Przejdź do treści
Źródło artykułu

Rosyjscy śledczy: obecnie nie można mówić o winnych ws. katastrofy (aktl.)

Przedstawiciele Komitetu Śledczego Federacji Rosyjskiej oświadczyli w piątek na konferencji prasowej w Moskwie, że w obecnej fazie śledztwa nie da się jeszcze stwierdzić, kto może być uznany za winnego katastrofy polskiego Tu-154M pod Smoleńskiem.

Rosyjscy śledczy oznajmili też, że w materiałach dochodzenia nie ma dowodów, które podważałyby wnioski Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK). Przekazali także, iż nie ma również dowodów, by ktokolwiek wywierał presję na kontrolerów lotów. Zapewnili, że wrak tupolewa rozcinano tylko w celu wydobycia zwłok.

W spotkaniu z dziennikarzami uczestniczyli rzecznik Komitetu Śledczego FR Władimir Markin i szef grupy śledczej prowadzącej dochodzenie w sprawie katastrofy Tu-154M Michaił Guriewicz.

Poinformowali oni, że rosyjskie śledztwo zbliża się do końca. "Śledztwo wyszło na ostatnią prostą. Nie potrafię jednak określić żadnych ram czasowych. Jest faktem, że zaczął się etap końcowy" - oświadczył Guriewicz.

Szef grupy śledczej podał, że "obecnie prowadzona jest kompleksowa, złożona ekspertyza lotnicza, techniczna i psychologiczna, która ma odpowiedzieć na pytanie o winie za katastrofę". "W tej fazie śledztwa o winie mówić nie można" - podkreślił.

"Dotychczas nie znaleźliśmy żadnych dowodów, które podałyby w wątpliwość wnioski MAK" - powiedział i dodał, że nie ma też jakichkolwiek świadectw i dowodów na to, że ktokolwiek wywierał presję na kontrolerów lotów.

Guriewicz poinformował, że wrak Tu-154M był rozcinany tylko w celu wydobycia zwłok ludzkich z poszycia. Śledczy zaznaczył, że osobiście uczestniczył w czynnościach na miejscu katastrofy 10 kwietnia 2010 roku i w dniach następnych. Dodał, że fragmenty ciał były wszędzie wokół samolotu, a także tkwiły w poszyciu maszyny.

Prokuratura Okręgowa w Warszawie, która prowadzi śledztwo ws. niszczenia wraku, zapowiedziała ostatnio, że spyta stronę rosyjską o cel i okoliczności niszczenia wraku. Zawiadomienie o przestępstwie złożył w listopadzie 2010 roku pełnomocnik części rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej, m.in. Jarosława Kaczyńskiego, mec. Rafał Rogalski. Powołał się na materiał filmowy TVP1, przedstawiający cięcie wraku przez miejscowe służby.

Guriewicz przekazał, że w aktach sprawy znajdują się kopie ekspertyz medycznych dotyczących wszystkich ofiar katastrofy. Zaznaczył, że tego typu badania to standardowa procedura w przypadku takich katastrof. "Chodzi o to, aby wykluczyć fakt nastąpienia śmierci przed katastrofą i określić, co było przyczyną śmierci" - tłumaczył.

"Dlatego została przeprowadzona ekspertyza dotycząca wszystkich ofiar i zostało określone, że 0,6 promila alkoholu znajdowało się we krwi gen. Andrzeja Błasika, który w momencie katastrofy znajdował się w kabinie załogi" - powiedział Guriewicz.

Śledczy poinformował, że podczas ostatnich przesłuchań, prowadzonych w obecności polskich prokuratorów, "świadkowie wchodzący w skład grupy kierowania lotami" nie odmówili udzielenia odpowiedzi na żadne z pytań, choć mieli takie prawo, jeśli to, co musieliby powiedzieć, obciążyłoby ich osobiście lub ich małżonków. "Na wszystkie pytania udzielone zostały odpowiedzi" - oznajmił.

"Były zadawane pytania na temat wywieranej presji i wpływu przez osoby trzecie. Na dany moment nie mamy jakichkolwiek informacji i dowodów na to, że ktoś wpływał na pracę kontrolerów" - powiedział szef grupy śledczej.

Według Markina, przebywający niedawno w Moskwie polscy prokuratorzy wojskowi odmówili udziału we wspólnej konferencji prasowej, choć im to proponowano. Rzecznik Naczelnej Prokuratury Wojskowej płk Zbigniew Rzepa wyjaśnił PAP, że "wynikało to z wewnętrznych ustaleń". "Koledzy mieli wrócić do kraju i uczestniczyć w konferencji w Warszawie; żadnego drugiego dna bym się w tym nie dopatrywał" - dodał.

"Obecnie nie da się określić daty przekazania fragmentów samolotu i innych dowodów rzeczowych, w tym czarnych skrzynek. Trwają ekspertyzy i czynności śledcze. Przekazanie zależeć będzie od decyzji procesowej, jaka w tej sprawie zostanie podjęta" - podał Guriewicz.

Szef grupy śledczej poinformował, że ponad 70 osób otrzymało w śledztwie status pokrzywdzonych. W gronie tym znajduje się 36 osób, które uczestniczyły w Moskwie w identyfikacji ofiar katastrofy.

Guriewicz wyjaśnił, że za osobę pokrzywdzoną może zostać uznany bliski członek rodziny ofiary katastrofy. Osoby te zostały uznane za pokrzywdzone, niezależnie od ich narodowości i obywatelstwa; zostały już przesłuchane i zapoznane z prawami pokrzywdzonych; zostały też pouczone, że mogą być oskarżycielami cywilnymi w procesie karnym; osoby takie będą mogły występować z wnioskami dowodowymi - przekazał.

Markin podał, że lot polskiego Tu-154M w rosyjskim śledztwie uznany został za "nieregularny rejs międzynarodowy". Z kolei Guriewicz poinformował, że lotnisko w Smoleńsku ma status "państwowego lotniska lotnictwa państwowego". Szef grupy śledczej przekazał, że z dotychczasowych ustaleń śledztwa wynika, że lotnisko w Smoleńsku mogło przyjmować nieregularne rejsy Jaka-40 i Tu-154M. Jego zdaniem, kierownik lotów nie mógł zamknąć lotniska.

"Nie można mówić o zamknięciu lotniska. Można (mówić) jedynie o skierowaniu samolotu na lotnisko zapasowe albo z określonej wysokości na drugi krąg podejścia. Kierownik lotów ma obowiązek zabronić lądowania statku powietrznego i nakazać załodze odejście na drugi krąg, jeśli - po pierwsze - w obszarze powietrznym na drodze zniżania samolotu lub na pasie starów i lądowań znajdują się przeszkody zagrażające bezpieczeństwu lotów. Albo - po drugie - jeśli na prostej prowadzącej do lądowania powstało zagrożenie naruszenia bezpiecznego odstępu między statkami powietrznymi" - wyjaśnił.

Guriewicz zauważył jednocześnie, że "w innych warunkach - pogody i widoczności poniżej minimum lotniska lub minimum dowódcy statku powietrznego (w danym wypadku 1000 i 1200 metrów) - przy braku warunków do lądowania na państwowym lotnisku lotnictwa państwowego kierownik lotów kieruje statek powietrzny na lotnisko zapasowe".

Wyjaśnił również, że "drugi krąg to ponowne podejście do lądowania".

"W danym wypadku kierownik lotów nie miał prawa zamknąć lotniska przed tym samolotem. Jego zadaniem było przekazanie informacji o faktycznej pogodzie i widzialności. Zgodnie z AIP-em, odpowiedzialność za decyzje o lądowaniu i starcie bierze na siebie dowódca załogi" - powiedział szef grupy śledczej. Guriewicz zapewnił, że z dotychczasowych ustaleń nie wynika, by na miejscu katastrofy wykonano "choć jeden nieusankcjonowany wystrzał z broni palnej". Z broni palnej nie korzystała też żadna z osób, które robiły zdjęcia oraz filmowały na miejscu zdarzenia.

Z kolei jak wynika z zeznań Anatolija Murawiowa (10 kwietnia był dyspozytorem ruchu lotniczego w Smoleńsku), na które w piątek wieczorem powołały się "Wiadomości" TVP1 oraz portal tvn24.pl, kierowanie lotami na lotnisku Siewiernyj w Smoleńsku odbywa się zgodnie z Federalnym Regulaminem Lotnictwa Państwowego. Zgodnie z nim kierownik lotów ma prawo do samodzielnego podejmowania decyzji o odesłaniu samolotu na lotnisko zapasowe. Według reporterów "Wiadomości" podważa to tezę o braku odpowiedzialności wieży za katastrofę, którą zaprezentował MAK w swoim raporcie.

"Zezwolenie załodze samolotu na lądowanie wydaje bezpośrednio kierownik lotów, przy czym obowiązkowym warunkiem wydania zezwolenia na lądowanie jest wizualny kontakt z samolotem, to znaczy, kierownik lotów musi wizualnie obserwować samolot" - czytamy w zeznaniach Murawiowa, które cytuje TVN24.

Nazwisko Anatolija Murawiowa pojawiło się już w zapisie rozmów telefonicznych kontrolerów lotów na lotnisku Siewiernyj prowadzonych 10 kwietnia, które opublikował MAK. Murawiow rozmawiał z kontrolerem lotu Pawłem Plusninem na temat lotnisk zapasowych. (PAP)

mal/ sta/ akw/ pz/ ura/

FacebookTwitterWykop
Źródło artykułu

Nasze strony