Historia: Rocznica pierwszego w historii zamachu na pokładzie samolotu pasażerskiego

Boeing 247D należący do United Air Lines (NC13304)

Wieczorem 10 października 1933 r., Boeing 247D należący do United Air Lines (znaki rejestracyjne NC13304) wystartował z Newark i skierował się do Oakland, z międzylądowaniem w Chicago. Na pokładzie było trzech członków załogi i czterech pasażerów. Gdy krótko po godzinie 21:00 samolot minął miasteczko Chesterton, świadkowie usłyszeli eksplozję i zobaczyli odrywający się od niego ogon. Po chwili maszyna uderzyła w ziemię, gdzie doszło do kolejnego wybuchu.

Do katastrofy doszło w odległości pięciu mil od Chesterton nad polem należącym do Franka Yagetski'ego, kiedy samolot znajdował się na wysokości około tysiąca stóp. Silna eksplozja w okolicy toalety oderwała sekcję ogonową od samolotu, którego przednia część zaczęła stromo opadać na ziemię. Obróciła się ona w powietrzu i w tej pozycji zderzyła się z drzewami zalesionego wąwozu, łamiąc niektóre z nich. Tutaj doszło do drugiej eksplozji, bowiem wybuchło paliwo lotnicze w zbiornikach Boeinga. Uderzenie w drzewa wyrzuciło z kabiny obu pilotów: Harolda R. Tarranta i A.T. Ruby'ego, ciała stewardesy Alice Scribner i dwójki pasażerów: Dorothy Dwyer i Freda Schendorfa zostały we wraku samolotu. Mieszkańcy pobliskiego Chesterton, zaalarmowani odgłosem eksplozji donosili o jękach rannych, jednak ci, którzy przeżyli zderzenie z ziemią zginęli w pożarze, zanim na miejsce katastrofy dotarła pomoc.

Cofnięte manetki przepustnic i odcięty dopływ paliwa sugerował, że piloci byli przytomni po oderwaniu się ogona samolotu, błyskawicznie reagując na odgłos eksplozji za swoimi plecami. Bardziej zniszczona część ogonowa Boeinga 247 upadła pół mili dalej. Ciała pozostałej dwójki pasażerów Emila Smitha i H.R. Burrisa znaleziono dopiero następnego ranka. Leżały one w odległości 3/4 mili od wraku i po zbadaniu wykryto, że obydwaj pasażerowie mieli popękane bębenki, co sugerowało, że zostali oni wyrzuceni z samolotu podczas wybuchu - inna teoria mówi, że wyskoczyli oni ze spadającej części ogonowej samolotu.

Początkowo brano pod uwagę uszkodzony przewód paliwowy, który doprowadził do wybuchu, lecz Carl Davis, koroner z hrabstwa Porter miał inną teorię. Twierdził on, że na pokładzie eksplodowała bomba, najprawdopodobniej zawierająca nitroglicerynę. Do tej teorii przychylał się także agent specjalny Melvin Purvis z oddziału FBI w Chicago: - Nasze śledztwo przekonało mnie, że ta tragedia była wynikiem eksplozji gdzieś w rejonie przedziału bagażowego w tylnej części samolotu. Wszystko z przedniej komory zostało zdmuchnięte do przodu, a z tylnej komory do tyłu. Rzeczy ze środka zostały wyrzucone na boki. Zbiorniki na benzynę nie były wysadzone, tylko zostały zmiażdżone, co pokazywało, że nie doszło w nich do wybuchu.

Przez noc wraku pilnowała policja stanowa, choć i tak wiele fragmentów samolotu i rzeczy osobistych ofiar zostało wówczas skradzionych przez "łowców pamiątek". Drugiego dnia, po udokumentowaniu i sfotografowaniu miejsca katastrofy, wrak został zabrany przez handlarza złomem z Hobart.

Wybuch paliwa lotniczego lub jego oparów w zbiorniku wykluczono także ze względu na małą siłę, która nie mogłaby w takim stopniu zniszczyć Boeinga. Ustalono, że do wybuchu doszło w okolicy pomieszczenia, w którym przechowywano koce. Były one spalone i podarte w wyniku bardzo silnej eksplozji, do której doszło na małym obszarze. Nie odnaleziono fragmentów szklanego bądź metalowego pojemnika, w którym mógł być przechowywany materiał wybuchowy. Nigdy nie znaleziono także elementów detonatora czy mechanizmu zegarowego. Obliczono, że do uzyskania podobnej siły wybuchu potrzebna byłaby ilość ośmiu uncji nitrogliceryny, bądź wybuchowej żelatyny (mieszanka nitrogliceryny i azotanu celulozy).

Nigdy nie udało się ustalić tożsamości zamachowców, ani w jaki sposób materiał wybuchowy znalazł się na pokładzie Boeinga 247D. FBI badało różne wątki, niektóre z nich były dość absurdalne: zazdrość innych linii lotniczych, kulki na mole wrzucone do zbiorników z paliwem, działalność niemieckich agentów. Jeden wątek zwraca jednak uwagę, to nieudana (spóźniona) próba zamachu na lecącego dwa dni wcześniej tym samolotem asystenta prokuratora generalnego Josepha P. Keenana.

- Przeglądałem raporty FBI podpisane przez Purvisa, czy Hoovera, w których opisywano podejrzanych czy wątki śledztwa, jakie musiano zbadać, aby znaleźć winowajcę - mówi Bryan W. Alaspa, pisarz z Chicago, autor książki "Sabotage: A Chronicle of the Chesterton Crash". - To była fascynująca lektura, niektóre raporty były naprawdę zwariowane, jak na przykład ten o uderzeniu meteorytu.

Wprowadzony do służby w 1933 roku Boeing 247 był uznawany za pierwszy nowoczesny samolot pasażerski. United Air Lines były pierwszym przewoźnikiem, który zdecydował się na zatrudnianie stewardes, a jednym z wymogów linii było wykształcenie pielęgniarskie. Alice Scribner, która zatrudniła się w United Air Lines zaledwie dwa miesiące wcześniej, była pierwszą stewardesą, która zginęła w katastrofie lotniczej. Katastrofa NC13304 jest pierwszym przypadkiem sabotażu na pokładzie samolotu pasażerskiego w historii lotnictwa.

Tekst: Piotr Karwiński, fot. zbiory Chrisa Bairda

Więcej informacji na temat tego zdarzenia dostępnych jest tutaj (LINK)

Źródło: Piotr Karwiński
comments powered by Disqus