"Pięćset z plusem i diamenty" – relacja z lotu podczas WOP Lubin 2019

Pierwsze starty po diamenty za przeloty 500km i 300km (fot. Alex Lorenz)

Trwa dziewiąta edycja Wiosennego Obozu Przeltowoego Lubin 2019, którego celem jest doskonalenie umiejętności przelotowych, podniesienie kwalifikacji pilotów, trening oraz ustanawianie rekordów szybowcowych.

Celem WOP Lubin 2019 jest również zdobywanie podczas lotów warunków do licencji oraz odznak. 22 czerwca taki lot wykonał jeden z uczestników Obozu – Alex Lorenz z Wrocławia. Jego relację z tego lotu zamieszczamy poniżej.

Pięćset z plusem i diamenty

"Sobotnia pogoda na Wiosennym Obozie Przelotowym była wyczekiwana i przygotowania do niej ruszyły dnia poprzedniego. Wyhangarowanie szybowców zaczęło się już o godzinie 6.30, przed kranami z wodą stała kolejka szybowców by ostatecznie po zatankowaniu ustawić się z pozostałymi przy progu pasa 13 w Lubinie. Odprawa prowadzona przez Zbyszka Siwika rozpoczęła się o godzinie 9.00 i formalnością było potwierdzenie spodziewanych dobrych warunków na północny zachód od lotniska oraz rozdanie 3 wariantów tras do wyboru. Były to dwie pięćsetki oraz trzysta kilometrów, wszystkie trasy wyłożone zostały były warunkami do diamentowych odznak szybowcowych.

Jedna z tras 500km to był lot pod niemiecką granicę a potem głęboko w Puszczę Notecką i znów powrót pod granicę, by ostatecznie na koniec dnia wrócić do Lubina. Druga pięćsetka, to często latana przeze mnie koperta z punktami tak wyłożonymi że po drugim punkcie można było przerwać zadanie i wrócić do leżącego blisko punktu lotniska w Lubinie, lub jakby warunki się pogorszyły po ostatnim punkcie można było po drodze lądować na lotnisku w Przylepie, czy też lądowisku w Nowej Soli. Natomiast 300km to klasyczny trójkąt FAI z punktami pod granicą niemiecką.


Czekanie po wschodniej stronie miasta Lubin, aż podstawa cumulusów osiągnie 1000 metrów, by przeciąć linię startu (fot. Alex Lorenz)

Widząc, że już przed startami nad lotniskiem są nisko zawieszone cumulusy puszczam w kolejce startowej przed sobą szybowce robiące warunki i dopiero po nich startuje Jantarem pełnym wody by dogonić je po trasie. Pierwsze kominy są silne, odlatuje na wschód lotniska i czekam, aż podstawa przekroczy 1000 metrów, po czym odchodzę na trasę Lubin-Gzmiąca- 207- Słubice-Lubin, punkty w tej kolejności wprowadzam z zadania jakie pobieram przed lotem. Po wczesnym odejściu z lotniska w Lubinie i locie w kierunku Zielonej Góry, gdzie udawały się na początku trasy wszystkie szybowce, kluczowe jest przejście słabego termicznie terenu za Polkowicami. Budząca się termika z jeszcze nisko zawieszonymi chmurami, zdecydowanie słabsza na tym obszarze zawsze w tym rejonie sprawia trudność i potrafi ściągnąć na ziemię szybowiec z pilotem, któremu pozostaje tylko patrzeć jak inne szybowce nad nim pokonują ten obszar. Przekonał się o tym jeden z pilotów PW-5. Drugą PW-5 o znakach ogonowych GN spotykam walcząca przed Głogowem i razem przelatujemy ten obszar by za Hutą w Głogowie wlecieć już w lepsze warunki gdzie podstawa chmur wzrasta do 1500 metrów.


Lot skrajem bezchmurnego obszaru, który przemierzałem razem z PW-5 GN. Komin w rejonie Huty Głogów (fot. Alex Lorenz)

W tym czasie od południa nasuwa się wysokie pokrycie przed którym mocno powstają cumulusy, co też postanawiają wykorzystać pozostałe szybowce lecące 500km i wybierają lot przez mały poligon do Przemkowa, a dopiero potem dolot w rejon lotniska w Przylepie. Wybrawszy lot północna stroną trasy lecę na skraju bezchmurnego nieba z dopiero co pojawiającymi się cumulusami przy południowej krawędzi Lasu Sławskiego. Szybko dolatuje do Zielonej Góry i kieruje się do punktu Grzmiąca leżącego przy granicy niemieckiej, w tym czasie pozostałe dwa Jantary lecące ten sam wariant trasy 500km lecą za mną około 30 km. Po punkcie moja przewaga nad pozostałymi szybowcami w locie do drugiego punktu lezącego w Puszczy Noteckiej rośnie do 90km.


Szlaki nad Puszczą Notecką (fot. Alex Lorenz)

Warunki pogodowe w tym czasie się nie pogorszyły drastycznie a ja również zbytnio nie przyspieszyłem, rozwiązaniem tego stanu rzeczy poznam dopiero lecąc do ostatniego punktu w Słubicach. Przylatując około godziny 14stej nad punkt 207 postanawiam wydłużyć w tym miejscu trasę i polecieć jeszcze bardziej na wschód w kierunku Piły, tak by zawrócić i znaleźć się nad mijanym punktem, gdy Jakub Krupa na Jantarze JK i Arek Kicaj na Jantarze ZT będą robić ten punkt. Zakładam również że w rejonie punktu mam być nie później niż o godzinie 15-stej by zdarzyć jeszcze wrócić do lotniska przed wygaśnięciem termiki, tak też lecę i po zawróceniu przy miejscowości Czarnków, mijam punkt i dolatujące do niego Jantary. Widząc że w kierunku Słubic chmury nad puszczą coraz bardziej się rozmywają nie czekając na pozostałe szybowce lecę skrajem puszczy noteckiej, na początku północnym , a potem południowym. W tym czasie Słyszę że Kuba i Arek z nad puszczy skręcają w kierunku południowym po dopytaniu przez radio dlaczego w tym kierunku lecą okazuje się że mają wbita trasę inaczej ode mnie i najpierw lecieli Słubice a teraz na powrocie mają Grzmiącą, którą ja już zrobiłem. Patrząc na warunki do Słubic pozostaje mi tylko im pozazdrościć, mniejszej odległości do punktu i lepiej wyglądających cumulusów. Po minięciu Skwierzyny w kierunku na Słubice jest coraz więcej cumulusów rozlanych, zacieniając teren, a lot od Osna Lubuskiego do Słubic przebiega po bezchmurnym obszarze. Na szczęście mimo niższego przylotu nad punkt kontrast jaki tam występuje las-miasto pozwala zdobyć wysokość już za granicą nad niemieckim miastem Frankfurt nad Odrą. W tym czasie Jantary JK i ZT zbliżają się do punktu Grzmiąca, a ja będąc za nimi około 30 km zaczynam pościg w powoli gasnących warunkach termicznych.


Dolot do lotniska południowa strona trasy pod Polkowicami z okolic Stawów Przemkowskich (fot. Alex Lorenz)

Małe ilości much tego dnia pozwalają w pełni korzystać z doskonałości długoskrzydłych Jantarów 2B i Arka lecącego na ZT nie doganiam, a Kubę na krótkim Jantarze mijam na wysokości Krosna Odrzańskiego by potem spotkać się z nim w kominie nad Zielona Górą i lecieć przed nim i Darkiem Żbikiem który wraca tą sama drogą z ponad 100km wycieczki, w osi szlaków, z Niemiec bez krążenia na swoim Jantarze DZ. Od Zielonej Góry zaczyna się zachowawczy lot z wykorzystywaniem zanikającyh cumulusów, po drodze spotykam inne szybowce wracające z trasy do lotniska. Przede mną leci Jantar BK, pilotowany przez Maurycego Miazka, dla którego ten lot to warunkowe 500km po mojej kopercie. Spotykam również ponownie PW-5 GN, który będzie walczyć do końca dnia by zdobyć z sukcesem diament za 300km po locie trwającym ponad 9 godzin. Równiez lot na Cobrze Szczepanowi pozwoli cieszyc się diamentem za 300km. Nie wiele też zabraknie do ukończenia trasy 500km Jankowi Gramatyce, który na swoim szybowcu K-6 wyląduje w polu przed Polkowicami przelatując według OLC 504 km!

Gdy kończę swój lot lusterko pokazuje 633,5 km przeleciane według reguł OLC www.onlinecontest.org"


Jantar KS po przeleceniu 633,5km na lotnisku w Lubinie (fot. Alex Lorenz)

Źródło: Alex Lorenz
comments powered by Disqus