Blog Mikołaja Doskocza: "Wykonywanie lotów ultralekkimi statkami powietrznymi. Miejsce lądowania i wysokości lotów..."

Paralotnia, fot. źródło: Mikołaj Doskocz

Poprzednio poruszyłem temat lotów widokowych samolotami ultralekkimi. Zainteresowanie artykułem było bardzo duże dlatego dzisiaj obiecany wpis o tym, gdzie można lądować ultralajtami i na jakich wysokościach latać. Nie będzie tylko o samolotach ale też o lotniach, motolotniach itp.

Niby temat prosty, ale uwierzcie – jest ciekawie.

Gdzie można lądować?

Ogólna zasada przyjęta w Prawie lotniczym jest taka, że lądować można na:

  • Lotniskach, wpisanych do rejestru lotnisk,
  • Lądowiskach wpisanych do ewidencji (lądowiska ewidencjonowane),
  • Lądowiskach nieewidencjonowanych – niektórzy mówią na to „miejsce przygodne”. Niby to samo ale „lądowisko nieewidencjonowane” jest lepszym pojęciem.

Mniejsza z tym. Zasada jest taka, że lądować (i startować) można na lotniskach albo lądowiskach. Natomiast przepisy dotyczące wszystkich kategorii SP ultralekkich (samoloty, wiatrakowce, paralotnie, motolotnie itp.) pozwalają na lądowanie (i start) z miejsc innych niż lotnisko lub lądowisko. Konkretnie jest to § 6 ust. 1 rozporządzenia ws wyłączenia przepisów Prawa lotniczego do niektórych rodzajów SP (dalej będę nazywał je „rozporządzeniem ws wyłączeń”). Przepis ten pozwala na lądowanie w miejscu innym niż lotnisko lub lądowisk, jeżeli:

  • pozwalają na to właściwości techniczne statków powietrznych z uwzględnieniem wymagań dotyczących wymiarów terenów;
  • szczegółowe wymagania techniczno-eksploatacyjne, podane w ich instrukcjach użytkowania w locie, nie stanowią inaczej.

Nie wdając się w szczegóły, jeżeli IUwL danego statku powietrznego wymaga 400 m rozbiegu, to droga startowa musi mieć co najmniej 400 m. Zastanawiałem się nad wymaganiami co do przeszkód lotniczych (często nie ma nic o nich w IUwL) i nic nie wymyśliłem. Tzn. przepisy w podanym wyżej brzmieniu w ogóle nie nakazują stosowania żadnych wytycznych, przepisów, minimów. Zostaje zdrowy rozsądek dowódcy, który sam powinien ocenić, czy podejście jest bezpieczne.

Za to § 6 ust. 2 i 3 zawiera dwie bardzo ważne, kluczowe powiedziałbym regulacje. Po pierwsze odpowiedzialność za wybór miejsca do lądowania zawsze spoczywa na dowódcy. Czyli cokolwiek by się nie stało na pasie – wbiegnie koza, będzie koleina, nie zmieści się i walnie w drzewa za progiem – zawsze odpowiedzialny będzie dowódca. Po drugie, start i lądowanie muszą być wykonywane w sposób niestwarzający zagrożenia dla osób i mienia. Niby takie oczywiste, a jakże często widzimy takie starty czy lądowania, które z bezpieczeństwem wiele wspólnego nie mają…

Podsumowując – zgodnie z § 6 rozporządzenia ws wyłączeń do startów i lądowań lotniami, motolotniami, paralotniami, motoparalotniami i urządzeniami latającymi (ULM) nie jest konieczne ani lotnisko ani lądowisko wpisane do ewidencji lądowisk. Co więcej, nie obowiązuje ograniczenie 14 dni w ciągu 12 miesięcy, tak jak dla tradycyjnych SP. Niestety, sytuacja wcale nie jest taka prosta a następne przepisy wprowadzają ogromne zamieszanie. Zobaczcie sami.

Wysokości lotów

Weźmy np. urządzenia latające (samoloty, śmigłowce i wiatrakowce). Szczegółowe wymagania dla operacji takimi statkami powietrznymi znajdują się w załączniku 5 do rozporządzenia ws wyłączeń. Tam mamy przepisy pkt. 5.1., które określają minimalne wysokości lotu. Zgodnie z tymi przepisami urządzenie latające może latać (z wyjątkiem, gdy jest to konieczne dla startu i lądowania):

  • „nad zabudową miast, osiedli i siedzib ludzkich lub nad zgromadzeniem osób na otwartym powietrzu na wysokości względnej mniejszej niż 300 m (1000 ft) nad najwyższą przeszkodą znajdującą się w promieniu 600 m od urządzenia latającego, z tym że nad obszarami miast o liczbie mieszkańców co najmniej 25000 – zgodnie z przepisami wydanymi na podstawie art. 119 ust. 4 pkt 1 ustawy” – chodzi o rozporządzenie ws ograniczeń lotów na czas dłuższy niż 3 miesiące
  •  „w miejscach innych niż określone w lit. a, na wysokości względnej mniejszej niż 150 m (450 ft) nad lądem lub wodą w odległości mniejszej niż 300 m od zabudowań.”

Zwróćcie uwagę, że w dalszym ciągu mamy pojęcie „nad zabudową miast”. To istotna różnica w porównaniu do rozporządzenia ws ograniczeń lotów na czas dłuższy niż 3 miesiące, bo tam mamy już „granice administracyjne miast”.

W ogóle przepisy są tak bezsensownie napisane, że same się zapętlają. Z jednej strony przepisy ws wyłączeń pozwalają lądować na każdym (też nieewidencjonowanym) lądowisku – jest to konsekwencja dopuszczenia zejścia poniżej 300 m w przypadku startu i lądowania. Z drugiej, jeżeli lata się nad miastem, które ma więcej niż 25.000 mieszkańców, to już trzeba stosować przepisy rozporządzenia ws ograniczeń lotów na czas dłuższy niż 3 miesiące. A tam zejście poniżej wysokości minimalnych dozwolone jest do startów i lądowań ale tylko na lotniskach lub lądowiskach wpisanych do ewidencji – § 5 ust. 3 pkt. rozporządzenia.

Czyli mając lądowisko niewpisane do ewidencji, które jest w granicy administracyjnej miasta z co najmniej 25.000 mieszkańców, nie możecie na nim lądować urządzeniem latającym.

Poniższa grafika powinna pomóc zrozumieć, jakie przepisy stosować (bo zrozumieć logiki ustawodawcy nie sposób):


Ciekawe, prawda? Ale to nie koniec. Podałem Wam przepisy dotyczące urządzeń latających, czyli ultralekkich samolotów, śmigłowców czy wiatrakowców. A wiecie, że identyczne przepisy obowiązują dla lotni (załącznik 1 do rozporządzenia) i paralotni (załącznik 2 do rozporządzenia). Ale już nie dla motolotni (załącznik 3 do rozporządzenia) – te mogą lądować na lądowiskach nieewidencjonowanych.

Czy da się bardziej skomplikować przepisy?


Mikołaj Doskocz, radca prawny prowadzący Kancelarię Prawa Lotniczego – LATAJ LEGALNIE. Specjalizuje się w prawie lotniczym i obsłudze przedsiębiorców lotniczych. Prowadzi blog o prawie lotniczym www.latajlegalnie.com

Źródło: Mikołaj Doskocz
comments powered by Disqus