O zabranie głosu w dyskusji o bezpieczeństwie samolotów Cirrus, poprosiliśmy Piotra Długiewicza
Piotr Długiewicz, pilot samolotowy zawodowy (CPL/IR); główne typy to Cirrus i Embraer Phenom 100. Nalot całkowity 1800 godzin, z tego 1100 godzin na Cirrusach. Jeden z dwóch w Polsce i dwudziestu w Europie instruktorów z uprawnieniami Cirrus Standardized Instructor Pilot (autoryzacja fabryczna). Prezes zarządu Cirrus Polska. Organizator i szef Aero Poznań, ośrodka szkolenia lotniczego z fabrycznym statusem Cirrus Training Center i jedynego centrum symulatorowego Cirrusa poza USA. Członek Society of Aviation and Flight Educators oraz amerykańskiej AOPA. Autor felietonów FL120 w Przeglądzie Lotniczym Aviation Revue.
Szanowni Internauci!
Poprosiliśmy o komentarz, osobę która w Polce na temat samolotów Cirrus posiada prawdopodobnie największą wiedzę i doświadczenie. Bardzo prosimy, wręcz apelujemy o zrównoważoną dysksuję, bez obraźliwych wątków i przesądzania o winie kogokolwiek w tej czy innej katastrofie. Nasz rozmówca wyraził chęć do podjęcia otwartej, rzeczowej, popartej konkretami dyskusji. Wykorzystajmy to dobrze…. Na początek pytanie od nas.
Paweł Korzec: Po niedzielnej katastrofie, w mediach również pozabranżowych, rozgorzała dyskusja na temat bezpieczeństwa lotnictwa ogólnego. Media i internauci przywołują statystyki katastrof samolotów Cirrus. Stąd nasze pierwsze pytanie: Czy samolot Cirrus, jest bezpieczny?
Piotr Długiewicz: Przede wszystkim ogólne witam. W miarę możliwości czasowych postaram się uczestniczyć w dyskusji, ale proponuję, żeby to była dyskusja wszystkich ze wszystkimi z moim w miarę możliwości udziałem (jeśli będę miał coś w ogóle do powiedzenia). Dla mnie wszystkie opinie są dozwolone. Nikt nie musi lubić Cirrusa. Walcie śmiało i centralnie. Jeśli ktoś nie chce podpisywać się swoim nazwiskiem lub przynajmniej imieniem to trudno (chociaż byłoby miło). Jestem też gotowy w miarę możliwości odpowiadać na pytania, jeśli będę znać odpowiedź. Jednak tradycyjnie proszę nie oczekiwać mojej reakcji na bluzgi.
Przeczytałem większość komentarzy pod informacją o katastrofie SP-IKP i uważam, że pojawiło się tam wiele ciekawych, czasami kontrowersyjnych wątków. Fajnie byłoby, gdyby osoby z tamtej dyskusji przeniosły się tutaj. Możecie przekleić jakieś swoje opinie i dodać nowe.
Aby na początek dyskusji dolać oliwy do ognia na pytanie “Czy samolot Cirrus jest bezpieczny?” odpowiadam z ręką na sercu” “Tak, Cirrus to bezpieczny samolot, a w swojej kategorii najbezpieczniejszy samolot na świecie”.
PK: W lutym 2011 roku, przeprowadziliśmy na naszym portalu ankietę. Pytaliśmy o najbardziej "pożądane" wyposażenie samolotu. Oto jej wyniki:

Ratunkowy system spadochronowy, znalazł się w ankiecie na 4. miejscu. Czyżby piloci uważali że system jest niepotrzebny?
Dzisiejszą dyskusję chcielibyśmy skierować na temat systemu "balistycznego" CAPS. Zwłaszcza po katastrofie SP-IKP internauci żywo dyskutują jak działa, dlaczego nie został uruchomiony (a może nie zadziałał), dlaczego piloci nie korzystają z CAPSa i podobnych systemów. Dzisiaj jest świetna okazja, aby wszystkie te pytania zadać i porozmawiać na ten temat....
Chciałbym wszystkim bardzo serdecznie podziękować za udział w dyskusji. Aktywność i poziom przekroczyły moje wszystkie wyobrażenia. Jak widać na bezpieczeństwie zależy ogromnej rzeszy ludzi, którzy potrafią się sensownie i kulturalnie spierać (i zgadzać czasami). Wielkie dzięki.
Jeśli ktoś chciałby o coś jeszcze mnie dopytać to bardzo proszę o maile na mój adres w PLAR (pdlugiewicz@plar.pl).
Jeśli komuś mało Cirrusa to zapraszam na całodniowe szkolenie w Aero Poznań pod nazwą "Wprowadzenie do Cirrusa". Nie jest to Transition Training, może w nim wziąć udział każdy - nawet osoby bez licencji (np. w trakcie szkolenia praktycznego lub teorii), bo jest realizowany wyłącznie na symulatorze. Można zobaczyć jak działa boczny wolant, awionika Perspective i wystrzelić CAPSa w wersji full motion. Gwarantuję dobrą, edukacyjną lotniczą zabawę, podczas odczarowywania mitów o Cirrusie.
Detale tutaj: www.poznan.aero/introduction-to-cirrus-course
Latajcie bezpiecznie, z pewnością się spotkamy, dziękuję.
Piotr Długiewicz



Komentarze
Nawet najbezpieczniejsze rzeczy w nieodpowiednich rękach to katastrofa. Zawsze rozsądek i trzeźwe myślenie to podstawa aby bezpiecznie latać. Przesyłam link z filmem, który mówi sam za siebie, że odpowiednie podejście do danej sytuacji może uratować życie.
http://gma.yahoo.com/video/news-26797925/father-daughter-rescued-after-p...
Chociaż wszyscy co latali mówią że samolot jest wymagający PD twierdzi że nie. Business is business - nikt już nie powinien publikować tego Pana.
To chyba trochę za daleko idąca propozycja. Inna sprawa, że pomysł, żeby handlarz miał być autorytetem i głównym opiniotwórcą w sprawie towaru, którym handluje - to jednak nieporozumienie. Nawet jeżeli na nim również lata i szkoli. Z własnego, niemałego doświadczenia na SR22 - SR22 potrafi zaskoczyć wpadnięciem w korek, zwykle w lewym 4-tym zakręcie, BEZ zadziałania sygnalizacji zbliżania się do i przeciągnięcia (system sprawny - sprawdzony przed i po locie), lub z zadziałaniem tejże, ale dopiero gdy już zaczyna się autorotacja, co jest szczególnie groźne. Wtedy ratuje tylko ultrawczesne rozpoznanie sytuacji i jeszcze szybsze zmniejszenie kąta natarcia, na zasadzie właściwie odruchu bezwarunkowego, bo na myślenie i uświadamianie sobie co się dzieje nie ma już czasu. Spadochron w takich sytuacjach jest już bezużyteczny. SR22 przydałby się wskaźnik kąta natarcia na PFD i np. audio-wizualna sygnalizacja lub inna (np. jakaś lekka odmiana shaker'a o zróżnicowanym działaniu w zależności od różnicy miedzy AOA krytycznym a faktycznym)) zbliżania się do krytycznego kąta natarcia w szerszym zakresie AOA np. odpowiadającym zakresowi 1.25-1.00 Vs (dla danych warunków obciążenia powierzchni nośnej, zależne m.in. od przeciążenia) umieszczona w głównym polu widzenia pilota. Właściwie to powinno być na każdym samolocie, ale SR22 jest jednym z tych, którym naprawdę jest to potrzebne, i w tym sensie - IMHO - jest mniej bezpiecznym samolotem od innych.
Ku przestrodze dla pilotów SR22 - w uzupełnieniu powyższego posta, powinienem dodać, że powyższe zdarzyło się w II-giej połowie zakrętu o 180 stopni na prostą do lądowania (ciasny lewy krąg 2-zakrętowy), w warunkach stosunkowo silnego i porywistego wiatru (możliwy uskok - wiatr był czołowy-boczny z prawej strony pasa, przy ziemi słabszy), z - wydawało się - bezpiecznym marginesem szybkości kontrolowanej co 2-3 sekundy, sygnalizacja bliskości przeciągnięcia nie ostrzegła w ogóle, ostrzegło drżenie z którym niemal jednocześnie pojawił się dynamiczny samoobrót w lewo, pogłębiający przechył. Bardzo szybka podświadoma reakcja uratowała sytuację, choć wyglądało to podobnie, jak to co się zdarzyło Mattowi Hall w czasie RBAR (http://www.youtube.com/watch?v=xkwKqD9ylLo), aczkolwiek oczywiście mniej dramatycznie (wyżej, wolniej, mniejszy przechylenie). SR22 podobno jest bezpieczny, bo dzięki zastosowaniu kompozytów, ma skrzydło podzielone na 2 części, dzięki czemu wewnętrzna część może już ulec przeciągnięciu, a zewnętrzna jeszcze leci i słucha lotki. Ale powyższe zdarzenie oraz statystyki pokazują, że na SR22 można się w takiej sytuacji tak samo łatwo utłuc, jak na każdym innym samolocie, a może nawet łatwiej. Do tego dochodzą sprężyny w układzie sterowania, które zafałszowują odczucia na sterze i mogą maskować symptomy, które na innym samolocie byłyby łatwo dostrzegalne. Szybka i prawidłowa podświadoma reakcja ratuje sytuację, ale czy każdy, zwłaszcza mało doświadczony, będzie ją w takiej sytuacji miał? Dobrym sposobem na jej zapewnienie wydaje mi się trening w agresywnym manewrowaniu na granicy przeciągnięcia/korkociągu, nierzadko ją przekraczając, ale nie dopuszczając do rozwinięcia się korkociągu. Mam wrażenie że to właśnie taki trening na Z526 mnie wtedy uratował, podobnie jak niejednego kierowcę uratował trening w jeździe samochodem na granicy przyczepności, czasami ją przekraczając, ale opanowując poślizg i wyprowadzając z niego.
Gdyby cirrus był b.d. polską konstrukcją lobby producenckie już dawno zadbało by o to aby firma była na dnie.
Gdyby producent zamiast dziwnie umieszczonego drążka zamontował wolant, być może mielibyśmy całkiem fajny samolot.
Statystyki pokazują czarną prawdę o CIRRUSIE!!!!!!!
Witam, Na wstępie przepraszam jestem trochę spóźniony (byłem niestety zajęty) bo już po dyskusji, ale w sumie to nikt nie odpowiedział na pytanie: Ratunkowy system spadochronowy, znalazł się w ankiecie na 4. miejscu. Czyżby piloci uważali że system jest niepotrzebny?
Tak, uważali że jest niepotrzebny – tak uważa grupa ludzi, z których większość to piloci, pasjonaci lotnictwa, czytelnicy portalu dla pilota. Gdyby ta sama ankieta pojawiła się np. w onecie, portalu finansowym, to na pierwszym miejscu byłby spadochron lub system wizji syntetycznej. Na pytanie dlaczego jest ten spadochron odpowiadam pod koniec mojego posta.
Poza tym, przeczytałem to wszystko i moja refleksja jest taka (dodam, że nie latałem nigdy Cirrusem). Jest to tylko moje zdanie. Nie jestem ekspertem, ale nie trzeba nim być by stwierdzić fakty. Poniższe jest wyrazem wyłącznie mojej opinii.
DOBRE STRONY:
1) Samolot jest certyfikowany przez EASA i koniec kropka.
2) Brak alternatywy dla SR20/22 dla potencjalnego kupującego na rynku NOWYCH samolotow GA do lotów na dłuższych trasach (biznes). Jedynie C-182, DA-40, C350. Dlatego Cirrus jest i będzie popularny. Cessna i Diamond też się wzięli do roboty i dzięki temu zaczną wreszcie robić lepsze samoloty. Na tym skorzysta cały rynek.
3) Dane z serwisu flightware.com: 50szt. SR22 i tyle samo C182 w powietrzu przed wczoraj po południu. Wczoraj po 45szt. Innych typów tej klasy praktycznie BRAK NA TRASACH. Tyle samo w danej chwili w systemie lata np. PC-12.
4) Cirrus jest ważnym elementem rynku GA -stymuluje rozwój i zwiększa liczbę pilotów.
5) Wiele innych pozytywnych stron jakich tu nie sposób przedstawić gdyż wykracza to poza możliwości opisania w tym miejscu.
ZŁE STRONY:
Moim zdaniem jest jakiś błąd w marketingu popełniony już kiedyś przez jedną z firm w latach 70 w USA. Marketing jest zbyt ukierunkowany na NIE-pilotów. Jest to zapewne związane z tym, że jeśli nie NIE-pilotom to komu? W jakim kierunku powinno się rozwijać GA? Co z miejscami pracy i zwiększeniem produkcji. Taki jest niestety rachunek ekonomiczny. Jakiś nowy segment rynku trzeba zbudować. Musi przybywać pilotów. Tymczasem do podświadomości trafia nie to co powinno. Zbyt łatwo można się 'wkręcić' w kolorowe zdjęcia a niestety producent nie powinien reklamować ‘samochodów’ tylko promować lotnictwo GA. Jest problem z obsługą radia w samochodzie? Zbyt dużo przycisków? Nic prostszego BMW wychodzi naprzeciw klientom z wygodnym joystick’iem w środkowej konsoli. Proszę wsiąść do nowej siódemki. Gwarantuję Wam, że poczujecie się tak bezpiecznie jak nigdy dotąd. Czy szybkie i komfortowe BMW to zły samochód? Niebezpieczny? Drodzy Państwo: Jest sto razy lepszy i bezpieczniejszy od innych samochodów.
Dlaczego jest spadochron? Ten samolot może latać przecież spokojnie bez spadochronu. Czy odrzutowce mają spadochrony? Czy są certyfikowane do korkociągu? To przecież proste - bez spadochronu nie byłoby nowego segmentu rynku NIE-pilotów. Spadochron był tym czym Cirrus przemówił do zwykłych ludzi: nadszedł już czas, wsiadajcie do samolotów, teraz macie spadochron. Alan Klapmeier nie jest taki jak Wy - to jest twórca, wizjoner, biznesmen. Rynek GA jest wart miliony i część tego jest wkalkulowane w marketing produktu. A samolot? Samolot nie ma nic wspólnego z tym wszystkim i nie jest niczemu winien.
To bardzo dobry samolot i moim marzeniem jest kiedyś się nim przelecieć.
Pozdrawiam.
Panie Piotrze ,dlaczego jeżeli jest tak dobrze jest tak żle,w SKY SHARE coraz mniej Cirrusów i coraz mniej pilotów, sam pan przesiadł się na Phenona, a miało byś super....
Witam, zdobyłem licencję i w zasadze jestem jeszcze na starcie lotniczej przygody, od dawna wiele czytam i śledzę informacje na temat różnych konstrukcji lotniczych, nie latałem Cirrusem chociarz już się kilka razy umawiałem na lot przyjacielsko zapoznawczy i może wreszcie do tego dojdzie. Forma aerodynamiczna, wyposażenie daje klasę samą w sobie, ale przypomnijcie sobie co Wam instruktoe=rzy mówili, co szybko lata to szybko ląduje i startuje i tutaj tkwi chyba cały szkopuł.
Ludzie, zdjacie sobie sprawę że większość wypadków które sie wyadązyły np. Niemcy , analizy wskazują zejści poniżej minimów i doprowadzenie do niestabilności lotu. Jak poczytacie informacje o wypadkach to zawsze jest co nie co podobnie. Nie ukrywam , mażył mi się Cirrus ale w tej sytuacji chyba wolę 1h dłużej lecieć cześką lub Diamondem a może za kilka lat jak wprawa będzie może wtedy pomyślę i Cirrusie, wydaje mi się że piloci nie dorośli do samolotu który nie toleruje za dużo błędów, a czym szybcie w locie tym mniej stabilnie podczas lądowania. Przeanalizujcie konstrukcje pod względem prędkości przelotowych a wniosek będzie jeden. Poprostu leć tak by nie przekroczyć minimów podczas lądowania. Podkreśla jest to opinia mola książkowego z małą praktyką więc darjcie sobie uszczypliwości
Witam wszystkich.Ludzie skąd nagle takie zainteresowanie Cirrusem, ja mam wrażenie że w większości piszą osoby wynajęte przez TVN lub podobni łowcy sensacji.Może po prostu chcecie kupić ten samolot to pytajcie P.Długiewicza o szczegóły.Moim zdaniem to media są winne takiemu wizerunkowi Cirrusa samolotu zaprojektowanego przez fachowców, z najlepszym silnikiem świata czyli Lycoming.
Wiadomo Caps'y Gps'y co w innych nowych samolotach tego nie ma, niestety elektronika może sie popsuć(tyczy się to wszystkich statków powietrznych)
Mnie osobiście martwi fakt że bardzo dużo ludzi zginęło w tym roku, a media bardzo mi szkodzą nagłaśniając każdą katastrofę
opowiadając pierdoły podobne do niektórych zamieszczanych tutaj.
Widzę, że "dyskusja" ma charakter szybkiego "gaszenia pożaru" żeby ludzie nie zniechęcili się do Cirrusa - Pan Piotr uzasadnia jaki to Cirrus jest dobry i nie ma z nim problemów tylko czynnik ludzki cały czas zawodzi.
Mnie nasuwa się kilka spostrzeżeń:
- jakoś większość wypadków jest bardzo podobna, żeby nie powiedzieć charakterystyczna - prawdopodobne przeciągnięcie, korkociąg, crash ...
Ktoś nawet zamieścił link do filmiku o anatomii takiej sytuacji - z opisu nasuwają się "polskie" katastrofy w Szwajcarii i Niemczech - których ciągle nie wyjaśniono pomimo rejestratorów lotu - chyba Cirrus powinien je przeanalizować i "oczyścić się z zarzutów"
- podobna dyskusja toczyła się i na zagranicznych forach i wypowiedzi pilotów były podobne, np.: No disrespect to the CAPS, but history of the type has shown that, for whatever reason, the parachute rarely gets used when it *could* save the aircraft's occupants. On the other hand, when Cirri crash, they are not very good at leaving aircraft occupants alive- and are very fire-prone.
- obserwuję tak jakby spiralę niebezpieczeństwa - pilot sądzi iż ma spadochron i samolot jest bezpieczny i może sobie pozwolić na więcej - nawet jak będę miał za mało paliwa to w najgorszym wypadku zawsze mam spadochron ... a później - użycie spadochronu powoduje poważne uszkodzenie lub zniszczenie samolotu i się go nie używa bo może jakoś się uda ...
- na zachodnich forach dyskutowany jest też między innymi problem pożaru samolotu spowodowany odpaleniem CAPS'a - jakikolwiek wyciek paliwa i odpalenie CAPS'a powoduje pożar samolotu - np.: http://www.9news.com/video/default.aspx?bctid=65391036001
REASUMUJĄC - KURCZE FAJNY SAMOLOCIK TYLKO ZA CZĘSTO SPADAJĄ.
Czanowny Jacku
Wiekszosc wypadkow samolotami wynikajacymi z bledow pilota sa identyczne bez wzgledu na typ czy wyposazenie. Najwiecej z nich jest z powodu korkociagu lub przepadu, kiedy pilot leci zbyt wolno i stara sie zrobij jakis manewr na niskiej wysokosci. Duza ilosc wypadkow zdaza sie rowniez na zle zaplanowanej drodze podejscia i sporo z nich jest z dodatkiem oblodzenia, ktore pomoglo zakonczyc lot przedwczesnie. Cirrus jest nowoczesny i drogi dlatego jest w mediach. Malo kto mowi az tyle o starej przelatanej cesnie 150/152 bo po co to mowic o jakims starym wraku, prawda? Lepiej mowic o nowych maszynach, bo to sensacja! Musze pana rowniez zmartwic co do Cirrusa - Zrobilem kontrolowany korkociag nad Scarborough, Ontario i jak widac zyje! Podejscie pilotow jest zle, bo CAPS uzywa sie w ostatecznosci. TO NIE JEST GWARANCJA BEZPIECZENSTWA TYLKO OSTATECZNE NARZEDZIE, w dodatku musi byc uzyte we wlasciwym czasnie, nie jak juz samolot udeza w ziemie. Pamietam jak Cirrus rozbil sie w Buttonville w piekny sloneczny dzien! Niestety NTSB orzekla o bledzie pilota (i to nie jednym). W tym wypadku zginal gosc z kasa, wlasciciel szkoly lotniczej, ktory zamiast swiecic przykladem popisal sie glupota. Pare lat wczesniej wyglupiajac sie w gorach polamal zebra i noge, uwielbial szalec no i wyszalal. Wyladowal na dachu magazynu w Markham.
Samolocik zeczywiscie jest fajny, ale musi byc uzywany odpowiedzialnie, wtedy nie bedzie spadal!
Pozdrawiam
Witam ponownie,
co prawda ogłosiłem już opuszczenie te dyskusji (proszę o wybaczenie, muszę pracować), ale muszę zareagować na ewidentne przekłamania zawarte w tym poście. Żałuję, że nie zostały zgłoszone te tematy wcześniej, bo byłoby więcj czasu na ich przeanalizowanie.
1. Moim zdaniem czas potrzebny na wyjaśnienie katastrof, o których Pan pisze wynika z tego, że są zupełnie nieoczywiste. Proszę choćby zerknąć na sam dół, gdzie dyskutowaliśmy kwestie Zurichu. Wbrew obiegowej opinii fachowcy wiedzą, że doprowadzenie Cirrusa do korkociągu jest bardzo trudne, dlatego analizuje się czynniki dodatkowe, takie jak uskok wiatru, czy możliwość przypadkowego kopnięcia w stery przez pasażera na prawym fotelu. Tak jest w przypadku np. Bielefeld.
2. Ma Pan rację, że w stosunku do sytuacji, w których CAPS mógłby okazać się skuteczny jest zdecydowanie zbyt rzadko używany. COPA udowodniła, że liczba ofiar śmiertelnych spadłaby o 60% - 70%, gdyby we wszystkich zdarzeniach wypadkowych CAPS był użyty. Niestety tylko Cirrus ma standardowo ten system, ale z czasem będą miały wszystkie nowe konstrukcje (jeśli nie w standardzie, to w opcji) Konkurencja, która dość długo usiłowała światu wmówić, dlaczego Cirrus ten system ma, a oni nie muszą (BTW jak widać z dobrym skutkiem), poszła po rozum do głowy i w pierwszej nowej konstrukcji od lat Cessnie Sky Catcherze oczywiście wprowadziła jako opcję. I bardzo dobrze, bo gdzieś się kończą granice PR, a zaczyna poważna sprawa, jaką jest życie.
Przyczyn rzadkiego użycia jest wiele, ale głównie to szkolenie i psychologia. Niestety standardy szkolenia dla innych samolotów powodują fałszywe nawyki z punktu widzenia bezpieczeństwa samolotów, które mają szeroko pojęty BRS. Instruktorzy, którzy szkolą okazjonalnie na Cirrusach wpajają często złą technikę pilotażu i niestety nie mają pojęcia na temat CAPSA (kiedy, jak i dlaczego).
CAPS jest Cirrusowy, ale dzisiaj od rana szkoliłem pilota, który dużo też latał na UL w Niemczech i opowiadał mi, ile czasu instruktorzy poświęcają systemom typu BRS. Notabene dwie godziny temu musieliśmy się ratować po awarii silnika nad zabudowanym terenem Warszawy, odpaliliśmy CAPSa i żyjemy (na symulatorze, oczywiście :-)). Gwarantuje, że jeszcze 5-10 powtórzeń i kolejny pilot będzie miał prawidłowy odruch wypracowany.
3. Ma Pan rację, że CAPS daje ekstra poczucie bezpieczeństwa, ale pozbawianie się go byłoby dowodem na kompletny brak zaufania do siebie samego. Jeśli ktoś ma takie problemy to nie powinien latać samolotem w ogóle.
4. cytaty przez Pana przytoczone pochodzą z forów, gdzie wszędzie tak jak i u nas najbardziej zawzięcie dysktują piloci, którzy w życiu nie siedzieli w Cirrusie, a już na pewno nigdy nim nie lecieli, o szkoleniu na nim nie wspominam. Po prostu pewnych rzeczy, ktoś kto leciał tym samolotem nie powie, bo wie że naraziłby się na śmieszność.
Gdy pisze Pan o anatomii wypadku z jednego z filmików (dane dostarczone przez Cirrusa), czy usłyszał Pan w komentarzu, że nawet przy tak odpornym na przeciągnięcie skrzydle jak w Cirrusie, coś takie może się zdarzyć. Wyrwanie tego z kontekstu zmienia sens.
Dowodem rozpowszechnianych spiskowych teorii jest też przylinkowany przez Pana spektakularny przykład płonącego na spadochronie Cirrusa. Zapewne nie wie Pan tego (bo zakładam, że uczciwie napisałby Pan to w tym miejscu), że ten CAPS uruchomił się sam po zderzeniu z innym samolotem, a POŻAR BYŁ WYNIKIEM ZDERZENIA. To chyba istotna różnica.
Dalsza część tej historii "zaocznych ekspertów od Cirrusa" mówi,że CAPS jest nie OK, bo spadochron się może zająć i pożar spadochronu, to dopiero problem. Czy patrząc na ten obrazek nie zastanawia Pana, że samolot płonie (w wyniku zderzenia, jak wspomniałem), a spadochron nie? Wyjaśnienie jest takie, że linki są z KEVLARU i są ognioodporne.
Na każdy taki argument, są poważne argumenty, które je podważaja. Natomiast moja sugestia jest taka, że wypowiadając jakieś opinie powinno się to robić w oparciu o wiedzę i/lub doświadczenie. Z braku takich należy pytać, a jak się nie wierzy odpowiedziom weryfikować w praktyce. Powielanie obiegowych fałszywych opinii na pewno nie służy bezpieczeństwu, bo piloci mają głowę pełną wątpliwości, gdy po prostu powinni pociągnąć za czerwoną rączkę.
I wreszcie statystyki wypadkowe Cirrusa nie są ani lepsze, ani gorsze od innych marek (odchylenie na drugim miejscu po przecinku), z tym że Cirrusy latają w większośći w IFR (i dużo w IMC) cross-country, a pozostałe dużo w VFR wokół lotniska. Osiągnięcie porównywalnych wyników w tych kompletnie różnych światach świadczy samo za siebie.
REASUMJĄC - KURCZE FAJNA WYPOWIEDŹ, TYLKO BŁĘDNE WNIOSKI NA PODSTAWIE BŁĘDNYCH PRZESŁANEK :-))
Pozdrawiam serdecznie, PD
PS. Zapraszam na trening CAPS do Poznania, może Pan też zrobić parę korkociągów. Polecam. Własne doświadczenie daje więcej niż cudze przemyślenia wzięte z niczego.
Czytając Pana wypowiedzi można dojść do wniosku,że Cirrus to najlepszy, najbezpieczniejszy i jedyny samolot bez wad. Tylko skąd tyle wypadków?
Dlatego, że ktoś samolotem steruje. Do przeczytania raporty ze stron COPA.
O capsie ale moze przewrotnie...
Obiegowa opinia o Cirrusie zasłyszana od zawodowych pilotów mówi że przy konstrukcji tego samolotu popełniono błąd projektowy i samolot w pierwszych testach nie wychodził z zamierzonego korkociągu, zresztą podobno nigdy się nie udało go zmusić do wyjścia z niego, zatem firma aby nie zaprzepaścić wielu milionów dolarów wydanych na ten projekt dogadała się z FAA ze dodadzą system ratunkowy który był jedyną furtka do wydania zgody na loty tego samolotu, co Pan o tym myśli...
Panie Przemku, gdzie Pan był? Od dwóch dni czekam na to pytanie! Bez niego nie moglibyśmy zamknąć tej dyskusji. Gdybym za każdą odpowiedź na nie dostawał dolara to nie musiałbym pracować do końca życia. :-))
Wersja długa odpowiedzi na to pytanie jest tutaj http://www.whycirrus.com/engineering/stall-spin.aspx
Wersja krótka brzmi tak: każdy samolot wpada w korkociąg, to co z trudem wpada z trudem wychodzi, a co łatwo wpada łatwo wychodzi. Cirrus należy do kategorii samolotów, które bardzo niechętnie wpadają w korek, ale z niego wychodzą.
Alan Klapmeier (współzałożyciel Cirrusa) w latach dziewięćdziesiątych miał wypadek z gatunku midair collision. On wyszedł, jego przyjaciel nie. Spadochron stał się jego małą obsesją. FAA uznała, że jest to ELOS (Equivalent Level of Safety) i po prostu zwolniła samolot z tych prób. EASA jak to EASA, nie była taka łatwo wierna i samolot przeszedł przez serię prób korkociągowych w Europie, gdzie uznano jego charakterystykę za normalną.
Wersja anegdotyczna odpowiedzi jest taka: na symulatorze mamy kilka konkursów dla zaawansowanych, aby umilić sobie nudne życie. Jeden jest taki, że stawiamy samlot na 5000 feetów nad lotniskiem i wygrywa ten kto, najszybciej wyląduje bez uszkadzania samolotu. Najskuteczniejsza metoda polega na wymuszeniu korkociągu, wyprowadzeniu po dwóch zwitkach i lądowaniu z zakrętu. Pozdrawiam
Dyskusja z panem nie ma sensu pan sprzedaje papke reklamowa producenta,nie odpowiada na pytania to nie mial byc monolog a dyskusja.Z tego wynika ze jest Pan miernym instr i tudziez pilotem.Zycze Panu powodzenia moze to Pana uratuje.
Gdzie jest zawarte w tej wypowiedzi pytanie? Chętnie odpowiem i czekam na dyskusję. Czy dysponuje Pan innymi danymi na temat CAPSa lub czegokolwie, co napisałem poniżej. Proszę o jakieś konkrety lub przynajmniej własne doświadczenia. Pozdrawiam, mimo obraźliwego tonu Pańskiej wypowiedzi.
W momencie, gdy doszło do katastrofy SP-IKP wiele osób zadawło sobie pytanie o skuteczność CAPSa. Od 2002 roku do dzisiaj było 26 przypadków użycia tego systemu, a równo 50 osób przeżyło dzięki niemu.
Właściwie można powiedzieć, że 51, ponieważ jedną z uratowanych była kobieta w ciąży. Do tego dochodzi jeden pies.
Najważniejsza informacja jest taka, że w żadnym przypadku, gdy spadochron został użyty zgodnie z instrukcją producenta, w żadnym wypadku nie doszło do śmierci nikogo na pokładzie. Co więcej w kilku przypadkach CAPS okazał się skuteczny daleko poza swoją obwiednią projektową.
... )Oczywiście Pan napisał wprost - 26 przypadków, więc moje obliczenie było zbędne).
Przede wszystkim przepraszam, bo się pomyliłem. Przypadków użycia było oczywiście 30, natomiast skutecznych w obrębie limitów producenta było 26. Te cztery nieudane to na przykład uruchomienie w swobodnym spadaniu przeciągniętgo, oblodzonego samolotu z prędkościa 280 węzłów. Liczba uratowanych się zgadza. Tak czy inaczej przepraszam, mój błąd.
Z jednej strony to brzmi pozytywnie, ale z drugiej to by oznaczało, że od 2002 roku było conajmniej 50/4=12 wypadków, w których konieczne było (z punktu widzenia pilota w danym momencie) użycie CAPSa. Orientuje się Pan może w hipotezach dot. przyczyn tych zdarzeń ? Czy producent analizuje te przypadki z punktu widzenia ich wpływu na wspomniane szkolenia fabryczne ?
Oczywiście. Każdy przypadek uruchomienia CAPSa jest dobrze opisany, głównie przez COPA (Cirrus Owners and Pilots Association), ale też omawiany na seminariach CSIP. Dwie główne przyczyny to "czynnik ludzki" i "czynnik techniczny". A tak bardziej wprost: wlot VFR w warunki IMC i utrata kontroli na przykład z powodu silnej turbulencji oraz awarie silnika w różnych niesprzyjających miejscach.
Tu znajdzie Pan pełną listę przypadek po przypadku http://www.cirruspilots.org/Content/CAPSHistory.aspx#saves
Rzecz jasna wszystkie przypadki są szczegółowo analizowane, ale większy wpływ na program szkoleń mają te sytuacje, w których piloci nie użyli CAPSa i zginęli, niż odwrotnie.
Dziękuję za link. Jest tam Cirrus Pilot Special Free Safety Issue.
Ja mam proste pytanie do Pana Dlugiewicza po ilu latach pilot latajacy w liniach {ifr]zapomina latac.Sa wyjatki Tadek Wrona a reszta?????
Nie wiem ;-). Ale są koledzy, którzy latali Cirrusami daleko i bezpiecznie, a po 6 miesiącach w airbusie już nie umieją, więc chyba degradacja umiejętności jest bardzo szybka. :-) Skądinąd mamy grupę pilotów liniowych, którzy traktują Cirrusa jako odtrutkę na nudę (ale to nie dotyczy tylko Cirrusa, ale też aktywności szybowcowych, czy innych sportowych u pilotów liniowych). Pozdrawiam
Drogi Piotrze,
Z ciekawoscia przypatruje sie dyskusji, ktora tu prowadzisz i moge jedynie przyklasnac. Spedzilem w tym samolocie 1000h+, przelecialem Europe wzdluz i wszerz i uwazam Cirrusa za samolot bezpieczny, niezawodny, o osiagach ktore bez zadnego obciachu pozwalaja latac na najwieksze lotniska swiata. Maszynka bardzo duzo oferuje i jak dobra kochanka, bardzo duzo tez wymaga. Po pierwsze tego co kazdy inny samolot - MYSLENIA, RESPEKTU i przeogromnej DYSCYPLINY (predkosc 85kts, to nie 79kts itd..). Do kazdego lotu przygotowywalem sie bardzo skrupulatnie (pogoda, osiagi, alternatywy, paliwo itd...), niewazne czy to byl lot z Leszna do Lubina czy tez z Okecia do Larnaki. Arogancja zabija.
Nie smiem wydawac wyroku co do IKP, jak dla mnie zbyt wiele niewiadomych. Moge natomiast napisac slowo o moim lataniu. Raz wyladowalem majac na pokladzie 10gal i to bylo absolutne minimum na jakie sobie pozwolilem. Nie latalem nigdy ponizej minimow pogodowych mimo paruset godzin w I.Odmawialem latania na lotniska, ktore moim zdaniem nie byly wystarczajaco bezpieczne dla SR (Opole, Bialystok, Olsztyn zimą itd.), co zawsze spotykalo sie z pelna aprobata w firmie. Czesto zastanawialem sie co bym zrobil gdyby teraz sie cos wywalilo..tak jak silnik, ktory mi zabarachlil nad Rumunskimi Karpatami i wiem jedno, nigdy nie zawachal bym sie strzelic z CAPS. Noc, woda, las, to juz bylby odruch automatyczny.
Nie moge nie odniesc sie do opinii na temat degradacji umiejetnosci pilotazowych w linii :) Dla mnie olbrzymim problem polskiego GA jest brak STANDARYZACJI. I to w pelnej rozciaglosci - czasow pracy, restów, CRM, SOP(!), techniki, szkolenia, recurrentow, aktualnosci pomocy nawigacyjnych i wielu wielu innych. Dopoki czlowiek nie zobaczy na wlasne oczy jak to wyglada w duzym przewozie, lata czesto w nieswiadomosci, bedac zdecydowanie zbyt elastycznym.
Wyszedlem z zalozenia, ze wyczerpalem swoje szczescie w lataniu zawodowym samolotem klasy SEPL. Jestem na etapie przygotowan do przygody z pływakami i to bedzie teraz zaspokajalo moj glod na "prawdziwe" latanie.
Poza tym ustalilismy kiedys wspolnie - latanie Cirrusem (i kazdym innym samolotem) z doskoku, nie bedac w loopie, to kolejna doskonala przeslanka. A wlasnie tego przeciez wszyscy unikamy.
Pozdrowienia, Fly Safe!
Marcin
50.464566,18.961051
oto dokładne współrzędne miejsca katastrofy, czy ktoś bardzie doświadczony potrafi mi powiedzieć co oni robili w tym miejscu? Jakim cudem świadkowie mówią o tym, że słyszeli samolot któremu przerywał silnik? Przecież to środek lasu, a warunki były bkn001 i sct002.
Relacje swiadkow o tym, ze widzieli samolot, ktoremu zgasly swiatla sa wyssane z palca... Mieszkam w poblizu EPKT. Pogoda w tym czasie uniemozliwiala obserwacje jakichkolwiek samolotow. Miejsce katastrofy znajduje sie ponad 1 km od wszelkich zabudowan. Zatem jezeli ktos cokolwiek slyszal to musialo to nastapic w dosc duzej odleglosci od miejsca upadku. Przypominam, ze widzialnosc byla bardzo slaba, droga, stacja beznynowa, itp. wszystko bylo w tych warunkach zbyt daleko, zeby cokolwiek zobaczyc.
Miejsce katastrofy samolotu znajduje sie na przedluzeniu osi pasa startowego na zachod od progu 09. W dosc duzej odleglosci...co prawda. Po nieudanym podejsciu na 27 pilot byl prawdopodobnie odsylany na drugi krag do 27. Po go around musial nastapic problem z silnikiem i kontrolerzy ustawiali samolot na 09 stad to miejsce... Przyczyny zatrzymania silnika zapewne beda ustalone.
Hm, nadal nie rozumiem jak się tam znaleźli. Do tego plotki hangarowe, ze było to ich trzecie podejście ?! Co do poleżenia w osi pasa też mam wątpliwości, wystarczy spojrzeć na mapę, byli daleko od osi i progu. Jestem przekonany że "problemy z silnikiem/paliwem" były niestety powiązane z tym, ze oni po prostu się zgubili. Podczas uderzenia w ziemię, samolot był odwrócony śmigłem na wschód, prawda? Do tego brak uszkodzonych drzew (poza jednym wyciętym podczas ewakuacji wraku) może moim zdaniem świadczyć o znacznym przechyleniu samolotu w momencie zetknięcia z drzewami. Koledzy piloci, ja mam dreszcze do teraz jak pomyślę, co tam się działo, niestety nie bez winy pilota (choć to ustali PKBWL).
Znałem całą czwórkę, współczuję rodzinom, wyciągnijmy proszę wnioski z tej bez sensownej tragedii dla nas i naszych bliskich. Nie przymykajmy oczu na to co się dzieje wokół nas, a może mieć choć minimalny wpływ na bezpieczeństwo w GA. Zgłaszajmy "kozaczenie", lądowania po zmroku na np EPKM, loty szkolne przy sct004 - bo kursant ma mało czasu i dobrze płaci, etc.
To wcale nie jest aż taki środek lasu. Samolot spadł b. blisko głównej drogi. Mieszkam w tej miejscowości gdzie wydarzyło się to nieszczęście. Bardzo blisko miejsca zdarzenia są domy, stacja benzynowa, główna droga., więc wcale nie jest dziwne, że świadek słyszał jak przestawał pracować silnik w samolocie. Z góry przepraszam- być może to co teraz napiszę ma się nijak do merytorycznej dyskusji , która tutaj toczy się o lotnictwie, cirrusie itp - ALE - Jeśli czyta to ktoś z bliskich, rodzina ofiar - to chcę powiedzieć, że na miejscu b. szybko był ksiądz ( którego niestety nie chcieli dopuścić do ofiar ) ale wiem, że udzielił im ostatniego namaszczenia stojąc parę metrów od ofiar...Być może taka informacja jest ważna dla rodziny osób, które zginęły. Akcja ratunkowa również była przeprowadzona b. sprawnie. Lotnisko zamknięte, wszystkie służby ratunkowe skierowane do ratowania tejże awionetki.
Dziękuję za informację o księdzu, to ważne. Jeżeli rodzina o tym nie przeczytała, przekażę im na dzisiejszym pogrzebie.
Mam pytanie odnośnie systemu TKS,rozumiem że nie dopuszcza on do latania w znanych warunkach oblodzenia tylko umożliwia ucieczkę z takich warunków? Czy glikol należy włączyć przed wystąpieniem oblodzenia czy już po w celu usunięcia lodu? Nie wiem czy ma Pan doświadczenie z de-icing boots, ale ciekawi mnie porównanie skuteczności tych dwóch różnych sposobów odladzania. pozdrawiam
Jeśli chodzi o TKS i Cirrusa to sytuacja jest następująca. Część samolotów (SR20 i starsze SR22) nie ma żadnej instalacji. Inna część ma instalajcę TKS bez certyfikacji do warunków znanego oblodzenia (tzw. basic ice protection), która jest de facto instalacją ucieczkową. Od mniej więcej dwóch lat Cirrus (bodaj jako jedyny w kategorii SEPL, ale mogę się mylić) ma również wersję certyfikowaną do warunków znanego oblodzenia (tzw. FIKI - Flight Into Known Icing). Według moich ostatnich informacji z fabryki, mniej więcej 95%! nowych SR22, jeśli w ogóle ma instalację przeciwoblodzeniową (koledzy z Brazyli na ogół nie są tym zainteresowani, nie wiedzieć czemu:-)), to jest to instalacja certyfikowana do FIKI.
Instalacja TKS co do zasady jest anti-icing, a nie de-icing, czyli należy ją użyć, zanim mleko się na skrzydła wylało. W przypadku cieńkiej warstwy lodu nadal sobie poradzi, ale z jakąś grubszą warstwą byłby poważny problem.
Glikol należy pierwszy raz włączyć na ziemi (tzw. priming TKS), aby upewnić się, że glikol został doprowadzony przewodami w pobliże paneli. W Polsce był pewien przypadek pilota (zdecydowanie innej marki niż Cirrus, ale też dobrej), który lecąc notabene VFR postanowił potestować nieużywaną długo instalację TKS i oczywiście wlecieć w chmury z oblodzeniem. Skończyło się tym, że przeciążonym od lodu samolotem wylądował przed pasem. Mój domysł był taki, że z powodu długiego nieużywania i niewykonania primingu, TKS nie zadziałał prawidłowo.
Tak, mam doświadczenie z obydwoma systemami, bo Embraer Phenom 100 ma booty. To jest zasadniczo inny system. Komfortem de-icing boots jest to, że zadziała, gdy lód już jest, a jego eksploatacja nie kosztuje, a glikol tak. Z kolei TKS technicznie jest zdecydowanie bardziej odpowiedni dla samolotów jednosilnikowych tłokowych i nie ma ryzyka asymetrii oblodzenia, w przypadku awarii jednej strony bootów, co z kolei się zdarza bootom.
Reasumując Cirrus może być certyfikowany do lotu w warunki znanego oblodzenia i TKS wydaje mi się odpowiednim sposobem zabezpieczenia samolotu, ale booty mają swoje niezaprzeczalne zalety w większych samolotach (nikt by nie zarobił na glikol potrzebny do odladzania małego jeta, o ciężarze nawet nie wspominam).
Nawet FIKI w Cirrusie ma charakter anti-ice. Inny SEPL z butami to chociazby Piper Matrix - jego zasadnicza przewaga jest to, ze nie ma glikolu, czyli nie ma sytuacji w ktorej glikol moze sie skonczyc...
O wspomnianym powyżej przypadku oblodzenia samolotu z TKS wspominamy w najnowszym PLAR (11/2011). Warto pamiętać, że TKS nie chroni przed oblodzeniem całego samolotu, a jedynie najważniejsze powierzchnie (krawędzie natarcia skrzydeł i stateczników, łopaty śmigieł, część oszklenia kabiny). Na niechronionych powierzchniach lód może się osadzać, zwiększając masę samolotu i opór aerodynamiczny.
Czy według Pana "przygodę" z Cirrusem można zacząć od symulatora, a następnie po paru godzinach na symulatorze przesiąść się do samolotu? Czy jednak lepiej jest rozpocząć na samolocie, a dopiero później na symulatorze doszlifowywać sytuacje niebezpieczne i nietypowe które podczas lotu samolotem czasami trudno zrealizować?
Mam prośbę ogólną. Wczoraj wiele osób zdecydowało się podpisać, choćby imieniem lub nickiem. Łatwiej mi się rozmawia z konkretnymi osobami, bo zaczynam tracić wątek, który Anonim jest którym. :-) Dzięki.
1. Po pierwsze żaden symulator nie zastąpi realnej rzeczy, ale też nie da się zrobić pewnych rzeczy bez simu.
2. Optymalna kombinacja to symulator - samolot - symulator lub symulator -samolot. Na początku potrzebny jest czas na oswojenie się z kabiną, awioniką, odnalezienie gałek i przyrządów, wreszcie memoryzację czynności w locie po kręgu. To wszystko można zrobić na symulatorze full motion z oryginalną kabiną. Przed wejściem do samolotu koniecznie trzeba przejść przez kilka symulacji CAPSa!!! Potem konieczne jest zapoznanie się z realnymi wrażeniami lotu, strefy etc. Abnormal i emegency procedures znów w simie, a dalsze doskonalenie w samolocie. Pierwszy recurrent zalecamy po 90 dniach, a kolejne co pół roku. To ścieżka optymalna.
Jakoś nikt u nas w urzędzie nie zauważył i Pan Piotr również, że JAR FCL 1 narzucił obowiązek szkoleń różnicowych dla specyficznych konfiguracji samolotów.
Nie jest prawdą, że pilot mający SEP(L) może latać Cirrusem!!!!
Niech ubezpieczyciele skoro nie chcą piloci i urząd przeczytają JAR FCL 1 1.215 i wejdą na główną stronę EASY gdzie jest odesłanie do OEB general i tam jest pdf --->http://www.easa.europa.eu/certification/flight-standards/doc/oeb-general/List_of_Aeroplanes_--_Class_and_Type_Ratings_and_Endorsement_list-15112011.pdf w kolumnę single engine piston.
Cirrus wymaga często w rozumieniu przepisów europejskich szkoleń SLPC, T, VP, EFIS.
Niech ktoś nie wciska że szkolenie na typ to zawiera. Te szkolenia są oddzielne.
Europa ma inny system niż USA i wcale nie jest on mniej wymagający.
Czyli jak ktoś ma SEPL wcale nie uprawnia to go do latania na wszystkich samolotach tej klasy.
Idąc dalej jeżeli ktoś ma typ np. cessna 172 wcale nie może latać na c172 jeżeli jest ona np. z Glass Cockpit.
W całej Europie skrzętnie pilnuje się tych wpisów, a u nas ciągle się mówi o przeszkoleniu na typ, którego nikt nie wymaga od strony przepisów (niekoniecznie właściciele i ubezpieczyciele).
Inną konkluzją skoro samolot nie jest wymagający jest to że trafia się tam wyjątkowa grupa nieodpowiedzialnych pilotów, ktoś nie szanuje swoich klientów.
Anonimie, pilot latający Cirrusem na poziomie licencji nie ma nic więcej niż tylko SEPL, zgadza się? Szkolenia różnicowe typu właśnie Turbo differences są standardową ofertą każdego Cirrus Training Center i są wykonywane przy każdym programie typu Transition Training.
Zgadzam się, że pojęcie przeszkolenia na typ (w starej wersji tzw. laszowanie) to anachronizm, zarówno formalny, jak i merytoryczny. Prawdą jest to, że sam uzyskałem te wszystkie endorsmenty od instruktora w Niemczech, a w Polsce Urząd nie wypracował i nie wdrożył jednolitego podejścia. Każdy kto robi Cirrus Transition Training w CTC uzyskuje te endorsmenty. Natomiast to nie EFIS, czy Turbocharger były przyczyną wypadków.
W wypadku czerwcowym w Hiszpanii zginęli ( skądinąd wspaniali) ludzie, których śmierć wszyscy przeżywamy. Dwóch leciało Cirrusem, dwóch Cessną. Pilot, który leciał Cirrusem był też właścicielem Cessny i latał obydwoma typami. Mam więc pytanie: czy epitet od nieodpowiedzialności kieruje Pan tylko w stronę pilotów Cirrusa, czy także Cessny? Czy pilot Cirrusa był Pana zdaniem tym nieodpowiedzialnym, gdy wsiadał do Cirrusa, a przestawał nim być, gdy wsiadał do Cessny? To nonsens!
To nie samolot jest wymagający, tylko lotnictwo jako wymagające, niezależnie od typu. Cirrus nie jest samolotem pilotażowo bardziej wymagającym od żadnego innego typu z klasy SEPL, a w wielu przypadkach łatwiejszym. Proszę nie obrażać pilotów Cirrusów, bo są to w miażdżącej większości odpowiedzialni ludzie, robiący dla swojego wykształcenia lotniczego więcej, niż jakakolwiek inna grupa lotników. Nie słyszał Pan o nich, bo cicho, spokojnie i bez rozgłosu realizują swoją pasję.
Zastanówmy się nad problemami wspólnymi pilotów GA i zachowajmy wzajemny szacunek. Ja uważam, że Cessny, Pipery i Diamondy to wspaniałe samoloty i ich piloci to równi goście (i gościówy rzecz jasna też)!
To nie samoloty zabijają tylko piloci tych samolotów. Każdy ma swoje wymagania!Zlin , Wilga, Cirrus , DA ( wcale nie taki łatwy żeby go opanować ( 500 godzin na typie))Trzeba się uczyć , rozumieć konstrukcje i osiągi nauczyć się kokpitu nawet jak się ma 10 000 godzin no i per pan z powietrzem i samolotem.
Tylko to nie ja twierdzę że samolot jest niewymagający a wręcz przeciwnie! Taką tezę można wysnuć z Pańskich wypowiedzi, bo to też nie ja podaję przyczynę zachowanie pilotów! Proszę się zastanowić nad swoją drogą rozumowania, bo wynik jest taki jaki napisałem, tzn. że wyjątkowa grupa nieodpowiedzialnych klientów kupuje cirrusa. Próbuje mi Pan wimputować coś co wynika z Pańskiej logiki. Na generalne pytanie pilot czy samolot, Pan twierdzi że samolot jest qool, a winni są piloci - ja twierdzę że mała szansa jest na to żeby było ich nieproporcjonalnie więcej niż w wypadku innych samolotów.
Jeśli już to zaryzykowałbym twierdzenie że to wymagający samolot, ale Pan jako sprzedawca zacznie wchodzić na temat cessn co nie jest tematem tego wątku.
Jak rozumiem to ośrodek skyshare robi endorsmenty w różnicach.
Na wstepie chcialbym powiedziec, ze nie znam przepisow europejskich dotyczacy licencji, endorsment'ow czy rating'ow, wiec nie bede sie wypowiadac na ich temat.
Wszystko rzecz jasna jest kwestia wyszkolenia. W kanadzie robiac Multi-IFR kazdy musi zapoznac sie z dwoma roznymi typami de-icing, ponadto uczy sie tego podczas High Performance Rating. Wedlug przepisow pilot jest prawnie zobowiazany do zapoznania sie ze wszystkimi systemami samolotu, ktorym bedzie lecial. Jest to jego odpowiedzialnosc! Pilot posiadajacy PPL z Multi-IFR moze poprosic pilota z licencja CPL o przeszkolenie na nie znanym dla pilota PPL typie samolotu. To jest dozwolone i przepisy jasno to mowia (mozna oszczedzic na instruktorach), ale nadal jest to kwestia wyszkolenia. Cirrus podobnie jak i Diamond (Produkowany w London, Ontario) proponuje szereg kursow typu Transition to... Mimo, ze Cirrus jest znacznie lepiej wyposarzony niz Diamond, kursy prowadzone sa na najwyzszym poziomie w obu przypadkach. Kursow jest sporo i tez troche kosztuja, mimo wszystko Amerykanie i Kanadyjczycy chetnie za nie placa i z nich kozystaja, nawet jesli nie sa wlascicielami tych samolotow.
Proponuje aby rowniez nasi piloci zaczeli to robic. Cirrus Transition Advanced jest bardzo interesujaca propozycja i moze ocalic zycie!!!
Drodzy uczestnicy tej dyskusji, chcącym uczestniczyć w ostatniej drodze zmarłych w omawianej katastrofie, informuję, że pogrzeb śp. Moniki i Jana (PPL/a/VFR noc)odbędzie się w najbliższą sobotę 19.11 w Mikołowskiej bazylice Św. Wojciecha o godz 10.15
Musimy wyjsc z tego sami.Wprowadzic obowiazek przechowania iles tam przelotow w dokumentacji.Brak egzamin,lot niezgodny z meteo egzamin.Wielu bedzie zylo
Przykład głupoty..
W niedzielę 13.11 wracałem trasa katowicką, pomiędzy Radomskiem a Piotrkowem ze zdumieniem zauważyłem lecący wzdłuż ww. trasy samolot z chmur widać było tylko "koła". Chmury na około nie więcej 30-40 m stratus, widzialność poniżej 1 km.
Otóż to! A potem delikwent kołuje do hangaru i opowiada o swoich osiągnięciach i wszyscy go "podziwiają", nawet jeśli w rzeczywistości myślą, że jest szaleńcem.
Raczej samobojca!
Przez takich gina inni a opinia o nas jest coraz gorsza!
Witam, w temacie Cirrusów jest taki filmik: http://www.youtube.com/watch?v=7nm_hoHhbFo
Dlaczego nie ma informacji z "czarnej skrzynki" z wypadków w Niemczech i Szwajcarii, tak jak to pokazali na tym filmiku?
Często słyszę, że Cirrus jest wymagającym samolotem, może zbyt wymagającym w stosunku do Cessny 172 czy 182? A jak wygląda w stosunku do Cessny Corvalis 350, 400? Czy ktoś ma takie doświadczenia?
Może też w Polsce przydałoby się "trochę" lepszej infrastruktury lotniskowej - bo ja w swoim szkoleniu na PPL(A) praktycznie "latałem po trawie" i przy przesiadce na Cirrusa nie tylko trzeba zmienić "parametry lotu" ale też sposób myślenia.
Pozdrawiam i życzę wszystkim bezpiecznych lądowań!
Cirrus nie ma czarnych skrzynek, ale Avidyne ma rejestrator parametrów lotu i zakładam, że z obu zdarzeń są one dostępne dla badających. W tych rocznikach jest też specjalny rejestrator ogonowy. Cięgle widać nie wyjaśniają wszystkiego.
Ponowie swoją tezę. Jeśli ktoś mówi, że Cirrus jest wymagającym samolotem powinien jednocześnie podać liczbę godzin, które na nim wylatał! Jeśli okaże się, że zero lub w jednym locie siedział na prawym fotelu to proszę to włożyć między bajki. To jest prosty samolot i sam z siebie niewiele wymaga. Wymagania trzeba stawiać pilotowi, co do kondycji mentalnej i ogólnego nastwienia do lotnictwa.
Dlatego seria moich tekstów w PLAR ukazuje się pod hasłem FL120, bo to jest miejsce, gdzie najczęściej latam SR2x i najlepiej widać na czym polega jego potęga. Ale Cirrus też może latać na 1500 feetów i będzie się nim miło latać. To są decyzje pilota, a samolot bez fochów i zastrzeżeń im się poddaje.
Na Cirrus SR20 i SR22 is Vision SF50 mam wylatane lacznie 18 godzin. Tym ostatnil latalem w Calgary, Canada i jest on na sprzedaz (Swietna lecz nieco droga maszyna). Jak juz wczesniej pisalem ten samolot jest nieco bardziej wymagajacy dla nowicjusza w poczatkowej fazie treningu, bo taka jest prawda. Dla poczatkujacego pilota SR22 posiada nadmiar mocy i jest odrobine zbyt szybki i czuly na ruch drazkiem. Dla kogos, kto juz wczesniej latal jest to idealny samolocik, ktory sporo wybacza, nie tylko bledow ale i czesto gesto glupoty.
Do przelotow cross-country FL180 czy do lotow na kregu 1000' AGL nadaje sie idealnie. Niestety koszt wynajecia cessny, Piper'a czy Diamond'a w Kanadzie jest duzo nizszy niz Cirrus'a wobec tego lataja nim pasjonaci, lub ci ktorzy nie zdazyli zarezerwowac tanszych statkow powietrznych. A szkoda!
Nowy Diamond kosztuje okolo $185000 US w momecie kiedy Cirrus kosztuje $530000 US!
Witam!
Panie Piotrze - Czytając artykuły w Polskiej prasie lotniczej na temat samolotu cirrus odnoszę wrażenie że jest to najlepszy samolot XXI wieku - fakt w tym stwierdzeniu jest dużo prawdy aczkolwiek nikt nie zaznaczył że jest to samolot wymagający, o specyficznej charaktertstyce. Nie zgodzę się z tym, że jest to samolot dla swieżo upieczonego lotnika który ma od kilku dni PPL-kę bądź jest niedzielnym pilotem.
Latanie samolotem klasy TAA wiąże się z zmianą ,, filozofi latania" oraz z mentalnym nastawieniem. Sądzę, że w karzdym ośrodku szkolenia powinny się odbywać kursy przystosowujące przyszłych lotników do korzystania zwysoko zaawansowanych systemów (typu G1000 badz Avidyne). - Problem tkwi w tym, że zazwyczaj starsza kadra instruktorska zupełnie nie ma pojęcia o wysoko zaawansowanych technicznie samolotach GA oraz że nie ma właświej Polskojęzycznej publikacji dotyczącej tego zagadnienia.
Co do cirrusow w sky share club!
W mojej subiektywnej opinii, uważam że Cirrus nie jest nalepszym rozwiązaniem do przewozu pasażerów w IR w jednoosobowej załodze. Ze względu na swoja charakterystykę (m.in chodzi mi również o system antyoblodzeniowy TKS - nie jest to najlepsze rozwiązanie.)
Czy raport
http://www.bfu-web.de/nn_223968/DE/Publikationen/Bulletins/2010/Bulletin...
umieszczony pod tym linikem to raport pośredni... Zgodnie z załącznikiem 13 do kowencji chciagowskiej raport powinien być opublikowany w ciągu 12 msc od wypadku lotniczego...
,,Państwo prowadzące badanie powinno wydawać raporty w jak najkrótszym czasie, jeśli jest to możliwe, to w ciągu 12 miesięcy od zdarzenia. Jeżeli raport nie może być wydany w przeciągu 12 miesięcy, to Pań-stwo prowadzące badanie powinno w każdą rocznicę zdarzenia wydać raporty pośrednie, ze szczegółowym przed-stawieniem toku badania, łącznie z informacją o wszystkich problemach dotyczących bezpieczeństwa lotów"
pozdrawiam
Mike Mike
Drogi Mike Mike. Poruszył Pan wiele kwestii w jednym poście. Łatwiej byłoby mi się ustosunkować do nich osobno. Ale spróbujmy.
1. W prasie lotniczej piszę o swoich doświadczeniach z tym samolotem. To ja najpierw wybrałem Cirrusa jako samolot (po przetestowaniu wielu alternatyw), zanim Cirrus wybrał mnie do współpracy w Polsce. No więc tak, uważam, że dla mnie jest to najlepszy samolot na świecie w swojej kategorii. Gdybym uważał inaczej, latałbym dziś czymś innym. Szanuję też wybory innych. Dla mnie jest najlepszy, ale dla kogoś pewnie wcale nie. To normalne. Zapewniam, że wszystkie historie jakie przytaczam w PLAR są prawdziwe. Poza tym staram się, aby wnioski z FL120 było uniwersalne, a nie adekwatne tylko do SR2x.
2. Cirrus nie jest wymagającym samolotem! Jedyne czego wymaga to umiejętności wyznaczania sobie nieprzekraczalnych granic mentalnych. Jeśli ktoś nie umie sobie powiedzieć stop to na przykład nie powinien pić. Pilotażowo to jest niezwykle prosty samolot. Czy miał Pan już okazję spróbować? Glass cockpit został stworzony po to, aby ułatwiać, a nie utrudniać interpretację danych. O subiektywnym odbiorze decydują przyzwyczajenia.
3. Świeżo upieczony lotnik powinien pozostawać pod ścisłym nadzorem w wielu innych typach samolotów, ale ma Pan rację: łatwiej jest latać SR2x komuś kto na nim zrobił PPL(A) i nie zna żadnych alternatyw niż reedukować kogoś po PPL(A) na "tradycyjnym" samolocie. Ten proces jest trudniejszy i wymaga więcej ostrożności.
4. Tak, duża część starszej kadry instruktorskiej ma małe doświadczenie w tym względzie. Część odżegnuje się zupełnie od tego samolotu, a część uczy na nim latać, tak samo jak Cesią, czy innymi sprzętami. I Cirrus się daje tak pilotować, ale jest to dalekie od techniki optymalnej, zwiększa awaryjność etc, Wkrótce pewnie będziemy mieli pewną inicjatywę Cirrusa w Polsce w tym względzie, zobaczymy kto z niej skorzysta.
5. Sky Share nie zajmuje się przewozem lotniczym, tylko jest programem współwłaności samolotów. Korzystanie z samolotów w Sky Share niczym się nie różni od wyzwań i ograniczeń w lataniu prywatnym lub korporacyjnym, gdy dany podmiot jest właścicielem całego samolotu. Notabene najnowszy Cirrus w Sky Share będzie miał FIKI.
6. Tak, to jest tylko raport wstępny. Ostatecznego nie ma.
Pozdrawiam, PD
Dzięki
Pozdrawiam
Mike Mike
Cirrus to wspaniała maszyna, ale...
Może zbyt wspaniała. Buduje u pilota uczucie "overconfidence". Super wyposażenie sugeruje pilotowi, że może więcej niż ktokolwiek. Kiepska pogoda i ma się wycofać?! Wstyd !!! Mam Cirrusa!!!
Cieniasy na C150 mogą sobie pozwolić na narzekania na warunki. Ja mam wszystko na pokładzie i jeszcze CAPS w zapasie.
Lecę...
Jedna z podstawowych pułapek w podejmowaniu decyzji
Zgadzam się w stu procentach! W szkoleniu pilotów Cirrusów zwalczamy dwa krytyczne zachowania: "system overconfidence" i "system overdependance", czyli nadmierne zaufanie do systemów samolotu i nadmierną zależność o systemów samolotu. Osobiście w szkoleniu pilotów nie mam innych priorytetów. Większość pilotów Cirrusów, czego nie widać, to spokojni, cholernie odpowiedzialni ludzie. Nie przyjmujemy do siebie argumentu, że samolot jest niebezpieczny, bo zbyt dobry, tylko wyjaśniamy pilotom jakie są ich ograniczenia i jak je stopniowo pokonać. Ci, którzy postępują po wytyczonej ścieżce latają bezpiecznie, dalej, wyżej i szybciej niż inni.
Poruszony "Overconfidence" i "Overdependance" to przyczyna ostatniego wypadku. My uczymy pilotow "To stay within your envelope" co w wolnym przekladzie oznacza, aby nie lamac swoich ustalonych granic bezpieczenstwa i umiejetnosci. Widzac dane na ekranach Glass Cocpit rownier trzeba analizowac i dobrze rozumiec podobnie jak na tradycyjnych zegarach. Zgadzam sie z Panem Panie Piotrze. Nadmierna zaleznosc od systemow z brakiem odpowiedzialnosci i zdrowego rozsadku to przepis na katastrofe na kazdym typie samolotu!
Samolot jest bezpieczny wyposazenie i jego mozliwosci nie ida w parze umiejetnosciami uzytkownikow.Kup auto z napedem na cztery kola nie wpadniesz w poslizg.Starsi instruktorzy conajmniej potrafia wyprowadzac z korka potrafia latac czego nie mozna powiedziec o mlodych.Dla starych kazdy samolot jest bezpieczny.....
Drogi Jacku
Kazdy samolot jest bezpieczny dla ludzi odpowiedzialnych i wyszkolonych. Glupota nigdzie nie poplaca. Wydaje mi sie, ze bylo by dobrym pomyslem wynajac Zlin'a 142 lub podobnego z instruktorem i pocwiczyc korkociagi i spirale. Zrozumiec roznice miedzy nimi i nauczyc sie z nich wychodzic, a jeszcze lepiej nauczyc sie do perfekcji jak ich uniknac zanim jeszcze nastapia!
Pobawic sie godzine lub dwie w wychodzenie z korka i spirali, poprzeciagac samolot z klapami na roznych poziomach i bez, posymulowac przeciagniecie po starcie i wyjscie. Naprawde polecam!!! To moze tobie i wielu innym uratowac w przyszlosci zycie!
Rowniez polecam zakryc rurke pitota i wraz z doswiadczoney instruktorem nauczyc sie uzywac zegarow silnika do okreslenia bezpiecznej predkosci, itd. Polecam!!!
1. Czy w ramach programu Skyshare nie proponuje się nabywcom udziałów w samolocie pilotów którzy świeżo nabyli uprawnienia?
2. Czy uczciwe jest nieinformowanie klientów że piloci których się im oferuje co prawda mają wymagania formalne, ale niosą ogromne ryzyko?
3. Czy nie ma tutaj przesady w marketingu podkreślając że samolot ma ogromne możliwości ukrywając jak ma się duże umiejętności?
4. Czy większość lotów nie powinna odbywać się w załodze wieloosobowej z doświadczonymi instruktorami IFR zanim ktokolwiek zacznie wozić ludzi samodzielnie?
5. Jakie kroki zamierza podjąć skyshare aby poprawić sytuację? Czy sytuację wypadkową spisuję się na zbieg statystyczny? Czy przyczyna jest taka że to pilotom odbija?
Świetne pytania. Wielkie dzięki.
1. W programie Sky Share wymagamy, aby pilot miał minimum 150 godzin oraz przeszedł Cirrus Transition Training Course (Ogólne warunki umów programu pkt 7 a i b). Oprócz tego wymagany jest lot sprawdzający, a recurrent, co 6 miesięcy jest obowiązkowy! Poniżej tej liczby wykonywanie czynności jest możliwe jedynie z pilotem bezpieczeństwa.
2. Pytanie zawiera nieuczciwą tezę. Przy spełnieniu ograniczeń licencyjnych i umownych ryzyko jest minimalne. Ogromne ryzyko występuje w przypadku naruszania przez uczestników tych ograniczeń, dokładnie tak samo jak w przypadku właścicieli całych samolotów.
3. Nikt tego nie ukrywa. To jest oczywiste, że pilot mający uprawnienia do VFR może latać tylko VFR i samolot ma mu ciągle mnóstwo do zaoferowania. Pilot, który ma IR ma świadomość sytuacyjną na poziomie nieporównywalnym z żadnym innym samolotem. Nieuczciwe byłoby gdyby Cirrus mówił "tym samolotem dzięki jemu świetnemu wyposażeniu możesz latać w IMC mimo, że nie masz IR". W Cirrusie mówimy, nigdy, przenigdy nie przekraczaj swoich uprawnień i doświadczenia. Każdemu pilotowi dajemy test scoringowy, aby uświadomić mu ryzyka związane z jego ewentualmnym niedoświadczeniem i proponujemy program szkoleniowy obniżający ryzyka osobiste.
4. Pojęcie "wożenie ludzi" jest związane z przewozem lotniczym, ale zgadzam się, że dobrą praktyką jest lot w załodze wielosobowej, bo single pilot IFR jest najtrudniejszą ze sztuk lotniczych.
5. Dwa wypadki jakie zdarzyły się we flocie zarządzanej przez Sky Share nie mają ze sobą wiele wspólnego. Piloci mieli 550 i 850 nalotu ogólnego, przy czym pilot z 550 miał CPL/IR/FI oraz mgr z Politechniki Rzeszowskiej, a do wypadku doszło w warunkach VMC w okolicznościach, których niemiecka BFU nie wyjaśniła przez ponad rok!. Nie mniej co-sponsorem symulatora w AERO POZNAŃ jest właśnie Sky Share, a decyzja w tym względzie została podjęta trzy lata temu przed pierwszym wypadkiem.
Pozdrawiam
mam jakieś 3300h z czego wiekszość w IFR i bałbym się wsiąść do Cirrusa na lot w średnich warunkach IMC nie mówiąc o IFR bo nie znam na tyle samolotu zakładając że zostałem na niego przeszkolony , najpierw chciałbym poznać samolot polatać w dobrej pogodzie zaznajomić się z systemami później podnosić stopniowo poprzeczkę , niestety z autopsji wiem jak wygląda to w Polsce u "kasiastych" właśicieli wypasionych maszyn.Jest to samolot drogi nie jest dostepny dla wszystkich a niestety tacy ludzie kupując samolot myślą że kupują również wiedze , doswiadczenie.Owszem obrazki na glass cockpit ładnie wyglądają i przestrzennie wszystko rysują ale trzeba to umieć dokładnie zinterpretować i zastosować.Nie raz miałem przypadek że właściciel chcial żeby mu coś pokazać przydatnego wogóle nie rozumiejąc zagadnienia i po krótkiej prezentacji był przekonany że może tego uzywać i da sobie radę we mgle , niestety tak nie jest , aby wszystko ładnie działało trzeba to umieć ustawić ale i rozumieć i dostosowywać do zmieniającej się sytuacji.Mam wrażenie że większość tych wypadków była spowodowana niezrozumieniem zagadnienia , nie dość wystarczającą znajomością systemów , nieumiejętnością ich zastosowania , słowem brakiem doswiadczenia w sytuacjach w jakie się wpakowali.
Dla mnie taka postawa, o której pisze Anonim to jest pokora wobec lotnictwa, na która stać jedynie naprawdę doświadczonych lotników, rozumiejących własne ograniczenia. Znam jednak wielu kasiastych (wręcz większość), którzy są ekstremalnie odpowiedzialni, bo nie chcą stracić tego, do czego doszli, a chcą uczestniczyć w pasji, jaką jest lotnictwo. Jednym z uczestnikow Sky Share jest szef wielkiej firmy doradczej, który lata co tydzień, ale wylacznie z pilotem bezpieczeństwa (za pilota płaci ekstra!), mimo że ma wszystkie uprawnienia! Nie wrzucajmy wszystkich kasiastych do jednego worka, bo to niesprawiedliwe. Ludzie są różni niezależnie od portfela. Głupich biednych też nie brakuje na tym świecie.
Zgadzam sie w 100%. Kilka godzin w dobrych warunkach a dopiero potem IMC IFR. Ja nie zawsze mialem takie szczescie. Zdarzalo mi sie leciec IFR na nowym typie, tyle, ze nie samemu. Byl ze mna ktos, kto juz wczesniej latal tym typem!!!
Dla mnie ta dyskusja w niektórych kwestiach jest śmieszna!!! Na polskich dogach ginie co rok prawie 6.000 osób.To znacznie więcej niż w całej historii polskiego lotnictwa!!! Czy to wina samochodów czy szkolenia a może kierowców? Przyczyna wypadku i prawda jest zawsze jedna. Winni zawsze są lecz nie zawsze mamy odwagę spojrzeć prawdzie w oczy. A PRAWDA CZASEM JEST NIEWYGODNA. WINNY BYŁ PILOT (dowódca statku) I TYLKO PILOT!!! tak jak w Smoleńsku, na tym się dyskusja kończy. Samolot nie miał z tym nic wspólnego!!!
Co należy zrobić, że wypadków z winy "czynnika ludzkiego" było mniej?
Jeżeli mówimy o błędzie, to nauka, nauka i trening, również trening na symulatorach. Wytężona praca w ośrodkach szkolenia lotniczego, odpowiedzialność instruktorów oraz HT. Jeżeli mowa jest o łamaniu prawa, to widzę większa rolę ULC. Inspektorzy powinni przeprowadzać kontrolę ośrodków szkolenia lotniczego, lotnisk oraz załogi, to będzie dyscyplinować tych niezdyscyplinowanych. Nie będzie tworzona fałszywa sytuacja, że ci co przestrzegają prawo, to frajerzy.
Z tą rolą ULC to jest coś na rzeczy. Latam od trzech lat i nie tylko nikt mnie nigdy nie kontrolował, ale nie słyszałem nawet aby ktokolwiek był w Polsce kontrolwany pod kątem uprawnień, warunków itp. Spotkałem się jedynie z opowiadaniem o wyrywkowej kontroli, ale Niemczech. U nas sprawdzają, czy C152 ma nawiercone 8 dziur w zbiornikach, a to, żeludzie latają po zmroku wychodzi wyłącznie w raportach PKBWL. Nie oszukujmy się, nie tylko w lotnictwie przepisy nie egzekwowane są przepisami martwymi. Mnie kiedyś pewien młody instruktor wręcz zachęcał do samodzielnego lotu EPRU-EPBC w warunkach IMC (nie mam IFR) "dla treningu".
MJZ
Pozwal bym tego instruktora o probe usilowania morderstwa. Ale widac taka mamy kadre instruktorska w Polsce, potem sie dziwimy, ze sa wypadki i szukamy winnych wsrod producentow sprzetu!!
Pozdrawiam :)
to pozwij
Ostatnio stałem 45 minut w holdzie nad Okęciem, bo był Low Visibilty Procedures i CATII in operation, a ja i mój Cirrus mamy tylko CATI i brakowało nam tych sto stóp podstawy. W międzyczasie na luzaku wylądowały dwa generale bez CATII (nie uwierzę, że 30 letni Piper ma CATII!), a ja stałem w tym holdzie i owszem czułem się jak frajer przez resztę dnia.
Ogólnie moje nastawienie do przepisów jest takie, że liberalizm powinien panować wszędzie, gdzie to możliwe i pilotom należy ufać z zasady, ale te przepisy, które obowiązują powinny być egzekwowane wszystkimi możliwymi środkami.
Brakowało podstawy? A co ona ma za znaczenie? Do CAT I potrzebna jest odpowiednia do klasy samolotu widzialność. Podstawa chmur nie limituje możliwości rozpoczęcia podejścia. Podczas podejścia wymagany jest kontakt ze światłami podejścia na wysokości decyzji (a nie pod podstawą chmur) - często jeszcze będąc w chmurach!
A co do lądujących GA i innych bez uprawnień w CATII to uważam, że w końcu ULC powinien zacząć monitorować to zjawisko. Świadomi lotnicy czekają w holdingach, a leszcze mają w nosie bezpieczeństwo swoje i pasażerów na pokładzie podchodząc niezależnie od warunków. PAŻP nie raportuje bo i po co? W końcu to odpowiedzialność dowódcy i przewoźnika! ULC ma to w nosie, bo najczęściej jest to po godzinach pracy urzędu... A potem taki gość wali spektakularnie w glebę i znowu lamenty nad poziomem szkolenia i dyscypliny w "polskiej szkole latania". Panowie, jak ktoś ląduje poniżej minimum raportujcie! Wy - kontrolerzy! Wy - piloci holdujący! Wy, którzy patrzycie na to po szczęśliwym lądowaniu! To będzie przysługa dla tych durni, którzy w nosie mają zasady. Gdy ULC zajrzy im do licencji, drugi raz pomyślą zanim zrobią coś głupiego. I to nie będzie kablowanie. To będzie dobrze rozumiane Just Culture!
BTW. Cirrusy są super. Świetne narzędzie dla rozsądnych i świadomie wykorzystujących je lotników.
Walnę się w piersi, że na nikogo nie doniosłem. Ale z punktu widzenia odpowiedzialności za innych tak należało zrobić. Ma Pan rację. BTW. VIS też był poniżej minimów, a poza tym uznałem, że dla mnie subiektywnie w tym samolocie, czyli właśnie Cirrusie, tamte warunki to było "too much". Po 45 minutach podszedłem przy idealnym 200 ft/650 m. No problem. No stres.
Co do decyzji o holdingu - była właściwa. Tak właśnie powinno się zarządzać tego typu sytuacją. Wyłączyć emocje - uruchomić myślenie właściwe świadomemu pilotowi. Latam w przewozie i regularność lotów jest dla mnie (i mojej) firmy dużą wartością, ale bezpieczeństwo moje, a przy okazji moich pax jest najważniejsze. I to nic, że mam zabawkę która ląduje w pełnym automacie w CATIIIa. Jeśli jest CATII na Okęciu (kulawe bo tak na dobrą sprawę to CATI i pół) to fakt, że chwilę wcześniej lądowałem gdzie indziej przy minimum 200/50 nie upoważnia mnie do przekroczenia na "moim" lotnisku minimów 450/135. A tak chyba myślą bohaterowie lądowań poniżej minimum - przecież latam profesjonalnie, mam świetny samolot co tam te "administracyjne" dyrdymały...
Co do "donoszenia" to pozbyłem się skrupułów. Patrząc na to handlowo mamy do czynienia z nieuczciwą konkurencją. Linia A przestrzegająca reguł leci na zapas, linia B mająca to gdzieś ma 100% regularność. Więc trzeba pisać. Ale ważniejszy jest jednak aspekt bezpieczeństwa, czyli wystawiania na ryzyko niewinnych ludzi. Nie mam żadnych skrupułów. I inni ich też nie powinni mieć.
Serdecznie pozdrawiam, z dużą sympatią dla Twojej aktywności :)
Kolejny dowod na to, ze zdrowy rozsadek chroni zycie! Swietna decyzja i pozadany efekt. Jedynie strata paliwa, ale nie mozna tego porownywac z wartoscia zycia i zdrowia. Wiele razy siedzialem na holding'u i nie wstydze sie tego. Nadal zyje i jestem caly i zdrowy, a wielu "odwazniejszyj" nie ma juz wsrod nas. Wedle przyslowia: Nosil wilk razy kilka - Poniesli i wilka!
Nie ma co ryzykowac.
Kilka lat temu nie widzac szans na ladowanie na Toronto City Island (CYTZ) z prawie zerowa widzialnosci ze wzgledow bezpieczenstwa polecialem na lotnisko w Waterloo/Kitchener (CYKF) oddalonego o ponad 120km. No coz, wracalem autobusem do domu, ale za to w jednym kawalku!
Dzięki,pozdrawiam. :-)
Ciekawy jest przykład z innej, bliższej mi dziedziny. Jedną z wiodących firm na rynku telekomunikacyjnym jest Cisco. Dzięki szkoleniom, certyfikatom i egzaminom "papiery" Cisco są synonimem świadectwa wiedzy w dziedzinie transmisji TCP/IP. Młodzi uczą się w Akademii Cisco, zdają egzaminy "semestralne". Firma włożyła wiele, ale słowa ruter, przełącznik, urządzenie aktywne sieci TCP/IP kojarzyło się tylko z jednym - z Cisco.
Cisco to swietna firma, ale jest wiele innych, czesto nawet leprzych. Co do latania to powiem krotko - Trening z edukacja i wieczna praktyka (Cwiczenia). Nie bez powodu ktos kiedys powiedzial: "Praktyka czyni mistrza". Uczmy sie wiec, przestrzegajmy przepisow i zdobywajmy uprawnienia, ktore sa potwierdzeniem nabytych umiejetnosci. A potem to cwiczmy (nadal lubie latac na kregu i cwiczyc Touch-and-go mimo, ze mam to opanowane do perfekcji w kazdych warunkach. Nadal to robie w wolnym czasie i polecam innym).
Pisać, uczyć. Stopniowo, ale nieubłaganie eliminować przymykanie oka. Usuwać urzędnicze kłody pod nogi, aby pilotów było więcej. Spadnie współczynnik znajomości wzajemnej. Organizować ludzi jakkolwiek, byle nie byli sami sobie zostawieni.
Zgoda! Myślimy tak samo. Dlatego w Poznaniu od 3 tygodni stoi jedyny w GA w Polsce symulator full motion. Zawsze sprzedajemy nasze nowe samoloty w paczce ze szkoleniem na poziomie zbliżonym do type ratingu na duże bryczki. Jeśli ktoś kupuje samolot używany musi chcieć sam do nas przyjść. Jesteśmy po to, aby pomóc, ale nie możemy przecież nikogo zmusić.
Witam,
Podzielę się pewnym doświadczeniem. SR22 to pierwszy typ samolotu, jakim latałem po odebraniu PPL. Dokładnie sześć dni po wystawieniu licencji, dzięki nieocenionej pomocy właśnie Piotra, miałem okazję odwiedzić fabrykę Cirrusa w Duluth w USA i właśnie tam, pod okiem fabrycznego instruktora wylatać kilka godzin w powietrzu i na symulatorze. I nie miałem ani trochę wrażenia, że to nie samolot dla "świeżaka". Gdybym miał tylko pieniądze na kolejne 10-12 godzin z instruktorem, a potem na latanie tym typem, nie zastanawiałbym się ani minuty. Bo różnice w pilotażu nawet, w porównaniu z prostą C172, wcale nie są jakieś ogromne, a za to wyposażenie "czyni różnicę". Gdybyśmy wszyscy mieli tak wyposażone samoloty i zostali porządnie przeszkoleni w wykorzystywaniu wyposażenia - łącznie z podejmowaniem decyzji na podstawie dostarczonych przez nie danych - PKBWL miałaby dużo mniej roboty!
Parę miesięcy temu znalazłem się w podobnej sytuacji: wracając z długiej (jak na C152...) trasy z Węgier na ostatnich kilometrach przycisnęła nas gwałtownie zmieniająca się pogoda. Najbliższego lotniska na lądowanie prawie-zapobiegawcze szukałem z mapą na kolanach plus 3-calową nawigacją samochodową z wgranym oprogramowaniem lotniczym. Do zmroku było pół godziny, paliwa mieliśmy na 45 minut. Nam się udało nawet w małej "Cześce", ale w SR22 byłoby to o niebo prostsze.
Piotr ma w 100% rację - nauka podejmowania decyzji kuleje u nas straszliwie. W dwa dni w Duluth więcej się nauczyłem, niż na całym szkoleniu PPL w Polsce. A wiecie jakie było jedno z ćwiczeń na symulatorze? Instruktor zasymulował awarię silnika tylko po to, aby sprawdzić, czy będę próbował coś kombinować, czy od razu pociągnę za czerwoną rączkę....
Pozdrawiam,
Michał Zazula
Ja nie wnikam w przyczyny katastrofy.Mozna tego uniknac.Wystarczy wprowadzic wymog powiedzmy ostatnich 10 lotow po trasie. Plan lotu i minima pilota.Brak tego dokumentu powoduje egzamin wlasciciela samolotu.Firmy ubyzpieczniowe walczcie
Szczerze powiem, że zastanawiam się, czy firmy ubezpieczeniowe nie są "współwinne", że piloci nie korzystają z CAPS. Dwa dni temu powiedziałem Gazecie Wyborczej w Katowicach, że to, że piloci nie "strzelają CAPSów" nie ma nic wspólnego z teorią, że naprawa niby kosztuje 25 000 USD. BTW nie wiem skąd i komu się wzięła ta kwota, bo na ogól Cirrus idzie do kasacji (ma być kapsułą ratunkową dla pilota!). Po dłuższym myśleniu zastanawiam się czy miałem rację. Po prostu nie wiem czy PZU lub WARTA w takich okolicznościach wypłaciłyby odszkodowanie, czy kombinowałyby, aby odmówić wypłaty. Załóżmy, że pilot wleciałby w IMC bez uprawnień. Co sądzicie?
firmy ubezpieczeniowe mogą oczywiście kombinować z wypłatą odszkodowania, ale prawdę mówiąc nie ma to wielkiego znaczenia. Istotne jest to, co ustanowiliśmy w warunkach ubezpieczenia oraz czy były one przestrzegane (uwaga: przestrzeganie warunków ubezpieczenia nie jest równoznaczne z przestrzeganiem przepisów lotniczych!). Nawet wlot w IMC bez uprawnień nie musi przesądzać o braku odpowiedzialności ubezpieczyciela - wszystko zależy od okoliczności i odpowiedzi na pytanie, dlaczego pilot wleciał w IMC bez uprawnień. Ponieważ nie znam okoliczności wypadku to nie wiem jaka może być decyzja towarzystwa ubezpieczenniowego - trzeba poczekać na ustalenia PKBWL oraz samego ubezpieczyciela i odnieść je do warunków umowy ubezpieczenia. Dopiero wtedy będzie można stwierdzić, czy ubezpieczyciel kombinuje aby nie wypłacić odszkodowania, czy też jego decyzja jest zasadna.
Co kwestii czy ubezpieczyciele są "współwinni" - nie posuwałbym się do tak daleko idących wniosków. Jeśli pilot podejmuje decyzję kierując się obawą co do stanowiska ubezpieczyciela a nie przepisami lotniczymi i bezpieczeństwem lotu to nie powinien siadać za sterami. Jeśli jedzie Pan samochodem to jako kierowca podejmuje Pan decyzję w oparciu o przepisy ruchu drogowego i bezpieczeństwo jazdy czy w oparciu o analizę warunków ubezpieczenia autocasco? Czy w trakcie szkolenia mówi Pan szkolonym "zanim coś zrobisz zastanów się czy ewentualna szkoda będzie pokryta ubezpieczeniem? Dlatego nie przesadzałbym z tą "współwiną".... BTW: idę o zakład, że 99% pilotów nie czyta pełnych warunków ubezpieczenia a nawet jeśli to nie do końca wie, jaki ma zakres ochrony i co jest wyłączone z odpowiedzialności ubezpieczycieli...:-)
Ta kwota wzięła się stąd:
http://lotnictwo.net.pl/3-tematy_ogolne/15-wypadki_i_incydenty_lotnicze/...
Rzucona nieopatrznie w eter informacja, szybko została skopiowana przez marnych dziennikarzy, żądnych sensacji, newsa i krwi. Nie po raz pierwszy, zresztą.
Odnośnie ubezpieczycieli, to mam raczej niepochlebną opinię. Mój ojciec mało nie zginął w wypadku komunikacyjnym - został potrącony w wyniku zderzenia dwóch samochodów, do którego doszło, bo obaj kierowcy myśleli że jeden z nich zdąży skręcić. Rehabilitacja była bolesna, kłopotliwa i trwała kilka miesięcy. Bardzo ciężko było wydusić potrzebne pieniądze od PZU.
Uwazam, ze firma ubezpieczeniowa zawsze wyplaci pieniadze jesli nie zostaly zlamane przepisy a okolicznosci zmusily do uzycia CAPS. Jezeli samolot byl ubezpieczony nie powinno byc problemow. Mozna ubezpieczys samolot w USA lub z Kanadzie a nawet w Wielkiej Brytanii. Nie musicie kozystac z Warty lub PZU, jest jeszcze Axa, ktora jak wiem ma przedstawicielstwo w Polsce.
Zadna ubezpieczalnia nie zaplaci jezeli biegli orzekna, ze pilot zlamal prawo!!! Pamietajmy o tym i nie winmy ich za to!
Jesli idac do pracy badz w pracy zalmiemy noge to dostaniemy rekompensate, ale jesli pojdziemy po pracy na skoki spadochronowe i zlamiemy kark to niestety nikt za to nie zaplaci - nawet jesli przezyjemy i zostaniemy kalekami do konca zycia!
1. niestety nie zawsze ubezpieczyciel wypłaci odszkodowanie jeśli przepisy nie zostały złamane... W ubezpieczeniach lotniczych nie ma automatyzmu na zasadzie "przepisy złamane - brak odszkodowania, przepisy nie złamane - wypłata". Wszystko zależy od warunków zawartej umowy ubezpieczenia; niewiele osób stara się negocjować z ubezpieczycielem zmiany w ogólnych warunkach ubezpieczenia a jeszcze mniej wie, jak to zrobić aby mieć dobrą ochronę ubezpieczeniową.
2. zgodnie z prawem nie można w USA lub Kanadzie ubezpieczyć statku powietrznego na SP- użytkowanego przez polskiego użytkownika. Można za to w Wlk. Brytanii lub innym państwie unijnym.
3. nieprawda, że żadna ubezpieczalnia nie zapłaci jeśli pilot złamał prawo; wszystko zależy od warunków zawartej umowy ale te - jak wspomniałem wyżej - trzeba umieć odpowiednio ukształtować... To samo dotyczy podanego przez Pana przykładu - i skoki spadochronowe, i każda inna aktywność lotnicza może być objęta ochroną ubezpieczeniową.
to wg mnie jasne, że odmówiłyby... bez dwóch zdań. Jesli nawet we własnym gronie ludzi którzy ewentualnie popełniają błędy, pali się na stosie i nazywa mordercami, to jak potraktuje to firma, która ma interes w odmowie... Tu w naszym gornie chodzi o zwykłą kulture osobistą, a jak w gre wejdą pieniądze to już zupełnie wszystko jest oczywiste... choc nie zawsze przeciez jest.
Tomek
Jak na prostej drodze wpadnie się samochodem do rowu to też nie otrzyma się ubezpieczenia?.... Nie przesadzajmy - to po jest ubezpieczenie?
Jeżeli będzie stwierdzone przekroczenie dopuszczalnej prędkości i jazda samochodem osobowym bez prawa jazdy kat. B to wątpię, czy ktokolwiek coś wypłaci. Miałem w życiu trzy stłuczki i dobrze pamiętam formularze ubezpieczeniowe. Policja zawsze zaczynała od "balonika".
To nie jest takie oczywiste! Znam przykład pilota śmigłowcowego w Polsce, który dostał się w złe warunki, wykonał lądowanie zapobiegawcze, zapadł się w śnieg i rozwalił śmigłowiec. Firma ubezpieczeniowa odmówiła wypłaty, a człowiek po prostu uratował życie i zachował się OK wg standardów lotniczych.
Panie Piotrze, jeśli ubezpieczyciel odmawia wypłaty odszkodowania argumentując tym, że pilot zapoznając się z prognozą pogody nie powinien lecieć a jak poleciał to złamał przepisy to jest to jego "radosna" twórczość i oczywiście zmiana decyzji jest do przewalczenia, trzeba tylko wiedzieć jak to zrobić :-)) Niestety w Polsce są 2-3 osoby znające się na ubezpieczeniach lotniczych i na likwidacji szkód lotniczych więc nie jest łatwo o fachowca w tym zakresie.
To pewnie prawda, choć w tym konkretnym przypadku na człowieka wypięła się też firma leasingowa i zostal sam z problemem rzędu pewnie 10 milionów złotych.
Moja teza jest taka, że firmy ubezpieczeniowe mają nikłe pojęcie o lotnictiwe i poruszają się w tej materii jak słoń w składzie porcealny.
Pańska teza jest w 100% słuszna - w zakresie likwidacji szkód lotniczych ubezpieczyciele praktycznie nie mają pojęcia o przepisach obowiązujących użytkowników statków powietrznych a brak tej wiedzy skutkuje kuriozalnymi decyzjami dotyczącymi odpowiedzialności i odszkodowań... U naszych ubezpieczycieli jest chyba tylko jedna osoba, która likwidując szkody "czuje" kwestie lotnicze ale osoba ta niestety nie pracuje u tego ubezpieczyciela, u którego był ubezpieczony wspomniany przez Pana śmigłowiec. Temat znam dość pobieżnie ale na tyle ile go znam mogę stwierdzić, że sprawa z towarzystwem ubezpieczeniowym jest jak najbardziej do wygrania. Nie liczyłbym tu jednak na leasingodawcę ponieważ w razie wypadku jego postępowanie sprowadza się najczęściej do postawienia pozostałych należności leasingowych w stan natychmiastowej wymagalności i naliczania karnych odsetek. Znajomość zagadnień związanych z ubezpieczeniami lotniczymi, a w szczególności z likwidacją szkód, w firmach leasingowych jest z reguły na żenującym poziomie więc firmy te nie mają ani wiedzy, ani ochoty aby walczyć z ubezpieczycielami i postępują w najprostszy sposób - żądają kasy i tyle. O ile pamiętam to ta sprawa jeszcze chyba nie uległa przedawnieniu więc zachęcałbym pilota aby nie odpuścił i walczył z ubezpieczycielem bo ma szansę na wygraną.
czy obciazenie pilota kosztami następuje automatycznie, czy to operator zostaje obciazony i nastepnie on obciaza pilota?
jeśli statek powietrzny był leasingowany to ubezpieczenie powinno być tak skonstruowane, aby uprawnionym do wypłaty z aerocasco był leasingodawca. Jeżeli ubezpieczyciel odmawia wypłaty odszkodowania to leasingodawca obciąża płatnością leasingobiorcę. Odpowiedź na pytanie kto zostanie obciążony przez firmę leasingową masz więc w umowie leasingu, w pozycji "leasingobiorca". Sprawa się komplikuje, jeżeli operator wynajął pilota i wtedy zdarzył się wypadek - w zależności od przyczyny szkody do pilota może być skierowane roszczenie regresowe (ale tu nie ma automatyzmu). Tak jak pisałem sprawę znam bardzo pobieżnie ale na tyle, na ile znam odszkodowanie od ubezpieczyciela jest do wywalczenia. Trzeba tylko wiedzieć jak to zrobić...:-)
Wg niektorych nie ma takiej opcji "dostał się", to błąd! Błąd, bezmyślność, złe planowanie lotów, brak odpowiedzialności, usiłowanie morderstwa, itp itd...
Tomek
To dlaczego już na PPL uczą nas "ślepaków" skoro to nie ma prawa się zdarzyć? Bez przesady, kto z pilotów VFR nigdy nie wleciał w chmurę, wystąp... Ja latam trzy lata i zdarzyło mi się to jakieś 3 albo 4 razy. W tym raz chmura po prostu zmaterializowala się przed nami, na prawym fotelu siedział fotograf i potem przeglądał zdjęcia zrobione chwilę wcześniej - chmurki nie było. A ze bylo to na podejściu na lotnisko w górach - zrobilo mi się gorąco.
Pytanie jest jak wielu z nas CELOWO i ŚWIADOMIE wchodzi w IMC i kontynuuje lot w takich warunkach mimi braku IFR, w myśl zasady "samolot da radę..."
MJZ
Niestety Panie Michale, jest Pan ostatnią osobą, która powinna się wypowiadać w kwestii bezpieczeństwa latania GA, zdrowego rozsądku i podejmowania mądrych decyzji. Zwroty użyte przez Pana: nam się udało małą cessna, chmura zmaterializowała się przed maską czy tym podobne pokazują, szczególnie w świetle ostatnich wydarzeń (rumunia), że przewartościowanie swoich możliwości oraz umiejętności nie jest Panu obce (prowadzenie grupy w TAKICH warunkach z TAKIM - małym- doświadczeniem). Planowanie i przygotowanie lotu, warunki meteo etc; właśnie o to chodzi w wypadku pod pyżowicami. Lot nie powinien się odbyć! bądź powinien się skończyć wcześniej, przecież znali prognozę! tak samo było w innych przytoczonych tu przypadkach (yok, c182 i cirrus .) Trzeba potrafić sobie powiedzieć - nie lecę! jak się odpowiada tylko za siebie, nie wspomnę o tym, że biorąc na pokład podróżnych, czy prowadząc inne załogi trzeba pomyśleć 2 razy. Meteo podawało cavok, niestety zmaterializował nam się front, ale nasza cześka z samochodowym gps da rade . . żal . A dyskusja toczy się na temat bezpieczeństwa samolotu cirrus . . .
czy nie uważacie, że wobec opublikowanego raportu wstępnego ze zdarzenia Zodiaka, winno się ten temat poddać dyskusji w oddzielnym wątku, w odniesieniu właśnie do bezpieczenstwa latania ? Nie wiem, być może taka dyskusja jest już gdzies prowadzona, jesli tak, będę wdzięczny za przekierowanie.
pozdrawiam
PS. Podziękowania dla Pana Piotra za czas i pouczającą dyskusje.
Dyskusje proponuje prowadzić bezpośrednio pod raportem wstępnym: http://bezpieczenstwo.dlapilota.pl/15-11-2011-2861-utrata-widocznosci-i-...
Kamil
Panie Michale,
Mam ponad tysiąc godzin nalotu i nigdy żadna chmura się mi się nie zmaterializowała.
Jak czytam wstępny raport z katastrofy SP-YOK to nóż w kieszeni mi się rozkłada.
4 załogi w szyku 2 razy pakują się w chmurę ??
Zapewniam Pana, że idea szkolenia do ślepaka w ramach PPL(A) jest zdecydowanie inna niż się Panu wydaje.
Łukasz
Mam wielką osobistą prośbę. Udało nam się utrzymać przez 24 godziny spokojną merytoryczną dyskusję. Posługujmy się argumentami z minimum negatywnych emocji i możliwie ad rem a nie ad personam! Dzięki.
Ma Pan rację i chyba wszyscy się zgadzamy, że wlot w chmury w szyku jest potencjalnie bardzo niebezpieczny. Ciągle za mało wiemy o tym co się stało, aby przesądzać o czyjejkolwiek winie.
Może - żeby chmury nie materializowały się nagle - trzeba przez okno gapić się czasem w stronę, w którą się leci...
"CELOWO i ŚWIADOMIE" w IMC najskuteczniej wchodzi się w grupie.
Najlepiej w czasie rajdu...
Wszystko fajnie...
Nie wiem tylko co ta katastrofa ma wspólnego z samolotem Cirrus...
Gdyby facet rozbił się na Cześce to rozmawialibyśmy o Cześkach, a gdyby rozbił się na spadochronie to konstrukcji spadochronów???
To odwracanie uwagi od głównej przyczyny katastrofy...
A ta była głupota...
Facet lądował na Muchowcu w warunkach poniżej posiadanej PPL wiele razy...
Tym razem się nie udało, a brak umiejętności przechwycenia ścieżki ILS w Pyrzowicach i brak paliwa po prostu obnażyły nieumiejętność planowania...
Jakby leciał leciał cessną, piperem, albo czymkolwiek innym to też tak by się skończyło...
Ta katastrofa moim zdaniem ma tyle wspólnego z Cirrusem, że wydarzyła się podczas pilotowania akurat Cirrusa. IMHO tylko tyle i nic więcej. Dyskutujemy tu kwestię Cirrusów (ALE Z CHĘCIA PODYSKTUJEMY W OGÓLE O BEZPIECZEŃSTWIE GA), ponieważ istnieje stała grupa ludzi związana z lotnictwem, która uwielbia tezę "Cirrus to niebezpieczny samolot" i wszystkie nieszczęścia, niezależnie od rzeczywistych przyczyn, jakie się wydarzą w samolotach tej marki są przypisywane Cirrusom jako takim. W związku z tym, że jestem otwarty na wymianę argumentów możemy te wszystkie tezy zweryfikować w merytorycznej dyskusji!
Swiete slowa!
Przyczyna nie jest maszyna tylko brak wyobrazni pilota. Ulanska szarza zakonczona smiercia trzech niewinnych pasazerow i nieodpowiedzialnego bez zadnego doswiadczenia, umiejetnosci i odpowiedniej licencji glupka ktory pilotowal ten wspanialy samolocik.
Panie Piotrze, wiem że CD (wcześniej Cirrus Deutschland) w Schonhagen oferuje szkolenie PPL-A od podstaw na SR-22. Taką ofertę w luźnej rozmowie składał mi Pan J.P. Fischer. Stałem na stanowisku, że SR-22 to zbyt zaawansowany samolot, żeby rozpoczynać na nim swoją przygodę z GA, a on przekonywał, że nie ma lepszego sposobu na naukę latania w obecnych czasach. Mam więc dwa pytania na tym tle:
1. czy zgadza się Pan z opinią J.P.F. ?
2. czy w swoim ośrodku w Poznaniu szkoli Pan również od podstaw do PPL-A na SR-22 ?
A co ja mam powiedzieć? Podstawowo na An-2... :P
No, ale to było w czasach gdy tacy ludzie jak ś.p. pilot tego SR (o ile prawdą jest to co o nim piszą) nie przeszliby badań lot.-lek.
No cóż, zazdroszczę i podziwiam :-) Pozdrowienia. PD.
Odpowiedż na pytanie, czy się zgadzam z Janem-Peterem ujmę tak: jeśli moje dziecko kiedykolwiek przyjdzie do mnie i powie, że chce nauczyć się latać, to zgodzę się pod jednym warunkiem, że dla swojego bezpieczeństwa i mojego świętego spokoju będzie się uczyć na SR20/22.
Co do części drugiej to oczywiście szkolimy podstawowo na SR20, SR22, a nawet wyszkoliliśmy pilota na jego własnym SR22T. Później ukończył u nas na nim VFR night, a teraz przygotowuje się do IR.
A nie jest to czasem tak, że ogólnie system szkolenia GA mamy niedostosowany do samolotów pokroju Cirrus i podobne?
Przecież żeby zrobić IR w Polsce trzeba zacząć od kursu teoretycznego ATPL itd (ktoś to w miarę dokładnie opisał w poprzednim, zamkniętym już wątku). Uprawnienie IR, w kraju takim jak nasz (pół roku trudnych warunków pogodowych) powinno być promowane przez ULC i wszystkie inne organizacje, dbające o bezpieczeństwo. A dojście do niego być maksymalnie ułatwione, łącznie ze zintegrowanymi kursami, na wzór USA.
Piloci GA to nie są jednostki pozbawione instynktu samozachowawczego, jestem przekonany że jakby mieli sensowną możliwość - staraliby się uprawnienia IR robić.
A jaką sytuację mamy teraz? Coraz większą grupę stać na dobre samoloty, a formalnego IR nie robią, bo poprzeczka bardzo wysoko. Samolot natomiast aż zachęca do przkraczania limitów VFR - ma autopilota, ścieżkę ILS też pokaże... I co większy kozak zaczyna ćwiczyć swoją prywatną wersję latania przyrządowego. I w rezultacie odsetek ofiar takiego procesu mamy jak za czasów pionierów lotnictwa...
Kasa nie jest jedynym hamulcem w podnoszeniu kwalifikacji, siermiężny system szkoleń i zdobywania uprawnień IR dla GA w Polsce też należy tutaj winić.
Ale w tym obszarze oczywiście trudno przyznać się do problemu, przecież mamy przeróżne instytucje, które zapewnienie bezpieczeństwa latania mają wpisane w swoje statuty. A już jakaś zmiana - ta wymagałyby heroicznego wręcz wysiłku, ani ULC ani EASA nie traktują GA poważnie. Prościej więc jednak może coś znowu zabronić, napisać że piloci sami sobie winni, i że tylko postronnych ofiar żal...
Akurat ja się z tą opinią w całości zgadzam. System szkolenia w swojej części obowiązkowej jest kompletnie od czapy i to już od samego początku. Całe szkolenie do PPL(A) jest skupione na umiejętnościach pilotażowych, a prawie w ogóle nie ma kwestii podejmowania decyzji. Zeby było śmieszniej w USA toczy się dyskusja nad reformą programu szkolenia, który zdaniem Amerykanów pochodzi z lat 50tych i był dostosowany do masowego szkolenia pilotów na wojnę. Nasz system szkolenia jest zupełnie niedostosowany do nie tyle samolotów, takich jak Cirrus, tylko współczesnych sposobów i możliwości latania. Dobrze wyposażoną Cessna, czy Diamondem też aię da przelecieć na luzie całą Europę i wpakować w tarapaty, prawda?
Szanowni Panstwo
Swoja przygode z lataniem zaczalem w Guelph, Kanada. Najpierw PPL, potem seria rating'ow (taildragger, floats, aerobatics, Multi-engine, High Performance, jet i w koncu Multi-IFR). Po przelataniu 250 godzin dostapilem zaszczytu otrzymania CPL i instructor rating class IV. Obecnie posiadam uprawnienia CFI cat II i mam wylatane przeszlo 6200 godzin, z czego 5400 jako PIC (Pilot in command) i 800 jako SIC (Second in command) W USA jest niemal identyczny system lotniczy jak w Kanadzie, nawet CARs (prawo lotnicze) jest niemal identyczne.
W Ameryce (czytaj USA i Kanada razem wziete) nie mamy lanszowania na poszczegolne samoloty tego samego typu, tylko generalnie typy samolotow ze wzgledu na rodzaj podwozia, ilosci i rodzaju silnikow oraz osiagi samolotu.
Cirrus SR22 jest samolotem typu High Performance poniewaz posiada certyfikat na loty na wysokosciach powyzej 14000 feet (SR22 - FL250), silnik ma powyzej 220Hp (SR22 - 315BHP) i predkosci przelotowej przekraczajacej 160kts (SR22 - 214Kts).
Mimo, ze ten samolot jest w kategorii High Performance moze byc uzywany do szkolenia wstepnego, jesli podczas treningu wstepnego nie sa przekraczane normy zwyklego samolotu.
Moim zdaniem jest to wspanialy samolot aby zaczac swoja przygode z lataniem. Da sie na nim nauczuc latac bez problemow, chociaz trudno jest sie powstrzymac zeby latac ponizej 160kts i 14000 stop. Owszem na DA 20/40 rowniez mozna sie uczyc latac i rowniez miec frajde z latania, ale SR22 jest bardziej wymagajacy i posiada duzo lepsza avionike. Po za tym jest naprawde bardzo bezpieczny.
Osobiscie uwazam, ze ktos kto sie decyduje na kupno tego samolotu i trening, powinien zrobic nie tylko PPL ale odrazu kontynuowac trening na IFR-Single. To grzech miec taka zabawke i nie moc wykorzystac jej potencjalu.
Stanowczo jednak odradzam samo-szkolenie na IFR. TO JEST TOTALNA GLUPOTA ZAWSZE ZAKONCZONA SMIERCIA!!!
Zgadzam się ogólnie ze wszystkim, a absolutnie najbardziej z ostatnim zdaniem. Poznawanie IFR na własną rękę do głupota do kwadratu! Jak myślę o niektórych pilotach VFR, że wlatują w IMC na autopilocie to mam ciary na plecach, ale jak ich przed tym powstrzymać?
nie zgadzam się ze stwierdzeniem , że nie uczy się podejmowania decyzji. Oczywiście ,że się uczy -awaryjne lądowania po kręgu , na trasie -to jest początek, wchodzenie w obszar złej pogody -i jaka decyzja ucznia - to sztuka nauczyć młodego , że wracam z trasy to nie hańba sam wracałem i się tego nie wstydzę.To kwestia nie systemu ale instruktora , te 45 godzin do PPL to minimum Ty jako instruktor oceniasz czy na danym etapie uczeń jest dobrze przygotowany , jaką ma psychikę czy możesz sam sobie powiedzieć -przygotowałem go do danego etapu. Czy on wszystko umie [- nie!to jest tylko pewien etap !
Ja jako instruktor w zyciu nie dopuszcze do otrzymania licencji osoby, ktora nawet w najmiejszym stopniu lamie prawo. Piloci sa traktowani jako elita - osoby z dyscyplina, wiedza i rozsadkiem (przynajmiej w Ameryce) trudno jest mi zrozumiec dlaczego tak nie jest w Polsce? Mamy wspaniale tradycje lotnicze, godne podziwu, dlaczego wiec nie potrafimy wiec pokazac, ze jestesmy rozsadni?
Zeby zdobyc licencje w Ameryce wystarczy ( w teorii) 45 godzin nalotu. Osobiscie nie znam nikogo, kto by tego dokonal w miej niz 50 godzin. Podejmowanie decyzji jest kluczowe w ostatnim etapie szkolenia. Instruktor wprowadza samolot w korkociag proszac ucznia o wyjscie z niego, symulowanie awarii silnika (nawet podczas startu) i wiele innych. I to tylko na PPL. Tak Amerykanie chca modernizacji treningu lotniczego. W Kanadzioe wprowadzono Licencje rekreacyjna (minimum 25 godzin i VFR nie dalej niz 15NM od najblizszego lotniska z jednym pasazerem) lub licencja na Ultralight z 15 godzin nalotem + pasazer.
Instruktor uczacy jest w pelni odpowiedzialny za ucznia, instruktor testujacy musi byc inna osoba i posiadac CFI cat III minimum. Po locie testowym instruktor prowadzacy dostaje bure za niedociagniecia ucznia, w koncu to jego praca by uczen wiedzial co robi!!!
Moim instruktorem był śp. Lech Szutowski. Nauczył mnie głównie pewnego nastawienia do lotnictwa i zgadzam się, że instruktor jest najważniejszy w tym wszystkim, ale czy nie byłoby mu łatwiej funkcjonować, gdyby "system szkolenia" ukierunkowywał jego pracę we właściwą stronę???
Uważam, że przedmiot Ogólne bezpieczeństwo lotów traktuje się w wielu miejscach po macoszemu i tam jest miejsce dla Aeronautical Decision Making. Poza tym loty szkolne mogą być w większym stopniu wykonywane w ramach pewnych scenariuszy i misji do wykonania, a nie otępiającego latania po trasach nawiagacyjnych.
Ja osobiście nie miałbym nic przeciwko temu, jakbyśmy dla GA w Polsce wzorowali się na rozwiązaniach amerykańskich. Nawet tych ich przestarzałych, z lat 50tych :) Sądzę że krajowe statystyki wypadkowe sporo by na tym zyskały, szczególnie że coraz lepsze samoloty do kraju trafiają, a wyszkolenie za tym procesem ewidentnie nie nadąża.
Oczywiście że wpakować się w tarapaty można i Cessną i Diamondem. Cirrusy ostatnio przodują raczej jako pochodna procesu. Najlepsze parametry, komfort, nowoczesna konstrukcja. Przyciągają... Niestety mało wybaczają i jak soczewka skupiają na sobie problemy o raczej bardziej systemowej (niż Cirrus jako taki) naturze.
Zdziwiłby się Pan ile wybacza Cirrus :-)), ale to prawda, że Cirrus jest samolotem tak elastycznym w zakresie zastosowań (od szkolenia podstawowego do ostrego touringu po Europie), że okazji do zrobienia sobie krzywdy dla kogoś nierozsądnego jest zdecydowanie więcej niż w innym samolocie.
Wielu ludzi związanych z motoryzacją twierdzi, że wzrost liczby wypadków szczególnie śmiertelnych, spowodowany jest paradoksem, im lepiej wyposażony samochod, im wieksze poczucie bezpieczenstwa kierowcy, tym bardziej "nagina" on prawa fizyki, zamist poduszki powietrznej na kierownicy winno się montować sterczący szpikulec, dający pewność tego co się stanie:) Cirrus to względnie bardzo dobrze wyposażony samolot, Panstwo jako firma oferujecie pełne przeszkolenie i świadczy to o dobrym podejsciu. Jaki wpływ wg Pana na oglnie rozumiane bezpieczenstwo, w tym tragiczne zdarzenia, ma sprzęt a jaki to czynnik ludzki. Pytając o sprzęt nie mam na myśli jego niezawodności, zdatności do lotu, ale właśnie wyposażenie. O ile latanie na samolotach lotnictwa cywilnego, wyposażonych w najnowocześniejszą technikę, WYMAGA stosownego przeszkolenia, to latanie na Cirrusie z wyposazeniem jest kwestia dowolnosci uznaniowej pilota, czy nie uważa Pan, że firma powinna oferować te szkolenia jako wymagane, konieczne do latania tym samolotem? Być może pozwoliłoby to uniknąc przekonania, że jak mam dobry sprzęt, to mogę wiecej, przy czym nie koniecznie umię sie nim posługiwać.
Tomek
To prawda, że Cirrus zwiększa subiektywne poczucie bezpieczeństwa pilota. Co więcej zwiększa też obiektywne bezpieczeństwo pilota i samolotu. Rzecz w tym, że wynikowe bezpieczeństwo lotu jest kombinacją pilot - maszyna. Z formalnego punktu widzenia nie mamy żadnego prawa wprowadzić takiego obowiązku pod żadną jurysdykcją na świecie i nie wyobrażam sobie, abyśmy kiedykolwiek chcieli. Zakładamy, że piloci to odpowiedzialni ludzie i nie traktujemy, pardon za wyrażenie, naszych klientów jak matołów, których trzeba ubezwłasnowolnić przepisami. W zamian dajemy wszystko, co można w dziedzinie szkolenia dla chętnych, ale w 100% się zgadzam, że gdyby były obowiązkowe recurrenty z prawdziwego zdarzenia to wypadków byłoby zdecydowanie mniej. Czy ktoś mógłby się wypowiedzieć dlaczego piloci GA nie decydują się na pożądne szkolenia okresowe, bo ja usiłuje to zrozumieć. Kasa?
W Ameryce takie spotkania sa obowiazkowe dla kazdego pilota. W przypadku PPL raz w roku a dla ludzi z IFR minimum dwa razy. FAA i NTSB sprawnie prowadza tego typu zajecia i pokazy. Z reszta piloci chetnie w nich uczestnicza. Nie wiem dlaczego akurat w Polsce tak nie jest, ale jest to zloty srodek, czesto uczacy myslenia. Pamietam jak na jednych z zajec lecielismy Piper Seneca 2 i instruktor w czasie lotu zrzucil mape na podloge i poprosil bym mu ja podal (i pilotowal w tym samym czasie). Podnioslem mape i zaczalem korygowac lot samolotu, ktory lecial wrecz idealnie. No coz, nie bylem sam... inni tez to zrobili. Dalismy sie nabrac blednikowi!!! Szybko zrozumialem jaka glupote zrobilem, ale rowniez dowiedzialem sie dlaczego. Juz nie zdazy mi sie przeciagnac samolotu bo zanim cos zrobie, spojrze na przyzady zamiast od razu dzialac.
Przykladow jest setki, ale o wielu mozna sie dowiedziec na takich spotkaniach.
Nie sądze aby chodziło o pieniądze. Istnieje takie przekonanie, że jeśli coś nie jest obowiązkowe, to i mi nie jest potrzebne, a i czasu mało, coraz mniej na wszystko. Wsiadam, lece, da się, wszystko gra i tak do czasu az...stanie się coś niestandardowego. Przepraszam, że wstawiam przykłady "samochodowe", ale zdaje mi sie w tym wiele analogii. Są szkoły nauki oferujące doskonalenie techniki jazdy, trudne warunki, itd. Chętnych tam jest garstka w relacji do ilości kierowców na drogach, dlaczego...bo kasa? Na takie kursy chodza raczej miłośnicy, żeby nie powiedzieć fanatycy motoryzacji. Samolot sam w sobie daje spełnienie i kupowany jest, jesli na własny użytek, to przede wszystkim dla przyjemności. Mało kto myśli o tym co będzie gdzieś tam, ja przeciez dam rade, albo, co wg mnie uciera się błędnie, jesli będę stosował sie do zasad bezpiecznego latania to wszystko będzie ok. O ile na poczatku faktycznie, lata sie wg tych zasad jak po nitce, tak z czasem granica sie przesuwa i nie mowie o brawurze, o wariactwie powietrznym...Kiedys widząc taką pogodę nie poleciałbym za nic w świecie a dzis... to przeciez dobra pogoda, bo miesci sie w przepisach dopuszczalnych, nie koniecznie dla mnie samego. A może niski przelot, to przeciez niesamowita frajda, bezpiecznie nad lotniskiem, wolno przeciez, latam przeciez dla przyjemności. Zaczyna sie błędne koło, a mało kto jest świadomy że sie wnim znajduje. Jedynie sytuacje, które zdarzają sie na własnej skorze pozwalają sie zorientowac, co się dzieje. Dlatego uważam, że tylko przymus moze zmienić kwestie bezpieczenstwa zwiazane z racjonalnym mysleniem. Taka jest natura i psychika człowieka, jedynie chory organizm zastanawia sie nad sobą i nie ma wtym niczego niezwykłego, tak i pilot nie mysli o sobie zle o ile nic zlego sie nie dzieje. Problem w tym ze jako ludzie nie jestesmy predysponowani do latania i aby przetrwać musimy przełamywać naturę, co jest najtrudniejsze.
Tomek
Czasami pytam pilotów o to, jakie szkolenia recurrent robią na tym, czy innymi typie samolotu i parskają mi śmiechem mówiąc, że mają 100, czy 200 godzin na typie i niczego nie potrzebują, bo wszystko sami wiedzą. Prawda jest taka, że ja parskam śmiechem, jak tylko odwrócą głowę. Sorry, tak to widzę. Samym doświadczeniem nie da się pewnych rzeczy zastąpić.
200 godzin to nie jest wielkie doświadczenie!Piloci szkolący się na zlinach mają dobre zdanie o SR 20, dlaczego? bo wiedzą , że z Panem Zlinem i panią Wilgą nie przechodzi się per ty. Niestety widzę to przy przeszkalaniu po C150 na Wilgę. Po minimum sie nie da -trzeba szkolić dotąd aż wyrobi się w szkolonym nawyki i sposób obserwacji tego co na Ceśnie nie było niebezpieczne na innych typach może być zabójcze.A koszty - no trudno, ile jest warte życie ? Mam ponad 9000 lądowań i jestem skupiony przy lądowaniu na Wildze do zatrzymania i moi uczniowie też nie mają problemu choć na początku myśleli , że jestem upierdliwy. Jestem!
Twoje bycie upierdliwym ratuje twoim uczniom zycie!!!
Mnie nienawidza, ze tak czesto oblewam na testach. Ktoregos dnia przyszedl do mnie jeden z kursantow i powiedzial mi "Thank You Sir. I was not ready to get my wings and I am still alive because of You. I Owned You one!". Ten uczen musial wylatac w sumie 70 godzin zanim otrzymal licencje. Jego kolega, ktory otrzymal ja (od innego instruktora) tuz po przekroczenia progu 50 godzin zginal w wypadku podobnym do Cirrusa. Moj uczen zrozumial, ze do poki nie potraktuje latania powaznie i sie nie przylozy to moze zginac!!!
Bycie upierdliwym to dobra rzecz! Nie ma perfekcyjnych warunkow atmosferycznych i nie zawsze laduje sie na trawie taildraggerem. Czesto jest to ladowanie bokiem do wiatru i w dodatku na pograniczu mozliwosci samolotu, a my jako instruktorzy musimy pamietac o tym.
ale oczywiscie ma Pan rację i ja o tym pisałem, błędne koło tj. im więcej latam tym więcej zdaje sie mogę, potrafie, daje radę, a g.. prawda. Takie myślenie jest jednak w nas czymś naturalnym i nie świadczy o ułomności człowieka, jego lekcewazacym stosunku do latania czy zarozumiałości. Moim zdaniem winno się wprowadzić coś obowiązkowego, gdzie szybko każdy sam sprawdzi się jak daleko się zapetlił się, i uświadomi faktyczne swoje położenie. Szkolenie takie winno być prowadzone przez psychologa, kogoś znającego się na rzeczy. Analiza zdarzeń lotniczych, wypadków śmiertelnych, zdjęć działajacych na psychikę, bo wg mnie nie w braku umiejętności lezy problem u kogoś kto ma 500 godzin na typie, ale problem jest w jego głowie i braku świadomości relacji: zdarzenie, sytuacja, warunki - moje umiejętności. Jestem niemal pewny, że takie szkolenie trwające może 1 godzinę, kosztujące może 300zł, skutkowałoby szybkim doszkalaniem swoich umiejętności praktycznych już z własnej nieprzymuszonej woli. Żaden instruktor, żaden symulator, żadne godziny w powietrzu z instr. nie dadzą tego, co prawidłowa "autodiagnostyka". Innymi słowy, żeby już nie przedlużać, w lotnictwie niezwykle ważna jest psychika każdego człowieka, a tego ani nikt nie sprawdza, ani nie stara się "prostować".
tomek
Podoba mi się hasło "autodiagnostyka". Coś w tym jest. Tak czy inaczej wszystko jest w głowie pilota.
Panie Piotrze.
O SP-IKP wiem, że podczas poprzedniego lotu 27-29 października do i z Zell am See zaskoczył pilotów zawieszeniem się Garmina (skończyło się pilotowaniem z mapą i przyrządami analogowymi) do czasu kiedy copilot nie przeładował systemu. Ponadto z plotek hangarowych wynika, że samolot na FL125 miał problemy z utrzymaniem prędkości indukowanej. Czy Pana zdaniem takie wydarzenia mogły mieć pośredni wpływ na to co się stało, czy opisane powyżej problemy mogą świadczyć o jakiejś trwałej niesprawności tego Cirrusa?
Nic o tym nie wiem. Muszę tylko zwrócić uwagę, że z jednej strony IKP był wyposażony standardowo dla tamtych czasów w Cirrusie w dwa GNS430, dokładnie takie same jak w dziesiątkach innych marek samolotów. Z drugiej strony awionika IKP była bardzo niestandardowa jak na Cirrusa, ponieważ był w nim wykonany upgrade Avidyne'a: nowy ekran PFD (z nowym softem) i nowy cyfrowy autopilot. Czy mogę prosić o jakieś wyjaśnienie tej plotki o utrzymaniu prędkości indukowanej, nie bardzo rozumiem.
Być może operuję niezbyt precyzyjnie pojęciami, ale jak pisałem wyżej to są informacje z drugiej ręki. Na 100% Glass Cockpit był restartowany po "zwisie" podczas lotu z Zell am See, natomiast co do prędkości, usłyszałem, że powyżej FL100 samolot nie utrzymywał prędkości stąd lot powrotny odbywał się na FL100 pomimo, że planowano lecieć wyżej. Komentarz podobno był taki, że trzeba polecieć na regulację.
To brzmi faktycznie jak problem z regulacją autopilota. Widziałem takie rzeczy w autopilotach STec 55X. Jak pisałem PFD i autopilot w SP-IKP to retrofit Avidyne'a dla Cirrusa, który został wprowadzony przez Avidyne po odejściu Cirrusa do Garmina (Cirrus Perspective by Garmin). Nie mam żadnych doświadczeń z tą awioniką, bo jest niezwykle rzadka i niefabryczna. Jeśli w samolocie z glass cockpitem i GNS433 pada ekran to nadal da się łatwo nawigować za pomocą GNS 430. Ostatecznie robi tak mnóstwo ludzi, którzy mają zwykłe geigery w samolocie.
Witam. Pytanie do Pana Piotra, nie koniecznie związane na początek z marką samolotu...czy zdarzyło się Panu w swojej praktyce lotniczej znaleść w sytuacji, w której czuł się Pan zagrożony, czuł Pan stres i żałował swoich decyzji majacych związek z tym zagrożeniem? Czy jako pilot z tak dużym doświadczeniem uważa Pan, że wszystko da się przewidzieć, wszytkiego da się wyuczyć, że w powietrzu nie może zdarzyć sie coś, co nas kompletnie zaskoczy?
Tomek
Po pierwsze nie uważam się w żadnym przypadku za doświadczonego pilota, bo to byłaby ciężka obraza dla naprawdę doświadczonych pilotów. Jak się zaczyna o sobie myśleć, że się jest doświadczonym pilotem to trzeba natychmiast przestać latać, bo moim zdaniem jest się już na krótkiej prostej na cmentarz.
Ad rem, oczywiście, że kilka razy miałem uczucie, że umieram i że tak się to właśnie dzieje i już nigdy tego nikomu nie będę w stanie opowiedzieć. I osobiście uważam, że były to najważniejsze doświadczenia w lataniu. Przestraszyłem się tak, że pewne rzeczy przestałem robić raz na zawsze.
Element zaskoczenia jest nie do uniknięcia. Dlatego moim zdaniem kluczem jest przygotowanie do lotu. Dobre przygotowanie do lotu może zmniejszyć liczbę tych niespodzianek do absolutnego minimum, tak że daje się je potem jakoś ogarnąć.
Co do Bielefeld i Zurichu to oczywiście jest sporo hipotez i nie ma niestety żadnych raportów. Przyczyną katastrofy Uli w Bielefeld był korkociąg w czwartym zakręcie. To w praktyce wiemy na pewno. Co do Zurichu ja mam mniej precyzyjnej wiedzy. Zakładam jednak utratę kontroli nad samolotem podczas dokręcania do pasa na niskiej wysokości po wyjściu z IMC obok pasa. To widziałbym jako przyczyny bezpośrednie i ostateczne. Przyczyn pośrednich ani Szwajcarom, ani Niemcom do dziś oficjalnie się nie udało ustalić.
Co do CAPSa to sprawa jest bardzo skomplikowana. Ula w Bielefeld z pewnością miała bardzo niewiele czasu. W pozostałych przypadkach po prostu piloci moim zdaniem nawet nie rozważali takiej opcji. Dla mnie to kwestia psychologii i szkolenia.
Panie Piotrze - pozwoli Pan, że zacznę dyskusję. Interesuje mnie, jak wygląda przeszkolenie na ten typ samolotu - generalnie jak szkolimy się na Cirrus. Nie spotkałam się z oferta szkolenia, które uczyłoby obsługi Cirrusa - wiadomo, że w Polsce szkolne samoloty to wciąż najczęściej Cessna. Cirrus ma lepsze osiągi - dużo lepsze. Stąd moje pytanie - czy "przesiadając się" z cessny na Cirrusa wystarczy posiadanie licencji, czy przygotowuje się w jakiś sposób do latania na tym sprzęcie. Pytam, bo ineteresuje mnie, czy - przykładowo - jeśli jestem zupełnym świeżakiem (no może takim zupełnie po odbyciu szkoleń i zdaniu egzaminów), po prostu siadam i lecę? Może potrzeba więcej szkoleń na konkretne typy maszyn, by uniknąć podobnych wypadków?
Cirrus to po prostu Single Engine Piston Land. Ze zwykłą PPLką i SEPLem zrobioną na C150 można wsiąść do Cirrusa i zgodnie z prawem uroczyście się zabić. Dlatego Cirrus proponuje szkolenie, które nazywa się Cirrus Transition Training Course i trwa 6-8 godzin szkolenia naziemnego i ok. 10 godzin w powietrzu, z opcją skrócenia w zależności od doświadczenia pilota. Jest też mnóstwo innych kursów. CTTC jest wersją VFR. Jest też wersja IFR, która nazywa się Cirrus Transition Training Course Advanced. Rzecz w tym, że oczywiście nie są obowiązkowe. Więc najpierw trzeba chcieć. A z tym jest wielki problem.
1.Czy są przynajmniej wstępne hipotezy co do przyczyn katastrof w Bielefeld i Zurychu?
2.Jaka jest pańska opinia o "zjawisku" nieużycia BRS przez pilotów w czasie czterech kolejnych katastrof.
Robert
Co do Bielefeld i Zurichu to oczywiście jest sporo hipotez i nie ma niestety żadnych raportów. Przyczyną katastrofy Uli w Bielefeld był korkociąg w czwartym zakręcie. To w praktyce wiemy na pewno. Co do Zurichu ja mam mniej precyzyjnej wiedzy. Zakładam jednak utratę kontroli nad samolotem podczas dokręcania do pasa na niskiej wysokości po wyjściu z IMC obok pasa. To widziałbym jako przyczyny bezpośrednie i ostateczne. Przyczyn pośrednich ani Szwajcarom, ani Niemcom do dziś oficjalnie się nie udało ustalić.
Co do CAPSa to sprawa jest bardzo skomplikowana. Ula w Bielefeld z pewnością miała bardzo niewiele czasu. W pozostałych przypadkach po prostu piloci moim zdaniem nawet nie rozważali takiej opcji. Dla mnie to kwestia psychologii i szkolenia.
RZeczywiście Szwajcarzy nie ogłosili końcowego raportu (albo ja go nie odnalazłem). Jakkolwiek katastrofa w Zurichu jest "prawie" wyjaśniona:
- awaria alternatora
- mocne zamglenie (nie wiadomo czy na podejściu był VFR czy IMC), tak czy inaczej pilot wyszedł na prawo od pasa
- zameldował planowany zwrot 180 i lądowanie na RWY 14
- podczas zwrotu ześlizg na skrzydło pod sam koniec
Silnik pracował do końca.
Tu kończą się fakty, zaczynają się spekulacje.
Z korespondencji wynika, że pilot nie miał informacji, iż po zwrocie dostanie wiatr w ogon. Być może oceniał prędkość w stosunku do ziemi, a nie patrzył na panel backupowy (glass cockpit nie działał).
Here is the ATC recording. LSZH2-Oct-22-2008-1330Z
relevant recording start 18:42
18:42 (Laufzeit File LSZH2-Oct-22-2008-1330Z.mp3)
N-BD reports"reduce 6000, ft with speed 140"
19:20
Final: "turn right HDG 230, short donwwind leg"
19:28
Final: "N-7BD, descent to 5000 ft"
21:10
Final "N-7BD, turn LEFT HDG 230"
??
21:16
ATC asks if 160 can be maintained on the ILS
then "maintain 140 for the time..."
22.18
N-BD cleared for ILS 14
25:10
N-BD: "established, BD"
25:11
Final: "report your altitude"
N-BD "3300, HDG 144"
Final: "you seem to be a little bit right of the LLZ and able to continue?"
N-BD: "OK- we can cont. on the current HDG for the time being"
25:33
Final: "report your ALT now"
N-BD: "3300 ft"
Final: "and you have the GS signal?"
N-BD: "no. negative. no GS signal"
Final: "present HDG, climb 6000 ft"
26:15
ATC asks for altitute
N-BD reports PWR failure and Requests VFR
Final: "maintain vis. GND contact, HDG 140. keep the tracking to the field"
26:53
Final: "twelve o clock pos., range two miles"
27:40 Final: …16, you’re approaching now the intersection between RWY 16 and 28
N4567BD: … we do a 180 and approach the RWY 14?
27:51 Final: Confirm you have still visual GND contact?
N4567BD: We have still and we have RWY in sight, BD
27:56 Final: N7BD contact TWR 118.1 for further instructions.
28:20 N4567BD: …RWY14, BD
28:26 TWR: BD, do you have RWY in sight?
no more contact after that.
Cóż, dzięki za ten zapis. Kiedyś przesłuchałem go jakieś sto razy. Generalna uwaga: niemożliwe jest to, że glass cockpit nie działał. W tej wersji Cirrusa są dwa alternatory ALT1 i ALT2. N4567BD miał awarię ALT1, co jest dużo groźniejsze niż ALt2, ale ciągle po wyczerpaniu akumulatora 1 (BAT1) działają przyrządy zasilane z szyny awioniki. Są to: Turn Coordinator, Attitude, HSI, PFD, stall warning, autopilot, avionics, com1, gps 1. Aby te rzeczy nie działy NBD musiałby mieć awarię obu alternatorów, ale to zupełnie niemożliwe, bo wtedy nie działałby też nadajnik radiowy, a NBD nadawał do ostatniej chwili. Redundancja systemów samolotu ciągle pozwalała na bezpieczne lądowanie.
Wśród instruktorów CSIP panuje przekonanie, że kluczem do zagadki i początkiem dramatu jest "ATC asks if 160 can be maintained on the ILS
then "maintain 140 for the time..." Mam wyjaśnić?
Wyjaśnij. Ja rozmawiałem z jedynym człowiekiem, który przeżył Zurich. Znam go i dlatego nie będę podawał nazwiska. GlassCockpit nie działał. Czyli ALT2 zdechł na podejściu, Mariusz miał tylko backup analogowy. Nie wiem kiedy zdechł ALT2, ale wg zeznań człowieka na prawym siedzeniu po wyjściu z ICM ALT2 już już nie działał. Dlatego nie dziwię się, że Cirrus nie ma ochoty angażować się w wyjaśnianie katastrofy w Zurichu. Musiałby przyznać, że możliwe są 2 awarie zasilania w ciągu 1h, czyli najpierw pada ALT1, a godzinę później ALT2. Przykre, nie?
Oczywiście teoretycznie dałoby się wylądowac na baterii, Backup Panel działał. Tylko dlaczego w ATC nie ma ani śladu ostrzeżenia o wietrze w ogon? Na niemieckich forach piszą, że kontrola w Zurichu nie zachowała się tak, jak powinna.
Inna sprawa, że Mariusz powinien zgłosić MAYDAY.
Po pierwsze wolałbym, abyśmy nie szli w zbędne emocje. Nie sądzę, aby miał Pan jakiekolwiek dowody, że Cirrus nie chce angażować się w wyjaśnianie katastrofy w Zurichu. Żaden producent nie ma mocy zahamowania wyjaśnianie zdarzenia, prowadzonego przez władze, w tym wypadku szwajcarskie, razem z amerykańską NTSB.
Merytorycznie. Tak, to byłaby przykra i wyjątkowa sytuacja, gdyby popsuły się dwa alternatory w ciągu jednej godziny. Ale gdyby tak było, to 1/ po awarii ALT2 urządzenia na szynie awioniki działałyby na BAT2 przez jakiś czas (min 30 minut) 2/ awaria ALT2 i wyczerpanie BAT2, a wraz z nim awaria PFD musiałoby się wiązać z utratą łączności, bo na tej samej szynie jest COM1. Jak wiemy BND nadawał do końca. Więc to się nie klei, prawda?
Od początku uważałem, że kontrola z Zurichu "pomogła" w tym zdarzeniu. Cirrusem można na luzaku bezpiecznie utrzymywać powiedzmy 140 - 150 kt do czwartej mili, ale never ever w IMC! Wyhamowanie z takiej prędkości wymaga ostrego podniesienia nosa, co skutkuje wyjściem nad GS i utratą stablizacji.
Mayday z pewnością pomógłby, a nie zaszkodził.
Z całym szacunkiem, ale mała uwaga. niestety jest możliwe aby glass cockpit nie działał. Przykro ale....ok nie miejsce i czas aby panu tłumaczyć. Życzę aby zawsze wszystko działało.
Chętnie poznałbym merytoryczne wyjaśnienie. Jeśli nie dziś, to może jutro? Póki co pozostaję przy swoim. Zdefiniujmy pojecie glass cockpit. Ja mówie o PFD, który jest krytyczny dla wykonania podejścia przyrządowego, a Pan zapewne o MFD, który jest zasilany z szyny głównej. Po wyczerpaniu BAT1 w Cirrusie ze starą awioniką Avidyne (i oczywiście awarii ALT1) nie bedzie MFD, ale ciągle będzie PFD. Aby nie było PFD musiałoby dojść dodatkowo do niezależnej awarii ekranu PFD, ale o tym w kontekście NBD nic nie wiadomo. W obecnej wersji z Perspectivem tego problemu w ogóle by nie było, bo układ elektryczny ma jeszcze wyższy poziom redundancji. W razie czego służe odpowiednimi schematami elektrycznymi obu wersji.
Nie czuję się na siłach dyskutowac z Panem. Latałem tym egzemplarzem jako "uczeń", nie znam detali kompletacji. Wiem jedno. Rozmawiałem z jedyną osobą, która przeżyła Zurich, ta osoba siedziała na prawym fotelu i potwierdza, że w momencie wyjścia na pas jedynymi działającymi urządzeniami były 3 analogowe wskaźniki na lewym Backup Panelu. Czyli ALT1 i ALT2 padły, bateria działała.
Podsumowując:
- pośrednimi przyczynami katastrofy w Zurichu były awarie ALT1 i - co jest dziwne - ALT2
- bezpośrednią przyczyną było niezachowanie wymaganej prędkości w zwrocie, czyli "stall"
- dołożyłbym do tego brak informacji z wieży Zurich o wietrze w ogon po zwrocie
Nie czuję się na siłach dyskutowac z Panem. Latałem tym egzemplarzem jako "uczeń", nie znam detali kompletacji. Wiem jedno. Rozmawiałem z jedyną osobą, która przeżyła Zurich, ta osoba siedziała na prawym fotelu i potwierdza, że w momencie wyjścia na pas jedynymi działającymi urządzeniami były 3 analogowe wskaźniki na lewym Backup Panelu. Czyli ALT1 i ALT2 padły, bateria działała.
Podsumowując:
- pośrednimi przyczynami katastrofy w Zurichu były awarie ALT1 i - co jest dziwne - ALT2
- bezpośrednią przyczyną było niezachowanie wymaganej prędkości w zwrocie, czyli "stall"
- dołożyłbym do tego brak informacji z wieży Zurich o wietrze w ogon po zwrocie
Nie czuję się na siłach dyskutowac z Panem. Latałem tym egzemplarzem jako "uczeń", nie znam detali kompletacji. Wiem jedno. Rozmawiałem z jedyną osobą, która przeżyła Zurich, ta osoba siedziała na prawym fotelu i potwierdza, że w momencie wyjścia na pas jedynymi działającymi urządzeniami były 3 analogowe wskaźniki na lewym Backup Panelu. Czyli ALT1 i ALT2 padły, bateria działała.
Podsumowując:
- pośrednimi przyczynami katastrofy w Zurichu były awarie ALT1 i - co jest dziwne - ALT2
- bezpośrednią przyczyną było niezachowanie wymaganej prędkości w zwrocie, czyli "stall"
- dołożyłbym do tego brak informacji z wieży Zurich o wietrze w ogon po zwrocie
No cóż, rozumiem. Miejmy nadzieję, że niedługo poznamy prawdę. Być może właśnie dlatego do dziś nie ma tego raportu, bo takie zeznanie osoby, która przeżyła to zdarzenie jest całkowicie sprzeczne z budową tego samolotu.
Na pewno awaria alternatora pociągnęła lawinę, to nie ulega wątpliwości. Tragedia pozostaje tragedią.
W Bielefeld Ula próbowała użyć BRS'a - tak przynajmniej wynika z niemieckiego raportu: "Das Rettungssystem hatte ausgelöst. Der Betätigungshebel
war entsichert, aber nicht gezogen".
źródło:
http://www.bfu-web.de/nn_223968/DE/Publikationen/Bulletins/2010/Bulletin...
"Der Betätigungshebel war entsichert, aber nicht gezogen" - uchwyt wyzwalający był odbezpieczony, ale nie wyciągnięty
tzn. została zdjęta pokrywa, co powinno się zrobić przed lotem
BRS może odpalić przy zderzeniu z ziemią
Generalnie, jak pisałem wcześniej, pełna zgoda. Ogólna uwaga, że zdejmuje sie taką zawleczkę oznaczoną "remove before flight" i nakłada czarną pokrywkę zabezpieczającą, aby np. w turbulencji odruchowo nie chwycić za rączkę CAPSa. Ula miała po prostu wyciągniętą zawleczkę, tak jak powinna mieć.
Weźmy pod uwagę, że CAPS odpala się siłą mięśni przez napięcie linki. Każde zderzenie Cirrusa z ziemią w praktyce powoduje odpalenie CAPSA na skutek naciągnięcia tej linki. Dlatego wiele osób widząc zdjęcia z katastrof Cirrusów widzi spadochron i zastanawia się dlaczego nie zadziałał
Dodaj komentarz