Grudniowy Przegląd Lotniczy już w sprzedaży
Dlaczego w tym roku w Polsce doszło do aż tak wielu wypadków lotniczych? Próba odpowiedzi na to pytanie to temat przewodni grudniowego numeru Przeglądu Lotniczego.
Szczęśliwie przetrwaliśmy przerwy w dostawie prądu, gazu i ciepłej wody (pod oknami redakcji trwają intensywne prace związane z budową stacji drugiej linii metra) i jak co miesiąc, mamy dla Państwa nowy numer naszego miesięcznika, który wysłaliśmy już naszym prenumeratorom i wyekspediowaliśmy do salonów prasowych. Numer jest też dostępny w e-kiosku.
W grudniowym PLAR m.in.:
Skąd tyle wypadków?
Rok 2011 przechodzi do historii jako wyjątkowo tragiczny w dziejach polskiego general aviation. W wypadkach lotniczych wszelkich rodzajach statków powietrznych zginęło około 40 osób – prawie trzy razy tyle, co w roku poprzednim. Co spowodowało tak wielki spadek bezpieczeństwa?
O przyczynach tegorocznych wypadków rozmawiamy w grudniowym PLAR z Maciejem Laskiem, zastępcą przewodniczącego PKBWL.
O akceptowaniu ryzyka
Samoloty, którymi latamy, są z roku na rok coraz doskonalsze i coraz lepiej wyposażone w produkty wysokich technologii. Są tworzone z myślą o zwiększeniu bezpieczeństwa latania.
Czy jednak, chronieni przez te wszystkie wynalazki, paradoksalnie nie znajdujemy się bliżej katastrofy? Nawet najbardziej zaawansowane technicznie rozwiązania nie zapewniają stuprocentowego bezpieczeństwa – o tym, jak można zwiększyć swoje szanse, pisze Jacek Mainka z zespołu Latajmy Bezpiecznie.
Zimowy temat – lód
Każdy, kto kiedykolwiek miał do czynienia z oblodzeniem w locie wie, że należy go zawsze unikać, bez względu na wyposażenie samolotu. W grudniowym Przeglądzie rozmawiamy ze Stanisławem Salamonikiem o tym, jak analizować dostępne obserwacje i prognozy meteorologiczne pod kątem warunków sprzyjających oblodzeniu.
IFR a la PRL
Latanie w Polsce Ludowej miało swoje blaski i cienie, ale zawsze byliśmy dumni z naszych pilotów – ich osiągnięć i poziomu wyszkolenia. Poziom szkolenia pozostawiał jednak w pewnych aspektach wiele do życzenia, co wspomina w PLAR 12/2011 Wojciech Dombrowski, emerytowany pilot dyspozycyjny, porównując siermiężne PRL-owskie szkolenia IFR z tym, co zobaczył po wyemigrowaniu na drugą stronę żelaznej kurtyny. Przy okazji nasuwają się refleksje, czy upływ lat i zmiany, jakie nastąpiły w lotnictwie w Polsce, na pewno wykorzeniły stare nawyki...
Plan lotu – jak go nie składać
Składanie planu lotu nie jest czynnością przesadnie skomplikowaną i nie trzeba długiej nauki, by opanować tworzenie planów lotu, które będą poprawne pod względem formalnym. Problem polega jednak na tym, że taki poprawny plan może być bezwartościowy jako źródło informacji o locie. Niemożliwe? Zajrzyjcie do grudniowego PLAR, w którym Andrzej Rutkowski pokazuje to na przykładzie wziętym ze swej codziennej pracy informatora FIS i przytacza przykład pozytywny, pokazujący, JAK SKŁADAĆ plan lotu.
Nasze stenografowanie
Rzecz niby prosta, ale gdy musimy (cały czas pilotując samolot!) sprawnie i jednoznacznie zanotować, a następnie bezbłędnie odczytać zezwolenie, usłyszane od kontrolera, urasta do rangi problemu. Dlaczego? Bo z jakiegoś powodu nikt tego pilotów nie uczy... Tymczasem istnieją proste sposoby, pozwalające szybko i precyzyjnie notować treść przekazu. W najnowszym Przeglądzie Lotniczym przedstawia je Jerzy Orkiszewski.
Pilatus PC-12 – „turbina” z wyższej półki
Pilatus PC-12NG to konstrukcja łącząca zalety napędu turbinowego z wygodą latania typową dla mniejszych samolotów General Aviation. Okazją do bliższego przyjrzenia się tej maszynie i wizyty PLAR w zakładach Pilatusa w alpejskim Stans był odbiór już trzeciego egzemplarza zarejestrowanego w Polsce. Szwajcarski bestseller przedstawia w najnowszym numerze Przeglądu Lotniczego Krzysztof Krawcewicz.
Separacja od stref – jak blisko mogę przelatywać?
W połowie grudnia w AIP Polska pojawiają się zapisy normujące kwestie minimalnej odległości lotu od poszczególnych rodzajów stref w przestrzeni powietrznej. Brzmi groźnie... ale to nic strasznego, zwłaszcza po przeczytaniu artykułu Magdaleny Rekść-Kopyłowicz w PLAR 12/2011.
My z piramidy
Zmiana ustroju w 1989 r. wymusiła komercjalizację systemu szkolenia lotniczego, skutkującą z jednej strony jego uproszczeniem, a z drugiej – ograniczeniem dostępu młodzieży do latania. Okazuje się, że istnieje droga szkolenia młodzieży alternatywna dla komercji – niełatwa, ale dająca niesamowite efekty. To powrót do dawnego modelu „piramidy lotniczej”. O tym, jak to działa, rozmawiamy z Piotrem Haberlandem, dyrektorem Aeroklubu Poznańskiego.
TR – biznes
Czasy, gdy pracę w linii można było dostać ze świeżo zdobytą licencją CPL, uzupełnioną o uprawnienia ME i IR, już się skończyły. Linie, które jeszcze niedawno były skłonne zafundować kandydatowi szkolenie MCC, teraz żądają też TR na konkretny typ samolotu. Ale jak go zdobyć? Najlepiej na symulatorze. Jak wygląda takie szkolenie, pisze w najnowszym numerze PLAR Krzysztof Krawcewicz, który odwiedził nowo otwarty ośrodek szkolenia (TRTO) Air Campus w Lyonie, szkolący do TR A320 i B737.
Alaska
Nasze wyobrażenia o egzotycznej Alasce pochodzą zwykle z popularnego niegdyś serialu TV. Wiemy, że różni się bardzo od pozostałych stanów USA, ale jaka jest naprawdę, można przekonać się tylko osobiście... Najlepiej latając po niej samolotem, jak Krzysztof Barszczewski, który opisuje swoją alaskańską wędrówkę na łamach PLAR.
Podstawówka z symulatorem
Czy wykorzystanie symulatora w podstawowym szybowcowym szkoleniu praktycznym ma sens? Większość praktyków na takie pytanie odpowie, że to mrzonka – ale czy któryś z nich tego próbował? Andrzej Skowron, który przetestował zastosowanie symulatora w szkoleniu swoich uczniów, dzieli się swoimi pozytywnymi doświadczeniami z czytelnikami Przeglądu.
Szybowcowa Kadra Narodowa 2012
Na łamach PLAR publikujemy skład Szybowcowej Kadry Narodowej Kobiet, Mężczyzn i Juniorów na rok 2012, powołanej przez Zarządu Aeroklubu Polskiego.
Mikrolotowa Hiszpania na szybko
W jaki sposób można błyskawicznie, „w trybie awaryjnym” zorganizować Mikrolotowy Puchar Świata? Hiszpanom udało się to zrobić błyskawicznie, a Polakom – skutecznie dotrzeć na miejsce i nawet stanąć tam na podium. W grudniowym PLAR relacja Dominiki Jurkiewicz.
...a ponadto, jak co miesiąc, solidna porcja lotniczych aktualności z kraju i ze świata, wstępniak Krzysztofa Krawcewicza z refleksjami o bezpieczeństwie i programach szkolenia dawniej i dziś oraz zimowy felieton Piotra Długiewicza, o pewnym locie do Rumunii.
Zapraszamy do lektury!
Redakcja PLAR



Komentarze
A jak jest w stanach? Skopijujmy tamte rozwiązania.
I właśnie o tym jest mowa w styczniowym PLAR (juz jest) Lotnictwo wynaleziono w Ameryce, wiec zobaczmy jak oni sobie z tym radzą ...
Też czytałem artykuł (Skąd tyle wypadków?). Przerażająca statystyka. Ale akurat z artykułem kompletnie się nie zgadzam. Ta epoka już minęła.
Też zaczynałem w modelarni, później szybowce, teraz samoloty. Ale to był 30 lat temu. W dzisiejszych czasach chcecie ludzi zmuszać do podążania ścieżką "piramidy"? To było dobre na wiek XX, teraz mamy XXI. I system szkoleniowy należy dostosować do bieżących potrzeb. Świetnie że ktoś ma zapał "od modelarni". Niech idzie tym sprawdzonym szlakiem, na pewno mu to nie zaszkodzi.
Ale popatrzmy też na inny strumień dzisiejszych pilotów, to m.in. ludzie którzy mają pieniądze i kupują sobie samoloty dla przyjemności. I co, zakazać? Mają nie latać? A może mają się zabijać, bo nie są "z piramidy"?
Może i niech się zabijają, skoro taka jest wola ludu i jego wybrańców.
A może jednak próbować coś z tym zabijaniem się robić. SYSTEM SZKOLENIA LOTNICZEGO I WSPARCIA GA W TYM KRAJU OD LAT ODBIEGA OD WSPÓŁCZESNOŚCI. I w dużej części odpowiedzialne za to są agendy rządowe, takie jak ULC PAŻP czy IMGW. Aeroklub Polski też powinien mieć sobie sporo do zarzucenia, pojedyncze aerokluby szkolą do czegokolwiek powyżej PPL.
Czy ktoś słyszał o ULC przyjeżdżającym na pokazy lotnicze z prelekcjami o bezpieczeństwie? W innych krajach przyjeżdżają. Skoro wszyscy się zgadzają że ścieżka od 500/5 do 200/2 ma sens to słucham, kto w dzisiejszej Polsce to promuje? Albo uprawnienia IR - bez teorii ATPL nie da rady, bo samych kursów IR nikt nie organizuje. Takich przykładów można mnożyć - gadania mądrych głów sporo, a rozwiązań systemowych dla GA - zero.
Moim zdaniem piloci GA jak nie chcą umierać w takich ilościach powinni się zebrać i złożyć pozew zbiorowy. Pozew o nie wywiązywanie się ze statutowych obowiązków co najmniej przez ULC (a może i IMGW - słynne radary, czy PAŻP - ostatnie działania dla antybezpieczeństwa w Internecie).
Nawet jak na gruncie prawnym nie będzie łatwo wygrać - bo przecież na wszystko będzie tysiąc papierków - to w mediach na pewno zrobi się gorąco. Smoleńsk zmienił sporo w wojsku, to 40 GA ofiar 2011r też niech nie idzie na marne. Może się uda coś zmienić. Bo jak zostanie po staremu - to i tyle samo osób zabije się w przyszłym roku.
Panie Błażeju, potencjalna inicjatywa dla AOPY?
Przeczytałem o wypadkach, przeczytałem o piramidzie. Przeczytałem wstępniak.
Przecież przesłanie jest kompletnie inne niż tu piszecie - nie chodzi o to by zapracowany biznesmen rzucał wszystko i brał się za sklejanie modeli i szybowczyki, ale by wiedział, że podążając nową ścieżką "płacę i wymagam" był świadom swoich ograniczeń jako dowódca statku powietrznego i tego, że jest w innej "grupie ryzyka", niż ci, co mają to szczęście by zaczynać latanie w młodym wieku i mieć czas, siłę, cierpliwość i zapał do wszystkich szczebli lotniczej piramidy.
Trudno się z tym nie zgodzić.
I jeszcze...grupa ryzyka? Przepraszam, ale szczeble, nawet nie wiem jak geste nie koniecznie zmieniaja na dobre to co w glowie. A najczesciej nieszczescia sa spowodowane tym co w glowie...
Jak nie zmieniają, to... się wypada.
Na tym polega selekcja w piramidzie.
Kwestia interpretacji. Ale wydaje sie, ze przeslanie, ze "piramida" to jedynie sluszna droga zostalo wychwycone przez wielu. Ja przynajmniej tak to odebralem. I kompletnie sie z tym nie zgadzam.
Chyba nie do konca. Pare stron obok masz artykul o PRLowskim IFR. Cos porazajacego. A pilot, ktory wspomina tamte czasy (i pokazuje jaki ten IFR byl niebezpieczny) raczej jest z piramidy...
A to chyba o czyms swiadczy.
Wiec nie ma sie co obrazac.
Też od jakiegoś czasu w przeglądzie zaczynam zauważać nostalgię do systemu szkolenia z poprzedniego ustroju. A z tego co wiem, redaktor naczelny też nie jest człowiekiem z piramidy, tylko prywatnie robił licencję już po tym jak zaczął się ukazywać PLAR.
Co wy wszyscy z tym poprzednim ustrojem?
Chodzi o to, że pilot, zanim zrobił turystyczną, zdążył zebrać dużo większe doświadczenie lotnicze, niż dziś w ramach kursu do PPL, to chyba nie podlega dyskusji.
A co do Krawcewicza, to gość oprócz tego, że ma kwity na samolot (co najmniej CPL+IR+ME), to jest instruktorem szybowcowym. I inżynierem lotniczym po MEiL PW.
:)
Pomysł dość oryginalny, dziennikarze na pewno by się na to rzucili, może i jakieś poruszenie się zrobiło... Ale do pozwu zbiorowego potrzeba podpisów, a kto się odważy podpisać pod wnioskiem przeciwko ULC? Nie realne.
Doskonaly (moim zdaniem) wpis. Jestem czlonkiem AOPA-y matki, i nawet tu w Polsce odczuwam "opieke" merytoryczna. Ilosc szkolen na temat bezpieczenstwa i wspolczesnego podejscia do latania jest taka, ze mozna by obdzielic cala Europe. Wyszkolilem sie za wlasne pieniadze, nigdy nie bylem czlonkiem zadnego aeroklubu (bo nie mialem nawet mozliwosci), i nie uwazam, zebym mial byc gorszy, dlatego, ze nie pochodze z tzw. piramidy. Co wiecej, robiac licencje w dojrzalym wieku, mam duzo wiecej pokory do latania, niz czesto obserwuje u mlodych ludzi zwiazanych ze srodowiskiem tzw. piramidy. Zgadzam sie, ze elektronika powinna byc zdublowana umiejetnosciami klasycznymi i przygotowaniem do lotu zgodnie ze sztuka, w szczegolnosci w GA. Ale powinno sie umiec wykorzystywac wszystko co ma sie na pokladzie, i ulatwiac sobie lot, bo to poprawia tez bezpieczenstwo, nie tylko samopoczucie. Podobnie, sytuacje niebezpieczne i trudne warunki nie powinny konczyc sie na teorii, tylko pilot powinien "tylkiem" poczuc co sie dzieje, jak samolot rotuje lub sie przeciaga, i reagowac odruchowo, a nie przypominac sobie teorie. Uwazam, ze latanie jest dla ludzi, tych z predyspozycjami rzecz jasna, ale dla ludzi. A pilotom przydaloby sie wiecej skromnosci...
Po przeczytaniu najnowszego PLAR-u, w szczególności artykułu o piramidzie i Waszych postów jestem nieco przerażony niezrozumieniem przez Was przesłania tego artykułu. Cieszę się, że redakcja PLAR go opublikowała, gdyż dzieje się wiele niedobrego na naszym lotniczym podwórku.
W mojej ocenie artykuł ten należy potraktować jako prezentację dobrej koncepcji procesu szkolenia nowych pokoleń pilotów. Przejście nowego adepta sztuki latania przez te najbardziej podstawowe szczeble kariery pozwala wyszkolić pilota mającego możliwie najpełniejsze zrozumienie „fizjologii” latania.
Sam przeszedłem do latania samolotowego poprzez modelarstwo i szybownictwo. Swoje latanie zacząłem w 1989 roku jeszcze za poprzednich czasów – uważam się za absolwenta starej szkoły lotniczej. Dziś mam na swoim koncie ponad dwa tysiące godzin nalotu, może to i mało, ale z tej perspektywy uważam, że latanie na szybowcach dało mi bezcenny bagaż wiedzy, umiejętności i doświadczenia. Latanie na szybowcach w mojej ocenie wymaga od pilota dużo większego zaangażowania przygotowanie do lotu (meteo, trasa, etc.). To także bardzo dobra szkoła precyzyjnego pilotażu (każdy, kto próbował swoich sił na zawodach szybowcowych, wie jak mści się każde niedbalstwo pilotażowe). Lot szybowcem to permanentne podejmowanie decyzji – każda zła to lądowanie w polu. Lądowanie – nic, tak jak szybowiec nie wyrobi w pilocie nawyku dokładnego wykonania kręgu i samego manewru lądowania a to za sprawą świadomości, że masz tylko jedną próbę, jak się spaprze to efekty mogą być nieciekawe. Dobrym przykładem jest lądowanie kpt. Wrony – sytuacja kryzysowa a manewr podejścia i przyziemienia wykonany perfekcyjnie. Nigdzie indziej jak w szybownictwie możliwość lądowania w terenie przygodnym nie jest tak realna i bliska. Moi instruktorzy powtarzali mi, że każde bez wyjątku, lądowanie mam traktować jak takie w terenie przygodnym, czyli musi być wykonane idealnie. Takie podejście do latania pozwala wyryć w głowie nawyki, które przekładają się później na właściwe zachowania pilota samolotu. Dodatkowym przyrządem w szybowcu są cztery litery, dzięki któremu można lepiej czuć jego zachowania, a potem każdego innego statku powietrznego.
Świadectwem tego, że szkolenie metodą piramidy pozwalało wyszkolić bardzo dobrych pilotów, a przede wszystkim właściwie ukształtować ich mentalnie jest to, że żaden z pilotów (wielu z nich lata dziś w liniach), z którymi miałem przyjemność rozpoczynać szkolenie do dnia dzisiejszego nie zrobił w powietrzu nic głupiego.
Piszecie, że w czasach PRL latanie było dostępne dla niewielkiego grona osób. Zgadza się. Dziś jest inaczej – głównie decyduje zasobność portfela. Ówcześnie była taka selekcja – pozwalało to na wyłowienie z tłumu chętnych, tych najbardziej wartościowych dla lotnictwa osób. Dziś nikt nie weryfikuje tak dokładnie tego czy dana osoba tak do końca nadaje się do tego by być pilotem, nawet tym turystycznym. Spotkałem sporo osób, których w mojej ocenie w naszym środowisku być nie powinno – ludzi z podejściem: jestem biznesmenem, nie mam czasu, lecz mam chęć polatać, co tam briefing, co tam sprawdzenie paliwa, wsiadam w samolot jak na kobyłę i lecę bo chcę. Może kolejny raz uda mi się nie zabić? Dwie tegoroczne katastrofy są niestety z udziałem takich osób, jak zapoznacie się z publikacjami PKBWL, domyślicie się, o które chodzi.
Mam także szczęście bycia synem pilota wojskowego (samoloty ponaddźwiękowe), który także przeszedł szkolenie lotnicze w modelu piramidy – efekt, bezwypadkowe dolatanie do lotniczej emerytury. Chyba coś w tym jest?
Zwróćcie uwagę na fakt, że wszyscy polscy piloci, którzy odnieśli i odnoszą sukcesy w sportach lotniczych przeszli przez coś na kształt piramidy.
Dobrze by było, aby każdy z nas przez zimę pomyślał, czy aby, to wydawałoby się mniej zaawansowane latanie na szybowcach, mogłoby nauczyć mnie czegoś nowego, przydatnego w samolocie.
Popatrzcie na zagadnienie piramidy przez pryzmat powiedzenia: czym skorupka za młodu nasiąknie........
Tylu samo lądować co startów życzę Wam wszystkim w nowym sezonie.
Również jestem pilotem ''nowej fali''. W moim skromnym doświadczeniu miałem doczynienia i z Aeroklubem Polskim i z prywatnym ośrodkiem szkolenia i muszę powiedzieć że dużo bardziej pozytywne odczucia wzbudził we mnie prywatny ośrodek.
Selekcja lotników w PRL'u mogła oznaczać coś dobrego ale nie musiała... Często ludzie totalnie nie nadający się do lotnictwa zostawali pilotami tylko dlatego że tata był pilotem. A to wcale nie oznacza nic dobrego...
Bez urazy ale Ty też nie wiesz czy było by Ci tak łatwo zostać pilotem gdybyś nie miał taty-pilota. Dużo ludzi zdolnych nie zostawało pilotami tylko dlatego że ktoś im podcinał skrzydła bo nie mieli lotników w rodzinie.
Kolejna rzecz. Latanie w PRL'u było zajęciem dla wybranych. Nie było prywatnych samolotów. Praktycznie jedyna droga do lotnictwa prowadziła przez wojsko lub przez PRz. Dla mnie największy minus zważywszy na to jak pięknym sportem jest latanie.
Wg. mnie to czy ktoś jest dobrym lotnikiem czy nie zależy tylko od psychiki i mentalności danej osoby... TYLKO od tego...Bo od mentalności człowieka zależy czy przygotuje. się do lotu, ile czasu na to poświęci i z jak wielka starannością to zrobi. Wiadomo że szybowce pomagają, rozwijają dobre nawyki. Nie kwestionuje tego. Ale to że osoba szkoliła się w aeroklubie przechodząc wszystkie szczeble od modeli przez szybowce do samolotów nie czyni jej koniecznie lepszym pilotem od człowieka który latał od razu na samolotach. Osoby które nie powinny mieć styczności z lotnictwem trafiają się i tu i tu.
Wg. mnie należy odciąć się od bogatych doświadczeń PRL'u i przejść na system cywilizowanego zachodu. Jestem też bardzo zadowolony że powstały komercyjne ośrodki szkolenia jako realna konkurencja dla archaicznej instytucji Aeroklubu Polskiego. Ale to tylko moja opinia...
Jestem zdecydowanie młodszym pilotem, mój nalot dowódczy to niecałe 100 godzin i nigdy nie latałem na szybowcach. Licencję zrobiłem w prywatnym ośrodku i na dodatek często korzystam ze wsparcia odbiornika GPS. Jednak nigdy, ale to nigdy nie zdarzyło się, żebym wystartował do lotu, bez sprawdzenia i wykreślenia mapy, aktualnej prognozy pogody, sprawdzenia zajętości przestrzeni powietrznej czy przeglądu przedlotowego! Nigdy! Do każdego lotu sumiennie się przygotowuję, obliczam trasę, masę, niezbędne paliwo i dystanse do startu i lądowania, mimo że latam głównie małą Cessną. I sobie nie życzę, żeby sugerowano że przez to, że nie przeszedłem aeroklubowej drogi, tylko stać mnie na prywatne latanie, twierdzono, że jestem mniej odpowiedzialnym czy źle wychowanym pilotem! Oczywiście nie twierdzę, że pilotażowo jestem równie sprawy, co ci piloci, którzy na szybowcach wylatali dziesiątki godzin. Jednak jeżeli kulka trochę mi ucieknie raz, czy dwa to afery jeszcze z tego powodu nie będzie. Natomiast jeżeli zaniedbam przygotowanie, to mogę narobić znacznie większych problemów!
A czy Aerokluby uczą tak dobrego wychowania? Nie jestem pewien, szczególnie wspominając osławioną już wyprawę na Bornholm. Mając swój niewielki bagaż doświadczeń,jednak wiem, że w życiu bym nie zdecydował się nawet na start. A ci wyjadacze, jakoś nie potrafili realnie spojrzeć na umiejętności swoje i swoich podopiecznych.
A w korkociagu tez powiesz "nie życzę sobie?". tu nie chodzi o to co sobie życzy albo nie życzy pilot z nalotem 100 h, tylko o to, ze dopóki będziesz latał rozsądnie - będziesz żył. Ale każdemu pilotowi w pewnym momencie odbija palma i zaczyna robić rzeczy do których nie był szkolony. Jak mu sie uda pare razy i nie otrzezwieje to powtórzy to z pasażerami. Trupy: lososina, Nysa, Kraków.
Chodzi o to zeby jak ci palma odbije, jeszcze sie zreflektowac. Ani fto ani aerokluby dziś nie dają pilotowi Akrobacji. Ale tez mówią: nie rób tego. Wiec po prostu nie rób tego co robią ci co sie na tym znają i... łosie, co myślą ze sie na tym znają. I nie daj sie sprowokować bo kolega zrobił low pass nad głowami
Życzę wytrwania w rozsądku i powodzenia.
System takiego szkolenia powinien być opracowany na poziomie Państwa.
Głupoty Waść piszesz-piramidalne.
napisa, ześ Pan debil jest tez powiedziec moge i na tym dyskusje zakonczyc. Jednak chyba nie o to chodzi i jezeli widzi Pan w mojej opini jakies porazajaca niesprawiedliwosc to prosze, dyskutowac jak czlowiek!
To się tyczy oczywiście fachowca od piramid i lotnictwa "ultralekkiego"
a co konkretnie w tym głupiego?
Zdarzaly sie przypadki uzyskania srodkow UE/EFS na szkolenia lotnicze w Polsce.
Niektore FTO czy aerokluby dostawaly je na szkolenia PPL i CPL oraz MML.
Niestety niewielu sie o to stara...
Rozmawialem kiedys z dyrektorami dwoch aeroklubow na ten temat. Odpowiedzieli mi, ze uzyskanie srodkow wymaga duzo papierow,a oni maja klientow co wykladaja z gory cale 30tys na PPL i im sie nie chce w to bawic, a poza tym "lotnictwo jest dla tych co maja kase"... (tak mi odpowiedzieli...)
Szkoda bo z tych srodkow ktorych Polska nie wykorzystala i musi zwrocic, mozna by sfinansowac kilka osrodkow FTO/MTO/CTO...
Szanowny Panie Anonimie. Ma Pan bardzo dużo racji. Niestety, tak Aeroklub Polski, jak i ULC, AOPA Poland i parę innych organizacji nadal siedzą na ,,okopach świętej trójcy'', a ponieważ to przysłowie ma źródło z Galicji, oczywistym jest, że na dodatek wymienione instytucje po austriacku myślą.
Dziwne, dlaczego z jednej strony od lat mamy lamenty, że komercja, koszty, brak dostępu młodzieży do szkolenia lotniczego. Tymczasem z drugiej ,,umownie'' strony Polska nie potrafi wykorzystać środków z programów unijnych, np. z programu Kapitał Ludzki, a jak już wykorzystuje to na realizację tego, o czym wszyscy od dawna wiedzą, ale nie mają ,,tego'' co wiedzą przystrojonego w definicje, jakby ta właśnie ,,definicyjna wiedza'', akurat była barierą do rozwoju społecznego. To z tego, m.in. powodu są mało efektywnie wykorzystywane, bądź nawet zwracane środki z powrotem do kasy unijnej. Nie spotkałem się jeszcze z żadną oficjalną informacją, że jakiś promil z programu Kapitał Ludzki był wsparciem szkoleń lotniczych. Jeżeli ktoś ma wiarygodnie sprawdzone informacje w tym względzie, myślę, że zabierze głos ,,w sprawie'', na tym Portalu. Poza tym, chyba zbyt szybko w Polsce ,,zapomniała się'' maksyma śp. Profesora Kotarbińskiego o pracy od podstaw. I to nie tylko w lotnictwie. Pozdrawiam.
A propo projektów UE
http://www.parklotniczy.pl/pl/projekty
A przy okazji, starał się lub obserwował takie starania o fundusze z UE - niestety Polskie Państwo zaostrzyło kilkukrotnie wymogi udzielenia takich funduszy, niż chce tego UE - więc fundusze są zwracane!!
Przeczytałem felieton redaktora naczelnego, oraz artykuł o powrocie systemu piramidy w jednym z aeroklubów i nie będę ukrywał, że jestem zaniepokojony taką retoryką. Dyskusji nie podlega, że miniony rok był rokiem fatalnym dla polskiego lotnictwa ogólnego. Liczba ofiar i częstotliwość wypadków, nawet dwa jednego dnia, co statystycznie wydaje się niemożliwe, są bardzo niepokojące. Jednak odwoływanie się do systemu szkolenia, jeszcze z czasów PRL wydaje mi się nie uzasadnione. Po pierwsze, oczywistym jest, że kiedyś liczba wypadków była zdecydowanie mniejsza bo zdecydowanie mniej osób latało. Było to zajęcie elitarne, którym cieszyć się mogła wąska grupa osób. Dzisiaj latanie jest zdecydowanie powszechne, a ze wzrostem liczby operacji, musi wzrosnąć też liczba wypadków i ofiar. Tezę tą potwierdza autor bardzo popularnej książki The Killing Zone. Ze statystyk NTSB wynika, że mimo iż liczba wypadków w ostatnich latach wzrosła, to procentowo nie jest to odstępstwo od średniej z ubiegłych lat. A warto wspomnieć, że w Stanach, gdzie mam niewątpliwą przyjemność od czasu do czasu latać, system piramidy nie funkcjonuje, instytucja aeroklubu jest prawie nieznana, a komercyjne szkolenia, na które od jakiegoś czasu psioczy się na łamach Przeglądu, są tam powszechne, funkcjonują od dawna i zdają egzamin.
Przyczyn fatalnych statystyk mijającego roku, upatrywałbym gdzie indziej. Uważam, że tak jak w większości sfer życia, brakuje u nas w kraju pewnej kultury latania. I być może system piramidy w minionych latach tej kultury uczył, jednak dzisiaj nie jest to rozwiązanie skuteczne. W Ameryce większość pilotów otrzymuje ciągłe wsparcie od AOPY i FAA, które publikują w Internecie wiele multimedialnych i darmowych materiałów szkoleniowych. W Polsce AOPA z tych zadań w ogóle się nie wywiązuje i jest raczej wzajemnym kółkiem adoracji panów zasiadających we władzach organizacji. Podobnie sprawa ma się, z Urzędem Lotnictwa Cywilnego, który zajmuje się raczej sam sobą i raz do roku organizując konferencję, na której podsumowywane są statystyki incydentów i katastrof.
Drugiej przyczyny upatruję w lotnictwie Ultralekkim. Warto spojrzeć ile z wypadków, które wydarzyły się w tym roku, to wypadki właśnie ULM’ów. Niepełne oprzyrządowanie samolotu i trening który w Polsce zajmuje ok. 25 godzin, a u naszych południowych sąsiadów jeszcze mniej. Piloci z uprawnieniniami turystycznymi powinni sobie przypomnieć, na jakim etapie szkolenia byli po 20 godzinach i jak dużym wyzwaniem był samodzielny lot! A „pilotom” ze świadectwem kwalifikacji po 20 godzinach daje się prawo do latania po całym kraju! Uważam, że to jest kwestia warto rozważenia i mimo, że jestem szczerym zwolennikiem dużej dostępności i popularyzacji lotnictwa, niekoniecznie od modelarza w Aeroklubie, to przepisy w tej kwestii stanowczo powinny zostać zaostrzone! Jeżeli nie, to coraz częściej za sukces będziemy uważać to, że samolot skończył na drzewie, a nie na polu w kłębach dymu!
Piramida w szkoleniu lotniczym nie jest "wynalazkiem PRL" - tak wyglądało szkolenie w dwudziestoleciu międzywojennym, które dało nam Żwirkę i Wigurę, Skarżyńskiego, Bajana, czy wreszcie pilotów, którzy przynieśli Polsce chwałę, walcząc w Bitwie o Anglię. Jak widać, dawało to dobre efekty i jak widać, daje dobre efekty również dzisiaj. Co do finansowania, jeśli jest możliwość pozyskania pieniędzy, którymi dysponuje np. Ministerstwo Sportu, to należy z tego korzystać - lepiej, żeby poszły na lotnictwo, niż na podopiecznych PZPN.
Co do ultralajtów, to proszę zwrócić uwagę, że w tegorocznej statystyce mamy dwa wypadki śmiertelne na UL (Eurostar w Łososinie i Viper koło Nysy) z czterema ofiarami, a z drugiej strony "poważne" samoloty, takie jak C182 i SR22 (po dwa egzemplarze; Hiszpania, Kraków, Śląsk - łącznie 12 ofiar!), akrobacyjnego Christen Eagle, Jaka-12 i dwa Zodiaki w Specjalu. Wszystko piloci co najmniej z PPL, wielu ze sporym nalotem...
Jak długo nie jest jedyną metodą zrobienia kariery w lotnictwie - to nie mam nic przeciwko, poza tym że nie życzę sobie żeby za moje podatki szkoliła mi się za friko konkurencja w zawodowym lataniu.
Wymienione nazwiska to w większości wojskowi - bez związku z tematem.
Konkurencja w zawodowym lataniu? Dzieciaki się szkolą do akrobacji i startują w zawodach, nie robią ME, IFR, MCC, chyba że nie doczytałem?
A może najlepiej w ogóle upierniczyć wszystkie szkolenia, to konkurencji nie będzie, co?
Jak długo tego rodzaju pomysły rodem z państw totalitarnych (w którym to kierunku jak wiadomo powszechnie zmierza UE, chyba że się szybciej rozpadnie, czego niniejszym wszystkim życzę, dla naszego wspólnego dobra) nie powodują likwidacji normalnej dla cywilizacji zachodu drogi, to nie są żadnym zagrożeniem. Jak długo można się szkolić bez problemu komercyjnie a badania lotnicze nie są festiwalem bandyckiej państwowej dyskryminacji, to jak ktoś ma takie pomysły to good luck w okradaniu obywateli z ich kasy, przy współudziale UE. Z drugiej strony jako podatnik i zawodowy pilot nie zgadzam się aby za pieniądze z moich podatków szkoliła mi się konkurencja - wystarczy nam problem z wojskowymi.
Kolego ale z Ciebie frustrat. To może niech zostanie uwalona Politechnika Rzeszowska za to, że za pieniądze podatników, w tym i Twoje, szkoli pilotów - TWOJĄ KONKURENCJĘ!
Mam dla Ciebie radę: skrzyżuj nogi, ściśnij mocno pośladki i puść bąka może Ci to rozjaśni w głowie.
no nie jest tak! Własnie o to chodzi ze takie szkolenia powinny sie odbywac na Państwowych Uczelniach! Na Politechnice są w miare klarowne zasady dla WSZYSTKICH. Fundusze są np tylko dla mazowsza, a jesli nawet nie to juz na pewno nie na takich samych zasadach dla kandydatów z roznych regionow!
Mozna o tym by podyskutować ale rzeczywiscie powinny być UJEDNOLICONE NA POZIOMIE KRAJU zasady dofinansowania. Rażącą niesprawiedliwością będzie dla kogoś kto całe oszczędności wydał na swoje szkolenie ZAFUNDOWANIA POCIOTKOWI szkolenia z funduszu UE, bo nie oszukujmy się taki mechanizm sprzyja tego typu patologiom!
Zgadzam się również że UE się zagubiła, fundusze się tak jak komuny kto ma wejscie ten dostanie, chyba nie o to chodzilo?
I co, scentralizowany system nakazowo-rozdzielczy? To już chyba kiedyś było ćwiczone.
Przeczytaj artykuł.
Po pierwsze skąd pomysł, że pociotkowi? Jest wyraźnie napisane, że to system zaczynający się od klas lotniczych, z których do szkolenia lotniczego wyłaniani są najlepsi i dalej inwestuje się w tych, którzy mają najlepsze wyniki.
Po drugie tam nigdzie nie ma mowy o funduszach z Unii!
Dodaj komentarz