Prima Aprilis w tradycji lotniczej

Kapitan Glenn Nix, "inspektor ds. umundurowania" (fot. Muzeum Lotnictwa Polskiego/FB)

Świętujecie dziś Prima Aprilis? Lotnicy też lubią się pośmiać.

Uśmiechnijcie się razem z nami, czytając dwie historie przypomniane przez Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie.

"Wkręcanie" kolegów to wśród lotników ulubiona rozrywka, nierzadko na zasadzie "dobry żart jest bezlitosny". Przykład? Kapitan Glenn Nix, amerykański pilot latający samolotami F-105D Thunderchief (mamy taki w zbiorach) w 13 Taktycznym Dywizjonie Myśliwskim, stacjonującym w Korat w Tajlandii podczas wojny wietnamskiej miał liczny repertuar takich kawałów. Pewnego dnia, podczas lotu bojowego nad Wietnamem Północnym jego samolot został uszkodzony, co zmusiło go do awaryjnego lądowania w amerykańskiej bazie w Da Nang w Wietnamie Południowym. Kiedy po tzw. debriefingu, czyli zdaniu raportu z lotu wszedł do kasyna oficerskiego, gdzie nikt go nie znał, przedstawił się jako inspektor z dowództwa Sił Powietrznych, który przybył, by skontrolować, czy przestrzegane jest najnowsze zarządzenie mundurowe, że T-shirt nie może wystawać w wycięciu rozpiętego pod szyją kombinezonu lotniczego. Podchodził do każdego, kto nie spełniał tego warunku i z zaskoczenia, jednym szybkim ruchem rozdzierał delikwentowi koszulkę i kombinezon, często wyrywając też trochę włosów z klatki piersiowej. Oczywiście nie trwało to długo, po kilku takich atakach piloci z Da Nang otoczyli go, unieśli w powietrze i szerokim łukiem wyrzucili za drzwi, prosto do sporej kałuży. Nix wstał, otrząsnął się,  wrócił do kasyna i zainicjował całonocną imprezę. Piloci z Da Nang, trochę udobruchani, nie zapomnieli mu jednak tego i kilka tygodni później, kiedy zostali czasowo przebazowani do Korat z powodu złej pogody, odnaleźli go i urządzili mu kolejną błotną kąpiel, poprzedzoną odarciem z kombinezonu.

Również mechanicy robią nieraz kawały pilotom i mają one nieraz charakter nie tyle żartobliwy, co wychowawczy. Obowiązkiem pilota przed lotem jest przeprowadzenie kontroli przedstartowej samolotu, tyle że nie wszystkim chce się to robić. Również podczas wojny wietnamskiej, jeden z młodych amerykańskich pilotów latających myśliwcami F-100D Super Sabre z bazy Bien Hoa w Wietnamie Południowym słynął z tego, że od razu wsiadał do kabiny, nawet nie oglądając pobieżnie samolotu, którym miał polecieć. Mechanicy postanowili oduczyć go tego i zadali sobie sporo trudu, ustawiając na stanowisku postojowym i uzbrajając samolot z wymontowanym silnikiem. Śmiechu było co niemiara, gdy niedbały pilot zabrał się do rozruchu silnika, którego nie było. Od tej pory pamiętał już, by sprawdzić przynajmniej to, czy samolot, którym ma polecieć, jest kompletny.


North American F-100D Super Sabre. Bez silnika nie jest w stanie polecieć (fot. Muzeum Lotnictwa Polskiego/FB)

Źródło: Muzeum Lotnictwa Polskiego
comments powered by Disqus