Drogocenne drobiazgi – reaktywacja szybowcowa – część 1

Drogocenne drobiazgi – reaktywacja szybowcowa – cześć 1

Wiosna, słońce powoli chyli się ku zachodowi. Przed hangarem IBEX-u na warszawskim Bemowie stoi grupka spragnionych latania pilotów. Po dłuższej zimowej przerwie muszą trochę polatać z instruktorem. Mam na dzisiaj dosyć latania i marzy mi się dobra kolacja.

Jestem już przy furtce gdy podchodzi jeden z pilotów -„Polecisz ze mną po zachodzie słońca, dawno nie latałem w nocy i wolę polecieć z kimś”. Już miałem na końcu języka jakąś wymówkę, ale z drugiej strony ciężko odmówić. Ok polatamy. Posiedziałem sobie godzinkę w Cessnie 182, popatrzyłem na Warszawę nocą i tyle. Dobrze latał i nie było się co wymądrzać.

„Słyszałem, że latasz na szybowcach. Mam pewien pomysł. Chciałbym z Tobą pogadać”.

Przytaknąłem, ale nie brałem tej rozmowy na poważnie. Po kilku dniach spotkaliśmy się ponownie. „Kupiłem szybowiec z napędem własnym ARCUSA M za dwa, trzy miesiące będzie do odbioru  i mam pomysł jak go wykorzystać”.

Ok, ale co ja mam z tym wspólnego. Wiem tylko, że coś takiego robią. Dwumiejscowy szybowiec samostart z chowanym na belce silniku o wspaniałej doskonałości, dobry dla mistrzów szybownictwa i tyle.

"Pomysł jest taki – na początek trzeba się z certyfikować w jakimś ośrodku szkolenia. Z tego co wiem masz uprawnienia  na szybowce z napędem własnym tylko trzeba przeszkolić cię na ten typ. Pomożesz?”

Hm, z jednej strony sporo roboty z drugiej perspektywa polatania na takim wynalazku bezcenna. Trzeba będzie nad tym pomyśleć.


Czas mijał od ostatniej rozmowy. Pomyślałem sobie, że temat upadał. „Za dwa tygodnie odbieram ARCUSA jak tam nasze sprawy” – odebrany telefon nie budził wątpliwości co do aktualności wcześniejszych ustaleń. Trzeba ostro brać się do roboty.

Po przemyśleniu, że najlepszą lokalizacją jeśli chodzi o ośrodek szkolący będzie Warszawa, po rozmowie z Wiesławem Kapitanem kierującym IBEX-em, który sam będąc szybownikiem z miejsca zaakceptował pomysł, nie pozostało nic innego jak wziąć się do roboty. Napisałem Instrukcję Szkolenia do Licencji Szybowcowej w oparciu o szybowce z napędem własnym. Prezes ULC rozszerzył certyfikat ATO IBEX U.L. o  zakres szkoleń, tak aby można było nadawać uprawnienia do startu na szybowcach z napędem własnym pilotom szybowcowym, przeszkalać pilotów samolotowych do licencji szybowcowej na tego typu szybowcach oraz szkolić od podstaw do licencji szybowcowej na szybowcach z napędem własnym.

W czerwcu na lotnisku Babice przed hangarem IBEX U.L. zadomowił się wzbudzając niemałe zainteresowanie gawiedzi lotniczej nowy prosto z wytwórni ARCUS M. Pierwsze loty wykonywane przez właściciela i pomysłodawcę  Krzysztofa Ostromeckiego wraz z mistrzem Januszem Centką wypadły pomyślnie.

„To co polatamy?” – Krzysztof nie pozostawiał mi wyboru. Ostatnio latałem głównie Puchaczem czy Bocianem jako instruktor i egzaminator. Bliższe zapoznanie się z ARCUSEM upewniło mnie w przekonaniu, że to już całkiem inna epoka, a moje doświadczenie w lataniu na przeloty z dawnych lat nie pasuje zbytnio do możliwości tego szybowca i jego wyposażenia. Ale skoro jest taka okazja to żal jej nie wykorzystać. Start ARCUSEM za pomocą własnego silnika (może startować również na holu za samolotem) jest prosty i wymaga przestrzegania kilku zasad dotyczących operowania silnikiem, obsługi klap oraz utrzymania prędkości.


Silnik chowa się automatycznie ale trzeba się liczyć, ze może coś „nie zagra” i wtedy należy stosować opisane w AFM procedury. Po zamknięciu silnika lot tym szybowcem to dopiero frajda i marzenie każdego szybownika. Lądowanie nie skomplikowane, ale wymagające precyzyjnego pilotażu i przestrzegania procedur opisanych w AFM. Ogólne wrażenie – super latanie. Jednakże w stosunku do szybowców na których dotychczas latałem dochodzi większa ilość czynności do wykonania (obsługa silnika, osprzętu i obsługa komputera) jak również konieczność bardzo dokładnego i wręcz pedantycznego przygotowania szybowca do każdego lotu (paliwo, wyważenie, balast wodny, jak trzeba aparatura tlenowa, ustawienie komputera itp.).

Po pierwszych lotach byłem zaskoczony możliwościami ARCUSA i niestety stwierdziłem z ubolewaniem jak daleko mi do wykorzystania jego możliwości. Brak kontaktu z dynamicznie rozwijającym  szybownictwem rozumianym jako nieustanna rywalizacja zawodnicza, z rozwojem technologii i konstrukcji szybowców oraz brak ciągłego treningu w przelotach sprawił, że trzeba sobie uświadomić swój aktualny poziom latania szybowcowego i konieczność nadrobienia wiedzy oraz umiejętności. Niestety ciężko było pogodzić rozliczne inne zajęcia z pasją jaką jest szybownictwo i efekt jest jaki jest.

Po jednym z lotów siedliśmy z Krzysztofem w naszej kawiarni „Poziom przejściowy” w budynku gdzie mieści się IBEX U.L.

„Plan jest następujący. Szybowiec w sezonie lotnym u nas lata w Polsce. Jest wynajmowany na zawody lub osobom mającym uprawnienia na niego do wykonywania przelotów oraz do szkolenia zgodnie z posiadanym przez ATO IBEX U.L. certyfikatem. W sezonie zimowym ARCUS lata w Afryce konkretnie w Namibii – część południowej Afryki tuż nad RPA. Jest wynajmowany pilotom posiadającym uprawnienia do wykonywania tam przelotów (najczęściej od tygodnia do dwóch) oraz lata w ramach SKY SAFARI dla osób chcących polatać sobie w warunkach afrykańskich z doświadczonym szybownikiem. Zamierzam zarezerwować szybowiec w sezonie afrykańskim z dwa, trzy tygodnie na SKY SAFARI. We wrześniu ARCUS popłynie kontenerem do Afryki. Mam już dogadane miejsce w Namibii i zasady wynajmu szybowca”. Pomysł SKY SAFARII zaciekawił mnie. Jest szereg mniej doświadczonych pilotów, którzy z ciekawości i chęci podniesienia swoich umiejętności chętnie polataliby w towarzystwie doświadczonego lotnika na takim szybowcu, tym bardziej w raju dla szybowników jakim jest południowa Afryka.

Pomyślałem sobie, że koncepcja niezła sobie ale jak dla mnie to nie co „kosmiczna”. Ok – życzę powodzenia.

W pogodny grudniowy dzień. Próbuję się wygramolić się po locie z poczciwego Kolibra na płycie przed hangarem IBEX. Naprzeciwko samolotu stanął Krzysztof. Twarz opalona i uśmiechnięta. „Lecimy na początku stycznia do Namibii. Zarezerwuj sobie dwa tygodnie. Mamy wolny szybowiec na 6 dni. Latasz za darmo.”

Zaraz, zaraz. Nanibia – jak latałem jako pilot agro do Afryki to były potrzebne szczepienia, wizy a co z przelotem na drugi koniec świata ?.


„Szlak jest przetarty, połączenie lotnicze przez Frankfurt. Byłem już tam dwa razy. Nie potrzeba żadnych szczepień, a wizę się załatwia w tydzień przez kuriera w placówce dyplomatycznej Namibii w Berlinie” – Krzysztof wytrącał mi argumenty żeby nie lecieć.

No właśnie, zaczęło brakować argumentów na nie. Z jednej strony nie wątpliwie wyzwanie a, z drugiej….. nie ma co kombinować – lecimy.

Ruszamy. Tak naprawdę bagaż to podręczny plecak i mała torba podróżna z kilkoma koszulkami, krótkimi spodniami, slipkami do pływania (jest tam basenik) dłuższymi spodniami do latania (podczas przelotów na wyższych wysokościach temperatura spada poniżej 0°C) oraz oczywiście krem do opalania powyżej 30 ULV i dokumenty lotnicze. Lot do stolicy Namibii - Windhoek przy najtańszej opcji połączeń wybranych przez Krzysztofa (via Frankfurt) zajął nam około 24 godzin. Teraz tylko wynajęcie samochodu i w drogę na lotnisko.

Jedziemy do nowo powstałego ośrodka na farmie: ARU GAME LODGES VERONICA FARM na południowy wschód (około 200 km) od  Windhoeck. Podczas jazdy odniosłem nieodparte wrażenie, że znajduję się na totalnym odludziu. Asfaltowa szosa w pobliżu lotniska zmieniła się w „krajowy” pylący szuter. Monotonny krajobraz (początkowo z niskimi wzniesieniami) ustąpił miejsca jednolitej równinie obsadzonej karłowatymi drzewami.
 
Od czasu do czasu pojawiały się wychudzone zwierzaki próbujące znaleźć na rozgrzanej ziemi coś do zjedzenia. W czasie całego przejazdu do Veroniki minęliśmy 1 samochód czyli totalne odludzie. Rejon Namibii podzielony jest na szereg farm. Do tej na którą jedziemy ma powierzchnię 1/3 terytorium Polski. Farmerzy grodzą tereny swoich posiadłości, budują studnie i wypasają bydło – z tego głównie żyją. Niektórzy organizują dodatkowo safari dla myśliwych a kilku zorganizowało ośrodki szybowcowe. Do jednego z nich jedziemy.


Veronika, bo tak potocznie mówi się o tym ośrodku szybowcowym to kompleks domków mieszkalnych, budynku głównego z kuchnią i salą jadalną wraz tarasem do wypoczynku, z salą odpraw i małym basenem, lotniskiem z trzema pasami startowi, hangarem wraz zapleczem technicznym i operacyjnym. Wszystko zorganizowane przez znanego pilota szybowcowego prowadzącego ośrodek  Bernarda Dolbę.

Na początek wymóg aklimatyzacji zapisany w regulaminie ośrodka. 24 godziny, przed lotami trzeba ponudzić się na ziemi. Jest czas na zakwaterowanie, sprawdzenie i uzupełnienie dokumentacji osobistej przez prowadzącego ośrodek oraz przekazanie szybowca przez pilotów dotychczas na nim latających. Domki są komfortowe z łazienką i klimatyzacją dobrze zabezpieczone przed wszędobylskim robactwem. Posiłki smaczne dwa (jeżeli są loty) i trzy razy dziennie. Możliwość posiedzenia na tarasie z widokiem na bezmiar afrykańskiej równiny przy dobrej kawie i nie tylko. Dostęp do Wi-Fi w domkach i budynku głównym, tak że kontakt z „cywilizacją” jest zapewniony.

Koniec części pierwszej.

Źródło: Grzegorz Skomorowski