Replika Nieuport 11: „Najciekawszy był odzew ze strony oglądających…”

Replika Nieuporta 11

Druga część wywiadu Marcin Ziółka z Krzysztofem Cwynarem, właścicielem repliki dwupłatowca Nieuport 11 z czasów I Wojny Światowej. 


MZ: Na której imprezie lotniczej po raz pierwszy zaprezentował Pan replikę i jakie były reakcje publiczności?

KC:
Pierwszą imprezą na której Nieuport pokazał się w powietrzu był piknik lotniczy w Krośnie, który odbył się 20 września 2014 r. Wcześniej konstrukcja była wystawiana na tragach poznańskich na stoisku polskiego stowarzyszenia motoszybowcowego.

W powietrzu w Krośnie można go było zobaczyć jedynie przez 10 minut, bo zepsuła się pogoda i drugi cykl pokazów został odwołany. Jednak najciekawszy był odzew ze strony oglądających. Krośnieńscy modelarze zadawali pytań bardzo dużo, gratulowali i podziwiali.

Malowanie samolotu nawiązuje do okresu bitwy pod Verdun w 1916 r. Konkretne jest to osobiste malowanie hrabiego de Turrene. Wybrałem takie bo było bardzo charakterystyczne i nie spotkałem repliki, która byłaby tak wymalowana.


MZ: Czy zamierza Pan również wykorzystywać samolot do celów komercyjnych? Zainteresowani mogli by być nie tylko organizatorzy imprez lotniczych, ale też agencje reklamowe, czy też grupy rekonstruujące różne wydarzenia historyczne…

KC:
Głównie będę się pokazywał właśnie na rekonstrukcjach, a prywatnie czasami będę latał dla przyjemności, bo jak się w miesiącu takim Nieuportem godzinę przeleci to wystarczy. Zależy mi żeby się tym samolotem pokazywać. Wstępne zainteresowanie nim jest, ale jeszcze nie potwierdzone na piśmie. Również w kwestii udziałów w filmach, ale to może gdzieś bardziej w przyszłości bo zbliża się 2020 rok.


MZ: Może teraz porozmawiajmy o samej konstrukcji i specyfice latania nią. Na co trzeba uważać, co jest nietypowego w pilotażu?

KC:
Przede wszystkim poza technologią produkcji podstawową różnicą jest, iż ma ona współczesny profil. Dzięki temu samolot ten jest normalną konstrukcją i nie ma jakiś zaskakujących właściwości w powietrzu. Nawet po zgaśnięciu silnika potrafi jeszcze trochę poszybować. Wsiada się normalnie, ale trzeba posiadać doświadczenie z tylnym kółkiem i uważać na boczny wiatr, a to ze względu na duże powierzchnie boczne. Bardzo przyjemnie i w zasadzie sam ląduje. Wystarcza mu do lądowania 150 m, a do startu może 200 m pasa. Masa startowa 360 kg i w tym 100 kg udźwigu użytecznego. Wykorzystując silnik Rotaxa spala 15 litrów paliwa na godzinę, bo ma dość duże opory i leci się dość wolno. Prędkości użytkowe wahają się od 110 do 130 km/h.

Wnętrze samolotu jest współczesne. Plany uwzględniały technologię rur duralowych i zakładały wiele zmian konstrukcyjnych, ale w moim postrzeganiu te główne węzły konstrukcyjne, czyli łączenie skrzydło kadłub usterzenia, były zbyt optymistycznie zrobione. Bardzo delikatne. Z mojej oceny wynikało, że w silnej wiosennej turbulencji samolot mógł się wyskładać i wprowadziłem ważną zmianę. Oryginał i te plany kanadyjskie miały jednodźwigarowe dolne skrzydło, a ja wprowadziłem skrzydło dwudźwigarowe. I w oryginalnych Nieuportach skrzydła się skręcały, podobnie się działo w innych replikach.


MZ: Czy zdarzyły się jakieś nietypowe historie związane z użytkowaniem repliki Nieuporta?

KC:
Jedyne ciekawe, ale niepotrzebne zdarzenie na tym samolocie to awaria pierwszego silnika,  który był konwersją w układzie V2 jednostki pochodzącej z koreańskiego motocykla marki Hyosung. Silnik wybrałem ze względu na jego konstrukcję i moc 70 KM, ale zaskoczył mnie podczas lotu urwaniem grzybka zaworu. Spowodowało to, iż silnik zadrgał i zatrzymał się gwałtownie.

Na początku zrobiło mi się ciepło, ale to dlatego, że stanęło śmigło, które mnie chłodziło. Pierwszą moją reakcją było odepchnięcie drążka od siebie i zachowanie prędkości. To się udało, ale podchodząc do lądowania zahaczyłem o krzaki, bo pola tutaj są wąskie i krótkie. Krzak orzecha spowodował, że wykonałem ruch cyrkla na przyziemieniu i trochę zdemolowałem samolot. Ale nic mi się nie stało. Awaria miała miejsce na 300 metrach bo podczas lotów testowych nie latałem niżej. Generalnie w Nieuporcie miałem problemy z temperaturą układu chłodzenia i cały czas wprowadzałem poprawki, żeby było ok. I to był ten lot kiedy temperatura wróciła do normy. 

 

MZ: Oprócz samodzielnej budowy samolotów założył Pan i utrzymuje lądowisko Stara Wieś. Jaka była geneza powstania tego obiektu?

KC:
Lądowisko powstało, bo chciałem mieć swój obiekt, a pierwszy samolot był już wtedy budowany. Trafiła się taka okazja i dlatego powstało. Z jego certyfikacją nie było żadnego problemu. Sprawy lądowisk są rozwiązane perfekcyjnie, chociaż oczywiście musiałem napisać instrukcję operacyjną. Tutaj zawsze jest sucho, tylko tuż po deszczu jest chwilę mokro. Ale jak tylko pokaże się słońce to już możemy latać.


MZ: Współpracuje Pan również z młodzieżą gimnazjalną, która pomaga Panu w budowie innej konstrukcji lotniczej…

KC:
W międzyczasie po zaistnieniu Nieuporta w powietrzu porozumiałem się z Dariuszem Golisem z Orzechówki, skąd pochodzili lotnicy Michał i Stanisław Cwynar, lotnicy z II Wojny Światowej. Jego projekt promowany przez lokalną grupę działania uzyskał dofinansowanie pod nazwą Warsztaty dla Młodzieży Gimnazjum przy budowie repliki Fokkera D7. Po pomyśle i wstępnym zakwalifikowaniu projektu musieliśmy się spieszyć, żeby go wdrożyć do końca grudnia.

Rozmawialiśmy ze szkołami i podpisaliśmy wstępne umowy. Szkoły były bardzo zainteresowane, więc zrobiliśmy eliminację opartą o konkurs testowy obejmujący 20 pytań napisanych przez Andrzeja Olejkę. Dzięki temu, z każdej szkoły wybraliśmy po czterech najlepszych uczniów. I z tych pięciu szkół po czterech uczniów przyjeżdża do mnie w każdą sobotę pomiędzy 9 a 13, aby budować Fokkera D7. Jestem zaskoczony, że ta młodzież łącznie z dziewczętami tak pilnie uczestniczy w tych zajęciach. Oni nie stoją i nie patrzą się, tylko rysują, przypasowują, tną, ale oczywiście wszystko pod nadzorem. To jest młodzież z dwóch ostatnich klas gimnazjum. Warsztaty szły dobrze, do czasu. Urzędnicy zarządzający projektami, pomimo wstępnych pozytywnych decyzji, projekt odrzucili. Dziwnym trafem stało się to tuż po wyborach. Pomimo tego, z szacunku dla wszystkich zaangażowanych zajęcia zostały dokończone. Na własny koszt, oczywiście.


MZ: I na koniec proszę jeszcze opowiedzieć o planach na przyszłość...

KC:
Najważniejszym planem jest powstanie Eskadry Niepodległości. W 1918 r. w Galicji miało miejsce pierwsze bojowe użycie samolotów z polskimi szachownicami. Właśnie dlatego w 2018 r. chcemy wystawić 3 latające repliki pierwszych samolotów w polskich barwach z tego okresu. Można by zbudować trzy Albatrosy lub trzy Fokkery i pomalować je w barwy 7 EM, która miała bazę w Krakowie, a walczyła na Ukrainie. Warty podkreślenia byłby w tym udział ochotników amerykańskich razem z autorem godła Kościuszkowców.

MZ: Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia.

KC:
Dziękuje.

Źródło: dlapilota
comments powered by Disqus