Los jest myśliwym, czyli jak doszło do wypadku repliki RWD-5

Wypadek repliki RWD-5

1 września, podczas Pikniku Lotniczego na lotnisku Aleksandrowice w Bielsku Białej, doszło do wypadku repliki samolotu RWD-5 (znaki rejestracyjne SP-LOT). Sama konstrukcja została z znacznym stopniu uszkodzona, jednak dwóm przebywającym na jej pokładzie osobom nic się nie stało.

Poniżej publikujemy tekst Zbyszka Sułkowskiego – członka załogi RWD-5 – który uległ wypadkowi, opisujący sekwencję wydarzeń prowadzącą do zdarzenia.

Po rozmiękłym od ulewy lotnisku rozpędzamy się z prędkością pociągu towarowego, wreszcie samolot odrywa się od ziemi, znów dobija w bryzgach wody – tyle mogę widzieć z tylnego miejsca – i znów ciężko się unosi. Lecimy – nisko, stanowczo za nisko, ale lecimy. Czuję uderzenie gdzieś za mną , potem jakby o skrzydło – obrót w prawo i samolot wali w ziemię, nie kończąc obrotu wokół osi pionowej. Jak na zwolnionym filmie. … Nieruchomiejemy.

Prawie jednocześnie z – Uciekaj ! – ze strony pilota uwalniam się z pasów i łapię klamkę drzwi – Cholera, nie puszczają ! Jurek przechyla się do tyłu , uwalnia zabezpieczenie, o którym zapomniałem, już jestem na zewnątrz, Jurek za mną – Uciekajmy ! Wybiegamy na odległą kilkanaście kroków drogę, ja z torba, bagaże Jurka zostały w kabinie. Umajony chaszczami przechylony samolot ze śmiesznie zadartym ogonem nie pali się, więc pewnie się nie zapali, chociaż … Jurek przez habazie przedziera się z powrotem, zatrzymując mnie ostrym – Zostań ! Po chwili już jest obok ze swymi tobołami. Stoimy. Nie ulecieliśmy daleko, ale wróciliśmy z daleka.

Bielsko-Biała, godz. 18.34, 1 września 2018. Samolot RWD-5R Stowarzyszenia Lotnictwa Eksperymentalnego.
RWD sterczy z krzaków, reszta świata nieistotna, jakby za mgłą. Ale  z mgły wyłania się dwóch biegnących – Czy ktoś wydostał się z tego samolotu ?
Więc nie gawiedź gapiowska to, rzeczywiście chcą ratować. Zaczynam lepiej myśleć o tym społeczeństwie. Uspakajamy ich i prosimy o zawiadomienie służb. Ale już policja nadjeżdża, lekko zdziwiona, bo z tymi torbami  wyglądamy przy drpdze  bardziej na takich, którym uciekł autobus. Do przyjazdu karetki policjanci  przejmują się naszym zdrowiem, ale i korzystając z czasu dają  nam podmuchać w alkomaty. Zespól ratunkowy karetki  nie chce uwierzyć, że żadnych urazów fizycznych nie mamy, cale badanie nas  jest przedokładne i nazwałbym – od serca, widać, że medyków cieszy stan  naszej doczesnej cielesności.. Dla pewności wiozą nas jednak do szpitala wojewódzkiego – tam odreagowujemy trochę wisielczym humorem, za co jeszcze raz personel izby przyjęć przepraszam.

I znów jesteśmy na miejscu wypadku. Strażacy pod fachowym okiem kolegów z Aeroklubu Bielsko-Bialskiego – Dziękujemy , Janku ! – podnoszą dźwigiem sponiewierany RWD, pojedzie na lotnisko. Przy okazji dowiadujemy się , że podczas kolizji z ziemią i samolot zakręcił pirueta  o aż 240 stopni ! Cała siła uderzenia – przy szybkość ok. 100 km/h – poszła więc w obrót. To nas uratowało. I solidna konstrukcja RWD-5.
Ocalenie ocaleniem, procedury procedurami. Policja, komisja badania wypadków lotniczych, znowu policja. Wreszcie koło północy hotel z całonocnym programem przemyśleń – obsesyjnych lub transcendentalnych.

Na drugi dzień … Pewnie obydwaj z Jurkiem od dawna nie doznaliśmy tyle, co tego dnia na lotnisku dobrych słów i gestów. Od znajomych i nieznajomych.
– Żyjecie! Gdyby samolot zarył się przodem w ziemię, skapotował (zrobił przewrotkę na plecy) uderzył w budynki czy nawet w las, bylibyście bez szans – mówili mądrzejsi i doświadczeni – Te pokrzywy to było jedyne dobre miejsce na kierunku waszego lotu. Żyjecie, a samolot się odbuduje .
Odbuduje jak Pałac Kultury w filmie „Rozmowy kontrolowane”.
Lotnisko w Bielsku ma szczęście mieć swego trefnisia. Tenże dworuje sobie z nas rozgłośnie – wolno mu, bo wyszliśmy cało. W pewnej chwili bierze do ręki kawałeczek odtrzaśniętej konstrukcji skrzydła  –  Inspektor ***) zawsze mówił: Jak budujecie samolot, to nawet to, czego nie widać ma być perfekcyjnie wykończone. Po co? Żeby komisja wypadków lotniczych miała przyjemność!
I niech to będzie puentą.

A my – Jurek i Zbyszek – dziękujemy:
Zespołowi Pogotowia Ratunkowego Niepublicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej z Pszczyny
– Ratownikom Straży Pożarnej
– Policji z Bielska- Białej
– wszystkim życzliwym nam osobom związanym z Aeroklubem Bielsko- Bialskim , w szczególności Jankowi Kuflowi
– wszystkim pozostałym wyrazicielom dobrej myśli o nas i dla nas

Odniesienie tytułu do powieści Ernesta Ganna – pomijając tu zbieg nieszczęśliwych okoliczności powodujących katastrofę, prześledźmy owe szczęśliwe : kólko ogonowe oderza w znak drogowy (nota bene: Uwaga ! Garby na drodze) powodując lekki skręt samolotu w prawo, następne uderzenie (uderzenia) w drzewo i może tablicę informacyjną pogłębia skręt maszyny w powietrzu ; samolot uderza spodem w wolną od drzew enklawkę i na niszczonym podwoziu i dolnej obudowie silnika dokonuje całym korpusem wytracającego energię kinetyczną obrotu. Pełne zbiorniki paliwa w centropłacie nad głowami załogi nie ulegają uszkodzeniu, minimalizując możliwość pożaru. Prawie nieuszkodzona kabina umożliwia szybką ewakuację.

* * *

P.S. Już teraz jako prezes Rady Seniorów Lotnictwa AP i Krakowskiego Klubu Seniorów Lotnictwa deklaruję wsparcie finansowe odbudowy tego pięknego i jedynego w swoim rodzaju samolotu!
Leszek Mańkowski

Źródło: kksl.p40.pl
comments powered by Disqus