Moment uderzenia tsunami z punktu widzenia kapitana nadlatującego B767

Zniszczone przez tsunami lotnisko Sendai

Kilka tygodni temu terytorium Japonii nawiedziło trzęsienie ziemi i tsunami, które w znacznym stopniu spustoszyło nadmorskie rejony zachodniego wybrzeża tego kraju, w tym także lotniska usytuowane w pobliżu linii brzegowej. Fakt ten w jednym momencie wpłynął na stabilną do tej pory sytuację w przestrzeni powietrznej Kraju Kwitnącej Wiśni oraz dziesiątki samolotów, które nie mogły lądować w swoich portach docelowych i musiały nerwowo poszukiwać lotnisk alternatywnych. Obraz tych wydarzeń możemy poznać dzięki relacji kapitana B767 linii lotniczych Delta Airlines, który w czasie ataku żywiołu wykonywał lot ze Stanów Zjednoczonych na tokijskie lotnisko Narita.

Relacja: „Nadal jestem w jednym kawałku, pisząc z mojego pokoju w hotelu na lotnisku Narita. Jest 8 rano. To był mój inauguracyjny lot przez Pacyfik, jako świeżo upieczonego kapitana B767 w lotach międzynarodowych i jak na pierwszy raz, działo się wiele ciekawych rzeczy. Do tej pory często przekraczałem Atlantyk, więc procedury przelotu nad oceanem nie były mi obce.

Tak przy okazji, lot nad Wyspami Aleuckimi zapewnia zapierające dech w piersiach scenerie. Wszystko szło dobrze, aż do rozpoczęcia zniżania ok. 180 km przed Tokio. Pierwszą oznaką kłopotów było to, że japońska kontrola ruchu lotniczego zaczęła wysyłać wszystkich w holding. Na początku myśleliśmy, że to zwykły zator na wlocie. Potem dostaliśmy wiadomość o trzęsieniu ziemi, a następnie inne o tym, że lotnisko Narita zostało tymczasowo zamknięte, ale otwarcie planowane jest niebawem (nasza firma zawsze do takich spraw podchodzi pozytywnie).

Z naszej perspektywy oczywiście wyglądało to nieco inaczej. Poziom lęku japońskiego kontrolera wydawał się dość wysoki, a co więcej powiedział on, by spodziewać się "nieokreślonego" czasu oczekiwania na otwarcie lotniska. W wyniku tych dość nieprecyzyjnych ram czasowych, wydałem polecenie pozostałym dwóm lecącym ze mną pilotom, aby szukali lotnisk zapasowych i obserwowali poziom paliwa, który po przekroczeniu oceanu, jest zazwyczaj niewielki.

Nie trwało to długo, może dziesięć minut, kiedy pierwsi piloci zaczęli prosić o skierowanie na inne lotniska. Air Canada, American, United itp. wszystkie raportując niski poziom paliwa. Ja miałem jeszcze wystarczająco dużo paliwa – tak na maksymalnie 2 godziny oczekiwania. Oczywiście, nie trzeba mówić, że przekierowania zaczęły komplikować sytuację.

Następnie, japońska kontrola ruchu lotniczego ogłosiła, że z powodu zniszczeń lotnisko Narita zostało zamknięte na czas nieokreślony. Samoloty natychmiast zaczęły prosić zezwolenie na lądowanie na Haneda, niedaleko Tokio. Pół tuzina Japan Air Lines i zachodnich samolotów zostało skierowane w tym kierunku, ale potem wieża kontroli ogłosiła, że Haneda też właśnie zostało zamknięte. Po tym zamiast zwykłego oczekiwania na swoją kolejkę, musieliśmy zacząć szukać bardziej odległych alternatyw, takich jak Osaka czy Nagoya.

Jedną z mniej przyjemnych cech dużego liniowca jest to, że nie może on wylądować na każdym lotnisku, bo taka maszyna generalnie potrzebuje długiej drogi startowej. Z coraz większą liczbą samolotów gromadzących się zarówno ze Wschodu, jak i Zachodu, z których wszystkie potrzebowały miejsca do lądowania, a niektóre zgłaszały krytyczny poziom paliwa, kontrola była już zbyt obciążona. W szamotaninie i nie czekając na moją podbramkową sytuację z paliwem, uzyskałem zezwolenie na lot do lotniska Nagoya.

Nasza sytuacja paliwowa była nadal w porządku - póki co wszystko grało. Po kilku minutach lotu w tym kierunku, kontroler "nakazał" mi zawrócenie z kursu. Lotnisko Nagoya było przeładowane ruchem i nie było w stanie obsłużyć więcej samolotów (czytaj - lotnisko pełne). A zatem polecieliśmy w stronę Osaki.

Z tym stwierdzeniem, moja sytuacja zmieniła się diametralnie z „paliwo w porządku” na „paliwo na minimum”, biorąc pod uwagę, że mogliśmy zostać przekierowani jeszcze dalej. Pomnóżcie moją sytuację przez kilkanaście statków powietrznych znajdujących się w tym samym położeniu, wszystkie składały wnioski, prośby i groźby do kontroli ruchu o jakiekolwiek wytyczne. Air Canada, a potem ktoś inny znalazł się w "awaryjnej" sytuacji paliwowej. Samoloty zaczęły kierować się do baz japońskich sił powietrznych. Najbliższa Tokio była baza Yokoda i na początku nawet podjąłem się tego wyzwania. Odpowiedź kontroli - Yokoda zamknięta! Nie ma tam już więcej miejsca.

Teraz w kokpicie mieliśmy już trzyosobowe kółko cyrkowe, mój drugi pilot na radiu, ja podejmujący decyzje i za sterami oraz trzeci pilot zagrzebany w mapach lotniczych, próbujący znaleźć odpowiedni cel, który był w zasięgu. Wiadomości latały tam i z powrotem między nami i dyspozytorem z firmy w Atlancie.

Wybrałem bazę Misawa na północnym krańcu wyspy Honsiu. Moglibyśmy się tam dostać, ale pozostałaby nam minimalna ilość paliwa. ATC była szczęśliwa mogąc się nas pozbyć, więc opuściliśmy zagęszczenie w regionie Tokio. Słyszeliśmy potem jak kontrolerzy próbowali wysyłać samoloty na Sendai, nieduże lotnisko regionalne na wybrzeżu, które później, jak mi się zdaje, zostało zalane przez tsunami.

Dyspozytor z Atlanty przesłał nam następnie wiadomość z pytaniem, czy możemy kontynuować lot do lotniska Chitose na wyspie Hokkaido, na północ od Honsiu. Pozostałe samoloty Delty kierowały się w właśnie w tamtą stronę. Prośba ta spowodowała tylko więcej zamieszania w kokpicie – trzeba było sprawdzić pogodę, mapy i paliwo. Mogliśmy jeszcze to zrobić nie wdając się w krytyczną sytuację z paliwem, o ile nie pojawiłyby się jakiekolwiek inne opóźnienia. Gdy zbliżaliśmy się do Misawy dostaliśmy pozwolenie na kontynuowanie lotu do Chitose. Krytyczny myślowy proces decyzyjny. Zobaczmy - starając się pomóc firmie - samolot przelatuje doskonałe lotnisko zapasowe, by lądować o jedno dalej. Ciekawe, jakby to wyglądało w raporcie bezpieczeństwa, gdyby coś poszło nie tak.

Nagle pojawiła się ATC i rozpoczęła wektorowanie nas na Chitose, a następnie powiedziała nam, by czekać na instrukcje oczekiwania w strefie holdingowej. Koszmar się urzeczywistnił. Sytuacja szybko się pogorszyła. Po wcześniejszym oczekiwaniu w okolicy Tokio, próbie skierowania się do Nagoi, po czym zawróceniu z kursu z powrotem do Tokio, a następnie ponownym przekierowaniu na północ w kierunku Misawy, wszystkie szczęśliwe rezerwy paliwa, które miałem parowały w zastraszającym tempie. Moje kolejne rozmowy, oczywiście sparafrazowane, wyglądały mniej więcej tak:

- "Sapparo Control - Delta XX prosi o natychmiastowe zezwolenie na lot bezpośredni do Chitose, minimalne paliwo, nie mogę czekać”...

- "Nie ma możliwości Ghost-Rider, przestrzeń jest przepełniona " <<<cytat z „Top Gun” <<<…

- "Sapparo Control – zezwól, by- Delta XX zgłaszający sytuację awaryjną, niski poziom paliwa, leciał bezpośrednio do Chitose"…

- "Odbiór Delta XX, zrozumiałem, udzielam zezwolenia na lot bezpośrednio do Chitose, skontaktuj się z Chitose approach.... itd.”...

Tego było już za wiele, zdecydowałem się uprzedzić fakty, rzeczywiście zaczynając mieć bardzo mało paliwa, znajdując się w kolejnych nieokreślonych strefach oczekiwania, zwłaszcza po ominięciu Misawy. Wyciągnąłem mojego ostatniego asa - zgłosiłem awaryjną sytuację paliwową. Problem z tym taki, że powoduje to trochę roboty papierkowej dla firmy, ale co tam.

Było tak - wylądowałem na Chitose - bezpiecznie, z paliwem na przynajmniej 30 minut lotu przed osiągnięciem „faktycznej” sytuacji awaryjnej. Dobrze czuć się bezpiecznym. Podkołowaliśmy do jakiejś odległej części postojowej, gdzie zakończyliśmy lot i następnie patrzyliśmy, jak wiele innych samolotów przylatywało na lotnisko. Koniec końców, znalazły się tam inne maszyny Delty - dwa B747, dwa B767 (z tego jeden nasz) i jeden B777 - wszystkie na ziemi w Chitose.

Widzieliśmy też samoloty American, United, a także dwa Air Canada. Nie wspominając już o kilku dodatkowych maszynach Al Nippon i Japan Air Lines.

PS: 9 godzin później, pod samolot Japan Air Lines w końcu podjechały schody, podczas gdy nam udało się wysiąść i przejść odprawę celną – to jednak zupełnie inna ciekawa historia.

Przy okazji - pisząc to – odczułem cztery dodatkowe wstrząsy, które zatrzęsły nieco hotelem - wszystko w ciągu 45 minut.”

Pozdrawiam,
J.D.

Tłumaczenie z www.airplanepilot.blogspot.com

Źródło: Internet
comments powered by Disqus