Szczepienie lisów z powietrza

Sfotografowany tej zimy tuż pod zamkiem w Wiśniczu chory na wściekliznę lis/ fot. Zb. Sułkowski

Wścieklizna jest chorobą endemiczną lisów, jest wręcz czynnikiem regulującym ich populację; gorzej, że jako zakaźna i śmiertelna stanowi poważne zagrożenie dla innych zwierząt i ludzi. Udało się opracować przeciw chorobie szczepionkę „wykładaną” z samolotów – jest to sposób optymalny, umożliwia minimalny kontakt człowieka z preparatem (lis jest zwierzęciem bardzo ostrożnym) umożliwia też równomierny rozrzut szczepionki w zróżnicowanym i trudno dostępnym terenie.

Rozpoczęta przed kilkunastu laty na szerszą skalę akcja szczepień zaczęła dawać pozytywne rezultaty, wzrosła nawet liczba szkód powodowanych przez lisy … ale lisy jednak zdrowe. Niespodziewany nawrót wścieklizny nastąpił pod koniec roku 2010 i to w rejonach, w których szczepienia prowadzono solidnie od lat. Na południu Polski zdarzyły się dość liczne przypadki zarażenia nie tylko zwierząt domowych, ale i ludzi

Państwowy Instytut Weterynarii w Puławach potwierdził, że skuteczność stosowanych szczepionek jest po spożyciu przez zwierzę zadawalająca. Więc?


Na szczęście jest na to „doustna”…/ fot. Zb. Sułkowski

Ampułka ze szczepionką ukryta jest w przynęcie (sprasowana i zmrożona mączka rybna i tłuszcz) o kształcie okrągłym i wymiarach 2x4cm. Zaczęto dokładniej badać, w jakim stanie taka „lisia czekoladka” znajdzie się na ziemi - wyrzucana przy stosunkowo dużej prędkości, porywana przez strugi zaśmigłowe i wreszcie spadająca na ziemię z kilkuset metrów. W ramach eksperymentu wyrzucono określoną ilość przynęty ze szczepionką na wyznaczony pas z samolotu lecącego 300 m nad ziemią. I? - po dokładnym przeszukaniu udało się znaleźć nieliczne. Jeśli taki jest skutek na trawiastej, równej powierzchni lotniska, to czegóż się spodziewać w terenie zróżnicowanym, zwłaszcza w górach?

Zapadła więc decyzja, by zwiększyć dystrybucję szczepionki o 100 %; w praktyce rozrzucać ją gęściej. Dotychczas, w akcji zrzutu, samoloty latały po liniach prostych równoległych odległych o 1 km. Teraz zadanie należało wykonać latając w odstępach półkilometrowych. Oczywiście, dla aeroklubów czy innych zainteresowanych zarobkiem podmiotów to dobra wiadomość, ale i wyzwanie organizacyjne. Tym trudniejsze, że i wymagania wzrosły.


An-y 2 na lotnisku w Łososinie Dolnej (18.05.2011r.)/ fot. Zb. Sułkowski

Wiosenna akcja szczepienia lisów w woj. małopolskim jest przykładem przemyślanej realizacji wspólnego działania kilku różnych dysponentów samolotów, co pozwoliło w czterech dniach (18 – 21 maja b.r.) wykonać zadanie na obszarze całego województwa.

Zaangażowanych zostało 5 samolotów An-2, 2 Jaki 12 i 2 PZL 104 „Wilga”. Przez dwa pierwsze dni wszystkie maszyny startowały z lotniska Aeroklubu Podhalańskiego w Łososinie Dolnej, pracując w wyznaczonych sektorach na południu; na dwa kolejne przeniosły się na lotnisko Aeroklubu Krakowskiego w Pobiedniku Wielkim.


„Operatywka” przed startem Wilgi/ fot. Zb. Sułkowski

Każdy lot na akcję był ściśle nadzorowany przez pracowników Wojewódzkiego Inspektoratu Weterynaryjnego, osobiście wydających odpowiednią ilość szczepionek i kontrolujących dokładność ich rozrzucenia.


Fragment mapy operacyjnej – rejon Krynicy i Muszyny i Fragment mapy - rejon Podhala i Pienin/ fot. Zb. Sułkowski

Rzecz jasna, samoloty An-2 wykonywały loty dłuższe, zajmujące ok. 5 i pół godziny przy sumie ok. 1000km pokonanych tras. Mniejsze maszyny na ogół „obsiewały” bardziej skomplikowane w kształcie sektory na obrzeżach. W ciekawy sposób rozwiązano problem dokładnego zachowania owych 500 - metrowych, wymagających ciasnych łuków przy każdym nawrocie odstępów przez ciężkie An-2. „Fortepiany” pana Antonowa latały jak dawniej po prostych w odstępach 1 km, ale tor przelotu każdego z nich powielany był przez drugi samolot, lecący z półkilometrowym przesunięciem trasy. Geometrycznie (i w skutku) wszystko zgadzało się z założeniem.

Sama „ekspedycja” szczepionek technicznie dość prymitywna - blaszany blat połączony ze sterczącą spod samolotu rurą kanalizacyjną z PCV, w którą ręcznie dozuje się lisie antidotum z rozpruwanych pojemników, ale na rurze zamontowanych jest aż 5 fotokomórek sprzężonych z elektronicznym rejestratorem, bo każdy odcinek trasy między nawrotami ma wyliczoną do jednego ilość szczepionek.


Przelot nad Nowym Sączem pozwala na chwilę przerwy w przykrej pracy/ fot. Zb. Sułkowski

Nie zrzuca się, oczywiście, „antywścieklizny” nad wodą i zwartą zabudową, wtedy „dystrybutorzy” mają chwilę oddechu od męczącej roboty, urozmaiconej turbulencjami; w miarę rozmarzania owej rybnej otuliny ampułek dochodzą niemniej absorbujące bodźce zapachowe, wszystko w sumie może skłaniać niektóre organizmy do „czynności odwrotnych”. Ale jak na razie, próby zautomatyzowania procedury nie dały efektów zadawalających.

Zrzut powinien następować ze stałej, możliwie niskiej wysokości. W górach nie jest to możliwe, natomiast możliwe jest (i kontrolowane!) dzięki GPS idealne utrzymanie trasy lotu. Choć od pilotów wymaga to czasem sporo wysiłku.


Poprad i graniczne przejścia kolejowe i drogowe w Leluchowie/ fot.Zb. Sułkowski

Niewątpliwym plusem uczestnictwa w takiej akcji jest możliwość przelotów (widoki!!!) nad normalnie zakazaną strefą powietrzną parków narodowych, a jest ich w Małopolsce kilka - Tatrzański, Babiogórski, Pieniński, Gorczański – że wymienię tylko te najatrakcyjniejsze.


Wołoszyn i Koszysta w Tatrach/ fot. Ryszard Jaworz- Dutka

Cała akcja zostanie powtórzona wg opisanego reżimu już we wrześniu, a o jej efektach przekonamy się u schyłku jesieni.

Zb. Sułkowski

Źródło: Internet
comments powered by Disqus

Komentarze

Haha! Julek rozmiótł, ale Dobrosia też nie lepsza...

Julek już nawet żygać nie ma siły widzę :-)

* rzygać ;-)