Jack, pierwszy pies, który otrzymał rekompensatę za odwołany lot

ATR72 należący do linii DAT, fot. Wikipedia Bene Riobó

W przypadku odwołania lotu pasażerowie mają prawo do odszkodowania na określonych warunkach zgodnie z prawem UE, jednak nigdzie nie jest napisane, że pasażerowie muszą być ludźmi.

Jesper Rungholm jest zły. I nie może do końca uwierzyć w to, co się właśnie wydarzyło. „To nie żart”, mówi kapitan MD-80 i prezes duńskiej czarterowej linii lotniczej Danish Air Transport (DAT). Wszystko zaczęło się 14 stycznia 2020 r. od usterki samolotu przed porannym lotem na trasie z Palermo do Lampedusy. Lot musiał zostać odwołany, a ponieważ problemy miały charakter techniczny, pasażerom przysługiwało odszkodowanie.

Jeden z pasażerów nazywał się Jack. Wszystkie formularze były poprawnie wypełnione, ale nie było podpisu samego Jacka, ponieważ nie jest on człowiekiem. Teraz został pierwszym psem, który otrzymał rekompensatę zgodnie z rozporządzeniem UE 261. Linie lotnicze muszą zapłacić mu 250 euro, bowiem Jack podróżował z zakupionym wcześniej biletem „Pet in cabin”, który kosztował 27 euro.


                                                                          Pies "Jack"

Prezes DAT Rungholm wyjaśnia, dlaczego pies ma prawo do odszkodowania. Rozporządzenie o prawach pasażerów linii lotniczych 261 Unii Europejskiej reguluje, w jakich okolicznościach linie lotnicze są zobowiązane do wypłaty pasażerom odszkodowania za opóźniony lub odwołany lot. „Stwierdza, że pasażer jest posiadaczem biletu lub innych dokumentów podróży”, a zwierzę też musi mieć dokumenty podróży. Przepisy nie określają w żadnym miejscu, że pasażer musi być człowiekiem, dodaje Rungholm.

Więc DAT musi zapłacić, ale prezes podkreśla się, że przepisy „UE-261 są dla linii niekorzystne. Monserrat Barriga zgadza się. „To kolejny dowód chciwości niektórych ze szkodą dla działalności przewoźników” - dodaje dyrektor Europejskiego Stowarzyszenia Linii Lotniczych (ERAA).

Odszkodowania mogą zrujnować linie lotnicze, a jednym z przykładów jest niewypłacalność Small Planet w 2018 r. Kierownictwo tej firmy podało wysokie kwoty rekompensat wypłacanych z powodu masowych opóźnień w sezonie letnim 2018 r., jako jeden z powodów, dla których przewoźnik musiał zbankrutować. Rungholm nazywa te płatności „poważnym ryzykiem”, ale nie może jednak spojrzeć na tę sprawę bez odrobiny humoru. Rozporządzenie UE wyraźnie stwierdza, że w przypadku problemów należy dbać o pasażerów. „Teraz czekam na skargę, że podczas oczekiwania na spóźniony lot nie dostarczyliśmy karmy dla psów ani odpowiedniej miski na wodę”, dodaje.

Źródło: aerotelegraph.com
comments powered by Disqus