O akrobacjach bez tajemnic z komentatorem Air Show w Radomiu

O akrobacjach bez tajemnic - kpt. rez. pil. Witold Sokół (fot. Jarosław Wiśniewski)

Nie wystarczy wiedzieć, jak wygląda pętla, beczka czy wiraż. Trzeba jeszcze poświęcić wiele godzin na zbieranie informacji o samolotach, pilotach i lotniczych ciekawostkach. Choćby po to, by wyjaśnić widzom, dlaczego jedna z figur nazywa się „stołek do dojenia krów” – o przygotowaniach do roli komentatora podczas Air Show w Radomiu opowiada kpt. rez. pil. Witold Sokół.

Lada dzień po raz czwarty z rzędu będzie Pan na żywo relacjonował Międzynarodowe Pokazy Lotnicze Air Show w Radomiu. Jak wyglądają przygotowania komentatora?

Na pewno są bardzo czasochłonne. To wiele godzin spędzonych na lekturze fachowej literatury i poszukiwaniu informacji w Internecie. Zawsze skupiam się na czterech elementach: danych o samolocie, pilocie, o siłach powietrznych i jednostce, z której jest pilot i samolot. To podstawa. Ale poznaję też życiorysy pilotów i sprawdzam, jaki mają nalot. Przed każdym pokazem mam co najmniej dwa segregatory notatek, poukładane dokładnie w takiej kolejności, w jakiej będą na niebie pokazywać się samoloty. Ze względu na ograniczony czas rzadko korzystam z całości zebranych informacji, ale świadomość, że je mam i w każdej chwili mogę do nich sięgnąć, bardzo ułatwia mi pracę.

Podniebne akrobacje samolotów składają się z podobnych elementów, na przykład pętli, beczek i wiraży. Jak o tym opowiadać, by widzom się nie znudziło?

Samoloty same w sobie są ciekawe, ale faktycznie, gdybym za każdym razem mówił o tym samym, mogłoby powiać nudą. Dlatego zawsze staram się opowiadać ciekawostki, którymi ubarwiam komentarz. Często opowiadają mi je sami piloci, którzy przylatują na pokazy kilka dni wcześniej. W Radomiu wystąpi na przykład zespół akrobacyjny szwajcarskich sił powietrznych – Patrouille Suisse (Szwajcarski Patrol), który wykonuje figury o bardzo intrygujących nazwach. Starałem się więc dociec, dlaczego o jednej z nich mówią „stołek do dojenia krów”. Okazało się, że tak nazywani są rekruci szkoły wojskowej. Pokaz tej grupy zaczyna się właśnie od tej jednej figury i poprzez kolejne przedstawia cały cykl szkolenia wojskowego pilota. Ostatnia figura w pokazie – SPHAIR – symbolizuje ukończenie centrum szkolenia pilotów.

Co jest najtrudniejsze w komentowaniu?

Na pewno to, by specjalistyczną wiedzę o samolotach i samych pokazach przekazać w sposób zrozumiały dla odbiorców spoza branży, ale nie infantylny z punktu widzenia ekspertów lotnictwa. Bywa, że odwołuję się do dziedzin powszechnie znanych, jak na przykład motoryzacja. Gdy dwa lata temu w Radomiu prezentował się F-4 E Corsair, historyczny samolot z czasów II wojny światowej, dla zwykłych odbiorców mało dynamiczny pokaz mógł być niezbyt ciekawy. Wystarczyło, że porównałem maszynę do luksusowego auta, do którego trzeba wlewać 90 litrów bardzo dobrej jakości oleju, a sam Corsair wydał się na tyle intrygujący, że zgłosiła się do mnie grupa ludzi, by dłużej o nim porozmawiać.

Zdarzały się Panu wpadki?

Staram się przygotować tak, by pomyłek nie było. Jednak mogą się one zdarzyć na przykład przy przedstawianiu zagranicznych pilotów. Pamiętam historię sprzed czterech lat, gdy podczas radomskich pokazów wystąpiła grecka grupa akrobacyjna Zeus. Za sterami jednego z samolotów siedział wtedy Manolis Karahalios. Jego imienia i nazwiska, będących dla mnie łamańcem językowym, uczyłem się, powtarzając w kółko przez kilka dni. Dzień przed imprezą przyjechałem wieczorem do domu i zmęczony położyłem się spać. Rano, gdy wstałem, żona zapytała mnie, kim jest Manolis Karahalios? Nawet przez sen, jak się okazuje, przygotowywałem się do komentowania. To nazwisko greckiego pilota tak mi utkwiło w głowie, że pamiętam je do dziś.

Ale pomyłek nie uniknąłem. Ostatnio w Dęblinie powiedziałem, że we współczesnych siłach powietrznych latają jedynie dwa typy statków powietrznych o zmiennej geometrii skrzydła: nasze Su-22 i niemieckie Tornado. Po jakimś kwadransie ktoś z widzów podszedł do barierek i krzyknął do mnie, że zapomniałem o samolocie B-1B. To był mój błąd, za który przeprosiłem publicznie. Podziękowałem też za zwrócenie uwagi. Z błędów zawsze staram się wyciągać jakąś naukę na przyszłość.

Czy łatwiej się komentuje pokazy, mając doświadczenie pilota akrobacyjnego, który latał na samolotach MiG-29?

Zdecydowanie tak. W jednej chwili jestem w stanie ocenić, co się dzieje w powietrzu, opisać to i reagować na bieżąco. Nawet gdyby zginęły mi notatki, mogę rozmawiać na różne tematy związane z lotnictwem, na przykład o przeciążeniach czy o sposobach walki powietrznej. Choć nie latam już jako pilot, to cały czas korzystam ze swojego doświadczenia i wiedzy. Dzięki temu jestem też dla odbiorców bardziej wiarygodny. Pasja do latania pomaga, bo nadaje odpowiedni ładunek emocjonalny mojemu komentarzowi. Komplementem jest da mnie to, co usłyszałem kiedyś od pewnej pani zajmującej się wizerunkiem. Przyznała, że minimalne braki, jeśli chodzi o wystąpienia publiczne, nadrabiam pasją, która udziela się też tym, którzy mnie słuchają.

Jest Pan autorem przedmowy do wydanego przez Wojskowy Instytut Wydawniczy albumu „Air Show”. Czy fotografie są w stanie oddać piękno powietrznych akrobacji?

Mam za sobą setki pokazów – jako uczestnik, jako instruktor pilot i widz. Bywało, że oglądając zdjęcia już po pokazach, nie mogłem przypomnieć sobie utrwalonych w kadrze momentów. Na niebie wszystko dzieje się bowiem bardzo szybko – flary odpalone przez pilotów znikają w ciągu kilku sekund. Dzięki fotografiom można takie chwile zachować na dłużej, można lepiej przyjrzeć się, jak w konkretnej ewolucji ułożyły się maszyny. Dużym atutem albumu są doskonałe fotografie Sławka hesji Krajniewskiego, który jak mało kto ma talent zatrzymywania w kadrze „momentów” w sposób absolutnie doskonały. Na pewno album jest znakomitym uzupełnieniem pokazów, ale też naszych komentarzy do podniebnych ewolucji.

Kpt. rez. pil. Witold Sokół jest absolwentem Liceum Lotniczego i Wyższej Oficerskiej Szkoły Lotniczej w Dęblinie. Podporucznikiem został w 1993 roku. Jako pilot wojskowy spędził za sterami samolotów ponad 1300 godzin, z czego 700 godzin w myśliwcu MiG-29. Pilotował także m.in. F-15, MiG-29M2, Su-22M4 i Su-22UM3K. Przez cztery lata był pilotem pokazowym samolotu MiG-29, uczestniczył w wielu pokazach w kraju i za granicą. Z latania akrobacyjnego zrezygnował w 2006 roku. Obecnie jest wykładowcą w Szkole Oficerskiej Sił Powietrznych.

Paulina Glińska
autor zdjęć: Jarosław Wiśniewski

Źródło: polska-zbrojna.pl
comments powered by Disqus