Przejdź do treści
Źródło artykułu

Eksperci: twierdzenia, że ukraińskie drony dotarły pod Petersburg przez Polskę nie są prawdą

Po ukraińskich atakach dronowych na cele w obwodzie leningradzkim rosyjskie media spekulują, że Ukraina wykorzystała do tej operacji przestrzeń powietrzną nie tylko krajów bałtyckich, ale i Polski. Jednak eksperci podważają te twierdzenia.

W mijającym tygodniu Ukraina przeprowadziła serię ataków dronowych na infrastrukturę paliwową w obwodzie leningradzkim, uderzając w trzy strategiczne punkty eksportowe Rosji nad Zatoką Fińską. Operacja rozpoczęła się z niedzieli na poniedziałek od ataku na port w Primorsku. Kolejnej nocy celem stał się terminal naftowy w porcie Ust-Ługa oraz stacjonujący tam okręt patrolowy pełniący funkcję lodołamacza. W nocy ze środy na czwartek drony uderzyły w rafinerię KINEF w Kiriszach.

Niektóre z użytych do ataku maszyn spadły na Litwie, Łowie i w Estonii. W przypadku tej ostatniej, bezzałogowiec uszkodził komin elektrowni w miejscowości Auvere, we wschodniej części kraju.

Z podanych przez Reutersa wyliczeń wynika, że łącznie - w wyniku uszkodzenia rurociągu „Przyjaźń”, zajmowania rosyjskich tankowców oraz ukraińskich ataków dronowych na infrastrukturę paliwową - zdolności eksportu ropy przez Rosję zostały zredukowane o 40 proc.

W czwartek na powiązanym z rosyjskimi służbami kanale informacyjnym na Telegramie - Mash - pojawiła się mapka wskazująca, że przelot ukraińskich dronów, które zaatakowały cele w obwodzie leningradzkim, odbywał się po trasie od obwodu lwowskiego, przez wschodnią część Polski, Litwę, Łotwę i Estonię. W opisie zamieszczonym pod mapką czytamy: „850 km drogi powietrznej i przeloty nad obwodami briańskim, smoleńskim, twerskim, nowogrodzkim i leningradzkim sprawiają, że dotarcie do miasta nad Newą jest praktycznie niemożliwe. Alternatywna trasa, otwarta przez kraje bałtyckie dla ukraińskich sił zbrojnych, obejmuje przelot wokół Białorusi przez Polskę, Łotwę, Litwę, Estonię i Morze Bałtyckie, co zapewnia swobodny dostęp do Zatoki Fińskiej”.

Zarówno mapa, jak i twierdzenie, że m.in. polska przestrzeń powietrzna została wykorzystana do ukraińskich operacji dronowych została powielona przez liczne rosyjskie środki masowego przekazu. Zaczęła też przenikać do polskich mediów społecznościowych.

Analityk ds. bezpieczeństwa i obronności w Ośrodku Studiów Wschodnich Jacek Tarociński ocenił jednak w rozmowie z PAP, że przeprowadzenie ataku na obwód leningradzki bez wykorzystania terytorium Polski jest możliwe. To droga przez Białoruś i państwa bałtyckie oraz ewentualnie użycie jednostek nawodnych na Bałtyku.

– Drony, które upadły na Litwie, w Łotwie i Estonii zostały zidentyfikowane jako ukraińskie. Po wektorze ich lotu dało się stwierdzić, że leciały w kierunku okolic Petersburga i musiały zboczyć z trasy, na przykład w wyniku działania białoruskich systemów walki radioelektronicznej lub błędu nawigacyjnego – powiedział ekspert. Państwa bałtyckie wyraźnie podkreślają, dodał, że nie winią o te wypadki Ukrainy.

– Jak najbardziej została naruszona przestrzeń państw bałtyckich. Natomiast nic nie wiadomo na temat naruszenia przestrzeni Polski – nie ma żadnych komunikatów, nic nie zaobserwowano, ani nic nie spadło, przynajmniej o tym nie wiemy – zwrócił uwagę Tarociński.

Jego zdaniem ukraińskie drony wykorzystały przestrzeń powietrzną Białorusi. – Jest ona stosunkowo słabo zaopatrzona w systemy, jest też dość rozległa, jej zdolności są rozciągnięte, przelot nad tym krajem jest też geograficznie krótszy – ocenił.

Zdaniem innego rozmówcy PAP, redaktora naczelnego magazynu „Nowa Technika Wojskowa” Mariusza Cielmy, przy podobnych operacjach dąży się do tego, żeby było kilka tras przelotu i by atakować cel z kilku nieoczywistych kierunków. – Przecież ukraińskie drony wielokrotnie dolatywały już do Petersburga i nie było żadnych podejrzeń, że latają przez Polskę. Taką mapkę może sobie narysować każdy – powiedział Cielma.

Opierając się na zdjęciach obiektów, które spadły na Litwie, Łowie i w Estonii, naczelny „Nowej Techniki Wojskowej” ocenił, że Ukraina użyła maszyn A-22. – To malutka awionetka przerobiona na aparat bezzałogowy. Zamiast pilota można w nim umieścić więcej paliwa, ewentualnie dodatkowy ładunek wybuchowy. Ukraińcy często wykorzystują te konstrukcje do ataków na dużych dystansach – wyjaśnił Cielma.

Wykorzystanie nawigacji satelitarnej, dodał, daje aparatom bezzałogowym większą precyzję, niektóre mogą trafić nie tylko w budynek, ale w konkretne okno. W przypadku tak rozległych celów jak rafineria czy port używa się jednak nawigacji inercyjnej, czyli zliczeniowej, przez co drony nie są podatne na systemy walki elektronicznej przeciwnika - wyjaśnił.

Telewizja Biełsat informowała w czwartek, że podczas nalotu na Primorsk mieszkańcy różnych regionów Białorusi masowo informowali w mediach społecznościowych o przelotach dronów nad ich głowami. Silniki bezzałogowców słyszano w różnych dzielnicach Mińska, nad Mohylewem, Grodnem, Iwieńcem i Łohojskiem.

Cytowany przez Biełsat były funkcjonariusz Służby Bezpieczeństwa Ukrainy Iwan Stupak wyjaśnił, że już od pewnego czasu pojawiają się przypuszczenia, że Ukraina wykorzystuje przestrzeń powietrzną Białorusi podczas ataków dronowych. Przeloty mają się odbywać wzdłuż granicy Rosji i Białorusi, gdzie drony lecą „jak po ostrzu brzytwy” między siłami obrony przeciwlotniczej obu państw. Odpalenie rakiet przeciwlotniczych przez wojska Rosji lub Białorusi mogłoby się wtedy skończyć ich upadkiem na terytorium sojusznika, czego najwyraźniej obie strony unikają. (PAP)

gru/ pś/ mhr/

FacebookTwitterWykop
Źródło artykułu

Komentowanie tego niusa zostało z automatu wyłączone. Jeśli chciałbyś/-abyś je skomentować prosimy o maila na adres wspolpraca@dlapilota.pl

Nasze strony