Lotnicze Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe: Nowoczesna organizacja ze wspaniałymi możliwościami. Ale...

Lotnicze Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe. fot. LOPR

Wyjątkowo, zacznijmy od przypisu redakcji. Osoby, o których będzie mowa, poznaliśmy kilka lat temu przy okazji innych projektów. To zawodowi piloci ze stażem w lotnictwie ogólnym. To innowatorzy, ale przede wszystkim skuteczni ludzie czynu, którzy poświęcają swój czas, aby nieść pomoc innym. Oczywiście nie robią tego bezinteresownie. Łączą pasję z doświadczeniem, aby testować i wdrażać pomysły, wykorzystując synergię pomiędzy dronami a lotnictwem załogowym.

W tytule postawiliśmy "Ale". Chodzi jak zwykle o... pieniądze. LOPR, jest młodym stowarzyszeniem, ciągle poszukującym. Choć posiada na koncie wiele sukcesów, to aby móc się dalej rozwijać, potrzebuje funduszy. Mamy nadzieję, że tym tekstem zdołamy Was zainspirować. Może niektórzy zdecydują się przekazać 1%. Może inni nawiążą kontakt, oferując dostępne środki transportu, umiejętności cyfrowe, czas. O tym, czym zajmuje się LOPR i jakie ma plany na przyszłość dowiecie się z niniejszego artykułu. Zapraszamy do lektury.


Początki LOPR, czyli Lotniczego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego sięgają 2016 r., kiedy to Stowarzyszenie zostało założone z inicjatywy Piotra Wilka, Michała Wojasa oraz Andrzeja Rzepeckiego. Celem organizacji jest efektywne wykorzystanie załogowych i bezzałogowych statków powietrznych, aby nieść pomoc tam, gdzie inni nie zawsze mogą dotrzeć.

"Zaczynaliśmy skromnie, bo we współpracy z GOPR w 2014 r. Wtedy to miały miejsce pierwsze akcje, w których towarzyszyliśmy z tanimi, komercyjnymi dronami", mówi Piotr Wilk.

Nikogo nie trzeba przekonywać o użyteczności bezzałogowych statków powietrznych w misjach poszukiwawczych. Są stosunkowo tanie (godzina lotu jest tańsza od lotu załogowym statkiem powietrznym), a dzisiejsze nowoczesne konstrukcje mogą być wyposażone w wysokiej rozdzielczości kamery i inne czujniki. Szybko jednak inicjatorzy LOPR zdali sobie sprawę, że problem z wykorzystaniem dronów nie leży w ich właściwie nieograniczonych możliwościach, a w procedurach i sposobie ich integracji z istniejącymi systemami i procesami ratunkowymi.

Dlatego, zasadniczym celem LOPR jest, poprzez szereg podejmowanych ćwiczeń, wypracowywanie schematów działań, a dzięki współpracy z innymi jednostkami ratowniczymi, ratowniczo-poszukiwawczymi, Policją, Państwową i Ochotniczą Strażą Pożarną, skutecznych procedur prowadzenia działań z wykorzystaniem bezzałogowych statków powietrznych.

LOPR wspiera rozwój technologii i w ramach swoich działań wykorzystuje często najnowsze rozwiązania, które wcześniej nie były stosowane w ratownictwie. Technologie te mają za zadanie ułatwiać pracę ratownikom nawet w ekstremalnie trudnych warunkach.

Skupiamy się głównie na poszukiwaniu i ratownictwie z udziałem dronów, ze względu na to, że to jest łatwiejsze technicznie, finansowo i organizacyjnie. Idea jest taka, żeby wokół lotnictwa - naszej pasji, skupić ludzi, którzy mają możliwości i są gotowi poświęcić swój czas, pieniądze oraz sprzęt, jak również poszerzać uprawnienia w tym zakresie" mówi Piotr Wilk, współzałożyciel Stowarzyszenia.

LOPR i lotnictwo ogólne
Członkowie Stowarzyszenia brali udział m.in. w akcji gaszenia Biebrzańskiego Parku Narodowego. Od strony śmigłowcowej loty z tzw. „Bambi” zapewniały Lasy Państwowe. Za sterami jednego ze śmigłowców – czerwonego AS350 zasiadali na zmianę dwaj członkowie LOPR – Błażej Morawski oraz Bartłomiej Kieblesz, którzy zostali później odznaczeni przez Ministra Środowiska za zasługi dla ochrony środowiska i gospodarki wodnej.

Dużym wsparciem do bezpośrednich działań gaśniczych okazał się śmigłowiec Robinson R44 zapewniony przez LOPR dzięki wsparciu Fundacji siepomaga.pl oraz firmie Helipoland.

Do zadań R44 pilotowanego przez Piotra Wilka oraz Łukasza Starowicza należało przede wszystkim pomoc „Bambi” w znalezieniu najlepszych możliwych źródeł wody w danym ognisku pożaru. Często pozwalało to podwoić liczbę zrzutów dzięki skróceniu dystansu między odpowiednim zbiornikiem lub ciekiem wodnym a pożarem.

Dodatkowym zadaniem było potwierdzanie skuteczności zrzutów wody, co umożliwiało błyskawiczną adaptację do lokalnych warunków przy zmianie lokalizacji oraz zmianie kierunku i siły wiatru.

Istotna dla skuteczności akcji gaśniczej była również współpraca ze strażakami na ziemi. Ze względu na ogromny obszar oraz dużą liczbę różnych jednostek uczestniczących w akcji gaśniczej nie zawsze udawało się szybko uzyskać kontakt radiowy pomiędzy „Bambi” a dowódcą grupy działającej w danej lokalizacji na ziemi. Zadysponowany R44 pozwalał w takich sytuacjach uzyskać łączność pomiędzy „Bambi” a strażakami z danej OSP.

Zanim na teren BPN dotarły śmigłowce Policji i Straży Granicznej, R44 był również użyczany na potrzeby Biebrzańskiego Parku Narodowego, Policji oraz innych służb.

Przykładem społecznego zrywu, co do zasady podobnego do LOPR, w okresie COVID-owym była podjęta przez KTL AOPA Poland we współpracy z portalem dlapilota.pl akcja "GA dla COVID". Pomimo, że udało się zebrać pokaźną liczbę chętnych do pomocy wraz ze statkami powietrznymi, to zabrakło doświadczonego koordynatora, który pokierowałby orkiestracją działań wszystkich zainteresowanych. Ogólnie rzecz ujmując, takie akcje mogłyby być włączane do narodowego systemu ratownictwa, aby korzystać z synergii GA ze statkami bezzałogowymi.

Bardzo byśmy chcieli, aby członkowie załóg lotniczych zdawali sobie sprawę, że drony istnieją i pojawiają się coraz częściej przy okazji imprez, akcji ratowniczych czy po prostu w "niespodziewanych" miejscach. Trzeba mieć świadomość, że są to urządzenia, które potrafią ważyć nawet do 25 kg, latać z różnymi prędkościami i na dużych wysokościach, a czasami pozostawać w zawisie. Wykorzystując drony w ramach ratownictwa, uświadamiamy środowisko lotnicze, z którego się wywodzimy, o tym jakie niosą one potencjalne zagrożenia i co robić, aby ich unikać. Apelujemy na łamach portalu dlapilota.pl szczególnie o przestrzeganie minimalnych wysokości lotu. Uwierzcie, że nie macie szans, aby zobaczyć drona z samolotu, jeśli ten znajduje się poniżej linii horyzontu.

Słowo o misjach ratowniczych
Duże możliwości dają nam profesjonalne kamery termowizyjne, choć nie zawsze i nie do wszystkiego je wykorzystujemy. Poszukiwania prowadzimy głównie w terenach otwartych, gdzie użycie środków lotniczych jest najbardziej skuteczne i pozwala oszczędzić dużo czasu innym służbom uczestniczącym w akcji. W ciągu dnia za pomocą kamery termowizyjnej typujemy miejsca do szczegółowego sprawdzenia przez kamerę pracującą w świetle widzialnym. Skupiamy się wtedy na szczegółach, czyli na posturze, sposobie poruszania, kolorze kurtki czy czapki.

Natomiast w nocy korzystamy z kamer o dużej czułości i z dużym zbliżeniem oraz reflektorem LED w bardzo skupionej wiązce. Dzięki termowizji, znajdujemy „cieplejszy” obiekt po to, aby następnie przełączyć się na kamerę z dużym zoomem w świetle widzialnym lub prosimy koordynatora o weryfikację wytypowanego miejsca przez ratowników na ziemi. Jest to na dzisiaj bardzo skuteczna metoda, ale wymaga doświadczenia i intuicji operatora. Poszukiwania w lasach oraz na terenach zurbanizowanych są dużo trudniejsze, ale również staramy się wypracować jak najbardziej skuteczną procedurę.


Ciekawym przykładem naszych działań była akcja poszukiwawcza, którą zorganizowaliśmy w górach Biokovo w Chorwacji. Działaliśmy tam na zlecenie prywatnej osoby, która prosiła, aby znaleźć ciało osoby z jej rodziny, która zaginęła trzy miesiące wcześniej. Chcieliśmy obfotografować całe góry i znaleźć w tym obszarze zwłoki. Prawie nam się to udało i wytypowaliśmy jedno miejsce, ale ratownicy powiedzieli, że tam nie zejdą z uwagi na bardzo trudny teren. Następnie musieliśmy metodą teledetekcji zweryfikować to miejsce i sprawdzić czy to ciało faktycznie tam jest. Analizowaliśmy widma w różnych odcieniach i okazało się, że ciała tam nie ma, tylko był to cień od skał. Zwłoki odnalazły się w innym rejonie, w którym my nie lataliśmy. To kolejny dowód, że równie istotne, jak sam sprzęt, są procedury i zdolności analityczne. Te ostatnie jednak wymagają dużej mocy obliczeniowej, nowoczesnego oprogramowania, które jak powszechnie wiadomo kosztują.


Ciągły trening
Staramy się nieustannie rozwijać biorąc udział w różnego rodzaju ćwiczeniach. Praktykujemy z psami tropiącymi, w nocy, w zimie, po to, żeby zbierać maksymalnie dużo danych i na ich podstawie podejmować działania i decyzje. Nad wytypowanym miejscem wykonujemy naloty dronami robiąc wysokiej rozdzielczości zdjęcia obszaru, które potem przekazujemy do KDR (Kierujący Działaniem Ratowniczym) do weryfikacji. Staramy się tak ustawić zdjęcia, aby ten sam punkt można było zobaczyć z różnych perspektyw.

Nasze akcje poszukiwawcze różnią się w zależności od tego, w jaki sposób chcemy przeskanować teren. Najczęściej wykorzystujemy 5,5 kilogramowego drona wyposażonego w kamerę termowizyjną oraz kamerę z 30 krotnym zoomem optycznym. Obraz z obszaru poszukiwań może być transmitowany poprzez nasz wóz transmisyjny korzystający z czterech zagregowanych łączy LTE/3G (w przyszłości 5G) m.in. do centrum zarządzania kryzysowego, Policji czy Straży Pożarnej.

Taka metoda jest najbardziej skuteczna. Przesłane na serwer zdjęcia można obrabiać w chmurze, a wolontariusze mogą je natychmiast przeglądać i zaznaczać miejsca, w których może znajdować się zaginiony. Oczywiście, docelowo to sztuczna inteligencja pomoże typować takie miejsca. Jak pokazuje praktyka i potrzeba są to bardzo obiecujące technologie, ale na odpowiednie algorytmy i efekty ich działania trzeba jeszcze poczekać.

Jako działania towarzyszące podejmujemy również zadania związane z legalnym wykorzystaniem dronów, również w lotach poza zasięgiem wzroku z wykorzystaniem systemu PansaUTM, opracowanego przez PAŻP do koordynacji lotów bezzałogowych statków powietrznych. Dzięki temu systemowi PAŻP jest w stanie bez wydzielania elastycznych struktur zarządzać ruchem bezzałogowców z GA.

Finansowanie
LORP jest stowarzyszeniem finansowanym głównie ze środków prywatnych jego założycieli. Stopniowo pozyskuje jednak środki zewnętrzne, które mają pozwolić na stały rozwój. Piotr Wilk opisując działalność organizacji podkreśla, że stowarzyszenie zarejestrowane jest w KRS i będzie zmierzać być może w kierunku OSP, co mogłoby ułatwić pozyskiwanie środków. 

Dzisiaj, po kilku latach funkcjonowania, doszliśmy do momentu, w którym potrzebujemy funduszy na dalszy rozwój LOPR. Wiemy, że musimy sformalizować procesy angażowania osób i pilotów do pomocy na skalę całego kraju, nie tylko dla południowej Polski, gdzie wszyscy mieszkamy. Jak pewnie każdy sobie zdaje sprawę, to właśnie te procedury wymagają zatrudnienia na etat osób, które będą zajmowały się koordynacją zadań, organizacją zarządzania przepływu informacji, szkoleniami, utrzymywaniem umiejętności, angażowaniem i egzaminowaniem operatorów z całej Polski. Jest to kolejny kamień milowy który musimy przekroczyć, aby lepiej służyć społeczeństwu.

Do tej pory LOPR wsparły: VisionCube, FlyTech, Helipoland, Poly, Kramer, Peplink, siepomaga.pl, Fundacja Radan.

Zakres działań LOPR obejmuje m.in.:

  • Wsparcie policji, PSP, OSP, PRM w zakresie prowadzenia akcji poszukiwawczo-ratowniczych oraz przeciwdziałaniu klęskom żywiołowym
  • Wsparcie KDRa podglądem na żywo (w tym zdalnym) z terenów niedostępnych na których prowadzone są działania ratownicze
  • Zabezpieczenie i oświetlenie miejsca zdarzenia
  • Wstępne ustalenie liczby poszkodowanych osób
  • Lokalizacja osób znajdujących się w miejscach niedostępnych
  • Rozpoznanie, w tym identyfikacja zagrożeń oraz określenie wielkości strefy zagrożenia
  • Pomiar atmosfery, gazów niebezpiecznych
  • Współdziałanie z innymi podmiotami ratowniczymi

Spodobało Ci się to co robimy?
Dołącz do LOPR lub wesprzyj nas swoim 1% podatku

KRS: 0000283966 / LOPR

Więcej na profilu fb: https://www.facebook.com/LOPRPL/


 

Źródło: dlapilota
comments powered by Disqus