F-16 oczami pilota General Aviation...

F-16 Flying Falcon Łask 2011

Korzystając z uprzejmości Dowództwa Sił Powietrznych i pilotów mogliśmy gościć w 32. Bazie Lotnictwa Taktycznego w Łasku. Nasza wizyta podyktowana była niewątpliwą chęcią zobaczenia „z bliska” myśliwców taktycznych F-16, ale również przyjrzeniu się codziennej pracy pilotów, obsługi naziemnej i całej grupy osób odpowiedzialnych za bezpieczeństwo ,,naszego nieba”. Przychylność i otwartość dowództwa bazy sprawiły, iż utarta przez lata teza o wojsku jako instytucji niedostępnej i zamkniętej, została wymazana z naszych głów w chwili przekraczania kolejnych punktów kontrolnych na terenie bazy. Dlaczego? Zapraszamy do lektury.

Pilnie strzeżony obiekt, to nie tylko nowoczesne budynki, stacjonujące tam samoloty, ale przede wszystkim ,,nowej” klasy piloci szkoleni według innych niż dotychczas standardów. Większość z nich przeszła szkolenie w Stanach Zjednoczonych, każdy doskonale posługuje się językiem angielskim, systematycznie uczestniczą w ćwiczeniach, także tych w ramach struktur NATO, nieustannie podnosząc swoje umiejętności. Wszyscy znaleźli się tam z zamiłowania do latania.

Po krótkim spotkaniu z Dowódcą Bazy – płk dypl. pil. Dariuszem Malinowskim, który jako jeden z nielicznych polskich pilotów ma na swoim koncie ponad 1000 wylatanych na F-16 block 52+ godzin, udaliśmy się na dalsze zwiedzanie bazy. Wyposażeni w instrukcję "obsługi" jednostki wojskowej zawierającej wskazówki co można fotografować, a czego nie i o czym można będzie napisać, udaliśmy się na fascynującą wycieczkę. W trakcie całej wyprawy, towarzyszył nam przemiły kpt. pil. Piotr Kręglicki, który tego dnia miał dzień wolny od latania. Z pasją odsłaniał przed nami kolejne ciekawe miejsca Bazy w Łasku. Pytania trudne, z należytym profesjonalizmem pozostawiał bez odpowiedzi....

Startujący w Łasku F-16 z biało-czerwoną "flagą"
Poniżej znaki lotniskowe i sprzęt do odstraszania ptaków. Ten na butlę gazową co kilka minut "strzelał" sprężonym powietrzem

F-16
Czym jest "F-16"? Medialnie, na pewno symbol amerykańskiej, ultranowoczesnej wojskowej myśli technicznej, będącej często obiektem ataków politycznych grup przeciwnych zakupu ,,Sokołów.” Dla nas to ogromny system procedur, zasad, metodyki szkolenia i nowoczesny – czytaj – inny sposób myślenia. Sam samolot jest jedynie końcówką kompletnego i niesłychanie kosztownego, systemu obronnego, w którym pilot jest operatorem komputera. Choć piloci zapewniali nas, że system jest tak stworzony aby to pilot, na podstawie doświadczeń i szkoleń podejmował ostateczną decyzję, to za każdą misją – w tym treningową – stoi „armia” osób odpowiedzialnych za jej logistykę. Właśnie Ci ludzie prowadzą prawdziwą wojnę. O powodzeniu misji decydują: przygotowanie i zaplanowanie misji, dobór broni (do wyboru mamy kilkaset typów amunicji, bomb i innego uzbrojenia, zasobniki do walki radioelektronicznej i prowadzenia rozpoznania, etc…), praca wywiadu wojskowego.

O ile sam F-16 wygląda imponująco, a młodzi piloci nawet seksownie, to zdajemy sobie sprawę, że całokształt logistyki składającej się na to aby ten samolot mógł się wzbić w powietrze jest równie fascynująca i pociągająca. Jako że poza lotnictwem podkochujemy się w informatyce, to trudno nam sobie wyobrazić programistów systemu operacyjnego tego samolotu. Pamiętajmy, że ich rola w wojnie XXI wieku decyduje o wyniku. Jakikolwiek błąd w oprogramowaniu, nieprzetestowana procedura może kosztować życie wielu osób po obu stronach barykady.

Ile ,,kosztuje" pilot F-16?
Dużo, a nawet bardzo dużo. Pilot z nalotem kilkuset godzin jest więcej wart od samolotu, na którym leci. Warto więc zadbać o to aby był odpowiednio przeszkolony na wypadek sytuacji awaryjnych, jak również w sytuacji lądowania na terenie nieprzyjaciela. Raz w tygodniu każdy pilot wykonuje lot na symulatorze lotu, w którym zadawane są mu przeróżne sytuacje awaryjne. Co do szkolenia specjalistycznego z przetrwania na terytorium wroga (w tym ewentualnych przesłuchań) piloci z Łasku nie potwierdzili jeszcze udziału w tego typu szkoleniach. Szkolenie takie jest obligatoryjne przed wylotem na misje zagraniczną, gdzie istnieje ryzyko dostania się do niewoli. Póki co lotnicy z Łasku nigdzie się nie wybierają.

Czy dużo trzeba latać F-16 aby utrzymać gotowość bojową?
Już klika dni rozłąki od systemów sterowania samolotem F-16 – w opinii samych pilotów – powoduje istotne obniżenie sprawności obsługi samolotu i jego systemów. A ta z kolei decyduje o życiu i przeżyciu. Dopiero po symulatorze, zrozumieliśmy co mieli na myśli. Manetka mocy i elektroniczny ,,wolant” sterowania posiadają ergonomiczne guziki, joystiki, potencjometry. Dokładnie nie pamiętamy, ale chyba na każdy palec. Niestety nie mogliśmy ich sfotografować są bowiem tajnym elementem konfiguracji samolotu nie mówiąc już o rozwikłaniu do czego wszystkie i każdy z osobna służą.

F-16 jest samolotem idealnym?
Oczywiście, że nie jest. Z relacji z pierwszej ręki, wiemy że F-16 jest latającym ideałem w misjach ,,powietrze-ziemia”. W jednostce w Łasku wszyscy, których pociągnęliśmy za język, jednym głosem twierdzą, że potęga samolotu nie tkwi w jego osiągach, aerodynamice ale w tym, że jest to prawdziwy samolot wielozadaniowy. Piloci nazywają go "wyrobnikiem pola walki". Może nie jest to najlepszy myśliwiec powietrze - powietrze, może nie jest to najlepszy bombowiec ale przy swoich gabarytach jest na pewno dużo, dużo powyżej przeciętnej. Potęga to równiż oprogramowanie i wyposażenie. Elementem wręcz szokującym, był zasobnik SNIPER, umożliwiający namierzenie celu z odległości 30 km! Obraz widziany w podczeriweni lub w modzie TV choć czarno-biały, wyświetla stabilny obraz wysokiej rozdzielczości o niebywałej jakości!

Sumienie...
Do zadania pytania o sumienie, sprowokował nas wiek pilotów. Obserwując reakcje, było to chyba najtrudniejsze pytanie, które mogliśmy zadać. Przecież trudno się wykpić tajemnicą wojskową.... To do czego służy ten samolot, piloci uświadomili sobie dokładnie podczas szkolenia. Różnica w stosunku do polskiego systemu szkolenia, polegała na tym, że za wielką wodą używało się słów: Zabij go! Życzymy wszystkim, a szczególnie pilotom wojskowym aby nigdy nikogo nie zabili!

Szkolenie T-38, źródło: aviationspectator.com
Szkolenie w USA, podzielone było na cztery etapy:
- szkolenie językowe w ośrodku w Lackland AFB;
- szkolenie podstawowe na samolocie szkolno - treningowym T-38 (na zdjęciu obok, źródło: aviationspectator.com);
- IFF (Introduction to Fighter Fundamentals) - również na T-38;
- szkolenie podstawowe na F-16.

Podczas szkolenia, piloci mieli możliwość również samodzielnego wyboru miejsca dokąd polecą (dotyczy to głównie wylotów „instruments”, w celu trenowania podejść na różnych lotniskach, zarówno cywilnych, jak i wojskowych), skomponowania wiązanki figur do pilotażu w strefie. W trakcie szkolenia pilot ma prawo i możliwość popełniania błędów co daje poczucie swobody i stwarza komfortowe warunki do nauki.

Szkolenie podstawowe na T-38 jest drugim stopniem szkolenia pilota w US Air Force. Jak twierdzą: ,,Dla nas, pilotów z Polski, wszystko było inne. Po pierwsze musieliśmy opanować masę przepisów i regulaminów. Dlatego nasz program szkolenia był trochę inny niż kolegów z innych krajów. Szkolenie na T-38 było podzielone na trzy bloki, tj: Transitions, Instruments i Formations. O kolejności decydował sylabus, który był dużo bardziej elastyczny niż krajowe programy i pozwalał na poruszanie się kilkoma drogami wybierając kolejne loty. "(...) Nowością dla nas był sposób wykorzystania czasu… do maksimum. Amerykanów po prostu nie stać w trakcie szkolenia na marnowanie czasu".

Dwa tygodnie przed rozpoczęciem lotów były bardzo intensywne. Masa wykładów, lotów na symulatorach i CBT's – czyli zajęć indywidualnych na komputerach - Computer Based Training, przez które trzeba było przebrnąć indywidualnie w wybranym przez siebie czasie (jeśli ktoś chciał, mógł przyjść w środku nocy - salę i komputery otwierało indywidualne hasło i karta chipowa). Zawarte tam prezentacje bardzo często zawierały pytania sprawdzające i krótkie egzaminy. Od wyników szczątkowych, uzależnione było przystępowanie do kolejnych lekcji. Główna zasada szkolenia jest taka, że student może mieć nie więcej niż 3 „eventy” w ciągu jednego dnia, przy czym „event”, to egzamin teoretyczny, lot na symulatorze bądź lot samolotem.

Ze szkolenia w USA piloci zapamiętali doskonałą organizacja całego kursu. Okazało się, że można przeprowadzić całe naziemne przygotowanie do lotów w ciągu dwóch tygodni. Sam sylabus skonstruowany jest w niesamowity sposób. Materiał wymagany do opanowania przed zakończeniem kursu podzielony jest na poszczególne dni. Wystarczyło skupić się na tym co wymagane jest danego dnia, aby bez problemu zakończyć cały kurs. A w każdy piątek impreza w pubie…

Podobnie jak podczas szkolenia teoretycznego, praktyka podzielona była na trzy grupy: ,Transitions, ,Instruments, ,Formations i rozpoczynała się po dwóch tygodniach przygotowań teoretycznych. Pierwszy lot "naszych" pilotów odbył się w ramach szkolenia ,,Instruments". I tu kolejne zaskoczenie. Jak twierdzą, pierwszy lot na Iskrze wyglądał zupełnie inaczej. Uruchamiali silnik, kołowali, nawet wystartowali (chyba) ale krótko po tym stery przejmował instruktor. W USA całe przygotowanie i wykonanie każdego lotu od początku do końca należało do zadań studenta. Instruktor w Stanach pełni rolę doradcy, asystuje w procesie przygotowania, w trakcie lotu nadzoruje i ewentualnie pomaga, a na końcu ocenia. Kilku z nich swoje pierwsze podejścia instrumentalne według ILS wykonywało na międzynarodowym lotnisku komunikacyjnym w San Antonio (KSAT), w Teksasie. Można?…ależ oczywiście.

Szkolenie ,,Transitions” to dosłownie kilka lotów by poznać lepiej samolot i procedury związane z sytuacjami awaryjnymi. ,,Instruments”, to druga co do ilości grupa lotów. Jak nietrudno się domyśleć służąca treningowi procedur instrumentalnych, czyli latania według wskazań przyrządów. W trakcie tych lotów wykonywali podejścia na rozmaite lotniska wykorzystując wszelkie możliwe systemy, za wyjątkiem NDB. Część z tych lotów była wykonana z drugiej kabiny, którą w trakcie lotu zasłaniano specjalną zasłoną. Najliczniejszą grupą lotów było szkolenie w ramach ,,Formations”. Głównie dlatego, że sposób latania formacji na ,,Zachodzie” różni się od tego, w którym byli szkoleni dotychczas. Jak twierdzą: ,,uczyliśmy się latać w formacji od podstaw.”

Całość szkolenia podstawowego na T-38 zajmuje w sumie około 5 miesięcy. Szkolenie Zaawansowane IFF (Intoduction to Fighter Fundamentals), to w US Air Force trzeci etap szkolenia pilotów wyselekcjonowanych do latania odrzutowymi samolotami bojowymi. Trzymiesięczne szkolenie, które przygotowuje do roli wingman-a (ang.:skrzydłowego), przy okazji ucząc podstaw walki powietrznej i atakowania celów naziemnych również odbywało się na samolocie T-38.

Ostatnim etapem treningu w USA było szkolenie Basic na samolocie F-16. Prowadzony przez 162nd Fighter Wing Air National Guard (ang.: 162 Skrzydło Myśliwskie Gwardii Narodowej USA) w Tucson w stanie Arizona, również podzielone było na 4 główne etapy: przygotowanie naziemne, „Transition”, „Air-to-Air”, „Air-to-Ground.” Był to ostatni etap tej długiej drogi, której celem była możliwość wykonywania samodzielnych lotów na F-16.

Cały kurs trwał nieco ponad dwa lata, a jego zakończenie było zwieńczeniem marzeń o lataniu jednym z najnowocześniejszych samolotów świata i znalezieniu się wśród lotniczej elity.

Dzień
Podczas naszej wizyty przyglądaliśmy się z uwagą jak wygląda zwykły dzień pracy pilotów z łaskiej bazy i w czym latanie na F-16 różni się od latania do którego, my piloci lotnictwa ogólnego jesteśmy przyzwyczajeni. Operacje lotnicze planowane są zwykle z dziennym wyprzedzeniem. Piloci rozpoczynając służbę znają swoje zadania na dany dzień. Przygotowanie do lotu nie odbiega specjalnie od przygotowania przedlotowego każdego pilota.

Jest tu ogólnodostępne stanowisko briefing-owe, są AIP, MIL-AIP, NOTAM-y i mapy. Planowana jest trasa, zadania i pobierane komunikaty o stanie pogody w rejonie wykonywania operacji. Po porannej odprawie zakładają kombinezony antyprzeciążeniowe i udają się do hangarów gdzie czekają na nich gotowe do lotu maszyny. Po standardowym przeglądzie przedlotowym i dokładnym sprawdzeniu samolotu piloci zasiadają w kokpicie i jeśli wszystko jest jak należy z pomocą mechanika uruchamiają silnik. Wszystko dzieje się w specjalnie przystosowanym do rozruchu hangarze, w którego wnętrzu podczas uruchamiania panuje potworny hałas, który zniwelować mogą douszne stopery. Sporym wrażeniem był widok mechanika, sprawnie sprawdzającego instalacje samolotu po rozruchu silnika, „tańczącego” wokół samolotu i przechodzącego tuż obok ziejącej strugą gorących gazów dyszy silnika F-16. Oczywiście jak na bojowego Ferrari przystało, każdy ma swój własny garaż – hangar.

W czasie naszego pobytu kilka samolotów odleciało do przydzielonych stref aby ćwiczyć przed wylotem do Hiszpanii na międzynarodowe ćwiczenia w ramach NATO. W trakcie lotów, cały czas w gotowości pozostawały lotniskowe służby ratownicze zajmując pozycje w wyznaczonej strefie.


O tym czym zajmuje się i w co wyposażona jest wieża na lotnisku w Łasku, jak lata się F-16 i jak często piloci korzystają z symulatora katapulty, czytaj w drugiej części fotoreportażu...

Źródło: dlapilota
comments powered by Disqus

Komentarze

a jak sie wchodzi do gry?

Dobrze by było jeszcze zobaczyć kto był przeszkalany i jakie były kryteria selekcji :)

I dlaczego część już jest na emeryturze - czy to nie jest paranoja?

Przez takie przetargi jak F-16 i EC-135, takie podejście do szkoleń robi się dziura budżetowa, którą zasypiemy z naszych emerytur(o ile nie przeżrą tego zanim zdążą donieść do dziury) dzięki kreatywnej księgowości rządu RP - bo w gospodarce cudów nie ma.

Mam wrażenie że interesu polskiego w tych przetargach NIKT ale to NIKT nie kontroluje!

Super chłopaki latają na jastrzębiach, ale dlaczego nie latają jeszcze na prawdziwych misjach jak koledzy z wojsk lądowych? Panie redaktorze może Pan coś napisze o tych drugorzędnych lotnikach wojskowych w Polsce.

Uwielbiam tych naszych internetowych fachowców:)A skąd wiesz, że nie latają. Nie doszedł meldunek na Twój adres. Trzeba sprawe oddać od sądu, jak mogli Cie nie powiadomic, jakim prawem???!!!

Niestety piloci nie są tak wynagradzani, jak na tamte standardy przystało...

Żadne inne państwo nie dało się tak wydymać na offsecie, jak my ;(

No pięknie, prawie jak w amerykańskim filmie. Mam nadzieję tylko, że piloci wynagradzani też jak tamte standardy przystało...
Szkoda tylko, że jak zajmą kawałek przestrzeni to od GND do nieba i nawet małym samolocikiem nie da się przemknąć pod spodem. No ale cóż, armii nie interesuje ile się drogi nadłoży i paliwa zmarnuje :-(
Nie wiem tylko czy jakieś inne państwo dało się tak "wydymać" na offsecie jak my?
PS. To chyba nie Sokoły a Jastrzębie (lub jak kto woli Jaszczębie)