Przejdź do treści
Źródło artykułu

Klich: na pokładzie Tu-154 nie było tajnych urządzeń i dokumentów

Na pokładzie samolotu Tu-154, który 10 kwietnia rozbił się pod Smoleńskiem, nie było żadnych dokumentów czy urządzeń o charakterze niejawnym - poinformował w środę minister obrony narodowej Bogdan Klich.

"Mogę powiedzieć z pełną odpowiedzialnością, że na pokładzie nie było żadnych dokumentów o charakterze niejawnym. Nie było też żadnych urządzeń, które by działały w trybie niejawnym, czyli takich, które by zapewniały łączność kryptograficzną albo które by służyły do przetwarzania materiałów o charakterze niejawnym" - powiedział Klich w "Kropce nad i" w TVN24.Pytany, czy zna zapis z czarnych skrzynek, szef MON odparł: "Zostałem zapoznany przez rosyjską komisję badania wypadków lotniczych z częścią zawartości jednej z czarnych skrzynek, ale to jest mniej więcej jedna trzecia zapisu, i to w postaci zupełnie surowej". "W związku z tym nie jestem w stanie na tej podstawie (...) czegokolwiek wnioskować" - zaznaczył.

Minister obrony zaznaczył, że osobiste rzeczy pasażerów zostały zabezpieczone przez stronę rosyjską, a następnie w całości przekazane stronie polskiej i objęte postępowaniem śledczym.

"Dopiero po zabezpieczeniu tych dowodów zostały przekazane do Polski i (...) są w tej chwili przekazywane właścicielom i rodzinom właścicieli" - powiedział Klich.

Szef MON przypomniał, że Biuro Ochrony Rządu odpowiada za bezpieczeństwo pasażerów, a wojsko - za przygotowanie pilota, samolotu oraz planu lotu. "Strona goszcząca, w tym wypadku rosyjska, przygotowuje lotnisko do tego, aby było odpowiednie i spełniało standardy zapisane w tzw. wykazie lotnisk" - powiedział Klich.

Podkreślił, że oficerowie Żandarmerii Wojskowej oraz służby Kontrwywiadu Wojskowego przylecieli na miejsce katastrofy w sobotę wieczorem.

Powiedział też, że od polskich służb uzyskał informacje, że na lotnisku nie było dodatkowych urządzeń naprowadzających.

Klich powiedział, że po katastrofie samolotu konsultował się m.in. z polskim przedstawicielem przy NATO. Jak dodał, chodzi o to, żeby móc "wykorzystać potencjał NATO do lepszego przeprowadzenia naszych prac". "Ale wydaje się, że w tej chwili to nie jest konieczne" - zaznaczył. Szef MON powiedział, że być może polska komisja badająca przyczyny wypadku zgłosiła się już bądź zamierza się zgłosić do strony amerykańskiej o mapy satelitarne z rejonu wypadku.
 

FacebookTwitterWykop
Źródło artykułu

Nasze strony