Sławomir Talowski: Akrobacja pozwala stać się lepszym pilotem. Rozmowa z wicemistrzem świata

Sławomir Talowski (fot. aeroklub-czestochowa.org.pl)

Sławomir Talowski, pilot Aeroklubu Częstochowskiego, zdobył w tym roku wicemistrzostwo świata w akrobacji szybowcowej. Podczas zawodów rozgrywanych w połowie sierpnia w czeskich Zbraslavicach lepszym okazał się jedynie zawodnik gospodarzy. Mieliśmy okazję porozmawiać z naszym wicemistrzem podczas jednej z jego wizyt na lotnisku w Rudnikach.

Gracjan Respondek: Minęło już trochę czasu od zawodów w Zbraslavicach. Na ten sezon koniec z lataniem szybowcami?

Sławomir Talowski: Jeszcze nie. Teraz zajmę się pracą instruktorską. Już nawet dziś mam kilka osób, które chcą zrobić uprawnienia do akrobacji, w związku z czym szykuje się latanie po naszej rozmowie.

Miał Pan już wcześniej wicemistrzostwo świata na koncie zdobyte w 2013 roku. W roku ubiegłym stanął Pan na trzecim stopniu podium. Była chrapka na złoto w tym sezonie?

Szczerze mówiąc była. Taki był cel. Natomiast jak to w zwykle bywa, życie zweryfikowało trochę plany. Choć jak patrzę z perspektywy szansa była. Problem polegał na tym, że było dużo zawodników – 47 w tej klasie. Lataliśmy przez dwa dni, a warunki pogodowe w tak rozległym czasie były różne. Loteria. Jedni trafili na lepszą, inni gorszą pogodę. Było to bardzo widoczne po tabeli. Na pierwszych miejscach zmieniały się ciągle nazwiska, aż do ostatniej konkurencji.

Pan był w czołówce po każdym notowaniu.

Powiedzmy, prawie w czołówce. Ze uwagi na pogodę nie udał mi się program dowolny, a liczyłem tu na wysokie noty, bo ten mam bardzo dobry. W zeszłym roku wykręciłem drugi rezultat, a w tym dopiero w drugiej dziesiątce. Niestety tak się złożyło, że zmienił się wiatr, ciężko było się utrzymać w strefie i dostałem dużo punktów karnych za wylot z niej. Natomiast bardzo dobrze poszło mi w programach nieznanych, które szczerze mówiąc nie są moją mocną stroną. Figury, które dodano były takie jak lubię – dynamiczne, na dużym przeciążeniu, na dużych prędkościach. W efekcie z 6 miejsca po programie dowolnym w klasyfikacji ogólnej udało mi się wskoczyć na drugie miejsce.

Wygrał reprezentant gospodarzy. Czy to, że latał na swoim terenie w jakiś sposób pomogło mu w zdobyciu złota?

Na pewno. W zeszłym roku lataliśmy w Toruniu i dobrze znaliśmy lotnisko. Wcześniej rozgrywane były tam mistrzostwa Polski, później mieliśmy tam trening, było nam łatwiej. W Braslavicach jest specyficznie jeżeli chodzi o strefę. Była bardzo słabo widoczna. Oprócz tego, że były wyłożone znaki strefy, równolegle wyłożono także białe znaki pasa startowego, choć trochę mniejszej wielkości. Można się było pogubić. Zrobiłem tam trzy loty treningowe i wciąż miałem duży problem. Dlatego też uważam, że dobra znajomość lotniska miała wpływ na wyniki konkursu.

Czy jest możliwość złapania kilku dodatkowych punktów z uwagi na posiadanie lepszego szybowca? Jaką rolę w tym sporcie odgrywa sama maszyna?

Odgrywa sporą. Tak naprawdę ponad 90 procent szybowców to są swifty i foxy polskiej produkcji. Reszta to też jest polski szybowiec acro. Ten ma już trochę gorsze osiągi. Natomiast swift jest szybowcem jednomiejscowym i jest ciut lepszy od foxa. W kategorii Advanced rodzaj szybowca nie ma aż takiego znaczenia jak w kategorii Unlimited, nie mniej jednak swift ma większą moc obrotową wzdłuż osi podłużnej i po prostu beczki robi szybciej, ładniej wygląda. To pewna przewaga w stosunku do foxa. Sędziowanie wygląda tak, jak w jeździe figurowej na lodzie. Z dwóch zawodników, którzy tak samo poprawnie wykonali program, wyżej oceniony zostanie ten który wykonał go dynamiczniej. Tendencja jest taka, że akrobacja szybowcowa musi być wykonana w szybkim rytmie, a na to pozwala swift, daje nam przewagę. Od rodzaju szybowca wynik też trochę zależy.

Widziałem Pana i Jacka Bogatkę przed mistrzostwami, kiedy ćwiczyliście na lotniku w Rudnikach. Z ziemi wygląda to karkołomnie, przerażająco. O jakich prędkościach mówimy i o jakich przeciążeniach. Czy organizm zwykłego śmiertelnika jest w stanie to wytrzymać?

Nie jest to aż tak straszne, ale nawet wśród pilotów są tacy, którzy lubią akrobację i tacy którzy jej nie lubią. Dla jednych jest to frajda i zabawa dla drugich coś bardzo nieprzyjemnego i tego nie praktykują. Prędkość? 270 km/h maksymalnie do pewnych figur. Przeważnie to jest 230 km/h przy wprowadzeniu do figury. Natomiast przeciążenie do 8 G przy ekstremalnych, szybkich figurach.

Jest Pan również pilotem samolotów pasażerskich, czyli zupełnie innych maszyn, dużych, przy których technika pilotażu jest zdecydowanie inna, wymagająca spokojnych ruchów. Raczej przeciwieństwo akrobacji.

Tak. Mówimy tutaj w zasadzie o dwóch skrajnie różnych technikach. Latanie w liniach lotniczych jest tak naprawdę oparte o procedury, których się ściśle przestrzega, akrobacja jest przeciwieństwem takiej formy. Natomiast zasady pilotażu są takie same. Zarówno duży samolot jak i szybowiec akrobacyjny latają według tych samych praw fizyki i aerodynamika lotu jest taka sama. Na pewno akrobacja daje pilotom, szybowcowym i samolotowym, obycie z nietypowymi położeniami, stanami lotu, wyczucie na zbliżania się do prędkości minimalnych. Pilot akrobacyjny wsiadając w szybowiec od razu czuje mniej więcej jakie są możliwości danej maszyny, na co sobie można pozwolić, czuje kiedy się zbliża do pewnej granicy. Akrobacja rozwija dość mocno w zakresie pilotażu. Dlatego też wielu ludzi, nie tylko pod kątem zawodów, robi uprawnienia, żeby zapoznać się z nietypowym stanem lotu. Uważam, że to jest też dobre podejście do akrobacji.

Ten sezon dobiega końca. Przed Panem loty szkoleniowe, pewnie rekreacyjne żeby nie wypaść z formy. A kolejny?

Zobaczymy. Koledzy namawiają mnie do przejścia do klasy Unlimited. Główną rzeczą, która ogranicza latanie akrobacyjne to są finanse. Jeden lot kosztuje około 200 złotych, a żeby dobrze przygotować się do zawodów trzeba wykonać 100 lotów w sezonie. Tak naprawdę nigdy mi się to nie udało.

Łatwo policzyć ile to kosztuje.

Druga sprawa, że nawet posiadając takie fundusze ciężko znaleźć też czas, bo często nasze plany treningowe weryfikuje pogoda. Ten sezon był udany jeśli chodzi o pogodę. Dni lotnych, słonecznych było dość dużo, więc można było poćwiczyć, ale nie zawsze tak jest. Na przykład w zeszłym roku nie było tak fajnie. Kluczem jest znalezienie sponsora. Mam nadzieję, że coraz więcej firm, z uwagi na światowy prymat biało-czerwonych w tej dyscyplinie, będzie chciało brać udział w sponsorowaniu lotnictwa. Kilka poważnych już się zaangażowało. Mam nadzieję, że to dopiero początek i będzie się nam udawało pozyskiwać środki niezbędne do treningów na poziomie europejskim. Dodam na marginesie, że we Francji cały trening pokrywany jest z budżetu państwa, choć trójkolorowi nie osiągają takich wyników jak Polacy.

Czego można Panu życzyć na przyszły sezon?

Połamania skrzydeł (śmiech).

Tego życzę i dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.

Źródło: Aeroklub Częstochowski
comments powered by Disqus