspierać się niemieckim managementem - nic w tym złego - pytanie o przyszły charakter inwestycji - LOT to nie inwestor finansowy tylko branżowiec, więc żeby efektywnie skonsumować akwizycję musi dokonać konsolidacji zasobów;
  • Czy tak potężne finansowanie dłużne, w świetle nadchodzącego kryzysu, nie będzie stanowiło zbyt dużego obciążenia dla grupy kapitałowej LOT - tutaj nie będzie już można używać argumentu, że nas kryzys nie dotyka i Polska jest na niego odporna - polskie pieniądze będą musiały się zmierzyć z kryzysem w Europie Zachodniej - a pamietajmy, że jak jest źle, to w pierwszej kolejności nie jedzie się na wakacje;
  • Czy Condor z nowym właścicielem ma w dalszym ciągu walczyć o klienta w Niemczech, Francji czy Wielkiej Brytanii? Krótkoterminowo to niezbędne, ale w dłuższej perspektywie, dla LOT-u nie miałoby to większego sensu. Jaki tutaj jest pomysł? Mam nadzieję, że managerowie z LOT-u obserwowali jaką niesamowitą walkę stoczyła polska firma CCC, żeby wejść ze swoimi butami na rynek niemiecki i dalsze. Prawie się potknęli, ale pracowali po nocach i się udało. Trzeba się przygotować na pracę po nocach.

Już wiele razy pisałem o podziale biznesowo-lotniczym Europy, i że jedyna jej część w której ciągle jeszcze można intensywnie się rozwijać jest położona na wschodzie. Również jedynie na wschodzie rynek jest rozdrobniony, nie ma prawdziwego gracza, który skonsolidowałby Polskę, Pribałtykę, Rumunię, Bułgarię, Węgry, jakieś 150 milionów ludzi do przewiezienia. Zawsze mi się śniło, że takim konsolidatorem zostaje LOT. Póki co kierunek zachodni.

Czy to dobrze, że LOT kupił Condor-a? Nie wiem, odpowiedź w dużej mierze zależy od tego ile za niego zapłaci. Ale na pewno będę trzymał kciuki, żeby to była dobra inwestycja.

Źródło: Tomasz Siembida
comments powered by Disqus