Kobiety w Siłach Powietrznych RP, codzienność i wyzwania (wywiad)

Małgorzata Pawelec z 42 Bazy Lotnictwa Szkolnego w Radomiu

W Polskich Siłach Powietrznych odbywa służbę coraz więcej kobiet, które pełnią szereg różnorodnych zadań, w tym też te najbardziej prestiżowe, czyli za sterami wojskowych statków powietrznych. Jednak dotarcie do momentu w którym można pilotować wojskowe samoloty wymaga wielu lat poświęceń i samozaparcia w dążeniu do celu. Aby przybliżyć ten temat, o opisanie początków służby, jej codzienność i wyzwania z nią związane, poprosiliśmy kapitan Małgorzatę Pawelec, dowódcę klucza lotniczego na samolotach PZL-130 Orlik z 42 Bazy Lotnictwa Szkolnego w Radomiu (nalot ogólny 1200 h), a także komentator Zespołu Akrobacyjnego Orlik.

Dlapilota.pl: Jest Pani jedną z nielicznych kobiet w polskiej armii zasiadających za sterami wojskowych statków powietrznych. Jak wyglądał Pani proces edukacji i szkolenia, który ostatecznie doprowadził do takiej możliwości?

Małgorzata Pawelec:
Nie pochodzę z rodziny o tradycjach lotniczych, a nawet wojskowych. Moją rodzinną miejscowością jest Krasnystaw na Lubelszczyźnie. Jako dziecko często widywałam na niebie małe samoloty lecące dosyć nisko nad miastem. Biegaliśmy z innymi dzieciakami z kluczami na szyi między wózkownią, a trzepakiem i na widok takiego obiektu na niebie stawaliśmy krzycząc „panie pilocie, dziura w samolocie..”. Wiedzieliśmy, że w niedalekim Zamościu jest lotnisko i tam mają samoloty. Zdarzało się też, że lecący samolot był inny, bardzo szybki i głośny. Wiele lat później, dowiedziałam się, Krasnystaw znajdował się (i obecnie też się znajduje) w rejonie TSA i MRT, zatem widok nisko lecącej Iskry był uzasadniony. Myśli o lataniu gdzieś tam sobie powoli kwitły w mojej głowie, ale tak naprawdę decyzję o rekrutacji do Dęblina, co wiązało się z wstąpieniem do wojska, podjęłam już po maturze. Złożyłam papiery do Wyższej Szkoły Oficerskiej Sił Powietrznych (dzisiaj Lotnicza Akademia Wojskowa) w Dęblinie i jednocześnie przygotowując się do egzaminów w wstępnych oszczędzałam intensywnie moje kieszonkowe, aby zdobyć pierwsze własne doświadczenia lotnicze, jakże dobrze widziane u kandydatów na studia lotnicze.

Postanowiłam rozpocząć od skoków spadochronowych, jednak rodzice dołożyli mi do szkolenia szybowcowego i tak oto znalazłam się w Aeroklubie Ziemi Zamojskiej, gdzie odbyłam podstawowe szkolenie szybowcowe, po ukończeniu którego od razu pojechałam na LPW (Lotnicze przysposobienie wojskowe) do Aeroklubu Częstochowskiego, tym razem organizowanego już przez wojsko. LPW zaliczyłam i zaraz potem, po zdanych egzaminach zostałam podchorążym pierwszego roku Szkoły Orląt. Kolejnym etapem procesu szkolenia, po cywilnym szkoleniu szybowcowym i podstawowym szkoleniu na Cessnie 150 podczas LPW, przyszedł czas na latanie na wojskowych statkach powietrznych. Jako podchorąży odbyłam trzykrotnie  półroczne praktyki lotnicze – na II i IV roku na samolocie PZL-130 Orlik oraz na III roku na samolocie TS-11 Iskra. Do tego dochodziło szkolenie spadochronowe na II i III roku. Co ciekawe, wykonanie skoków ze spadochronem w wojsku było warunkiem koniecznym do rozpoczęcia szkolenia lotniczego na wojskowym statku powietrznym.

Po promocji oficerskiej w 2012 r. dostałam przydział do 42 Bazy Lotnictwa Szkolnego w Radomiu, jednostki w której stacjonują Orliki, samoloty na których miałam niebywałą przyjemność szkolić się podczas praktyk lotniczych. I tak oto zostałam kandydatem na instruktora w jednostce, w której sama szkoliłam się jako podchorąży. Po dwuletnim, intensywnym procesie szkolenia, zdobyłam uprawnienia instruktora-pilota na samolocie PZL-130 Orlik. Od tej pory, już po „drugiej stronie barykady” pracuję jako instruktor.


Dlapilota.pl: Na czym przede wszystkim polega praca pilota w jednostce, bowiem zadania w powietrzu to tylko niewielka jej część...

MP:
Praca pilota w jednostce szkolnej polega przede wszystkim na szkoleniu tzw. stanów zmiennych. W przeważającej większości są to skierowane na praktyki lotnicze grupy podchorążych LAW - kandydatów na pilotów samolotów odrzutowych. Nasza praca jest wymagająca i dosyć intensywna. Odpowiadamy nie tyko za swoje własne przygotowanie i wiedzę, ale także za podległych nam szkolonych. Prowadzimy szkolenie teoretyczne oraz praktyczne. Z dużym zadowoleniem stwierdzam, że obecnie podchorążowie, którzy przychodzą do nas na praktyki są bardzo dobrze przygotowani z podstaw lotniczych. Wynika to zapewne i dobrej rekrutacji kandydatów ale także z wprowadzonego przez LAW kilka lat temu nowego systemu szkolenia w ramach studiów, gdzie w Akademickim Centrum Szkolenia Lotniczego zdobywają wyszkolenie do poziomu licencji PPL(A) i ok. 140h nalotu!

Poza głównym zadaniem, czyli szkoleniem lotniczym, piloci PZL-130 wykonują także inne rodzaje lotów, m.in. obloty techniczne, loty w ramach misji szkolnych CAS (Close Air Support) dla JTAC (wysuniętych nawigatorów naprowadzania), rożnego rodzaju loty dyspozycyjne oraz nasza wisienka na torcie – loty pokazowe wykonywane przez pilotów Zespołu Akrobacyjnego ORLIK. Przy okazji wspomnę, że Zespół Akrobacyjny Orlik obchodzi w tym roku swoje 22-gie urodziny, a ja jako komentator tej formacji miałam wielokrotnie okazję uczestniczyć w pokazach lotniczych, zarówno w Polsce i za granicą.

Dlapilota.pl: Naszych Czytelników z pewnością zainteresuje, jak z perspektywy komentatora wyglądają występy Zespołu na pokazach lotniczych...

MP:
Muszę przyznać, że wylot na pokazy lotnicze to niesamowite przeżycie. Wymaga wielu przygotowań, zarówno tych formalnych, praktycznych, logistycznych, nawigacyjnych… ale jak się okazuje, warte jest to tego, aby z pokładu małego samolotu szkolno-treningowego, którym wykonuje się na co dzień loty głownie w dobrze znanych TRA, można polecieć daleko za granicę, zobaczyć Etnę, Palermo, Paryż, Brukselę, Lazurowe Wybrzeże, a na samych pokazach lotniczych poczuć tę adrenalinę słysząc swój głos w głośnikach gdy komentuję pokaz Orlików dla wielotysięcznej publiczności..

Uczestnictwo w pokazach lotniczych „od kuchni” to bardzo ciekawe doświadczenie, daje możliwość poznania najlepszych pilotów i zespołów akrobacyjnych świata, porozmawiania z nimi, obejrzenia wspaniałych akrobacji z innej perspektywy.. Pokazy lotnicze to bardzo ciekawa działka lotnictwa i cieszę się bardzo, że mam swój malutki, naziemny udział w pokazach Zespołu Akrobacyjnego Orlik. Mam też nadzieję że, gdy stan epidemii w Polsce i na świecie będzie już tylko wspomnieniem, będziemy mogli wszyscy podziwiać samoloty na imprezach lotniczych.


Dlapilota.pl: Misje szkoleniowe w powietrzu przeplatane są dniami nielotnymi. Z jakimi zadaniami w bazie muszą się wtedy zmierzyć piloci wojskowi?

MP:
Z racji tego, że szkolenie lotnicze zawiera dwa zasadnicze elementy – szkolenie teoretyczne i szkolenie praktyczne, zawsze mamy co robić. Poza tym jest wtedy czas, aby uzupełnić osobistą dokumentację lotniczą, wykonać inne prace biurowe, zrealizować zajęcia z wychowania fizycznego, np. na siłowni (mamy obowiązek realizowania takich zajęć), czy bez zwyczajowego pośpiechu wypić należną każdemu pilotowi kawę.

Dlapilota.pl: W ujęciu procentowym kobiet w Polskich Siłach Powietrznych jest zdecydowanie mniej niż mężczyzn, ale powoli ich liczba się zwiększa...

MP:
Proces szkolenia lotniczego jest jednakowy dla kobiet i dla mężczyzn, ale na pewno procentowo jest mniej kobiet niż mężczyzn. Ale czy coś z tego wynika? Nie zauważyłam. A kobiet wcale nie jest tak mało w Siłach Powietrznych. Proszę pamiętać, że służą tu nie tylko piloci. Powiedziałabym, że jest nas, kobiet, całkiem sporo.

Dlapilota.pl: Czy realizując zawodowo swoje lotnicze pasje łatwo jest połączyć służbę zmianową w wojsku z życiem osobistym?

MP:
Z całą pewnością, służąc w wojsku można mieć życie osobiste. Z tego wzglądu, że jest to praca dosyć stabilna, mimo, że zmianowa. Co najważniejsze dla życia osobistego – weekendy zazwyczaj mamy wolne (nie dotyczy to pilotów i personelu technicznego Zespołu Akrobacyjnego Orlik w sezonie pokazowym, gdzie chodzą żarty w stylu „sobota i niedziela bez pokazu?? Wooow! Długi weekend!”).


Dlapilota.pl: Osiągany nalot w wojsku jest zdecydowanie mniejszy niż w cywilnych firmach, czy też w liniach lotniczych, gdzie przynajmniej przed obecną pandemią piloci często zbliżali się do maksymalnych rocznych jego limitów. Jaki średnio nalot roczny wykonują natomiast piloci-instruktorzy na PZL-130?

MP:
Roczny nalot wykonywany przez pilotów-instruktorów PZL-130 osiąga średnio 150-200 h. Zdarza się także i 300 h wśród rekordzistów. Ale proszę pamiętać, że samolot PZL-130 Orlik to samolot akrobacyjny, przystosowany do przeciążeń od -3 do +7G, nie posiadający autopilota. Piloci są narażeni na liczne i długotrwałe przeciążenia. Poza tym kabina nie jest hermetyzowana, więc zasób tlenu na wysokościach jest ograniczony. Do tego każdego pilota dopada różnego rodzaju zmęczenie, ból rąk, nóg i kręgosłupa. 150-200 godzin rocznie, przy założeniu że każda godzina w powietrzu wymaga co najmniej 4 godzin przygotowania na ziemi, to bardzo dużo.

Dlapilota.pl: Oprócz podtrzymywania umiejętności pilotażowych muszą również przechodzić cykliczne szkolenia utrwalające wiedzę teoretyczną...

MP:
Szkoleń cyklicznych jest wiele: szkolenie symulatorowe, szkolnie lotnicze wg. indywidualnego grafiku szkolenia, szkolenie wysokościowo-ratownicze, szkolenie z autoratownictwa lotniczego, szkolenie z medycyny lotniczej, szkolenie CRM, szkolenie z Aviation English, szkolenie instruktorsko-metodyczne, szkolenie sprawnościowo-kondycyjne, szkolenie SERE…

Dlapilota.pl: I na koniec w kilku słowach, jakby Pani zachęciła inne kobiety do pójścia tą drogą i rozpoczęcia służby w siłach powietrznych?


MP:
Poza wielką przygodą, jaką jest przejście wszystkich etapów szkolenia, studia w Szkole Orląt, praktyki lotnicze, akrobacje, „pułapy”, i „kosiaki”, bycie pilotem wojskowym a także inne stanowiska w Siłach Powietrznych to wielka odpowiedzialność i duma. Mundur wojskowy nie odróżnia płci.

A na marginesie dodam, że nie ma nic wspanialszego, jak to, że nie muszę się nigdy rano zastanawiać, co założyć do pracy :)

Dlapilota.pl: Dziękujemy za rozmowę.

MP:
Dziękuję.

Źródło: dlapilota
comments powered by Disqus