Wydział Lotniczy Straży Granicznej: „Każdy lot obfituje w jakieś ciekawe wydarzenia…”

V Wydział Lotniczy Straży Granicznej w Huwnikach

Druga część wywiadu Marcina Ziółka z mjr pil. Damianem Smulskim służącym w V Wydziale Lotniczym Straży Granicznej w Huwnikach.
]
MZ: Zanim trafiłeś do Straży Granicznej zdobywałeś doświadczenie na śmigłowcach w …?

DS:
Ukończyłem Wyższą Szkołę Oficerską Sił Powietrznych w Dęblinie, a później służyłem w 49 Pułku Śmigłowców Bojowych w Pruszczu Gdańskim. W tej jednostce było ciśnienie na loty nocne oraz według wskazań przyrządów, więc nauczyłem się podstaw, które spokojnie pozwoliły mi tu pracować. Bardzo przydatne były również loty koszące oraz loty z symulacją sytuacji niebezpiecznych. Będąc już w Lotnictwie S.G. podczas szkoleń na inne typy śmigłowców w Świdniku pod okiem bardzo doświadczonych instruktorów mogłem znacznie rozwinąć i poszerzyć swoje umiejętności.

MZ: W tym miejscu muszę zapytać o porównanie służby w Wojsku i Straży Granicznej…

DS:
To są dwie różne instytucje i w każdej są plusy i minusy. W wojsku też nie było za dużo latania, a najwięcej lotów wokół lotniska. Straż Graniczna jako firma jest miejscem bardzo przyjaznym dla służby. Sprzęt jest ok i nie możemy narzekać, bo jest mało awaryjny i nie robi nam tu psikusów. Gdyby było więcej latania to by była wręcz idealna praca dla pilota śmigłowcowego, bo te loty są ciekawe i można się w nich naprawdę wykazać. Miejsce pełnienia służby też jest bardzo dobre.


MZ: Placówka w Huwnikach jest stosunkowo niewielka. Jak się doczytałem, na jej wyposażeniu znajdują się trzy śmigłowce...

DS:
To się akurat zmieniło, bowiem Sokół został już przekazany do policji. Tak więc zostaliśmy z dwoma Kaniami. Na placówce w Huwnikach służy tylko czterech pilotów.

MZ: Porozmawiajmy zatem o śmigłowcu PZL Kania. Jak ta konstrukcja sprawuje się w ramach codziennej służby? Na ile jest to niezawodny sprzęt?

DS:
Sprawuje się bardzo dobrze, a największą jego zaletą jest to, że jest i dzięki temu jest na czym latać. Inne zalety to przede wszystkim zwrotność i małe zużycie paliwa pozwalające na długotrwały lot o długości nawet  700 km. Jest dodatkowo w miarę cichy i jeśli chodzi o wykonywane misje, to jego udźwig pozwala zabrać wszystko co potrzeba. Wadą Kanii jest słaba widoczność z kabiny, plus ogólna ergonomia, bo ten śmigłowiec był projektowany według starej filozofii. To jest pokłosie Mi-2 i ta maszyna przejęła część wad protoplasty. W czasie lotów nocnych w goglach pojawia się za dużo odbłysków od urządzeń pokładowych. Najczęściej w Kaniach psują się dajniki ciśnień, czujniki temperatury, obrotomierze, czyli generalnie elementy awioniki nie godzące bezpośrednio w bezpieczeństwo lotu.
 

MZ: Proszę o Twoją subiektywną ocenę zalet i wad śmigłowców Sokół i Kania. Na obu z nich posiadasz lotnicze doświadczenie…

DS:
Sokół jest lepszy, mocniejszy, szybszy i tak samo zwrotny jak Kania, a nawet ma nawet większe możliwości manewrowe. Nie jest dużo większy, jest trochę cięższy, stabilniejszy w locie i poświęca się dużo mnie uwagi jego pilotowaniu. Natomiast specyfika naszego latania nie wykorzystuje do końca zalet Sokoła, natomiast wady będą odczuwalne, czyli przede wszystkim spalanie. Sokół ma normę 500 litrów na godzinę lotu, natomiast Kania tylko 200. Sokół jest śmigłowcem wielozadaniowym, ale z przeznaczeniem do przewozu większej ilości ludzi, czy ładunku. Tak naprawdę w patrolach nie wykorzystuje się jego prędkości, bo latamy powoli, a udźwig na patrolu nie jest potrzebny.


MZ: Czy w ramach ochrony wspólnej granicy współpracujecie ze stroną Ukraińską? Czy w ogóle funkcjonuje jakakolwiek forma współpracy z naszym wschodnim sąsiadem?

DS:
Na poziomie jednostek naziemnych pewna forma współpracy istnieje, ale o szczegółach nie będę się wypowiadał. Swego czasu Ukraińcy wizytowali nas tutaj i przyjechali zobaczyć co mu tu robimy. Oni też nam pokazali co robią i na tym generalnie temat się zakończył. Bezpośrednio z nimi nie współpracujemy. Czasami spotykamy się na granicy i się obserwujemy, ale nie nawiązujemy łączności, którą utrzymujemy tylko z naszymi służbami. O lotach ukraińskich nie mamy żadnej informacji.


MZ: Wasze loty wykonywane są niejednokrotnie prawie na linii granicy - czy nie powoduje to niezamierzonych naruszeń przestrzeni powietrznej naszego sąsiada?

DS:
Generalnie staramy się nie naruszać ich przestrzeni. Z tym, że jak wszędzie, jakiś błąd może się zdarzyć, ale wtedy są na to odpowiednie procedury. Naruszenie granicy może spowodować np. nagłe pojawienie się stada ptaków, które trzeba ominąć, niekorzystny wiatr, szczególnie w nocy, ale są to bardzo rzadkie przypadki i generalnie jesteśmy na to przygotowani.

MZ: Wschodnia granica Polski jest od 10 lat również wschodnią granicą Unii Europejskiej – co się w tym czasie zmieniło w kwestii jej ochrony?

DS:
Jestem na tej placówce już 5 rok i jeżeli chodzi o lotnictwo, to od tego momentu sprzęt lotniczy nie uległ wielkiej zmianie. A jeśli tak, to raczej na minus, bo po prostu się wykrusza, a statki powietrzne przekazywane są do innych służb. W momencie gdy przechodziłem do Straży to przykładowo zrezygnowano ze śmigłowców Mi-2, które z racji obecnych problemów sprzętowych mogły być użyte. Bardzo byśmy sobie życzyli, żeby to wyposażenie w sprzęt było lepsze, a na pewno, życzylibyśmy sobie większej ilości latania.


MZ: I na koniec poproszę o krótkie wspomnienie najdziwniejszych bądź najciekawszych historii związanych z dotychczasową służbą w Straży Granicznej…

DS:
Generalnie każdy lot obfituje w jakieś ciekawe wydarzenia. Było trochę emocji związanych z nielegalnymi przelotami przez granicę różnych lekkich statków powietrznych ze strony ukraińskiej. Reagowaliśmy na nie i czasami były to loty dynamiczne. Trzeba było wystartować, lecieć w rejon zgłoszenia i bardzo uważać, bo obecność dwóch obiektów w jednej przestrzeni, które się nie widzą, jest średnio bezpieczna. Jest dużo sytuacji, że naprowadzamy służby naziemne na jakiś pojazd, którego kierowca jak nas zauważy gasi światła, czyli robi wszystko, żebyśmy go nie zauważyli.

Generalnie daleko nam nie ucieknie, nawet w nocy. Było kilka takich lotów, że bardzo dobrze widzieliśmy auto nawet jak miało zgaszone światła. W takim wypadku naprowadzamy naziemne służby, które szybko ich znajdują i legitymują. Kiedyś mieliśmy lot, podczas którego zaobserwowaliśmy osoby wyrzucające śmieci z ciężarówki na dzikie wysypisko, poinformowaliśmy patrol naziemny który na miejscu zachęcił te osoby do załadowania śmieci z powrotem na swój pojazd i wywóz w odpowiednie miejsce, a był wtedy bardzo ciepły letni dzień...

MZ: Dziękuję za wywiad.

DS:
Dziękuję.

Portal Dlapilota.pl dziękuje Komendantowi Głównemu Straży Granicznej za umożliwienie odbycia patrolu wzdłuż granicy polsko-ukraińskiej na pokładzie śmigłowca SG.

Źródło: dlapilota
comments powered by Disqus