Kurs samoratowania na morzu

Kurs samoratowania na morzu/ fot. Marian Kluczyński

Skoki z wysokości kilku metrów imitujące lądowanie w morzu po wypięciu się ze spadochronu, wydostanie się z zanurzonej kabiny statku powietrznego, zajmowanie miejsca w łódce i tratwie ratunkowej oraz korzystanie ze sztormtrapu w dzień i w nocy, gdy morze jest wzburzone i pada deszcz to elementy ubiegłotygodniowego szkolenia lotników morskich w Ośrodku Szkolenia Nurków i Płetwonurków Wojska Polskiego w Gdyni.

To cykliczne szkolenie członków personelu latającego 43. i 44. Bazy Lotnictwa Morskiego w samoratowaniu się na morzu. Jego celem jest oswajanie się z wodą i sprzętem ratowniczym, a także nabieranie nawyków ratowania się w sytuacjach awaryjnych oraz podczas długotrwałego przebywania w wodzie. To typowy element szkolenia załóg samolotów i śmigłowców, wykonujących loty nad morzem. Zajęcia odbywają się w nowoczesnej bazie OSNiP WP. W tym roku ten pięciodniowy kurs kończy już druga grupa pilotów, nawigatorów, ratowników i techników pokładowych lotnictwa Marynarki Wojennej. Szkolenie prowadzili: ppor. mar. Patryk Kiedrowski i st. bosm. Marcin Kuźnik. Muszą go ukończyć wszyscy członkowie załóg statków powietrznych. Kursanci zdobywają niezbędną wiedzę teoretyczną i praktyczną w ratownictwie morskim. Uczą się korzystania z podręcznych środków ratowniczych, używania specjalnej butli ze sprężoną mieszanką powietrza, łódki, tratwy, korzystania ze sztormtrapów, drabinki linowej oraz wypinania się z uprzęży, opuszczenia kabiny śmigłowca pod wodą, w dzień i w nocy, w ekstremalnych warunkach, a także długotrwałego przebywania w wodzie. Jest to tym trudniejsze, że w sytuacji awaryjnej zazwyczaj jest się w pozycji głową w dół. Trening opuszczania kabiny śmigłowca zanurzonej w wodzie odbywa się kilkakrotnie. Kursanci nie wiedzą w którą stronę kabina się obróci i przez które drzwi będą mogli się ewakuować. Wszyscy szkolą się z opuszczania śmigłowca zarówno z foteli pilotów jak też pozostałych miejsc kabiny pasażerskiej.

fot. Marian Kluczyński

Początkowo ćwiczą w parach, a następnie w cztery osoby (dwaj piloci, technik pokładowy, ratownik lub nawigator). Każde z tych ćwiczeń ma służyć utrwaleniu nawyków niezbędnych w sytuacji awaryjnej, kiedy doszłoby do wodowania i trzeba by było opuścić maszynę pod wodą, a następnie zająć miejsce w środku ratowniczym (łódce, tratwie) także w nocy, przy dużej fali, a następnie przy pomocy sztormtrapów, specjalnej drabinki z lin podawanej z jednostki pływającej do wody rozbitkom aby dostać się na jej pokład. Personel trenuje też zakładanie specjalnego pasa podawanego przez śmigłowiec.



„Szkolenie rozpoczynamy oswajaniem z wodą, potem zanurzania się w wodzie, przebywania w niej na bezdechu, korzystania z butli z powietrzem do oddychania. Każdy członek personelu latającego musi obowiązkowo co pięć lat zaliczyć taki kurs. Ponadto w okresie tym, zazwyczaj po dwóch latach musi odbyć trening podtrzymania nawyków opuszczania kabiny śmigłowca pod wodą. Szkolimy nie tylko przedstawicieli Marynarki Wojennej, ale także cały personel latający Sił Zbrojnych. W tym roku poza szkoleniem nurków przeszkoliliśmy dwie grupy lotników z Marynarki Wojennej i jedną z Sił Powietrznych” –powiedział kpt. mar. Oskar Draus.

Marian Kluczyński

Źródło: Brygada Lotnictwa MW
comments powered by Disqus

Komentarze

Rewelacja ! 30 lat temu uczestniczyłem w takim szkoleniu w Aberdeen. Ale dobrze, że teraz i u nas jest taki symulator. Ciekawe, czy mają możliwość wytwarzania fali i symulacji nocy (braku oświetlenia). Bo o drugim basenie z zimną wodą, to chyba nie ma co marzyć. No, chyba że w tym pierwszym jest tylko zimna. Ale pogratulować kolegom sukcesu inwestycyjnego.