Przejdź do treści
Źródło artykułu

Podpalenie fabryki dronów w Skarżysku-Kamiennej wywołało antyukraińską narrację

Podpalenie fabryki dronów w Skarżysku-Kamiennej wywołało falę antyukraińskiej narracji. Internauci bez dowodów powiązali ten incydent z zerwaniem linii energetycznej przez śmigłowiec w Tarnobrzegu oraz alarmem w bazie wojskowej w Elblągu. Służby nie potwierdziły powiązań między tymi zdarzeniami.

Pożar w zakładach WB Electronics SA, do którego doszło w poniedziałek tuż po północy, wywołał falę postów oraz komentarzy na platformie społecznościowej X sugerujących, że było to celowe działanie strony ukraińskiej, mimo poszlak wskazujących na rosyjską dywersję. Osoby promujące antyukraińską narrację bezpodstawnie wskazywały m.in., że rzekome podpalenie fabryki przez Ukraińców mogło mieć na celu wciągnięcie Polski do wojny z Rosją. Ponadto incydent wykorzystano do ataków na krajową politykę migracyjną, próbując powiązać napływ migrantów z Ukrainy z zagrożeniem dla bezpieczeństwa fabryk zbrojeniowych.

W rzeczywistości małopolski wydział Prokuratury Krajowej, w związku z pożarem zakładów w Skarżysku-Kamiennej, wszczął w poniedziałek śledztwo w sprawie działalności obcego wywiadu oraz przestępstwa o charakterze terrorystycznym.

Z kolei we wtorek wiceszef MSWiA Czesław Mroczek poinformował, że monitoring zakładowy w WB Electronics SA zarejestrował zamaskowanego sprawcę. Dopytany, czy to może sugerować jakiś wschodni, rosyjski ślad, stwierdził, że „w sposób oczywisty to się narzuca". „Mamy do czynienia przecież już od kilku lat, nie tylko na terenie naszego kraju, ale na terenie całej Europy, w zasadzie na terenie państw, które wspierają Ukrainę, z aktami dywersji i sabotażu, których celem jest powstrzymanie wspierania przez te społeczeństwa, przez te państwa, Ukrainy” - zwrócił uwagę Mroczek.

Przypomniał też, że wcześniej mieliśmy na terenie Polski zdarzenia z inspiracji rosyjskiej, czy realizowane na polecenie rosyjskie.

Rzecznik prasowy koordynatora służb specjalnych Jacek Dobrzyński na swoim kanale X w poniedziałek ostrzegł przed dezinforamcją, która może pojawić się w sieci w tym temacie. Podkreślił, że służby pracują nad wyjaśnieniem sprawy i „ze względu na specyfikę i niejawny charakter (ich pracy – PAP), na tym etapie nie informują o szczegółach”.

Mimo braku rzetelnych dowodów internauci połączyli pożar w Skarżysku-Kamiennej z dwoma innymi zdarzeniami, do których doszło również w poniedziałek. Jednym z nich był fałszywy alarm bombowy na terenie jednostki wojskowej w województwie warmińsko-mazurskim. Według fałszywych narracji za ten incydent mieli odpowiadać Ukraińcy. Jeszcze tego samego dnia rzecznik komendanta głównego Żandarmerii Wojskowej ppłk Dariusz Rozkosz poinformował o zatrzymaniu dwóch mężczyzn obywatelstwa polskiego podejrzanych o wywołanie fałszywego alarmu.

Drugim zdarzeniem było zerwanie linii energetycznych przez lekki cywilny śmigłowiec w pobliżu zakładów chemicznych Siarkopol w Tarnobrzegu w województwie podkarpackim. W sieci pojawiły się niepotwierdzane faktami spekulacje, że incydent był częścią „skoordynowanego ataku obcych służb na Polskę”. Tworząc tę fałszywą narrację wykorzystano fakt, że pilot odleciał z miejsca wypadku i był poszukiwany przez służby. W środę stacja RMF podała, że pilot śmigłowca to 56-letni mieszkaniec powiatu tarnowskiego, który samodzielnie zgłosił się na policję.

Służby nie potwierdziły powiązań między tymi trzema zdarzeniami. (PAP)

mzb/ bst/

FacebookTwitterWykop
Źródło artykułu

Nasze strony