Przejdź do treści

Aliancki samolot w lesie pod Świnoujściem?

Poszedł na jagody, wrócił z historią, która może okazać się jednym z najciekawszych wojennych odkryć ostatnich lat w Świnoujściu! W lesie na prawobrzeżu Świnoujścia,  niedaleko Fortu Gerharda i Podziemnego Miasta, mieszkaniec zbierający jagody  natrafił na rozkopany dół, a wokół niego na liczne fragmenty aluminiowej konstrukcji. Wśród zalegających w ściółce szczątków znajdowały się także ślady spalonej amunicji. Wszystko wskazuje na to, że może chodzić o miejsce katastrofy alianckiego samolotu z okresu II wojny światowej.

Znalazca zabrał jeden z luźnych elementów i przyniósł go do Podziemnego Miasta. To był początek całej historii.

– Już pierwszy ogląd wskazywał, że to nie jest przypadkowy złom. Charakter blach, nitowania, ślady po konstrukcji lotniczej i wypalona amunicja wskazują, że to fragmenty samolotu–  mówi Wiktor Czeszewski, z Muzeum Obrony Wybrzeża w Świnoujściu z Fortu Gerharda, który jako pierwszy zajął się identyfikacją znaleziska.

Kiedy przedstawiciele muzeum dotarli na miejsce, okazało się, że szczątków jest naprawdę dużo. Rozrzucone fragmenty aluminium, ślady ingerencji w ziemię i pozostałości amunicji tworzą obraz, który trudno zignorować. Szczególne znaczenie ma właśnie amunicja- wstępnie rozpoznana jako .303 British, czyli kaliber stosowany m.in. w brytyjskich lotniczych karabinach maszynowych Browning. To z kolei otwiera bardzo ciekawy trop i może wskazywać na maszynę aliancką, prawdopodobnie brytyjską albo używaną przez lotnictwo sojusznicze.

Na tym jednak sprawa się nie kończy. Wśród wcześniej pozyskanych elementów pojawiła się także rurka z numerem identyfikacyjnym, która według jednej z analiz może mieć związek z osprzętem silnika Merlin. Jeśli ten trop się potwierdzi, w grę mogłyby wchodzić takie maszyny jak Lancaster, Mosquito albo inne alianckie samoloty wykorzystujące podzespoły tego typu. To jednak wciąż hipoteza, a nie ostateczny werdykt.

–  Dziś w stu procentach nie przesądzamy, że to wrak konkretnego typu samolotu, ale wszystko wskazuje, że mamy do czynienia z miejscem bardzo poważnego zdarzenia z czasów wojny. Takiego odkrycia nie wolno rozkopywać amatorsko ani rozbierać na pamiątki – podkreślają muzealnicy. –  Nie można wykluczyć, że w ziemi nadal znajdują się szczątki członków załogi. Dlatego teren powinien zostać jak najszybciej profesjonalnie zabezpieczony i przebadany  – dodaje Czeszewski.

O sprawie został poinformowany Wojewódzki Konserwator Zabytków, Nadleśnictwo Międzyzdroje oraz instytucje zajmujące się grobami wojennymi. To konieczny krok, bo jeśli rzeczywiście jest to miejsce katastrofy wojskowego samolotu, mamy do czynienia nie tylko z zabytkiem techniki i historii wojny, ale być może także z potencjalnym miejscem spoczynku lotników.

Sprawa jest tym bardziej sensacyjna, że odkrycie nastąpiło w terenie, który już sam w sobie kryje wiele wojennych tajemnic. Prawobrzeże Świnoujścia, pełne lasów, umocnień i dawnych obiektów militarnych, wciąż nie odsłoniło wszystkich swoich sekretów. Teraz może się okazać, że pod ściółką leży nie tylko rozsypana konstrukcja samolotu, ale historia ostatnich lotów nad twierdzą i portem, które w końcowej fazie wojny były jednym z najważniejszych celów i punktów przelotowych nad Bałtykiem.

Elementy alianckiego samolotu w lesie pod Świnoujściem, fot. źródło_ Muzeum Obrony Wybrzeża w Świnoujściu

Historyczne tło: alianckie niebo nad Świnoujściem

Świnoujście i jego okolice bardzo często znajdowały się na trasach alianckich samolotów. Nad portem, cieśniną Świny i ujściem Odry przelatywały maszyny lecące na bombardowania Szczecina, Polic, portów, stoczni i zakładów przemysłowych Pomorza. W końcowej fazie wojny rejon ten stał się prawdziwie gorącym niebem- działała tu silna obrona przeciwlotnicza, a alianckie i radzieckie samoloty pojawiały się coraz częściej.

W grę wchodziły różne typy maszyn: ciężkie bombowce Avro Lancaster, średnie i szybkie de Havilland Mosquito, myśliwce i samoloty rozpoznawcze, a także maszyny używane przez lotnictwo radzieckie. W rejonie Świnoujścia mogły spadać zarówno samoloty brytyjskie, jak i radzieckie czy amerykańskie. Za ostatni samolot zestrzelony nad Świnoujściem pod sam koniec wojny uważa się najprawdopodobniej maszynę sowiecką, strąconą już w dniach dogasającego konfliktu.

Być może więc las na prawobrzeżu skrywa kolejną taką historię. Jeśli badania potwierdzą lotniczy charakter znaleziska, Świnoujście może zyskać nie tylko sensacyjne odkrycie, ale i ważny fragment wojennej układanki, który po ponad 80 latach zaczyna właśnie wychodzić na światło dzienne.

- Znalezione części zostały poddane oczyszczaniu, aby odsłonić ewentualne napisy, numery i oznaczenia producentów. I znowu dopisało nam szczęście! Na jednym z przedmiotów- fragmencie bezszwowej rurki miedzianej- pojawiło się oznaczenie literowo-cyfrowe. – opowiada Kacper Stachula. - Symbol T7, według brytyjskiej dokumentacji technicznej RAF-u, oznaczał bezszwową rurę miedzianą przeznaczoną między innymi do instalacji olejowych, paliwowych, gazowych, rozruchowych oraz innych układów pokładowych. Udało się również rozpoznać charakterystyczne zakończenie przewodu. Jest to najprawdopodobniej złącze typu Avimo, wysokociśnieniowy łącznik stosowany w brytyjskich instalacjach lotniczych, między innymi w układach chłodzenia silników Rolls-Royce Merlin.

- Możemy więc już powiedzieć, że odnaleziony element z bardzo dużym prawdopodobieństwem pochodzi z brytyjskiego samolotu. Nadal jednak nie wiemy, jaki był to typ maszyny. Spitfire? Lancaster? A może zupełnie inny samolot wykorzystujący podobne przewody i złącza? To teraz jeden z najważniejszych kierunków naszych poszukiwań. - Przed nami jeszcze wiele pytań i zapewne niejedna niespodzianka. Jedno jest pewne-historia tego miejsca staje się coraz bardziej fascynująca, a niepozorna miedziana rurka może okazać się pierwszym kluczem do rozwiązania zagadki sprzed ponad osiemdziesięciu lat!- dodaje Milan Litwinowicz.

FacebookTwitterWykop

Nasze strony