Załoga AK wygrywa Balonowy Turniej Niepodległości 2011

Aeroklub Krakowski

Po raz kolejny Mościcki Klub Balonowy z Tarnowa pod przewodnictwem niestrudzonego Krzysztofa Rękasa zorganizował zawody balonowe z okazji Święta Niepodległości.

W tym roku zawody odbyły się w Brzesku, które to miasto zaoferowało zawodnikom znakomite warunki pobytowe oraz wolną przestrzeń do wykonywania lotów, włącznie z możliwością startów z centrum miasta.

Zacznę, zatem od początku. Jakiś miesiąc wcześniej mój balonowy „guru” – Krzysio Kocot - zapytał czy chciałbym wziąć udział w zawodach. Natychmiast wyraziłem gotowość, tym bardziej, że po zakończeniu sezonu była chwilowa posucha z lataniem. Mieliśmy lecieć pełnoletnim balonem z logo RMF FM. Trzecim w załodze był Andrzej Zalasiński, który był jednocześnie dowódcą załogi. Zaprosiliśmy do załogi również Darka Markiewicza, który zapewnił nam transport w czasie wykonywanie lotów.

Zawody rozpoczęły się 11 listopada. Po zakwaterowaniu się w gościnnym schronisku młodzieżowym ruszyliśmy na Plac Kazimierza w centrum Brzeska. Ze względu na dość silny wiatr /ok. 5 m/s / decyzję o starcie każda z załóg podejmowała sama. My zdecydowaliśmy się na start około 15-tej, kiedy wydawało się, że wiatr nieco ucichł. Dopiero w powietrzu okazało się, że lecimy ze sporą jak na balon prędkością , i że wywiewa nas w kierunku Limanowej, a po drodze mamy rozległe lasy. Krótka decyzja i podejmujemy próbę lądowania na małym poletku. Niestety mijamy go jak to często w baloniarstwie o włos i wychodzimy na następne. Tu zdecydowany manewr Krzysia wkleja nas w ziemię, ale nie dający za wygraną wiatr ciągnie nas parę metrów po trawie. Zatrzymujemy się pół metra przed krowim plackiem – zgodnie ze śmiechem stwierdzamy, że to na szczęście. Trzy minuty później podjeżdża Tomek Walawski, który powoził naszym „landim”. Pakujemy balon i zjeżdżamy do schroniska. Po ogarnięciu się ruszamy do Szyszkarni, czyli uroczej restauracji, na obiadokolację i „wieczór pieśni patriotycznej”. Muzycznie imprezę oprawia MCK, bo tam chyba wszyscy grają na jakimś instrumencie. I muszę przyznać, że zawodowo. Naśpiewaliśmy się do woli. Odbyła się również sympatyczna uroczystość nadania tytułu „arcytrutnia” naszemu Koledze, Krzysiowi Kocotowi. Tytuł ze stosownym dyplomem nadała Rada „arcytrutni zwyczajnych” . Oczywiście nie odbyło się bez hymnu arcytrutni.

(...)

Czytaj całość artykułu na stronie Aeroklubu Krakowskiego

Źródło: Aeroklub Krakowski
comments powered by Disqus