Blog Piotra Lipińskiego - dzień jak co dzień... w powietrzu: The "Box" i WOŚP

BLOG - Piotr Lipiński

Po lewej stronie widzimy jak ekipa naziemna odchodzi od samolotu. Silniki chodzą i zaczynamy kołowanie do pasa 15 w WAW. Byliśmy pod terminalem i daleko nie mamy. Akurat parę minut aby zaznajomić się z tillerem, czyli sterowaniem przednim kółkiem. Zanim się obejrzeliśmy już jesteśmy na pasie. Pogodę wybraliśmy sobie sami. CAVOK czyli Clear and Visibility Unlimited. Jest pełna moc i prędkość szybko rośnie. V1 i VR. Nos do góry i już w powietrzu... Po lewej Ursynów, a przed nami już z daleka widać Wisłę. Samolot jest w Twoich rękach. Co teraz?

Manhattan jak na dłoni. Szybko zniżamy się do wysokości 500 stóp nad wodą. Jest co oglądać. Prędkość 220 węzłów. Zaraz lądowanie na lotnisku La Guardia. A może wolisz JFK?

San Francisco. Most Golden Gate jest olbrzymi. Długa prosta do przelotu pod mostem. Dasz radę  

Noc i mgła. ATIS podaje 150 metrów. 120 węzłów i nagle nic nie widać. Przerywasz start czy dalej przed siebie?

Lot bajka. Jesteśmy już blisko lotniska na 7000 stóp. Słyszymy klik i w kokpicie robi się ciemno. Padł jeden silnik, a zaraz potem drugi. Nic nie wyje, nie rzuca tylko parę światełek się zapaliło. Gdzie jest ten pas... za parę minut czy się Tobie podoba czy nie będziesz na ziemi.

Lazurowa woda Karaibów. A może ośnieżone Alpy? Pustynne piaski też są fajne jeżeli są obok Dubaju. Wszystko to możemy "zaliczyć" na symulatorze w ciągu godziny. To i więcej.

Pamiętam swój pierwszy prawdziwy symulator. Miałem trochę ponad 200 godzin na samolotach max 4 miejscowych (wraz z pilotem). Świat lotniczy jest mały i okazało się, że koleżanka ma kogoś w dziale szkoleniowym w linii TWA. Pojechaliśmy na lotnisko JFK i zaparkowaliśmy pod niepozornym budynkiem na tyłach hangaru. Pierwsze kroki do L-1011, który stał w hangarze. Szeroki samolot z olbrzymim kokpitem. Potem do dużego ciemnego pomieszczenia gdzie na hydraulicznych nogach stały duże pudła. Wejście po mostku zwodzonym. Jeszcze tylko drzwi i wchodzimy do kokpitu B747-200. Jest moc!

Technik wskazał mi lewy fotel. Koleżanka z nalotem 10 godzin usiadła na prawym stołku. Szybki briefing. Klapy, podwozie, moc, prędkości i wio! Za oknem noc. Ale jakże prawdziwa. Kołowanie po zielonych światłach. Start i dalej parę startów i lądowań. Poszło super. Chyba za dobrze. Zabawa przednia (niewiele wiedziałem) i za każdym razem się udawało. Tylko trzeba było trochę wcześniej zacząć "wybierać". Po półtorej godzinie z wypiekami przeszliśmy do pudła obok. Tym razem B727. Tu już tak łatwo nie było. Lądowania nie wychodziły, byłem zlany potem i wręcz załamany!

Z czasem symulatorów było więcej. Był LINK z lat 40tych. Taki mały kokpit na jedną osobę do nauki IFRu. Była też Iryda i po wielu latach F16. Za każdym razem coś innego i niezapomnianego.

Pierwsze długie szkolenie było na ATRka72 w Helsinkach. Symulator był pod ziemią. Szło się jak do lochu, a w powietrzu zamiast siarki był zapach hydrauliki i elektryki. Tam to już była ciężka praca... Obok stał sim MD11. Ale nas do niego ciągnęło... wreszcie po rozmowie z technikiem dostaliśmy możność przelecenia się nim. Wybraliśmy stare lotnisko w Hong Kongu. Samolot super! Lądowanie długie i koniec z nosem w wodzie... nie tak to powinno wyglądać, ale powiedzieli, że się "wyklepie" w parę sekund.

Kiedy się zmienia typ samolotu na którym się lata to ta pierwsza wycieczka na symulator najbardziej zapada w pamięci. B757/767 w Miami. W porównaniu do EMB145 kokpit był z innej planety. Super nowoczesny sim 787 i wreszcie 777. Nawet na sim czuć, że to naprawdę duży samolot. Cirrus ze spadochronem i Airbus. Za każdym razem był uśmiech... od ucha do ucha. I nadal jest!

W "dużym" lotnictwie symulatory mamy przynajmniej co 6 miesięcy. Jest oczywiście stres. Nie ma sim, nie ma latania. Za każdym razem to dobra lekcja. Bardzo dobra i zawsze brak satysfakcji.

Symulatory powstały aby ratować pilotów i samoloty. Okazało się ze podczas szkoleń wypadkowość jest zastraszająca. Dzięki sim możemy przerywać starty lub je kontynuować w najgorszych warunkach. Możemy ćwiczyć pożary i na przykład awarie hydrauliki czy elektryki. Możemy nawet wprowadzić dym do kokpitu. Jest bardzo realistycznie.

Czy symulatory są tylko dla pilotów? Nie  Teraz każdy może zobaczyć jak to jest. Wreszcie w Polsce są dostępne symulatory dużych i mniejszych samolotów na którymi można się przelecieć pod okiem super instruktorów. Warto! Naprawdę... inny świat. Inne spojrzenie. I nawet można sobie wybrać wolant (B737) czy sidestick (A320).

31 stycznia odbył się finał WOŚP. Tak się złożyło, że zostałem zaproszony aby wziąć udział w tym jakże potrzebnym wydarzeniu. Zapraszam na licytacje na wspólny lot. Linki poniżej. Można licytować lot na B737NG lub A320. Zamknijcie oczy i zobaczcie siebie za sterami... Będzie SUPER! Do wyboru każda pogoda i lotniska na całym świecie. Dla nas świat jest otwarty! Zapraszam!!!

(Od Redakcji: Licytacje już się zakończyły)

B737 - Lot z kpt. Piotrem Lipińskim w symulatorze Boeinga - Aukcje WOŚP


A320 - Voucher 120 min na symulator A320 z kpt. Peterem - Aukcje WOŚP

Źródło: Piotr Lipiński
comments powered by Disqus