Człowiek nie jest w stanie realnie wyobrazić sobie tego, co spotka go w powietrzu

Cameraman

O procesach zachodzących w głowach skoczków spadochronowych, niebezpiecznych sytuacjach podczas skoków i sposobach radzenia sobie z nimi, a także różnych psychologicznych aspektach tego sportu, z Tomaszem Kozłowskim, psychologiem i doświadczonym skoczkiem spadochronowym, rozmawia Marcin Ziółek.

Pierwsza część wywiadu

 
Marcin Ziółek: Czy często zdarzają się sytuację, że skoczek jest tak podekscytowany i tak przeżywa skok, że sam nie jest w stanie otworzyć spadochronu?
 
Tomasz Kozłowski: Są bardzo często takie sytuacje, zwłaszcza na samym początku przygody z tym sportem. Człowiek nie jest w stanie realnie wyobrazić sobie tego, co spotka go w powietrzu. Najczęściej zderzenie z rzeczywistością jest niezwykle zaskakujące, bo okazuje się, że powietrze jest absolutnie fizyczne. Jest wręcz ,,drewniane", ,,zbudowane z kamieni", bo boli, nie można oddychać spadając z prędkością 200 km/h. To jednak znika po kilku skokach i nie myślimy o tym, żeby oddychać w jakiś szczególny sposób.
 
Nikt nie jest na początku do tego przyzwyczajony i okazuje się, że to wszystko, i ten huk, który temu towarzyszy, bo to jest przecież dźwięk rozrywający uszy, powoduje, że ludzie doznają czasami zjawiska określanego jako brain lock, tj. ,,zablokowanie mózgu". Zapominają wtedy po prostu o tym, żeby otworzyć spadochron i jak to się robi. Jednak proces szkolenia jest tak skonstruowany, że zarówno instruktorzy, jak i kursanci, bardzo dobrze wiedzą o tym, że coś takiego może się zdarzyć. Pierwsze skoki odbywają się z dwoma instruktorami, którzy trzymają ucznia skoczka za taśmę udową od spadochronu i uchwyt na rękawie. Trzymając ucznia-skoczka wyskakują, lecą i obserwują, na ile jest on w stanie spadać swobodnie, bo rzecz polega właśnie na tym, żeby odpuścić każdy mięsień i poddać się strugom powietrza. W momencie, w którym dochodzi do jakiegokolwiek napięcia, które jest rzecz jasna wynikiem napięcia emocjonalnego, skoczek zaczyna się ,,spinać" i usztywnia sylwetkę. Jeżeli usztywnia sylwetkę, co powoduje asymetrię tworzonej przez jego ciało bryły, to wchodzi od razu w jakiś ruch i traci kontrolę. W momencie kiedy spada się luźno i odpuści wszystko, to po prostu spadanie jest stabilne, ale wystarczy, że jedna noga jest wyprostowana, to wtedy wchodzi się w ruch wirowy.
 
Często obserwuję skoczków skaczących w tandemie jak się zachowują pod kątem psychologicznym, czy się boją czy nie, bo to powoduje jaką on przyjmie pozycje w czasie spadania. Rzadko się zdarza, że się ktoś wycofuje. W zeszłym sezonie na moje 270 skoków zrezygnowała tylko jedna osoba. Ale tutaj w grę wchodzą też społeczne aspekty tych zjawisk, bo przyjeżdżają do nas bardzo często np. jakieś grupy na spotkania kawalerskie, czy panieńskie. Jeżeli człowiek się boi i w normalnej sytuacji mógłby się wycofać, to tutaj trzeba zrobić to dla grupy. Poza tym ciężko jest wycofać się, gdy siedzi się już w samolocie, gdzie jest tych tandemów siedem. Jednym słowem, niezwykle istotna jest presja otoczenia, w którym się znajdujemy.

MZ: Jacy zatem ludzie nie powinni wykonywać skoków spadochronowych?
 
TK:
Jeżeli chodzi o sam skok to wiadomo, że skoczek nie może być pod wpływem jakichkolwiek substancji psychoaktywnych, nie może być przeziębiony, chory, czy też zmęczony. To jest też bardzo prosta zależność - jeżeli widzisz kogoś, że ktoś jest chory, niedysponowany lub zmęczony ,,ciężkim wieczorem", to idź i zgłoś to, dla jego i swojego bezpieczeństwa. Osoba, która w wyniku osłabienia organizmu wolniej podejmuje decyzje i źle ocenia sytuację, może zrobić komuś krzywdę np. wpadając na niego lecąc na czaszy w powietrzu. To nie jest jakoś dramatycznie niebezpieczne na dość dużej wysokości, jednak gorzej jest np. 100 m nad ziemi. Musimy się wzajemnie pilnować dokładnie tak samo, jak wtedy, gdy zmęczeni siadamy za kierownicę.
 
To jest też kwestia tej pożądanej w tym sporcie otwartości. No, ale jeśli spojrzymy na aspekt psychologiczny, to jest to normalne pozycjonowanie hierarchii. Człowiek, który ma 100 skoków ma mniej do powiedzenia, niż człowiek, który ma 1000 skoków. Ale jeżeli człowiek, który ma 100 skoków, ma bardzo wysoką i adekwatną samoocenę, zna swoją wartość i jest w stanie ocenić sytuację pod kątem społecznym, a nie tylko specjalistycznym, to będzie miał siłę do tego, żeby powiedzieć, kolega X nie powinien moim zdaniem skakać. To się bardzo rzadko zdarza, ale warto taką postawę pielęgnować.
 
Pod kątem środowiskowym osoby z niska samooceną mogą spowodować, że ostatecznie ten łańcuch nieprzekazywania sobie informacji zakończy się jakąś tragedią. Więc ta otwartość jest niezwykle ważna.  
 


MZ: Po jakiej liczbie skoków możemy rozróżnić skoczka doświadczonego od niedoświadczonego. Na ile płynna jest to wartość?
 
TK:
To jest płynne. Można przyjąć, że pewne doświadczenie u skoczka spadochronowego zaczyna się po ok. 300 skokach. To zależy oczywiście od tego, czy jest to skoczek, który te 300 skoków wykonał przez 20 lat, czy np. w ciągu 3-4 sezonów. Jest to też okres, który jest związany z dość dużą wypadkowością, ponieważ dotyczy subiektywnego poczucia sprawności posługiwania się sprzętem spadochronowym. Nie jest to jednak jeszcze doświadczenie ugruntowane, ponieważ skoczek dobrze opanował jedynie lądowanie i niektóre figury w powietrzu, tylko te charakterystyczne dla dyscypliny, którą sobie wybrał. Potrafi także latać w formacjach i bardzo dobrze poruszać się w samej przestrzeni w stosunku do innych obiektów z którymi tam lata, czy to jest tandem, czy też formacja spadochronowa. I to jest właśnie ten moment, w którym zapominamy, jak bardzo cienka jest linia pomiędzy zabawą, a tragedią. Jak się już dobrze czujemy, to czasami dochodzi właśnie do wypadków, bo gubi nas poczucie pewności.
 
Jeżeli chodzi o klasyfikację doświadczenia w oparciu o licencje, to 500 skoków to tyle, żeby dostać amerykańskie uprawnienia typu ,,D", które są najwyższą licencją dla skoczków nie-instruktorów.

MZ: Co dzięki niej można zyskać?
 
TK:
Można skakać, na jakiś małych strefach, które położone są w terenie zurbanizowanych lub też górskim, gdzie istnieją obostrzenia co do tego, kto może w takim terenie lądować - spotykałem się z tym np. w Nowej Zelandii, czy Tajlandii. W niektórych można skakać od licencji C, a w niektórych od licencji D. Amerykańskie badania pokazują, że te 200-300-400 skoków to jest moment, w którym traci się czujność. Obserwuję takich skoczków na strefie i to są właśnie ci, którzy latają w dużych formacjach i już widzą, że dużą potrafią, Jednak to czasami jest ten moment, w którym można złamać nogę lub zderzyć się z kimś w powietrzu. To nie są jakieś dramatyczne sytuacje, ale mogą się zdarzyć i te poważne wypadki, które wynikają z tego, że skoczkowie przesiadają się na mniejsze czasze.
 
MZ: Mniejsza czasza to z pewnością lot z większymi prędkościami, ale jest także o wiele bardziej wymagająca dla skoczka. Jak to się przekłada na bezpieczeństwo skoków?
 
TK:
Mniejsza czasza daje większa pionową prędkość opadania, tym samym, żeby wylądować, trzeba nadać całemu układowi większej prędkości poziomej, która wynika z siły nośnej skrzydła. Trzeba wtedy zrobić zakręt, żeby napędzić tę czaszę. Robi się czasami 90, czasami 180, czasami 270 stopni, albo nawet i 360. Trzeba zrobić ten głęboki zakręt i jeżeli zrobi się go za nisko, to może się to skończyć źle. Badania amerykańskie pokazują, że właśnie 31% wypadków, których doświadczają osoby z dużym doświadczeniem, to właśnie wypadki podczas lądowania z niskim zakrętem na małej czaszy. Oczywiście mała czasza to mniejszy plecak, ale też i większy prestiż, bo wiadomo, że cały czas trzeba pamiętać o akcencie społecznym tego sportu, jak i każdego innego. W rzeczywistości lądowania na tych małych czaszach są niezwykle efektowne i to się wszystkim obserwatorom bardzo podoba.
 


MZ: Człowiek nie został stworzony do latania, jednakże dzięki zaawansowanym technologiom nauczył się to robić. Jaki jest najlepszy sposób dla spadochroniarzy aby w pełni, a także bezpiecznie koegzystować ze środowiskiem lotniczym i dzięki temu czerpać z tego sportu maksymalną przyjemność?
 
TK:
Człowiek skacze i lata właśnie dlatego, że nie został stworzony do latania i znajduje sobie tego substytuty. Radość jaką niesie interakcja człowieka z powietrzem jest nie do opisania, to trzeba po prostu przeżyć. W dużym stopniu nieodwracalne błędy popełniane w powietrzu, są najczęściej błędami człowieka, a bardzo rzadko zawodzi sprzęt. I tu się włącza ten czynnik ludzki. Musimy zawsze pamiętać, że skacze człowiek, a nie sprzęt. Jeżeli wiemy, że i tak automat nas otworzy, to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby przed tym automatem pociągnąć za uchwyt spadochronu zapasowego i otworzyć go samemu na wszelki wypadek, nie czekać. Masz splątany spadochron, oceniasz sytuacje i się po prostu przesiadasz - zamki i zapas. Jest tzw. ,,wysokość decyzji" i koniec!
 
Widać, że im większe ma człowiek doświadczenie, tym ma większa skłonność do wykonywania tych podstawowych rzeczy, których kursanci się wstydzą. Najpierw robią to ze strachu, potem przychodzi ten moment kiedy czują, że są doświadczeni, po 200-300 skokach, a potem jak się przechodzi 500-600 i trochę wyżej kształtuje się pokora do naszych ludzkich ułomności. Wiemy, że możemy popełnić błąd, że możemy mieć słabości i coraz bardziej widać, że nauka z kursu wraca po pewnym czasie. Pożądana przez nas euforia następuje w momencie, kiedy skoczek staje w drzwiach, kiedy spada, kiedy tworzy z przyjaciółmi formacje, kiedy ma otwarty spadochron i bezpiecznie lata przez chmury, ale każdy doświadczony skoczek dobrze wie, że trzeba sobie pozostawić na tę euforię pewien margines. Jednak bez względu na etap skoku, całość naszej aktywności musi być stale zorientowana na przestrzeganiu procedur bezpieczeństwa swojego i innych.

Koniec części drugiej.

W trzeciej, ostaniej cześci wywiadu przeczytacie między innymi o początkach przygody z tym sportem Tomasza Kozłowskiego, o jego sposobach na radzenie sobie ze stresem podczas skoków, o osobach skaczących po raz pierwszy, a także jak z psychologicznego punktu widzenia najlepiej przygotować się do skoku.

Trzecia część wywiadu: W skokach zespołowych plan B musi być zawsze

Źródło: dlapilota
comments powered by Disqus

Komentarze

Anonimie podający się za pilota,

Ciekaw jestem co powoduje Tobą, kiedy gardzisz innymi (nami) z powodu tego, że uprawiamy sport, którym Ci przecież nie wyrządzamy żadnej krzywdy?

Może to po prostu jakiś Twój głęboki lęk, niepokój lub wstyd, który odczuwasz w stosunku do naszej grupy? A może Twoja dziewczyna, może żona, będąc na Strefie zawiesiła oko na którymś z przystojnych skoczków, a Ty w zazdrości znienawidziłeś wszystkich wokół i obgryzając paznokcie zastanawiasz się, czy coś już było, czy nie? A może, jeżeli latasz z nami jak podajesz, nie masz wpływu na własne życie i nie jesteś w stanie wyrwać się z tego? Może nie umiesz podjąć męskiej decyzji i zająć się czymś innym? A może to strach przed lataniem tak boleśnie gryzie Cię wewnętrzne?

A może Ty latasz po to, aby Twoje otoczenie poklepywało Cię po plecach mówiąc Ci jaki jesteś super, jaki jesteś bohaterski, jaki jesteś męski i odważny? Nie wiedzą jednak, że nie masz odwagi podać swojego nazwiska wpisując własne zdanie w Internecie… Nie ma przecież ludzi idealnych…

Nie martw się. Nikt się nie zorientuje, że jesteś tchórzem… Nadrobisz opowiadając o podniebnych wojażach, kiedy to przerażeni skoczkowie drżeli za sprawą Twojego męstwa.

Pamiętaj jednak, że jesteśmy Ci bardzo potrzebni. Dzięki nam, „móżdżkom” i „glebo…” masz się z kim porównać, masz kogoś ,od kogo możesz być lepszy. Dbaj o nas zatem, bo jak nas nie będzie, to staniesz na samym koniuszku…

Pozdrawiam Cię życząc Ci odwagi, tej cywilnej…
Tomasz Kozłowski

Panie Tomaszu, nie wiem jakim Pan jest skoczkiem, ale na podstawie powyższego tekstu już wiem jaki z Pana psycholog.
Proszę, niech Pan publicznie nie przyznaje się do tej profesji, bo to innym psychologom chluby nie przyniesie...

Odwagi, Kolego, odwagi :)
Nikt Wam nic nie zrobi za podanie nazwisk :)
Jeżeli wystosowuje Pan do mnie prośbę, to proszę się podpisać.

P.S.
Ja nie jestem na tym świecie po to, aby przynosić chlubę (lub nie) jakiejkolwiek grupie zawodowej. Nie widzę też nic złego w tym, żebym się wypowiadał jako zwykły człowiek. Nie muszę przez całe życie być psychologiem i wszystkiego warunkować swoim zawodem. Nie muszę też z tej perspektywy patrzeć na życie.

Pozdrawiam,
Tomasz Kozłowski

"...Nie widzę też nic złego w tym, żebym się wypowiadał jako zwykły człowiek."
Tym gorzej Panie Tomaszu, tym gorzej.. dla człowieka. Mam nadzieję, że "zjechanie" tego anonima godząc w jego męskość i dumę (brakuje tylko upokorzenie matki) przyniosło Panu ulgę.

PS. A'prpose podawania nazwisk - to nie strach, to zdrowy rozsądek...

O Zdrowy Rozsądek pojawił się na forum. Kolejne anonimowe forum i mu się znowu ulewa tak jak ulewało mu się jeszcze na anonimowym forum szybowce.com

Złośliwość jest cechą ludzką właśnie zwłaszcza w sytuacji, gdy jest się zupełnie bezpodstawnie obrażanym. Błądzę, jak wielu na tej planecie.

Nie dopatrzył się Pan (może Pani - nie wiem kim jesteś), o dziwo, określenia dotyczącego "móżdżków" oraz "glebo" (dla nie zorientowanych "glegoje..y" od walenia w glebę - tak się o nas mówi).

Co do rozsądku, to zacytuję za Wikipedią:
Odwaga cywilna jest szczególnym rodzajem odwagi. Jest to postawa, która polega na występowaniu w obronie swoich racji, nawet jeżeli wiąże się to z wysokimi sankcjami i kosztami społecznymi. Jej podstawowym elementem jest występowanie pod swoim imieniem i nazwiskiem, czyli podpisywanie się pod swoimi własnymi wypowiedziami. Odwaga jest również przyznaniem się do błędu, postępowaniem zgodnie ze swoim sumieniem i głoszeniem swoich poglądów.

Na zakończenie tej nużącej już dyskusji dodam jedynie: uderz w stół, a nożyce się odezwą...
KOŃCZĘ ZATEM PANOWIE, BO BRAK MI ARGUMENTÓW...

Podtytuł tego artykułu: "O procesach zachodzących w głowach skoczków spadochronowych"

Czytając wasze komentarze, drodzy glebo... upps przepraszam, spadochroniarze wiem już jakie procesy zachodzą w waszych móżdzkach.

Pozdrawiam
Wasz Pilot

Szanowny Panie Wasz Pilocie,

Przeczytałem uważnie powyższy tekst jak i komentarze i naprawdę, proszę mi wybaczyć, nie rozumiem o co Panu chodzi. W powyższym tekście nie ma przecież nic o pilotach. Oczywiście może Pan jak każdy zabrać głos ale zgodnie z logiką powinno to być na temat. W jakim więc celu zabiera Pan głos ? Przecież merytorycznej treści w tym nie ma. Zastanawiam się czy w ten sam sposób komentuje Pan każdy wywiad, na dowolny temat, czy tylko związany z lotnictwem ? Nie śmiem przypuszczać, że tylko związany ze spadochroniarstwem. A gdyby ten wywiad był z szybownikiem, to skomentował by go Pan tak samo ? W końcu pilot szybowca ma bliżej do skoczka latającego na czaszy (skrzydle) niż do pilota.. (ot taka mała prowokacja).

Z poważaniem

Zbigniew Kordzikowski

Witam,

Po lekturze niektórych wpisów zastanawiam się czy nie byłoby lepszym pomysłem napisanie czegoś na temat stereotypów i uprzedzeń.
Bo czy nie jest ciekawe, że gniew i niechęć powstaje w stosunku do nieznanych osób tylko dlatego, że ich pasją są skoki spadochronowe, a nie coś innego? A może powód jest inny?
Czy ten sam poziom niechęci prezentowany jest w stosunku do miłośników np. modelarstwa, którzy z pasją testują swoje modele na naszej Strefie?

Lata z nami wielu pilotów i nie zauważyłem z ich strony niechęci do nas. Są przez nas cenieni i szanowani. Nie występują też jako "anonimy".

W odpowiedzi na pytanie jednej z wielu osób, która nie miała odwagi podać swojego imienia i nazwiska, odpowiadam: ani to nie jest doktorat, ani koloryzowanie - to odpowiedzi na pytania zadawane przez człowieka z Waszego środowiska.

Zastanawiam się nad pierwszym wpisem, który zawiera treść: "Stary co ty piszesz, ty lubisz skakać to skacz ja lubie latać to latam. Tylko ciewkawe kto by ci wystrugał drabinę na 4000 m jakby nie było pilotów bo..." Nie znalazłem w rozmowie ze mną ani krytyki w stosunku do osób latających, ani przedkładania skoków nad latanie. Skąd zatem ta złośliwość? Może powód jest wewnątrz osoby, która ten gniew anonimowo tutaj przelewa.

Pozdrawiam,
Tomasz Kozłowski

P.S.
W razie potrzeby kontaktu pozostaję do dyspozycji. Moje dane teleadresowa są na stronach:
www.teambuildingpolska.pl
www.przezchmury.pl

Dla Pana psychologa i większości szkoczków najłatwiej jest obwinić pilotów jakimś cynizmem. Stary co ty piszesz, ty lubisz skakać to skacz ja lubie latać to latam. Tylko ciewkawe kto by ci wystrugał drabinę na 4000 m jakby nie było pilotów bo. A swoją drogą to mam skoków wiecej niż ci się może wydawać. No ale cóż co dla niektórych skoki to wyczyn bohaterski taki NAJ NAJ :). pozdrawiam i miłego brandzlowania w samouwielbianiu hahaha

Właściwie wyposażenie pilotów liniowych w spadochrony nie byłoby akie głupie. Awaria, oni myk myk z samolotu i spokój. Ile by się kasy na szkoleniu zaoszczędziło! I rejestratorów nie trzeba by było - przecież sami piloci by opowiedzieli, co sie stało...

Szkoda, że pan psycholog nie porusza tematu skoków spadochronowych wykonywanych przez pilotów - a właściwie ich nie wykonywanie.

Praktycznie wszyscy piloci boją się skakać. Takich co mają cyfrę ponad 200 można w Polsce policzyć dosłownie na palcach.
Reszta to pospolite cykory ukrywające się np. pod maską cynizmu typu - jak można wyskakiwać ze sprawnego samolotu.

To bardzo źle zważywszy, że żaden symulator nigdy nie zasymuluje sytuacji prawdziwego stresu. Kursant ma co najwyżej przepoconą koszulkę.
W czasie skoku miałby zapewne pełne gacie.
Właśnie podczas skoków można ocenić przydatność kandydata na pilota, szczególnie liniowego.
Jeżeli facet nie radzi sobie z dużym stresem i nie jest w stanie przemóc strachu wykonując powiedzmy 20-30 skoków rocznie to sorki, ale jaka jest pewność, że poradzi sobie w trudnej sytuacji podczas lotu z setką pasażerów ?? Żadna.

Szczególnie, że dzisiejsze spadochrony szybujące są naprawdę dobrze dopracowane, właściwie poskładane zawsze się otwierają, a lądowanie jest miękkie.
Więc strach nie od opanowania przez pilotów jest de facto wytwarzany w ich głowie.
Realne zagrożenie jest niewielkie.

O większe realne zagrożenie stanowi zwykła jazda rowerem po ulicach miasta

Z tym "zawsze się otwierają" to pojechałeś po bandzie. Sprawdź ile zgłoszeń do PBKWL stanowią zgłoszenia związane ze spadochronami. A ile nie zgłaszacie? Wiem bo mam z Wami do czynienia. Skoczek się strzela z głównego, a Waszym zdaniem-nic się nie stało. Też skakałem i to żaden wyczyn, no chyba że dla tego pokolenia internetu i telefonów komórkowych-dla nich stresem jest każde wyjście z domu.

A co sie niby stalo kiedy skoczek sie strzela?
To cos podobnego jak ostre hamowanie z piskiem opon.
Nikt tak codziennie nie hamuje, ale tez nie wzywa policji kiedy mu sie zdarzy.
Czy piloci ktorym nie uda sie wyladować za pierwszym podejsciem i wchodza na nastepny krag tez robia z tego afere?
Zapas jest od tego aby go uzywac. Sklada go rigger i zajmuje mu to kilka godzin.
Ten musi sie otworzyc.
Spadochron glowny moze skladac kazdy kto ma swiadectwo kwalifikacji i wprawnemu skoczkowi zajmuje to okolo 10min. Kazdy skoczek liczy sie z tym, ze glowny moze miec mala awarie, dlatego to dla nas zadna rewelacja.
Popatrz na reakcje skoczkow kiedy ktos wisi na zapasie. Wszyscy sa przerazeni, czy sie smieja i dowcipkuja z delikwenta? Owszem nie kazde ratowanie jest takie same. Kiedy ktos walczy z glownym do ponizej 300m i w koncu zapas otwiera mu automat, to juz nie jest smieszne i takie ratowanie jest traktowane powaznie.
Sam sie ratowalem 2x i jezeli sytuacja jest czysta a wysokosc wiszenia na zapasie wlasciwa - rewelacji nie ma.

"Też skakałem i to żaden wyczyn"
Fakt wyskoczyc ze spadochronem z samolotu to zaden wyczyn. Ale polataj w formacji zlozonej z kilkudziesieciu osob, to pogadamy.
Wszytko jest dla ludzi wiec skakanie tez. Skacze dla przyjemnosci i nie mam zamiaru nikomu tym imponowac. Dla mnie nie ma sie czym chwalic.
Ale dla kogos kto skoczyl raz jest to niezapomniane przezycie.
No chyba, ze ktos nie mam zadnych mechanizmow obronnych i skakanie z 4000m oraz opadanie 200km/h to pikus.
To musi byc kozak i ja takiemu do pient nie dorastam ;)

"...większe realne zagrożenie stanowi zwykła jazda rowerem po ulicach miasta"
To po co robisz zamieszenia.... Może zamiast ilością skoków mierzyć odporność na stres ilością kilometrów przejechanych rowerem po ulicach miasta...

Prawdziwy stres to mam gdy wracam do domu nad ranem, a żona czeka. Tego żaden skok i symulator nie zapewnią.

To ja opowiem historyjke o bohaterstwie skoczkow.
AN-2, na pace 9 spadochroniarzy, 700m AGL. Silnik zabarachlil. Zaloga wziela sie za sprawdzanie co jest, po minucie doszli ze pochrzanili cos przy przelaczaniu zbiornikow. Wlaczyli paliwo, silnik zagral, no i gaz. Samolot nagle ozyl, idzie w gore jak balon. Piloci odwracaja sie, a tam nikogo nie ma... A mieli wysiasc dopiero na 1200m

Skoczkowie zareagowali prawidłowo.
Przesiadli sie na sprzet ktory znaja, ktory jest pod ich kontrola i ktorego sa pewni.
Na 700m mogli bezpiecznie opuscic samolot, nizej juz nie bylo by tak wesolo.
Pilotom tez zrobili przysluge, bo samolot byl lzejszy a i odpowiedzialnosc mniejsza. W razie czego moglibt opuscic samolot bez ogladania sie na skoczkow.
Gdyby to samo mialo miejsce na 300m, wtedy Twoja krytyka skoczkow byla by wlasciwa.
Na 300m skok ze spadochronem jest juz bardziej ryzykowny - wtedy lepiej zachowac zimna krew i wierzyc w pilotow.

P.S.
Po Twoim komentarzu mam wrazenie, ze z lotnictwem masz malo do czynienia..

...ale przyznasz, że zareagowali prawidłowo :-)

Piloci? Tak. Zachowali trzezwosc myslenia w sytuacji stresowej. Mimo, ze tez mieli spadaki...

Piloci tak, mieli 700m.
Chodziło mi o skoczków. Silnik zdycha opuszczamy maszynę. :-D

Zabarachlił-jaka piękna polszczyzna!!

Jak mi to zafundujesz to mogę skakać ;)

A po jakiego grzyba pilota liniowy ma skakać? i z czego? 737?

... i z czym - nie tylko liniowy - pilot ma skakać? Z parasolem?
Zimna wojna się skończyła, nie latamy już ze spadakami. Ale zgadzam się że to cyniczne z naszej strony :-)))

doktorat czy koloryzowanie ?