5000 godzin w powietrzu. Trzy dekady w lotnictwie wojskowym
15 października 2026 r. ppłk pil. Krzysztof Kidacki przekroczył granicę 5000 godzin nalotu. Jubileuszowy lot wykonał z podchorążym czwartego roku Lotniczej Akademii Wojskowej.
– Bynajmniej emocje nie były takie jak w przypadku pierwszego samodzielnego lotu – przyznaje pilot, który od ponad trzech dekad związany jest z lotnictwem wojskowym.
Mogłoby się wydawać, że po tylu latach w powietrzu trudno o widoki, które wciąż robią wrażenie. Jednak dla ppłk. pil. Krzysztofa Kidackiego niektóre chwile nadal mają w sobie coś wyjątkowego.
– Ujrzenie słońca, gdy na ziemi nie ma takiej możliwości przez kotarę stworzoną z chmur – mówi doświadczony pilot.
Jubileuszowy lot, podczas którego ppłk pil. Krzysztof Kidacki przekroczył granicę 5000 godzin nalotu, odbył się ponad warstwą chmur, w blasku promieni słonecznych. Pilot wykonywał zadanie szkolne z podchorążym czwartego roku Lotniczej Akademii Wojskowej. Wyjątkowy wynik stał się więc częścią kolejnego dnia służby, poświęconego szkoleniu przyszłych pilotów wojskowych.
Na jego dotychczasowy nalot składa się 813 godzin na samolocie TS-11 Iskra oraz 4187 godzin na PZL-130 Orlik. Łącznie to imponujący wynik - 208 dni i 8 godzin nieprzerwanego przebywania w samolocie.
– Przekroczenie takiej liczby godzin to przekrój mojej kariery zawodowej. Samo latanie to okres 1992–2026, a więc szmat czasu – podkreśla pilot.
Od Iskry do akrobacyjnego szyku
Jego droga do lotnictwa wojskowego rozpoczęła się w 1990 roku, kiedy wstąpił do ówczesnej Wyższej Oficerskiej Szkoły Lotniczej. Na drugim roku studiów pojawiła się możliwość kształcenia na kierunku pilotażu, z której skorzystał.
– Na drugim roku studiów stworzono kierunek pilotażu, na który się dostałem. Byliśmy grupą 026. Nazwaliśmy się „Latającymi Wilkami”. Naukę rozpoczęło nas szesnastu, a ukończyło czternastu – wspomina ppłk pil. Krzysztof Kidacki.
Po promocji otrzymał przydział do 61. Pułku Lotnictwa Szkolno-Bojowego w Białej Podlaskiej. Przez prawie siedem lat służył tam jako instruktor na samolocie TS-11 Iskra. W 2003 roku dołączył do Zespołu Akrobacyjnego Orlik w Radomiu, z którym był związany do 2018 roku.
– Setki treningów i pokazów lotniczych po Polsce i Europie. Nie ma identycznego treningu ani pokazu – mówi o latach spędzonych w zespole.
Loty w akrobacyjnej formacji wymagały precyzji, koncentracji i zaufania do pozostałych pilotów.
– Loty zespołowe wyrobiły w moim przypadku dużą odporność psychofizyczną. Bliskie odległości, nieustanne zmienianie pozycji, ciągły ruch, tak jak żywy organizm – porównuje.
Warto podkreślić, że Zespół był jedynym, który wykonywał jednoczesne lądowania dziewięciu samolotów. Ostatnie takie lądowanie dziewięciu samolotów odbyło się podczas próby generalnej przed Air Show w Radomiu w 2009 roku. Sam pokaz nie doszedł do skutku z powodu katastrofy białoruskiego samolotu Su-27, który rozbił się podczas przygotowań do wydarzenia.
Zapytany o lot, który szczególnie zapadł mu w pamięć, ppłk pil. Kidacki nie wyróżnia jednego. Jak sam podkreśla, w lotnictwie najważniejsze jest to, by każdy lot kończył się bezpiecznym powrotem na ziemię.
– Najlepsze to te, które kończyły się bezpiecznym lądowaniem – mówi pilot.
Doświadczenie, które zobowiązuje
W karierze ppłk. pil. Kidackiego znalazło się również zdarzenie, które wymagało użycia fotela katapultowego. 5 czerwca 2002 roku, podczas lotu na samolocie PZL-130 Orlik, doszło do sytuacji szczególnej, w wyniku której pilot wraz ze świeżo upieczonym pilotem – podporucznikiem musieli się katapultować.
Za to zdarzenie otrzymał numer 5454 w ewidencji osób uratowanych dzięki fotelom katapultowym firmy Martin-Baker.
– Na dzień dzisiejszy liczba ta wynosi 788 – mówi pilot.
To szczególny ślad w jego lotniczej biografii i przypomnienie, że służba w powietrzu wiąże się nie tylko z pasją, ale również z odpowiedzialnością i koniecznością reagowania w sytuacjach krytycznych.
Dziś ppłk pil. Krzysztof Kidacki jest szefem Pionu Bezpieczeństwa Lotów 42. Bazy Lotnictwa Szkolnego w Radomiu. Doświadczenie zdobyte podczas szkolenia, lotów akrobacyjnych i wieloletniej służby wykorzystuje w pracy na rzecz bezpieczeństwa lotów.
Młodym ludziom marzącym o karierze pilota wojskowego radzi: – Wytrwale dążcie do celu. Myślcie pozytywnie. Zdobywajcie wiedzę fachową. Bądźcie w każdej dziedzinie profesjonalistami.
A gdyby nie został pilotem? Przyznaje, że trudno mu odpowiedzieć na to pytanie, ale przywołuje słowa, które dobrze podsumowują jego zawodową drogę.
– Jeżeli wykonujesz to, co lubisz, i jeszcze ci za to płacą, to jesteś najszczęśliwszym człowiekiem – podsumowuje ppłk pil. Krzysztof Kidacki.
Pięć tysięcy godzin nalotu to nie tylko imponujący wynik, ale także zapis ponad trzech dekad służby. A skoro nawet po tylu latach satysfakcję daje mu widok słońca ponad chmurami, widać, że lotnictwo wciąż jest dla ppłk. pil. Krzysztofa Kidackiego czymś więcej niż tylko służbą.
Życzymy panu Pułkownikowi kolejnych bezpiecznych startów i lądowań oraz wielu powodów do dumy z każdego kolejnego lotniczego osiągnięcia!
Tekst: por. Marlena Kuna
Zdjęcia: ppłk pil. Krzysztof Kidacki, Mateusz Chodelski
Komentarze