Muzeum to takie miejsce gdzie pamięć będzie wieczna...

Krzysztof Radwan, Muzeum Lotnictwa

Krzysztof Radwan jest dyrektorem Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie. Stanowisko objął 1 czerwca 1989 r. jako zwycięzca konkursu, rozpisanego pół roku wcześniej przez Dyrekcję Generalną Lotnictwa Cywilnego. W pierwszych miesiącach pracy zajął się renegocjacją, a następnie wstrzymaniem realizacji umowy o współpracy z berlińskim Muzeum Techniki – podpisanej w 1986 r., a merytorycznie szkodliwej dla najcenniejszej części krakowskich zbiorów. W oparciu o dotacje Ministerstwa Kultury i Sztuki, za jego kadencji uruchomiono program kompleksowej rekonstrukcji kilkunastu najstarszych eksponatów.

Z inicjatywy dyrektora Krzysztofa Radwana, we współpracy z Zakładem Architektury Krajobrazu Politechniki Krakowskiej stworzony został program Lotniczego Parku Kulturowego, scalającego obiekty Muzeum z elementami dawnej infrastruktury rakowickiego aerodromu z czasów monarchii austro-węgierskiej. W wyniku tych działań tereny MLP rozrosły się z 4,5 ha do ponad 30 ha. W zaadaptowanych dawnych budynkach wojskowych umieszczono dwie specjalistyczne ekspozycje – kolekcję ponad 150 silników lotniczych oraz „galerię destruktów”, czyli autentycznych samolotów z okresu pionierskiego, oczekujących na całościową renowację. Obydwie te wystawy były przejawami nowatorskiego podejścia do zagadnień muzealnictwa lotniczego. Równolegle sukcesywnie rozrastała się podstawowa kolekcja samolotów, szybowców śmigłowców, obecnie o kilkadziesiąt eksponatów bogatsza w porównaniu do stanu z połowy lat 80-tych.

W ostatnim okresie, niewątpliwą zasługą Krzysztofa Radwana jest przywrócenie do życia dawnego pasa startowego czyżyńskiego lotniska. Co roku odbywa się tu Małopolski Piknik Lotniczy – impreza rekreacyjna, której głównym elementem są pokazy lotnicze. Zbudowano kolejne dwa hangary, a w jednym z nich mieści się obecnie Baza Lotnictwa Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie. Operujący niemal codziennie z lądowiska MLP policyjny helikopter jest niezaprzeczalnym dowodem przywrócenia czyżyńskiemu lotnisku jego właściwej funkcji.

W oparciu o decyzję Władz Województwa Małopolskiego, w roku 2004 Krzysztof Radwan ogłosił międzynarodowy konkurs architektoniczny na projekt nowego Gmachu Głównego Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie. W chwili obecnej trwają prace wykończeniowe w nowo powstałym obiekcie, którego budowa została sfinansowana ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego i budżetu Województwa Małopolskiego. Podpisana także została umowa o współpracy przy programach edukacyjnych z koncernem Boeing. Dzięki staraniom Krzysztofa Radwana Muzeum Lotnictwa Polskiego jest jednym z najlepiej rozwijających się muzeów tego typu w Europie.

Dyplom uznania za wyróżnienie w Plebiscycie na Człowieka Roku 2009 Lotnictwa Ogólnego w Polsce, zostanie wręczony podczas ceremonii otwarcia XV pikiniku lotniczego w Góraszce - w sobotę 12 czerwca 2010 roku.

Z dyrektorem Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie, rozmawia Paweł Kralewski.

Paweł Kralewski: Jaki rodzaj licencji posiada Krzysztof Radwan?
Krzysztof Radwan:
Nie posiadam licencji, ponieważ w czasach kiedy byłem młody, aby wstąpić do aeroklubu trzeba było wykazać się wyjątkowym zdrowiem. Należało mieć nieskazitelny wzrok i wszystko w absolutnym porządku. Były to trochę inne czasy niż obecnie, a do lotnictwa przyjmowano bardzo zdrowych ludzi, przez co zdecydowanie trudniej było uzyskać licencję. Obecnie jest o wiele łatwiej, można zostać pilotem nawet z dość dużą wadą wzroku. Mnie się nie udało i tak już zostało do dziś.

PK: Jakie są statystyki odwiedzin muzeum?
KR:
Frekwencja utrzymuje się od kilku lat na poziomie ok. 100 tysięcy osób rocznie z tendencja wzrostową. Na początku lat 90 tych było to poniżej 20-stu tysięcy więc możemy mówić o znacznym wzroście. Mam nadzieje, że po ostatnich inwestycjach, będziemy mogli zaproponować odwiedzającym zupełnie nową jakość, a to z kolei spowoduje kolejny napływ i polepszenie statystyk.

PK: Jest Pan uznawany za kustosza polskiego lotnictwa, który z wyjątkową pieczołowitością pielęgnuje i propaguje historię lotnictwa. Skąd czerpie Pan inspiracje do codziennej pracy?
KR:
Przede wszystkim nie wiem czy zasługuje na takie komplementy. Tak się zdarzyło, że w wyniku ogłoszonego lata temu konkursu, trafiłem do krakowskiego muzeum. Zacząłem pracować w muzeum niejako z „Nową Polską”, bo od czerwca 1989 roku, w zupełnie nowej rzeczywistości. Co do drugiej części pytania - po prostu bardzo lubię to robić. Kiedyś młodzieńcza pasja, teraz dorosłe życie i radość z wykonywanej pracy.

PK: Czy dzisiaj jest trudniej prowadzić Muzeum niż 20 lat temu?
KR:
Zdecydowanie tak, choćby dlatego, że wiele przedsięwzięć, które aktualnie prowadzimy jest z udziałem funduszy europejskich. To zupełna nowość, skomplikowane procedury i trudny system rozliczania. Dzisiaj, zespół finansowy jest o wiele większy i ma dużo więcej pracy. Nie chodzi o konkretne problemy, ale o większą ilość pracy spowodowaną zbiurokratyzowaniem procedur.

PK: Zatem, skąd dokładnie czerpie Pan środki na utrzymanie i rozwój Muzeum?
KR:
Jeśli chodzi o większe inwestycje, środki, którymi dysponujemy pochodzą w dużym stopniu z dotacji unijnych. Odnośnie bieżącego utrzymania muzeum, na początku lat 90-tych organem założycielskim krakowskiego Muzeum był budżet centralny. W owym czasie podlegaliśmy pod ministerstwo transportu, a od reformy administracyjnej państwa podlegamy pod samorząd województwa małopolskiego, które zapewnia nam część środków niezbędnych do utrzymania instytucji. Bardzo poważna część, bo aż 40% kosztów utrzymania, to pieniądze pochodzące z dochodów muzeum. Nie tylko są to wpływy z biletów ale różnego rodzaju działalności gospodarczej, którą staramy się prowadzić aby zasilić nasz budżet.

PK: ,,Człowiek z pasją tak silną, że zaraża pozytywnie innych". Tak wyrażają się o Panu nasi czytelnicy i osoby ze środowiska lotniczego. Skąd tak silna pasja do lotnictwa?
KR:
Po pierwsze to chciałbym podziękować wszystkim, którzy tak o mnie mówią i nie jestem pewien, czy to nie jest to trochę na wyrost. Myślę, że pasja pozostała z młodzieńczych lat kiedy patrzyłem na lotnictwo z ogromną dziecięcą fascynacją. Potem gdzieś po drodze modele no i teraz praca, która daje wiele satysfakcji. Jeśli czegokolwiek się podejmuję, to z reguły staram się to robić. Często także pozytywnie oceniają to inni, a to mnie utwierdza w przekonaniu ze należy robić to dalej.

PK: Poza kierowaniem lubianym muzeum organizuje Pan szereg imprez  towarzyszących: spotkania ze znanymi ludźmi, inicjatywy szkoleniowe, konferencje....
KR:
Nieodłącznym i jednym z podstawowych celów w działalności takiej instytucji jak muzeum, to szeroko pojęta dydaktyka. Staramy się „wychodzić na zewnątrz” muzeum. Od pewnego czasu pełnię funkcję prezesa Stowarzyszenia Muzealników w Małopolsce i jestem w jego zarządzie głównym na Polskę. W ramach tej działalności również organizujemy konferencje, które niekoniecznie są związane z lotnictwem, jednak główny ich temat to muzea. Nasze hasło przewodnie, to „Muzea dla edukacji”.

PK: Kto Panu w tym pomaga?
KR:
W dzisiejszym świecie bez ludzi, którzy maja pasję i chcą coś zrobić niewiele da się osiągnąć. W naszym muzeum od lat istnieje taki zespół, który systematycznie się powiększa. W dużej mierze, to grono młodych pasjonatów, młodych historyków z mnóstwem pomysłów, którzy próbują się z nami zestarzeć. W naszym przypadku, to zawsze praca zespołowa. Zwykle bywa tak, że konkretna osoba przychodzi z fajnym pomysłem, a potem wszyscy go realizujemy. To nie jest tak że ja go realizuję tylko realizujemy. Bardziej indywidualną kwestią jest zwykle zapewnienie pieniędzy na dany projekt.

PK: Jak często zgłaszają się do Pana osoby z propozycją przekazania eksponatów?
KR:
Większość eksponatów otrzymaliśmy nieodpłatnie, czy to z aeroklubów, czy też dowództwa Sił Powietrznych. Chciałbym tu podkreślić, że współpraca z dowództwem i Ministerstwem Obrony Narodowej przebiega bardzo wzorowo i chcielibyśmy takiej współpracy ze wszystkimi innymi instytucjami. Nie istnieją w tym przypadku praktycznie żadne bariery formalne. Pozyskujemy eksponaty również od osób indywidualnych. Są to często żyjące jeszcze osoby z czasów chwały polskich skrzydeł ale także rodziny, które przekazują nam różnego rodzaju pamiątki. Mamy naprawdę fantastyczne zbiory, które pozyskujemy w większości nieodpłatnie, przekazywane z potrzeby serca. Muzeum to takie miejsce gdzie pamięć będzie wieczna, gdzie eksponat nie zginie bo zostanie wpisany w inwentarz i będzie chroniony prawem.

PK: Które z eksponatów są w Pana opinii szczególnie są interesujące?
KR:
Niekwestionowanym liderem w naszym muzeum jest oczywiście PZL-P11c. Ktoś kiedyś pięknie powiedział, że jest to „Czarna Madonna” polskiego lotnictwa. To niewątpliwy unikat na skale światową. Jest to samolot którym odnieśliśmy de fakto, pierwsze zwycięstwo 1-go września 1939 roku gdy Władysław Gnyś zestrzelił dwa Dorniery. Ten właśnie egzemplarz jest dla nas wyjątkowy. Każdy jednak na swój sposób jest dla nas ważny. Mamy unikatowe samoloty jak choćby RWD-13, RWD-21, PWS-a. Te unikaty są również świetnym dowodem naszej myśli technicznej i dokonań.

Nie ukrywam również, że niezwykle wysoką pozycje w światowym muzealnictwie lotniczym dają zbiory z kolekcji marszałka trzeciej rzeszy, Hermana Geringa, który kochał lotnictwo i wszędzie na świecie gdzie się pojawiał, konfiskował interesujące go typy samolotów. W jego zbiorach odnaleziono samoloty produkowane w różnych zakątkach świata.

PK: Odbudowaniem których eksponatów, zjmujecie się obecnie?
KR:
Zupełnie od podstaw, od ponad trzech lat budujemy latającą replikę samolotu RWD8. Samolot ten, zaprojektował twórca latającej repliki samolotu RWD5 Pan Eugeniusz Pieniążek. Nasz projekt stworzył Pan Jerzy Mularczyk, a my go realizujemy. Mamy już zbudowaną kratownicę, mamy kilka rzeczy włącznie z podwoziem oraz oryginalny silnik, który udało nam się zdobyć aż w Finlandii. Jesteśmy w trakcie składania tego silnika oczywiście pod pełnym nadzorem. Mam nadzieje że ten samolot powstanie jeśli nie za dwa, to może za trzy lata. Odbudowujemy również samoloty będące w stanie destrukcji. Często doprowadzamy je tylko do stanu ekspozycyjnego. Nie staramy się budować tak aby wszystkie latały, ponieważ i tak nikt nam na to nie pozwoli. Po pierwsze dlatego że są zbyt cenne, a poza tym zbyt dużej ingerencji w konstrukcję wymagałoby stosowanie nowoczesnych materiałów i urządzeń aby samolot taki mógł latać.

PK: Czego jeszcze możemy spodziewać się po Krzysztofie Radwanie? Jakie  cele wyznaczył Pan sobie na przyszłość  - jakie plany na najbliższą  przyszłość ma Muzeum Lotnictwa w Krakowie?
KR:
Cele są absolutnie wykrystalizowane, po pierwsze we wrześniu będziemy otwierać wielki budynek nowy obiekt na miarę XXI wieku. Absolutnie inteligentny budynek fantastyczny kubaturowo, świetny architektonicznie. Jest to projekt finansowany przez Unię Europejska i nasz organ założycielski czyli samorząd województwa małopolskiego. Uroczyste otwarcie planujemy na drugą połowę września i dla nas będzie to na pewno wielkie wydarzenie, bowiem jest to jedyna tak duża inwestycja w kulturze, gdzie od podstaw buduje się nowy obiekt muzealny. Podkreślam, że nie jest to remont generalny, ale zbudowany od podstaw od obiekt dla muzeum, który będzie pełnił także funkcję kina, sali konferencyjnej, kawiarni, biblioteki i oczywiście ekspozycji. To wydarzenie wprowadzi nas w zupełnie inny czas. Wreszcie będziemy mieli prawdziwe wejście do muzeum ponieważ zawsze uważałem, że mamy bramę do muzeum a nie mamy wejścia. Będziemy teraz mówić ze jesteśmy bardziej przyjaźni dla odwiedzający przez cały rok. Zimą w naszych hangarach było dosyć zimno. Teraz to się zmieni.

Jeśli chodzi o plany na przyszłość, po dziesięciu latach starań udało nam się odzyskać działki historyczne, konkretnie 3, 6 hektara, na których niegdyś stały cztery potężne hangary lotnicze i było to serce drugiego pułku lotniczego. Niemcy opuszczając Kraków w 1945 r. wysadzili te budowle, które do dziś nie zostały odbudowane. 1-go czerwca podpisałem coś niesamowitego, coś co otwiera kwestie rozwoju muzeum na kolejne 15 lat. W tej chwili mogę już spokojnie myśleć o budowie 2-ch czy 3-ch hangarów dokładnie takich jakimi obecnie dysponujemy i uzyskać kolejne kubatury. Przekłada się to na kolejne samoloty, które będę mógł schować pod dach, uchronić przez zniszczeniem.

Moje plany są bardzo jasne i klarowne i czy to ja będę je realizował, czy ktokolwiek inny, przyszłość muzeum widzę w bardzo jasnych kolorach. Kiedyś zaczynaliśmy od muzeum z jednym hangarem i 4,5 hektara, dzisiaj 35 hektarów terenu, pas startowy, potencjał, który umożliwia nam budowę kolejnych hangarów nie mówiąc o tym, że obecnie mamy już pięć. Dla mnie rewelacja.

PK: Zdobycie jakich eksponatów jest największym marzeniem dyrektora muzeum?
KR:
Jest ich na pewno wiele ale kilka z pewnością dla nas nieosiągalnych. Możemy w przyszłości pomyśleć o ich budowie. Bezwzględnie chcielibyśmy mieć w swoich zbiorach Hawker’a Hurricane’a, czy też Mustanga bo są to maszyny piękne, a poza tym mocno związane z Polakami. Na ta chwilę bardzo trudno je gdziekolwiek na świecie pozyskać. 15 – 20 lat temu taki egzemplarz kosztował milion dolarów i w tamtych czasach była to abstrakcja. Obecnie troszeczkę się zmieniło i być może jeśli muzeum zyska jeszcze większą sławę nasze możliwości będą większe. Myślę, że wszystko jeszcze przed nami.

PK: W Pana subiektywnej opinii: Jakie działania (jeszcze) należy podjąć aby przekonać społeczeństwo do  lotnictwa ogólnego?
KR:
Myślę, że społeczeństwo jest przekonane do lotnictwa i to widać. Organizowanych jest coraz więcej imprez o charakterze lotniczym. Bielsko zaczęło organizować ciekawe pokazy, Mielec wznowił pokazy lotnicze. Idąc dalej: Płock, Góraszka, Zamość, Nowy Targ. W mojej ocenie promować, promować i jeszcze raz promować. Wydaje mi się że dzięki temu zarówno lotnictwo duże jak i to małe zjednuje sobie coraz więcej przyjaciół. Jestem dobrej myśli.

PK: Czy mógłby Pan nam zdradzić tajemnice na kogo oddał swój głos w organizowanym przez nas plebiscycie na Człowieka Roku General Aviation?
KR:
Postąpiłem jak sądzę absolutnie uczciwie w tym głosowaniu zabroniłem głosować swoim pracownikom. Uznałem, że tak będzie lepiej. Sam także konsekwentnie nie głosowałem ani na siebie, ani na nikogo bo świadomie nie chciałem nikomu odbierać szansy.

PK: I na koniec nasze firmowe pytanie. Jakiej muzyki Pan słucha?
KR:
Na żywo zdecydowanie jazz, który jest także obecny na wszystkich organizowanych przez nas imprezach. W samochodzie towarzyszy mi zwykle Tina Turner i Freddie Mercury.

PK: Dziękuje za rozmowę i życzę dalszych sukcesów!
KR:
Dziękuje.

Źródło: dlapilota
comments powered by Disqus

Komentarze

Wielkie uznanie dla Pana Dyrektora planów rozwoju Muzeum.Dużo eksponatów stanowi świadectwo wielkości i doskonałości polskiej myśli konstruktorskiej. Jadnym z takich samolotów jest eksponowany M4P "Tarpan" o znakach rejestracyjnych SP-PAK.Mam zastrzeżenie do opisu na tabliczce informacyjnej dotyczącej tego samolotu min. o przyczynie zaprzestania produkcji tego samolotu, jak i braku informacji o wykorzystaniu zbudowanych dwóch egzemlaży - wspomnianego wyżej i drugiego o znakach SP-PAW.Ten brak prawdziwej informacji o właściwościach tego samolotu jak i przyczynie zaprzestania jego produkcji, spowoduje,że pójdzie w zapomnienie jedna z doskonalszych polskich konstrukcji, której charakterystyka lotna i zakres wykorzystania przewyższał by wiele współczesnych samolotów tego typu.Uniwersalność jego zastosowania w celach szkoleniowo-treningowych nie miał by równego w czasach obecnych.M4 był przeznaczony do szkolenia podstawowego, treningu i pełnej akrobacji jak i w wersji M4P przeznaczonej dodatkowo do treningu w lotach bez widoczności i trudnych warunkach - posiadając wyposażenie dodatkowe w elektryczny sztuczny horyzont, odleglościową żyrobusolę i radiokompas.W planach zespołu konstrukcyjnego w Mielcu była też wersja jednomiejscowa M4A do akrobacji wyczynowej.O zaletach tego samolotu przekonali się praktycznie członkowie kadry narodowej w akrobacji samolotowej,wykonując w 1965r loty treningowe na dostosowanych do akrobacji (usunięto m.in. drążek i siedzenie z pierwszej kabiny oraz wyłączono jeden ze zbiorników paliwa)egzemplażach SP-PAK (latali na nim; Stefan Studencki,Zbigniew Nowakowski i Edmund Mikołajczyk) oraz SP-PAW (latali na nim Stanisław i Ryszard Kasperkowie oraz Stanisław Ackerman).Na samolotach tych jako o wiele doskonalszych niż użytkowane w akrobacji dotychczas Zliny-26 "Super Kasper Akrobat", kadra miała latać na zbliżających się w 1965r Międzynarodowych Zawodach w Akrobacji Samolotowej w Łodzi.
Prędkość max.wynosiła 300km/h (dopuszczalna w nurkowaniu 450km/h,przelotowa 260km/h.Wszystko to na prototypowym silniku W.Narkiewicza WN-6B2, sześciocylindrowym płaskim, chłodzonym powietrzem o mocy startowej 185KM). Zawodnicy byli zachwyceni tym samolotem ze względu na nieosiągalną dla Zlinów-26 (silnik 105KM)możliwość wykonania 1,5 beczki sterowanej w pionie z szybkością obrotu podobną jak aktualny Z50L, z zachowaniem prędkości manewrowej po zakończeniu figury.Nie było by łatwo wygrać z polskimi akrobatami w Lodzi, zawodnikom rosyjskim (latajacymi na Jakach 18P)i czeskim czy niemieckim (na Zlinach ze 180-cio konnymi silnikami, którzy w tym czasie należeli do czołówki akrobacyjnej Swiata.Kiedy zbliżał się termin wylotu na zawody, nagle wystapiły trudności:tylko oblatywacze mogli te samoloty przetransportować, co nie stanowiło problemu bo na miejscu byli oblatywacze (Gołębiowski i Wasil). Wtedy z Warszawy przyszło nowe polecenie, że na tych samolotach ze względu na prototypowy silnik mogą latać tylko piloci posiadający licencję oblatywacza. A kiedy kierownik ekipy ppłk Jerzy Leszek (był Szefem Wyszkolenia AeroklubuPRL)zaczął załatwiać formalności by doświadczonym przecież pilotom akrobatom szybko "załatwić" uprawnienia ublatywaczy,to natychmiast przyszło polecenie wstrzymania wszelkich lotów na "Tarpanach".W efekcie wymazano nawet papierem ściernym znaki rejestracyjne i przekazano samoloty w teren. Uratowany od zniszczenia SP-PAK z nowo wymalowanymi znakami stoi w Muzeum, a SP-PAW niszczeje na postumencie gdzieś przed szkołą.Samoloty te techniczno - eksploatacyjnie jak i swoją wielozadaniowością,wyprzedzały daleko wszystkie latające nie tylko w Aeroklubach w Polsce ale także w pozostałych "zaprzyjaźnionych demokracjach socjalistycznych" na czele oczywiście z przodującym ZSRR.Okazało się, że samoloty tego typu "tylko" mogą robić Czesi - i to, a nie opisana na tabliczce w Muzeum informacja, że przyczyną oddania do lamusa "Tarpana" była niedoskonałość silnika prototypowego WN-6B.Polityka wyeliminowała technikę.Ze względu na likwidację samolotu "Tarpan" także prace dalsze nad silnikiem WN6Bzostały zaniechane, a wspaniałe biuro konstrukcyjne z Mielca zostało rozwiązane.