Warszawa-Tokio-Warszawa. AN-2 powrócił z wyprawy śladami Orlińskiego

AN-2 zakończł swój niezwykły lot na trasie Warszawa-Tokio-Warszawa (fot. Michał Drozdyk)

Lotnisko Babice, środa, 24 lipca, godz. 17:10. Po 58 dniach i przebyciu 24 000 km wylądował tu AN-2, kończąc swój niezwykły lot na trasie Warszawa-Tokio-Warszawa, upamiętniający historyczny przelot Bolesława Orlińskiego tym szlakiem w 1926 roku.

Podobnie jak w momencie odlotu, teraz też i załodze, i witającym ją towarzyszyło wzruszenie, radość i wielka satysfakcja, że udało się to wyjątkowe przedsięwzięcie zrealizować – nawet mimo tego, że jego pomysłodawca, kapitan załogi Romuald Koperski, nie uczestniczył w całym przelocie, i że nie udało się ostatecznie wylądować na lotnisku w Japonii (zawiniła pogoda i restrykcyjne procedury, ale jednak udało się być w przestrzeni powietrznej tego kraju).

Piloci chętnie dzielili się swoimi wrażeniami i wspomnieniami z wyprawy. Począwszy od samych jej początków – „szalonej” idei Romualda Koperskiego, kupno i remont samolotu jak najbardziej przypominającego Brequeta, którym leciał Orliński, po różne anegdoty związane z samym lotem – jak np. ta, kiedy po lądowaniu na wyspie Olchon, na terenie Nadbajkalskiego Parku Narodowego, tamtejsze służby (z powodu nieporozumienia) chciały zaaresztować załogę i samolot; albo inna – o najkrótszym przelocie na trasie – trwającym zaledwie około 2 minut (podczas gdy standardowo spędzali w samolocie  od 4 do 5 godzin lotu). Co to za odcinek? Z lotniska, na którym wylądowali pomyłkowo, na to właściwe, oddalone od tamtego zaledwie kilkaset metrów.

Piloci podkreślali wielkie wsparcie, jakie otrzymali od zaprzyjaźnionego Polaka z Wileńszczyzny, właściciela lotniska w Rudziszkach, pilota Tadeusza Sołowieja – jednego z członków załogi AN-2 – mającego na terenie Rosji wiele kontaktów pozwalających na odpowiednie zaplanowanie  i organizację lotu, uzyskanie niezbędnych zgód itp. Mimo różnego rodzaju restrykcji i ograniczeń, z którymi musieli się liczyć, wszędzie, gdzie lądowali, witano ich bardzo ciepło, z otwartością i serdecznością. Często pojawiali się także dziennikarze, były wywiady i  zdjęcia.

Całej wyprawie od początku towarzyszyła ręcznie wymalowana flaga z kościuszkowskim godłem legendarnej myśliwskiej eskadry, podpisana głównie przez spadkobierców jej tradycji z 23. Bazy Lotnictwa Taktycznego oraz osoby szczególnie dla niej zasłużone w 100-lecie istnienia Eskadry. Na pokładzie Antonova byłą też oryginalna walizka Bolesława Orlińskiego z jego licencją pilota.

Zapraszamy do zapoznania się także z relacją z wyprawy i powrotu AN-2 przygotowaną przez Alexa Webbera dla „The First News” – anglojęzycznego portalu Polskiej Agencji Prasowej.

(www.thefirstnews.com/article/pilots-return-from-epic-two-month-long-warsaw-japan-round-trip-in-1970s-biplane-6906).


(fot. Kamil Winek/Free Birds)

Powrót załogi dwupłatowca AN-2 z 2-miesięcznej wyprawy  na trasie Warszawa-Tokio-Warszawa

Wyczerpana, ale radosna polska załoga zabytkowego dwupłatowca  Antonov AN-2 24 lipca br. w godzinach popołudniowych wylądowała w Warszawie po pomyślnym odtworzeniu historycznego lotu, który zabrał ich ze stolicy Polski do Tokio, a następnie z powrotem.

Przelot miał być powtórzeniem pamiętnego osiągnięcia Bolesława Orlińskiego, pioniera lotnictwa, który jako pierwszy odbył lot na tej trasie w 1926 r. Inicjatorem tego przedsięwzięcia i kapitanem zespołu został 61-letni Romuald Koperski, znany reporter i poszukiwacz przygód, który dokonał m.in. takich wyczynów, jak samodzielne przepłynięcie Pacyfiku łodzią wiosłową, czy  pobicie rekordu Guinnessa na najdłuższe na świecie wykonanie koncertu fortepianowego.

Chociaż zły stan zdrowia zmusił Koperskiego do wycofania się z lotu do Japonii na jego  wczesnym etapie, reszta załogi zdecydowała się na realizację wyzwania. Porażka nigdy nie była brana pod uwagę. „Poza wszystkim – powiedział jeden z pilotów, Mariusz Hercog – jesteśmy optymistyczną grupą”.

Załoga składała się łącznie z 16 osób, które na przemian podejmowały obowiązki związane z lotem, przy czym część zespołu dołączała tylko na jego wybrane odcinki. Po opuszczeniu Warszawy  28 maja br., piloci spędzili w locie około 200 godzin na liczącej 24 000 kilometrów trasie.

W rozmowie z „The First News” Mariusz Hercog przyznał, że był pod wrażeniem oryginalnego osiągnięcia Orlińskiego: „Nasz zespół był nie tylko znacznie większy, ale też zawsze mieliśmy wybór i w każdej chwili ktoś z nas mógł zrezygnować , gdyby chciał. Orlińskiego nie miał takiego luksus, takiej możliwości”.

W towarzystwie mechanika Leonarda Kubiaka Orliński poleciał Breguetem 19 A2, lekkim bombowcem zdolnym do pokonywania dużych odległości. Po uszkodzeniu samolotu w drodze powrotnej przez Syberię,  ostatni odcinek trasy do Warszawy, o długości 6 680, km był możliwy do pokonania dopiero po tym, jak para lotników załatała uszkodzenie drutem i klejem.

Lot Orlińskiego, dotowany przez rząd, miał być śmiałym aktem umocnienia obrazu niepodległej Polski głęboko w świadomość świata. Tak właśnie się stało, a Orlińskiego przywitał radosny tłum tysięcy ludzi, kiedy wylądował na nieistniejącym już lotnisku na Mokotowie. Wydarzenie zyskało światowy rozgłos, Orliński został nagrodzony Orderem Wschodzącego Słońca i francuską Legią Honorową.

Lot ten był inspiracją dla kolejnego pokolenia Polaków, którzy zostawali pilotami i pokazali później swoje wybitne umiejętności podczas walk powietrznych w czasie II wojny światowej (sam Orliński dowodził Dywizjonem Bombowym 305 „Ziemi Wielkopolskiej”).

Historia Orlińskiego od pamiętnego lotu przez kolejne lata ujmowała miłośników polskiego lotnictwa. Pomysł odtworzenia tego wyjątkowego lotu wykluł się po wykupieniu przez Mariusza Nawrockiego byłego domu lotnika na warszawskim Mokotowie, przy ul. Racławickiej. „Odkrywając, kto tam mieszkał, zacząłem czytać o Orlińskim, a niedługo później poznałem Romualda Koperskiego” – wspomina Nawrocki.  Obaj, patrząc na ten szereg niespodziewanych przypadków, zaczęli bawić się pomysłem powtórzenia epickiego lotu.

Od tego momentu idea o locie nabierała powoli efektu kuli śnieżnej – coraz więcej osób aktywnie włączało się w projekt. W celu zrealizowania lotu, z prywatnych funduszy został zakupiony samolot. Antonov An-2 – dwupłatowiec pochodzący z lat 70., ale wyposażony w silnik z lat 50. – był najbardziej porównywalny z Brequetem  Orlińskiego.

„To lepszy samolot niż Orlińskiego – mówi Nawrocki – ale to nie oznaczało, że ta podróż nie była ryzykowna”.

Lot zajął więcej czasu niż zakładały pierwotne prognozy, a stojące przed załogą wyzwania nie ograniczały się jedynie do niepogody i przestarzałego sprzętu. Trzeba było mierzyć się z dość restrykcyjnymi, a także zmieniającymi się w zależności od nastawienia Rosjan, ograniczeniami związanymi z przelotem nad Rosją.

„Niemniej jednak – mówi Hercog. – absolutnie każdy pilot, którego spotkaliśmy, i każde lotnisko, które odwiedziliśmy, wspaniale nas witali i traktowali”.

Być może w jakimś sensie czuwał nad lotem „duch Orlińskiego”. Choć pilot zmarł w 1992 r., jego oryginalna walizka – zawierająca między innymi jego licencję pilota – towarzyszyła załodze na każdym etapie wyprawy.

Kiedy Antonov lądował przy aplauzie oczekujących na niego na lotnisku Babice, podniesiona wysoko walizka trzymana przez wychodzących z samolotu członków załogi  była należnym hołdem oddanym Bolesławowi Orlińskiemu
.

Zapraszamy do obejrzenia galerii zdjęć z powitania załogi AN-2 w dniu 24 lipca br. na lotnisku Babice na stronie www.aeroklub.waw.pl

Źródło: Aeroklub Warszawski
comments powered by Disqus