Historia: Polacy ruszają w stratosferę

Przygotowania do startu Gwiazdy Polski (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe)

Instytut Pamięci Narodowej chce przypominać, jak polscy wynalazcy i uczeni zmieniali świat i jak wiele wnieśli w rozwój wielu państw.

Ostatnie dwa i pół wieku naszych dziejów to nieustanne zmagania o wolne i niepodległe państwo. Ich uczestnicy zawładnęli społeczną świadomością. Ten obraz wymaga uzupełnienia o polski udział w rozwoju techniki i badań naukowych. Nasi rodacy stworzyli fundamenty wielu dziedzin współczesnych technologii. Zapoczątkowali rozwój przemysłu naftowego, elektroniki, łączności bezprzewodowej i nowoczesnego przemysłu chemicznego. Nie trafili do narodowego panteonu. IPN chce to zmienić. To oręż do promowania nowego wizerunku Polski na świecie – powiedział prezes Instytutu dr Jarosław Szarek.

Instytut Pamięci, w ramach akcji #GigancinaukiPL, przedstawił osiągnięcia polskich wynalazców i uczonych z dziedziny lotnictwa.

Polacy ruszają w stratosferę

Jesienią 1938 roku polski balon o nazwie Gwiazda Polski miał osiągnąć stratosferę bijąc amerykański rekord wysokości. Nie była to propagandowa akcja polskiego rządu, ale kontynuacja polskich badań naukowych i możliwości technicznych naszego kraju.

Z początkiem lat 30. zaczął się światowy wyścig do stratosfery. 4 kwietnia 1932 r. człowiek po raz pierwszy pokonał barierę 10 000 metrów. Samolot pilotowany przez amerykańskiego pilota Apollo Souceka osiągnął pułap 13 158 m ponad powierzchnią ziemi, a więc wleciał w stratosferę.

Padały kolejne rekordy, ale po osiągnięciu przez samolot wysokości 14 500 m możliwości techniczne maszyn się wyczerpały. W grę wchodził tylko balon wyposażony w szczelną kapsułę, która ochroniłaby załogę przez zimnem, brakiem tlenu i ciśnieniem. Istniały już możliwości zarówno sterowania takimi balonami jak i przekazywania zarejestrowanych przez nie danych. Po krótkiej, w połowie lat trzydziestych, dominacji balonów bez załóg, ponownie rozpoczęto próby załogowe. Zaczął się wielki wyścig. Do rywalizacji stanęli Amerykanie i Rosjanie, jednak dość łatwo godził ich Auguste Piccard – Szwajcar marzący nie tylko o sięgnięciu w górne warstwy stratosfery ale i najgłębsze miejsca oceanów.  To Piccard w maju 1931 r. dotarł na swoim balonie na 15 785 metrów, a potem rok po roku poprawiał rekord budując coraz lepsze kapsuły i coraz lepsze powłoki balonowe.

W 1935 r. Szwajcar nawiązał kontakt z Polską Spółką dla Przemysłu Gumowego S.A. „Sanok” i zainteresował się polskimi wyrobami i produkcją balonów w podwarszawskim Legionowie. Polska przodowała wtedy na świecie w tego typu wyrobach. Wg Piccarda, polskie powłoki balonowe miały być najlepsze na świecie. Podpisał on umowę nie tylko na nową powłokę dla swojego stratostatu, ale zaproponował Polakom wspólny lot. Szwajcar niestety nie zebrał potrzebnych pieniędzy, a Polacy doszli do wniosku, że są bardziej zaawansowani niż Piccard.

W styczniu 1934 kosztujący ponad milion dzisiejszych dolarów amerykański balon Explorer, napełniony wodorem, rozerwał się na wysokości 18 475 m, a iskra wywołała eksplozję. Załoga musiała błyskawicznie rozmontować hermetycznie zamkniętą kapsułę i wyskoczyć z pędzącej z prędkością pocisku gondoli na spadochronach. Ostatni zrobił to 150 metrów nad ziemią! Był nim kapitan Albert William Stevens. I to on nie ustawał w powtórzeniu próby. 
11 listopada 1935 start Stevens na balonie Explorer II osiągnął pułap 22 066 metrów! Amerykanin sfotografował po raz pierwszy krzywiznę naszego globu. 
Polacy zamierzali zbudować jeszcze większy balon. 

Jednym z pomysłodawców polskiego lotu w stratosferę był prof. Mieczysław Wolfke. Uczony był nie tylko wynalazcą jednego z pierwszych systemów przekazywania obrazów za pomocą fal elektromagnetycznych, zwanych dzisiaj popularnie telewizją, ale około 1920 r. odkrył zasadę tworzenia hologramów – których idee zrealizowano dopiero w latach 80.  Jednak projekt lotu nie był ani wymysłem jednego uczonego, ani też mocarstwową zachcianką sanacyjnego państwa. Polska próba była prostą konsekwencją rozwoju naszego przemysłu, potencjału technicznego, wielkich możliwości naszych uczonych. Mieliśmy też, najlepszych po Amerykanach i Belgach, pilotów balonowych na świecie.

Mieliśmy też jedne z najlepszych na świecie technologie balonowe. Wytwórnia Balonów i Spadochronów kierowana przez kpt. Stanisława Mazurka i Sanok. Polska Spółka dla Przemysłu Gumowego S.A. – austriackiego inżyniera związanego z Polską Oskara Schmidta to firmy na najwyższym światowym poziomie.

W jednej z publikacji prof. M. Wolfke wyliczył zakres polskich badań w stratosferze. To m.in.:
•  pomiary temperatury i siły wiatru,
•  skład chemiczny atmosfery,
•  zawartość tlenu na tych wysokościach,
•  działanie warstwy ozonowej i zanieczyszczeń z Ziemi mających wpływ na jej skuteczność ochrony przez promieniowaniem,
•  zjawiska elektryczne,
•  promieniowanie kosmiczne.
Wolfke zwraca też uwagę na możliwości fotografowania Ziemi z tak dużych wysokości. Pole widzenia z wysokości 20 000 metrów pozwala objąć 800 000 metrów kwadratowych, a przy zastosowaniu fotografii w podczerwieni daje możliwość uzyskania bardzo precyzyjnego obrazu. Profesor przypomniał o zastosowaniu tych możliwości w warunkach wojennych.

Polski stratostat miał mieć balon o objętości 124 788 m sześć. i wadze jedynie 1300 kg (było to możliwe dzięki polskim technologiom produkcji jedwabiu i sposobom jego gumowania) oraz kształt różny od dotychczasowych balonów.
Na czele komitetu honorowego lotu stanął prezydent RP Ignacy Mościcki – należący do grona najwybitniejszych uczonych i wynalazców swoich czasów, protektorem wojskowym – gen. Kazimierz Sosnkowski (jeden z architektów polskiej niepodległości).

Start wyznaczono na październik 1938. Miejsce – Dolina Chochołowska w Tatrach. Zakładana wysokość: 30 000 metrów! Kierownikiem sekcji startowej został ppłk Julian Sielewicz, jeden z twórców polskich wojsk balonowych i późniejsza ofiara zbrodni katyńskiej. Przygotowaniom przyglądał się Albert William Stevens.

14 października rozpoczęto napełnianie balonu wodorem z kilkuset butli. Obserwatorzy z tarasu schroniska patrzyli na unoszenie się powłoki balonu. Tymczasem narastający od pewnego czasu halny przybrał na sile. Ekipa pompująca powłokę miała coraz większy kłopot z jej utrzymaniem. Coraz większe było niebezpieczeństwo jej porwania i uszkodzenia i przypadkowego zapłonu wodoru. Z ciężkim sercem podjęto decyzję o przerwaniu napełniania czaszy i wypuszczenia gazu. Wtedy właśnie doszło do katastrofy. Nastąpił samozapłon gazu i eksplozja. Balon spłonął. Na szczęście nie było ofiar w ludziach, nie ucierpiała też gondola. Próbę przełożono na jesień 1939 r. Miała odbyć się w Gorganach (Beskidy Lesiste). Uniemożliwiła to wojna.

Kim był Mieczysław Wolfke? Więcej na stronie www.gigancinauki.pl

O akcji GigancinaukiPL więcej informacji na stronie www.gigancinauki.pl

Na zdjęciach: widokówka dotycząca startu Gwiazdy Polski oraz przygotowania do startu, na ostatniej fotografii widać moment wybuchu gazu. (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe)









Źródło: Instytut Pamięci Narodowej
comments powered by Disqus