Blog Piotra Lipińskiego - dzień jak co dzień... w powietrzu: „Happy New Year!”

BLOG - Piotr Lipiński

Imam znów wzywa na modlitwę. Tym razem jednak nie budzi. Jest środek dnia. Nowy rok jeszcze przewala się przez świat. Australia rozpoczyna wprawdzie nie jako pierwsza, ale za to zawsze pierwsza z hukiem. Tutaj mamy już 2019 r., ale w części Ameryk jeszcze jest 2018. Nowy Jork aż po Kubę jeszcze się bawi, a Los Angeles na zabawę czeka. 1000 mil na godzinę - ze wschodu na zachód - tak szybko wszystko się kręci. Ale jeszcze parę godzin i będzie odpoczynek prawie dla wszystkich. Prawie, bo część znajomych już jest w pracy i ogląda pierwszy wschód nowego roku z wysokości przelotowej.

W Omanie Nowy Rok przyszedł bezszelestnie. Imprezy były tylko w oddzielonych częściach hoteli. Sułtan zakazał fajerwerków. Pewnie aby nie wystraszyć kóz lub wszechobecnych wielbłądów. Wszyscy tego zakazu posłuchali. Wiem, że w niektórych miastach w Polsce też fajerwerki były zakazane, ale nikt sobie z tego nic nie robił. No cóż, pewnie gdyby za to można było by być o głowę krótszym i w PL byłaby cisza.
 
Nie było żadnych przygotowań ani odliczania. Aby zobaczyć, która jest godzina większość hotelowych gości szukała przekazu z pobliskiego Dubaju. Ja sprawdzałem dokładną godzinę na tablecie. 5... 4... 3... 2... 1... i... NIC!!! Dookoła taka sama cisza jak 5 sekund wcześniej. Ale i tak HAPPY NEW YEAR! Tak Wszystkim gdziekolwiek by nie byli... Zastanawiam się ile Sylwestrów spędziłem za granica. Sporo. Była Tajlandia, Indie, Meksyk i US. Były Włochy i Brazylia. Było też latanie. Po tylu latach wszystko się trochę zlewa. Tak samo jak Święta poza domem...

Zimą często bywam w tej części świata. Oczywiście dzięki planowaniu. Znów mamy CMB przez RKT. Jak co roku znów przed pierwszym lotem jesteśmy wezwani do lokalnej jednostki ATC aby pokazać nam, że źle mamy zaplanowany odlot. Jak co roku zmieniamy trasę i dzielimy się tym z naszym Dispatchem. Następna załoga tego problemu już mieć nie będzie.
 
Samolot z WAW jest o czasie. Mechanik tankuje co zaoszczędza mi ok 25 minut stania pod skrzydłem i monitorowania zaworów paliwowych. Załoga sprawnie się zamienia i odkołowujemy przed czasem. Zgoda na start też od razu. Dostajemy zmianę częstotliwości na Dubaj. W większości kontrolerami sę expaci. Akcent zdradza wszystko. Ale tym razem jest inaczej. Czekając na możliwość wcięcia się w radiowy jazgot tylko rzuciliśmy między siebie słowo ‘lokalny’ bo akcent zdradza tego kontrolera.

Wreszcie się udaje, Jettravel 7630 salamalejkum.... Kontroler po drugiej stronie czystą polszczyzną ‘dobry wieczór panom’. Potem jak zawsze wektory i zmiany wysokości i prędkości. Kontroler znał polski całkiem dobrze... Życzymy dobrego wieczoru i dalej w ciemną noc. Mijamy ciemne góry i widzimy pełno statków na redzie czekających na miejsce w porcie w Fujairah. Pogoda i widoki super. Widać po Iran i Pakistan.

Wszystko idzie zgodnie z planem, a nawet lepiej bo wiatr w ogon jest lepszy o ponad 20 węzłów a my szybko dostajemy naszą wysokość przelotową FL350 co nie jest tutaj standardem. Nie udaje nam się szybko zagadać z Bombajem na HF. W ogóle nam się nie udaje złapać z nimi kontaktu. Dzięki pomocy innej załogi udaje nam się zrobić SELCAL checz, a potem cisza aż po Indie. Tutaj sobie wszyscy pomagają. Słyszymy jak Saudia pomaga El Al... Niedaleko Srilanki parę burz, ale są daleko i z jednym tylko wektorem dostajemy zgodę do lądowania. Stajemy pod rękawem i jesteśmy 20 minut przed czasem. Po prostu super! Powrót co do minuty o czasie z pięknymi widokami o wschodzie słońca. Teraz zmieniam lewy fotel na jumpseat i do domu. Zmęczenie wzięło dopiero na zniżaniu do WAW i trzymało przez dwa dni.

Ostatni lot roku. To juz któryś na tej trasie, ale tym razem nie przez Turcję i Iran, ale przez Egipt i Arabię Saudyjską. Ta trasa jest łatwiejsza. Nie ma wysokich gór, a więc nie ma specjalnych procedur w razie awaryjnego zniżania. Widoki też są inne. Chmury mieliśmy z nad Polski, aż po Kair z paroma wyjątkami nad Grecją. Potem górki i piasek. Morze piasku, ale różnorodność kolorów też była. ATC wspaniale. Po przywitaniu od razu następna częstotliwość do następnego zgłoszenia, które według planu będzie prawie za godzinie lotu.

Lądowanie z prostej. ILS padł i było podejście VOR. Niektóre miejsca poznaje z wcześniejszego pobytu i wycieczki. Są wodospady, znajome górki i autostrada po której pod prąd biegły wielbłądy. Pogoda dobra. Niby wszystko widać, ale pod słońce pas się bardzo dobrze kamuflował do samego końca. Zmiana załogi i życzenia świąteczno noworoczne plus szybkie ploteczki. Miłe chwile i idziemy do odprawy paszportowo celnej.

Tym razem mamy lokalne papiery do przekroczenia granicy i zaoszczędzamy godzinę czekania na ten właśnie papier. Zaraz jednak tą godzinę tracimy czekając na hotelowy autobus. Teraz czas na powrót. Dzisiaj już bardziej standardowo trasa ma prowadzić nad Dubajem, Iranem i Turcją. W KTW straszą śniegiem i zawieją, a ciepła kurtka na wieszaku w WAW. Jeszcze szybkie pakowanie i czas na lot. Tak, już się cieszę….

Źródło: Piotr Lipiński
comments powered by Disqus