Andrzej Duszyński. Człowiek, który zabierze Cię do nieba…

Andrzej Duszyński – kierownika wyszkolenia w Aeroklubie Gliwickim (fot. aeroklub.gliwice.pl)

Od ponad dwudziestu lat związany z Aeroklubem Gliwickim. Pełni funkcję kierownika wyszkolenia. Nie wyobraża sobie życia bez latania. Pasją próbuje zarażać wszystkich, których spotka na swojej drodze. Wielki pasjonat lotnictwa i – o czym wie niewielu – radia, radiofonii.

Zabiera Pan ludzi do nieba. Można tak o Panu mówić?

Chyba można. Jakaś prawda w tym stwierdzeniu jest.

Lata Pan od ponad dwudziestu lat. Nie ma Pan dość?

Ależ skąd! Mam nadzieję, że zamiłowanie do latania nigdy mi nie minie. Nie wyobrażam sobie innej pasji.

Jak to wszystko się zaczęło?

Zacząłem latać dosyć późno, bo w wieku 35 lat. Pamiętam do dziś, jak przejeżdżałem kiedyś ul. Rybnicką w Gliwicach. Nad głową przeleciał mi bocian, szybowiec oczywiście. Spontanicznie skręciłem na lotnisko. Zobaczyłem grupkę pasjonatów. Zacząłem rozmawiać z młodymi pilotami. Zapytałem czy mogę spróbować. To były moje początki. Ale latałem już wcześniej i nie mam tu na myśli lotów szybowcem czy samolotem…

???

Jestem pasjonatem radia w szerokim znaczeniu, krótkofalowcem. Latałem po falach eteru. W dawnych czasach, gdy mieliśmy w Polsce jeszcze inny ustrój, dawało to poczucie wolności. 

Związał się Pan z Aeroklubem Gliwickim. Jest Pan kierownikiem wyszkolenia. Teraz to Pan zaraża pasją do latania innych. Młodzi chcą latać?

Coraz częściej. Latanie zawsze było pasją Polaków, pragnieniem, marzeniem. Ciągle marzy nam się wolność, swoboda. Lotnictwo to gwarantuje.

Można do Pana tak po prostu przyjść i powiedzieć: chcę latać, niech Pan mnie nauczy…

Tak. Aeroklub Gliwicki zrzesza sympatyków lotnictwa, ale przede wszystkim jest po to, by uczyć. Mamy w ofercie szereg szkoleń.

I lotów…

Oczywiście. Każdy kto chciałby wzbić się w powietrze, niekoniecznie z myślą o nowej pasji – może to u nas zrobić. Bez żadnych zobowiązań, deklaracji. Nie trzeba nawet być członkiem AGL. Mamy do dyspozycji zarówno szybowce, jak i samoloty.

Na czym polega lot szybowcem za wyciągarką?

Wyciągarka to urządzenie mechaniczne. Jest wyposażona w dwa potężne bębny i linę. Stoi na przeciwnym krańcu lotniska do kierunku startu. Poprzez szybkie nawijanie liny na bęben, mamy właśnie możliwość startu. Wybicie szybowca następuje dynamicznie, chwilę potem wyczepienie i lecimy.

To trochę tak, jak na rollercoasterze…

Można tak powiedzieć. Na pewno start za wyciągarką jest bardziej dynamiczny od lotu za samolotem. Prędkość stu kilometrów na godzinę uzyskujemy w kilka sekund. Ale sam etap startu zwykle trwa krócej.

Ile?

Krócej, ale – podkreślam raz jeszcze – zdecydowanie bardziej intensywnie. Po etapie startu, lecimy od czterech do siedmiu minut w zależności od warunków pogodowych. Zapewniam – taki lot wystarczy, by naładować się dużym bagażem emocji, chociażby poprzez wejście w tzw. stan nieważkości pozorowanej w momencie wyczepienia.

 Drugi rodzaj startu szybowcem – za samolotem.

Szybowiec jest holowany w rejon noszeń przez specjalny samolot holujący z użyciem 35 metrowej liny. Wyczepienie występuje na wysokości około 600 metrów. Potem pilot radzi sobie już sam.

Jest jeszcze jedna metoda startu…

Tak. W terenie górzystym. To metoda grawitacyjna. Latanie w górach jest fascynujące. Miałem to szczęście, że jak zaczynałem tam latać – uczył mnie mistrz; Tomasz Kawa, ojciec Sebastiana Kawy – najlepszego polskiego szybownika. Dopiero tam poznałem co to znaczy prawdziwe latanie. Coś pięknego! Od tego czasu, rok w rok – jeździłem na Górę Żar.

W Aeroklubie Gliwickim można też polatać samolotem…

To również jedna z form próby „zarażenia” pasją pilotażu, lotnictwa. Zanim dochodzi do samego lotu, wcześniej jest garść informacji teoretycznych. Zapoznanie się z podstawowymi pojęciami: dlaczego samolot lata, jak to się dzieje? Jakie są procedury? Na czym polega bezpieczeństwo? Najważniejsze pytania i najważniejsze odpowiedzi.

No a potem już sam lot…

Najpierw start. Potem lot do strefy. Pokaz działania sterów. Lądowanie.

Można przejąć stery?

Oczywiście. Pod nadzorem instruktora, ale jest to możliwe.

Co jeszcze można?

Można po prostu spróbować. Zobaczyć jak wpływa na nas wysokość. Sprawdzić się w praktyce. Czy mamy lęk wysokości. Długość lotu zapoznawczego jest tak ustalona, że nasz błędnik powinien sobie z takim lotem poradzić.



Marzyło się Panu latanie samolotami pasażerskimi?

Szczerze? Nigdy nie miałem takich aspiracji. Latanie dużymi samolotami nie daje takiej swobody i przygody, jak latanie samolotem turystycznym czy szybowcem. Duże latanie obostrzone jest mnóstwem restrykcji, przepisów. Przy obecnej elektronizacji sprzętu rola pilota jest mocno ograniczona, raczej do operacji typu: wprowadź i zatwierdź. Piloci liniowi, z którymi często się spotykam na Górze Żar twierdzą, że właśnie tam mogą sobie wreszcie swobodnie polatać.

Gliwice coraz bardziej utożsamiane są nie tylko z nowymi technologiami, ale też technologiami lotniczymi. Podoba się Panu taki kierunek rozwoju miasta?

Od niedawna Politechnika Śląska stawia na rozwój kształcenia lotniczego. To kierunek na topie i odpowiedź na zapotrzebowanie rynku. Brakuje zawodowych pilotów do obsługi dużych samolotów pasażerskich. W Gliwicach trwa modernizacja lotniska. Zaplecze szkoleniowe aeroklubu będzie lepsze, bardziej nowoczesne. Jest projekt rewitalizacji związany z odnowieniem całej lotniskowej infrastruktury. Lotnisko będzie perełką. To wszystko spowoduje jeszcze większe zainteresowanie lotnictwem. Bardzo mnie to cieszy.

Źródło: Aeroklub Gliwicki
comments powered by Disqus