Klich: Nie musieliśmy być petentem Rosjan

Katastrofa samolotu TU 154 pod Smoleńskiem, fot. PAP

Jak przebiegały w Rosji prace ekspertów badających przyczyny katastrofy pod Smoleńskiem? Polski rząd co chwilę wygłasza nowe pochwały pod ich adresem, a szef naszej Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych Edmund Klich mówi o "zmuszaniu go do współpracy z prokuratorami", "braku jakiekolwiek pomocy ze strony rządu" i "chaosie panującym w Rosji". Jest też zdania, że jesteśmy petentem w tym śledztwie. - Tak nie musiało być - przekonuje.

Zgodnie z obowiązującą ustawą "Prawo lotnicze" Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych jest komisją "niezależną i stałą", działającą "przy ministrze właściwym do spraw transportu" (art. 17). Prowadzi ona badania wypadków i incydentów lotniczych a "organy administracji publicznej i inne państwowe i samorządowe jednostki organizacyjne (...) są obowiązane do współdziałania z komisją i udzielania jej niezbędnej pomocy (art. 137).

Zmuszani do współpracy?

Jak twierdzi jednak szef komisji Edmund Klich w Rosji o współdziałaniu i pomocy ze strony polskiej administracji nie było mowy. Klich, już po powrocie z Moskwy, ujawnił w rozmowie z reporterem TVN24, że w Rosji panował wielki bałagan, jego ludzie pracować musieli na własny koszt, a on sam "był zmuszany przez ministra Bogdana Klicha (zbieżność nazwisk przypadkowa - red.) do współpracy z polskim prokuratorami". Z relacji szefa PKBWL wynika, że wojskowi "dokoptowani do cywilnej komisji" nie słuchali go i to on musiał wypełniać ich polecenia.

- Nie mieliśmy żadnego wsparcia (w Rosji - red.). Na moją prośbę do ministra Bogdana Klicha, że nie mam jeszcze tłumacza, dostałem odpowiedź: "to co pan robi tam od trzech dni. To pan powinien go sobie załatwić". Dalej pan minister Klich powołując się na swoje rozporządzenie zmuszał mnie wprost do współpracy z polską prokuraturą. Kiedy mówiłem: panie ministrze, ja nie mogę współpracować z prokuraturą bo strona rosyjska ma do mnie pretensje, odpowiadał: "ja tego nie przyjmuję do wiadomości" - opowiada szef komisji.

(...)

- Ja wiem jaki jest tego wszystkiego cel i kto robi larum - dodaje szef PKBWL. - Ludzie, którzy są odpowiedzialni za tę katastrofę chcą zwalić wszystko na pilotów. A oni są tymi, którzy na końcu łańcucha zbierają błędy wszystkich. Błąd tkwi bowiem w systemie. Lotnictwo państwowe jest w permanentnym kryzysie - ocenia kategorycznie szef PKBWL. Jego zdaniem katastrofa CASY nie nauczyła tych, którzy mogli naprawić system, niczego.

- Tamten wypadek, ale też wypadki Bryzy, Mi-24, Kanii to były wszystko wypadki systemowe. Nie naprawiono systemu po CASIE. Wprowadzono zalecenia, których wykonanie jest fikcją - podkreśla.

Czytaj całość na stronie TVN24

Czytaj również: O zadaniach PKBWL opowiada Edmund Klich

Źródło: tvn24
comments powered by Disqus

Komentarze

Nagranie przed 10 kwietnia: "Na pokładzie rządowego samolotu" http://www.youtube.com/watch?v=0t1w053I5Ck&feature=related

Niesmaczne...

przeciez to powstalo przed wypadkiem Zawsze twierdze ze zycie jest ciekawsze niz wyobraznia autorow

pragnę dodac, że ubranie latania w gorsecik przepisów wcale nie wpłynie na bezpieczeństwo, a wręcz może przynieść odwrotny skutek. Od momentu przesunięcia manetki gazu do przodu pilot jest 'car i boh" i on bierze na siebie całą odpowiedzialność i to powinno być wpajane od podstawowego szkolenia. nadmiar przepisów jest hamulcem zdrowego rozsądku.

Bicie piany i nic więcej, personalne animozje, pieprzenie w pazur. Klich przypomina rasowego zupaka. Lać wode nie trudno w gąszczu różnych teoryjek bardzo łatwo lansuje się różne półprawdy. Czy nie przyzwoiciej byłby zaczekać na urzędowe ustalenia i wówczas zabrać się za ich "obróbkę". Z fragmentów wywiadu p. Klich nie wydaje się być orłem w tych sprawach.

zaczym zaczniesz pisac to poszukaj w internecie
Komisja
- nie orzeka o winie
- jest niezalezna

Wszystko po to zeby raport byl maksymalnie obiektywny Prokurator podlega takim nie innym naciskom Komisja ma dociec prawdy obiektywnej w celu wydania zalecen na przyszlosc zeby nie powtorzylo sie zdazenie i to co je spowodowalo
Widac jak bardzo jest aktualny postulat zeby czlonkowie komisji nie mogli wystepowac jako swiadkowie przed sadami

Szacun Panie Klich.

Aby pan Czaban nieco ochłonął NIE SPOSÓB POMINĄĆ WCZEŚNIEJSZE OPINIE Pana dr Edmunda Klicha. Niżej, Jego opinia sprzed 2 lat, którą wojsko zbagatelizowało KOMPLETNIE.....

Nie można lecieć na skróty

Z pułkownikiem rezerwy doktorem pilotem Edmundem Klichem o tym, co należało zmienić w przepisach, by więcej nie dochodziło do lotniczych katastrof, rozmawia Norbert Bączyk
POLSKA ZBROJNA: Mija rok od katastrofy samolotu C-295. Czytał Pan odtajniony raport z tego zdarzenia?
EDMUND KLICH: O szczegółach badania tej katastrofy przez komisję nie chciałbym się wypowiadać. Nie uczestniczyłem w pracach komisji, więc raczej niezręcznie byłoby mi rozmawiać o pracy kolegów.
POLSKA ZBROJNA: Gdy rok temu opisywaliśmy ów tragiczny wypadek, w „Polsce Zbrojnej” przytoczyliśmy Pańską analizę dotyczącą dość podobnego zdarzenia sprzed lat – katastrofy w Powidzu samolotu Su-22. Można powiedzieć, że obie katastrofy miały ze sobą wiele wspólnego.
EDMUND KLICH: To prawda, chociażby dwuosobową załogę. W przypadku C-295 rola trzeciego członka załogi w kabinie była mało istotna. Dalej: współpraca z kontrolą naziemną, a następnie pogoda – bardzo złe warunki atmosferyczne, wreszcie zbliżanie do lotniska, gdzie nie wszystkie systemy działały prawidłowo. Po katastrofie Su-22 zwrócono uwagę między innymi na dwa szczególnie ważne zagadnienia. Po pierwsze, współpracę samej załogi samolotu oraz jej współdziałanie z kontrolerami naziemnymi – Crew Resource Management (CRM) – rzecz w lotnictwie cywilnym niezwykle ważna i dobrze opracowana. W 2001 roku, gdy doszło do katastrofy Su-22, w lotnictwie wojskowym ta współpraca dopiero raczkowała. Po drugie, kwestia, jaka wyniknęła po katastrofie w Powidzu, a dotyczy też w pewnym stopniu zdarzenia w Mirosławcu, związana była z zarządzaniem ryzykiem operacyjnym, czyli podejmowaniem ryzykownych decyzji. W czasie badania tamtej katastrofy analizowaliśmy, dlaczego piloci nie chcą latać na lotniska zapasowe, co powinno być normalną procedurą. Takie zwyczaje obowiązują już od lat w lotnictwie cywilnym. Po katastrofie z 2001 roku wypracowano konkretne zalecenia, ale nie zostały one wprowadzone w życie. W Mirosławcu załoga wykonała drugie podejście na to samo lotnisko mimo bardzo złych warunków atmosferycznych. Po katastrofie Casy problem ten już rozwiązano.
POLSKA ZBROJNA: Przespano tych kilka lat?
EDMUND KLICH: Nie zrealizowano niektórych zaleceń.
POLSKA ZBROJNA: Czy przez ostatnie lata lotnictwo cywilne miało lepsze procedury i przepisy niż wojskowe?
EDMUND KLICH: Jest w tym dużo prawdy, ale należy pamiętać, że lotnictwo cywilne podlega pewnym ogólnym wymaganiom międzynarodowym. W systemie szkolenia lotnictwa cywilnego nie o wszystkim decydujemy sami – musimy dostosować się do przepisów międzynarodowych tworzonych przez odpowiednie organizacje.
POLSKA ZBROJNA: Wojsko dotychczas korzystało z własnych rozwiązań?
EDMUND KLICH: Oczywiście. Wojsko w czasie pokoju musi mieć prawo do wykonywania lotów według innych zasad niż cywile. Chodzi jednak o to, by piloci C-295, Bryz i innych statków powietrznych z 36 Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego znali procedury międzynarodowe.
POLSKA ZBROJNA: Ale jak to zrobić, skoro na przykład jednostka nie ma symulatora samolotu, na którym lata?
EDMUND KLICH: Konieczne są wtedy okresowe szkolenia u producenta lub innego użytkownika.
POLSKA ZBROJNA: Z czego wynikają błędy pilotów i załóg?
EDMUND KLICH: Wpływ mają na to liczne czynniki. Wyróżnię trzy zasadnicze: środowisko, stan psychofizyczny załogi w czasie lotu, wreszcie gotowość załogi do lotu, w tym CRM. Kto za to odpowiada? Kto ustala minima dla warunków środowiskowych czy procedury czasu pracy załogi? Kto odpowiada za szkolenia? Mówimy tu o całym systemie na różnych szczeblach. W przypadku lotnictwa cywilnego regulują to między innymi konkretne międzynarodowe zalecenia. Linie lotnicze to komercyjne przedsiębiorstwa. Niemniej zgodnie z procedurami równowaga między bezpieczeństwem a efektem komercyjnym musi być zachowana.
POLSKA ZBROJNA: A zatem za błąd człowieka odpowiada system?
EDMUND KLICH: My, czyli Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych, nie badamy błędów w celu ustalenia winy i odpowiedzialności. Naszym celem jest przede wszystkim określenie przyczyn i wypracowanie zaleceń, które zminimalizowałyby ryzyko wynikające z zagrożeń. Mnie bulwersowało zaraz po katastrofie samolotu CASA szukanie błyskawicznej i prostej odpowiedzi, kto jest za to odpowiedzialny. Na pewno nie są to pytania do nas, nawet gdybyśmy zajmowali się tą konkretną sprawą. Od interpretacji jest ta władza, która wydaje przepisy. Czasem prokuratorzy pytają mnie, dlaczego komisja najpierw pisze, że pilot nie zawinił, ale za przyczynę zdarzenia uznaje jego błąd. Tymczasem błąd pilota i jego wina to nie to samo. Błędu nikt nie chce popełnić – wynika on często ze złych przepisów lub nieodpowiedniego szkolenia. Te niedociągnięcia kumulują się później i w złych warunkach atmosferycznych, przy złej współpracy załogi mogą prowadzić do tragedii.

Polska Zbrojna nr 4/2009

Szacunek dla Pana Edmunda Klicha, że potrafi otwarcie powiedzieć to o czym wszyscy lotnicy wiedzą a nieliczni mają odwagę powiedzieć.

Zresztą zaczyna się to pokrywać z tym o czym już od kilku dobrych lata pisze Pan Hypki.

A wszystko bierze się z tego że prawdziwy lotnik w wojsku szans na awans nie ma, bo już stołki obstawione i "zabetonowane" swojskim PRL.
A jak ktoś ma mierne pojęcie o lataniu, to jak może dobrze nim zarządzć

czy dobrze słyszałem w tym wywiadzie jak Pan Generał (szef szkolenia) skrót RVR rozwinął jako Runway Visibility Range?

Bardzo dobrze słyszałeś, przymykając oka na "kwadratowy" angielski to pare lapsusów mu się wypsło, które nawiasem mówiąc świadczą o poziomie naszej wojskowej kadry lotniczej

Z ogromną uwagą oglądałem w TVN 24 ,,występ'' pana generała Czabana. Niestety, przyjęta przez tego ,,generała'' logika, a de facto jej kompletny BRAK - dopełnia sytuacji i w MON i w tzw. Dowództwie Sił Powietrznych. Takim potencjałem, jakim dysponuje RP, to w USA zarządza, co najwyżej 1 (słownie JEDEN) pułkownik.

Panie Czaban, żeby publicznie podawać w wątpliwość WIARYGODNOŚĆ Pana Edmunda Klicha, to najpierw przemyśl pan szczegółowo własną. Oczywiście, o ile ją pan w ogóle kiedykolwiek miał. Czyżbyś waszeć zapomniał, że od paru lat w archiwach ówczesnej Głównej Komisji Badania Wypadków Lotniczych masz pan ,,taką jedną'' głupią i do końca nierozwiązaną sprawę. Ale jak to w Polsce. Ktoś tam komuś i nad kimś parasol rozłożył, przyschło, a awanse szły panu jak z przysłowiowego płatka ... . A jak pamięć krótka, to rób pan sobie dalej wycieczki pod adresem Przewodniczącego PKBWL, ULC, a nawet dalej pod ICAO. Kolejne gwiazdki masz pan murowane ......